Ślązakowszczyzna a współczesny konformizm

15.03.04, 16:55
Ślązakowszczyzna to zjawisko z przełomu XIX i XX wieku wywodzące się ze
Śląska Cieszyńskiego. Jego istota znana jest wszak od stuleci. Jest nią
konformizm, powiązany ze służalczością wobec dominujących, obcych nacji w
celu osiągania osobistych korzyści materialnych, aż do zdrady własnego
narodu włącznie.

Określenie ślązakowszczyzna jest pejoratywne. Nazwą łączy się ewidentnie
tylko ze Śląskiem, a historycznie z jego niewielkim skrawkiem. Tak
pogardliwie nazwali to zjawisko Ślązacy z Ziemi Cieszyńskiej, przywiązani do
swej polskości. Z całą pewnością nie warto byłoby poświęcać mu uwagi, gdyby
nie zaczynało się odradzać i to nie tylko w swej lokalnej postaci. Gorsze
jest to, że dochodzi do jego przełożenia na współczesność w postaci
separatyzmu etnicznego w całej Polsce, jak żądanie autonomii dla Ślązaków lub
Kaszubów oraz że znajduje odbicie w wystąpieniach licznych
tzw. „przedstawicieli narodu” i niestety także w oficjalnej polityce MSZ
III RP.

W tym kontekście nie napawają np. optymizmem prześmiewne wypowiedzi
Kazimierza Kutza – senatora III RP – na temat patriotyzmu i
polskości. „Nihil novi sub sole” można też powiedzieć, śledząc stwierdzenia
negocjatorów polskiej akcesji do Unii Europejskiej. Bulwersujące jest
absolutne désintéressment MSZ w kwestii zapewnienia wzajemności w
dotrzymywaniu niezbywalnych praw Polaków w krajach ościennych, zamieszkałych
na terenach historycznie polskich, w chwili gdy obcym mniejszościom w Polsce
zapewnia się najwyższe przywileje.

Historycznie zjawisko ślązakowszczyzny zrodziło się na pograniczu
przenikającej się na Śląsku Cieszyńskim kultury polskiej, niemieckiej i
czeskiej. Przywódcą ruchu ślązakowskiego był polski nauczyciel Józef Kożdoń
(1873-1949), urodzony w miejscowości Leszna Górna, niedaleko Cieszyna.
Początkowo przyznawał się tak gorliwie do polskości, że miejscowi Niemcy
nazywali go polskim agitatorem. Niestety, był to człowiek o ograniczonej
inteligencji, żądny władzy i sławy, zarozumiały, tchórzliwy i niestały w
zasadach i przekonaniach. Niemcy zorientowali się szybko w jego mentalności.
Zaczęli go wabić i schlebiać jego ambicjom. Ożeniwszy się z Niemką uległ
całkowitej germanizacji. Przy niemieckim poparciu założył w 1909 roku w
Skoczowie Śląską Partię Ludową, której zapleczem był istniejący już wcześniej
Związek Ślązaków (Bund der Schlesier), zaś jej antypolską trybuną
tygodnik „Ślązak”. Kożdoń głosił antypolskie hasła separatystyczne pod
demagogicznym zawołaniem „Śląsk dla Ślązaków”, co wywoływało ogromny sprzeciw
nie tylko rodzimej inteligencji, lecz także szerokich warstw prostego ludu
śląskiego. O polskości oraz postawie tego ludu świadczyła choćby
kilkudziesięciotysięczna manifestacja w październiku 1918 w Cieszynie,
opowiadająca się za przynależnością Ziemi Cieszyńskiej do odradzającej się
Polski (patrz zdjęcie na str. 2). Kożdoń popierał w tym czasie akcję
germanizacyjną na Śląsku, programowo odcinając się od Polski i Polaków oraz
ich dążeń narodowych. W wojnie czesko-polskiej w r. 1919 wystąpił przeciwko
Polsce, uczestnicząc w agitacji za Czechosłowacją. W 1921 roku udał się do
czeskiego prezydenta Masaryka w celu uzyskania niemieckiej autonomii dla
Zaolzia. Nie spotkał się oczywiście z poparciem władz czeskich dla tej idei,
ale głosami Niemców i ślązakowców został wybrany burmistrzem zaolziańskiej
części Cieszyna i pełnił tę funkcję aż do powrotu Zaolzia do Polski. W r.
1938, po przejęciu Zaolzia przez Wojsko Polskie, został usunięty z tej
funkcji, a jego partia, popierająca niemieckich faszystów, została
rozwiązana. W latach II wojny światowej „za zasługi dla niemczyzny” został
za aprobatą samego Hitlera mianowany honorowym obywatelem Cieszyna. Po
wojnie, dzięki opiece czeskich narodowych socjalistów udało mu się uniknąć
procesu za kolaborację z Niemcami. Zmarł w r.1949 w Opawie.

27 X 1918 ponad 50 tysiecy mieszkańców Śląska Cieszyńskiego z obu stron
Olzy demonstrowało w centrum Cieszyna w przyjętej rezolucji swą suwerenną
wolę przynależności polskiej części Księstwa Cieszyńskiego do Polski


Postać Kożdonia wyjaśnia dużo z pogmatwanych dziejów Śląska
Cieszyńskiego, zwłaszcza początku XX wieku. Demagogiczną koncepcją
separatyzmu wprowadził on zamęt w świadomości wielu swoich ziomków po obu
stronach Olzy i nie tylko Olzy. Jak się okazuje, reperkusje
ślązakowszczyzny, podtrzymywane skwapliwie przez Niemców, przetrwały po dzień
dzisiejszy i w innych regionach Śląska.

