witomir
23.02.04, 14:32
Sens wejścia do Unii Europejskiej polega przede wszystkim na nadrobieniu
zaległości i opóźnień gospodarczych oraz cywilizacyjnych - podkreślił
prezydent Aleksander Kwaśniewski podsumowując poniedziałkową debatę w Pałacu
Prezydenckim pod hasłem "Silna Polska w silnej Europie". Hasło to - zdaniem
prezydenta - jest "osiągalne i realne".
Do Pałacu Prezydenckiego zaproszono polityków, przedstawicieli środowisk
akademickich, nauki, mediów oraz młodzież. Była to pierwsza z cyklu
zapowiedzianych przez Kwaśniewskiego debat o miejscu Polski w UE. Kolejne
będą odbywać się co miesiąc i poświęcone będą polityce zagranicznej Unii, w
tym jej wymiarowi wschodniemu, modelowi finansowania UE po 2006 roku oraz
Strategii Lizbońskiej - unijnego programu ożywiania gospodarki i poprawy
konkurencyjności.
Otwierając debatę Kwaśniewski zauważył, że sprawa obrony przez Polskę
nicejskiego systemu głosowania w unijnej konstytucji zdominowała ostatnio w
naszym kraju dyskusję europejską. Jego zdaniem, potrzebujemy debaty mniej
emocjonalnej, a bardziej praktycznej. "Katalog kwestii europejskich jest
daleko bogatszy niż tylko podejmowanie lub blokowanie decyzji w poszerzonej
Unii" - ocenił prezydent.
Podkreślił, że chcemy Polski silnej gospodarczo i politycznie, wpływającej na
politykę europejską i regionalną - Polski sprawnej w solidarnej Europie.
Zaapelował do polityków, ekspertów i przedstawicieli mediów o
mobilizowanie "do wielkiego, narodowego zadania, jakim jest przygotowanie
Polski do akcesji w Unii". Na 74 dni przed akcesją wciąż mamy w Polsce pracę
domową do odrobienia, a wielkość kraju i liczba ludności nie może
usprawiedliwiać opóźnień w przygotowaniach - podkreślił.
"Udowodnijmy, że umiemy nie tylko twardo negocjować, ale przede wszystkim, że
umiemy spełniać zobowiązania, reagować na pojawiające się problemy, być
odpowiedzialni i konsekwentni" - dodał Kwaśniewski.
Podobnego zdania był wicepremier, szef MSWiA Józef Oleksy. Jak podkreślił,
pozycja Polski w UE będzie zależeć nie tylko od systemu głosowania, ale
przede wszystkim od siły wewnętrznej kraju - nowoczesnej gospodarki, ładu
wewnętrznego, gotowości do porozumienia, otwartości kraju czy wykształcenia
społeczeństwa.
"To będzie silna Polska w UE i niczego nie będzie hamować, jeżeli tu wewnątrz
będziemy umieli się urządzić" - ocenił Oleksy.
Dodał, że to, co możemy zrobić na rzecz Unii Europejskiej, to inwestowanie w
innowacyjność kraju i gospodarki. Obecnie - według Oleksego - z punktu
widzenia potencjału gospodarczego wejście Polski do UE jest mało istotne:
udział naszego PKB w unijnym to zaledwie 2%, a udział eksportu do Polski w
całym eksporcie Unii wynosi 3,7%.
Były premier Tadeusz Mazowiecki zganił rząd za to, że dał związać sobie ręce
pod wpływem opozycji, które rzuciła hasło "Nicea albo śmierć". Obowiązkiem
polskiego rządu była obrona Nicei, ale nie do śmierci - powiedział. Zdaniem
byłego premiera, na zewnątrz Polska zyskała wizerunek państwa niezdolnego do
negocjacji i kompromisu.
Jak dodał, obrona interesów Polski może nastąpić nie tylko w ramach
rozwiązania nicejskiego, lecz także w myśl propozycji Konwentu Europejskiego,
np. poprzez podniesienie progu liczby ludności wymaganej do podjęcia decyzji.
Mazowiecki podkreślił, że "Polska nie może ekonomicznie wejść do Europy
politycznie się od niej odwracając". Zwrócił uwagę na konieczność partnerstwa
z Francją i Niemcami, które w zasadzie decydują o potencjale Unii. Tymczasem
toczymy z nimi spór, który bardzo niedobrze odciska się w opinii społecznej -
ocenił były premier.
Polską debatę o unijnej konstytucji, która toczyła się w ostatnich
miesiącach, skrytykował prof. Wojciech Sadurski z Uniwersytetu Europejskiego
we Florencji. Jego zdaniem, dyskusja ta przypomina "buchalteryjną polemikę" o
wpływie na unijne decyzje i uzyskaniu jak najlepszego miejsca przy stole.
Demonizuje się - jak podkreślił - zwykłe różnice zdań przedstawiane jako
egoistyczne interesy wielkich państw. Według Sadurskiego, społeczeństwa
krajów Unii z rozbawieniem patrzyły, jak bronimy Traktatu z Nicei, którego
nikt nie chce.
Zdaniem szefowej Instytutu Spraw Publicznych prof. Leny Kolarskiej-
Bobińskiej, błędem było, że po referendum nie przedstawiono społeczeństwu
nowych celów polityki polskiej, a całą uwagę skupiono na obronie modelu
głosowania. Doprowadziło to do spadku poparcia dla wejścia Polski do UE.
Na głosy krytyczne wobec polskiego stanowiska w sprawie konstytucji UE
zareagował szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz. Przyznał, że ponieśliśmy cenę
polityczną, jednak - niesprawiedliwie. Cimoszewicz podkreślił, że zawsze w
oficjalnych prezentacjach stanowiska naszego kraju odwoływano się do
wspólnych wartości. Polska była i jest gotowa do otwartej dyskusji, ale nie
można osiągnąć porozumienia, gdy nie ma partnerów do tej dyskusji -
zaznaczył.
Silna Polska - w opinii ministra - to Polska, która rozumie swe obowiązki i
współodpowiedzialność, ale jednocześnie wierzy w swoje racje i prawa.
Prezydent powiedział na zakończenie dyskusji, że wierzy, iż "kompromis jest
do osiągnięcia, a Traktat [Konstytucyjny UE] będzie źródłem budowania, a nie
konfliktów".
Zdaniem Kwaśniewskiego, kontrowersje wokół Traktatu wynikają m.in. z
niedostatecznego zrozumienia racji obu stron: niektóre kraje Unii dziwią się,
że nie można w tej sprawie osiągnąć porozumienia, natomiast kraje kandydujące
uważają, że zmienia się "reguły gry" tuż przed momentem ich akcesji do Unii.
Dodał, że teraz jest bardzo dobry moment na inicjatywy dyplomatyczne w tej
sprawie.
(PAP)
Komentarz
Jeżeli Kwaśniewski czuje się "zapóźniony cywilizacyjnie" to niech nadrobi
zaległości. Ale nas w to niechaj nie wciąga.
Niemcy mieli swojego Hitlera mordującego narody.
Francuzi mieli Napoleona.
Anglicy kilkusetletnią spuściznę kolonialną.
Nam przyszło mieć Kwaśniewskiego