Oto wiadomość z połowy lutego 2004, którą opublikowały polskie media:

„Trybunał Praw Człowieka w Strasbourgu oddalił skargę grupy działaczy Ruchu
Autonomii Śląska, którzy próbowali zarejestrować w polskich sądach
stowarzyszenie o nazwie Związek Ludności Narodowości Śląskiej. Sąd w
Strasbourgu orzekł, że polskie sądy nie naruszyły Europejskiej Konwencji
Praw Człowieka w sferze wolności stowarzyszania się obywateli, oddalając
rejestrację. /../ Grupa działaczy ruchu próbowała zarejestrować
stowarzyszenie od 1996 roku /.../”.

Wiadomo, że w swoim uzasadnieniu odmowy rejestracji Związku Ludności
Narodowości Śląskiej polskie sądy powołały się na opinie kompetentnych
rzeczoznawców uniwersyteckich,
którzy wykazali, że narodowość śląska, jako taka, nie istnieje.

Na oderwanym od Polski, zaolziańskim skrawku Śląska Cieszyńskiego,
ślązakowszczyzna zatraciła niejako swój pierwotny, germanofilski charakter.
Nie zatraciła jednak elementu renegactwa. Wykorzystały to obecne władze
czeskie, wprowadzając do ostatniego spisu ludności z r. 2001 tzw. narodowość
śląską, z zastrzeżeniem, że nie może ona mieć statusu mniejszości narodowej.
Udało im się w ten sposób znakomicie zmniejszyć prawie o 10 tys. i tak już
poważnie nadwątloną liczbę ludności przyznającej się do swego polskiego
rodowodu. Nie miejsce tu na omawianie faktów, które przyczyniły się do
ograniczenia liczby osób przyznających się do swej polskości, takich jak
choćby szczelne, kilkunastoletnie zamkniecie przez władze czeskie granicy
czesko-polskiej dla ruchu osobowego i słowa pisanego w
czasach „Solidarności”. Warto jednak zaznaczyć, że nie bez znaczenia jest tu
również agresywna propaganda antypolska w czeskich masmediach na Zaolziu,
która przy braku ochrony ze strony Polski, wywołuje u polskiej ludności
poczucie zagrożenia i nacisku. Do tego należy dodać likwidację w przemyślany
sposób wielu polskich szkół i przedszkoli, wyrugowanie polskiego patriotyzmu
z mentalności wielu polskojęzycznych nauczycieli młodszego pokolenia, odmowę
stosowania języka polskiego w życiu publicznym wbrew Konwencji Ramowej Rady
Europy o Ochronie Mniejszości Narodowych, ratyfikowanej przez Republikę
Czeską oraz usuwanie polskojęzycznych napisów i to z jeszcze większym
nasileniem teraz, już w czasach postkomunistycznych. Niestety, nie można w
tych rozważaniach pominąć negatywnego wpływu tamtejszego, wybitnie
konsumpcyjnego stylu życia, na mentalność wielu osób.

Ślązakowszczyzna, jako cecha postaw bytowych (zapewnianie sobie korzyści
materialnych – dotacji itp.) pewnych warstw społecznych zapuściła głębokie
korzenie zwłaszcza na Opolszczyźnie i to nie tylko w postaci wymienionego już
Ruchu Autonomii Śląska i jego dążeń separatystycznych. W jeszcze większej
mierze dotyczy to zjawisko tzw. mniejszości niemieckiej.

Oto niektóre dane zaczerpnięte z materiału: „Informacja dla posłów RP nt.
dotrzymywania praw mniejszości”, który przekazany został w roku 2000 posłom i
senatorom RP.

„Ruch mniejszości niemieckiej na Śląsku Opolskim posiada nie tyle charakter
niemiecki, gdyż nawet jego liderzy słabo mówią po niemiecku, ile zdecydowanie
antypolski i to o mocno nazistowskim obliczu. Jest finansowo wspierany z
zagranicy i stanowi ir
    • arnold17 Re: Ślązakowszczyzna a współczesny konformizm 15.03.04, 16:57
      Ruch mniejszości niemieckiej na Śląsku Opolskim posiada nie tyle charakter
      niemiecki, gdyż nawet jego liderzy słabo mówią po niemiecku, ile zdecydowanie
      antypolski i to o mocno nazistowskim obliczu. Jest finansowo wspierany z
      zagranicy i stanowi irredentę, mającą na celu bałkanizację Śląska i rozsadzanie
      państwa polskiego od wewnątrz, podobnie jak tego dokonało ongiś wyrosłe na
      polskiej ziemi państwo pruskie!

      Władze polskie szczebla rządowego zajmują błędne i niebezpieczne dla suwerennego
      bytu państwa stanowisko wobec ludności pochodzenia rodzimego na Śląsku. Uznają
      tę ludność – w tym nawet byłych członków przedwojennego Związku Polaków w
      Niemczech (!) za niemiecką mniejszość narodową. Akceptują wystawianie jej przez
      organa rządowe RFN, tj. przez obce państwo, paszportów tegoż państwa.Jest to
      sprzeczne z prawem polskim, ale zgadza się ze 116 artykułem konstytucji RFN.

      Polskie szkoły państwowe na Śląsku Opolskim germanizują polskie dzieci ucząc
      ich nie języka niemieckiego (co byłoby pożądane i godne poparcia),
      lecz „ojczystego” języka niemieckiego, co jest kłamstwem i stanowi jeden z
      wielu przykładów antypolskiej dywersji politycznej. Tylko 2% rodziców tych
      dzieci zna jako tako język niemiecki.”

      W innym miejscu tego sprawozdania czytamy:

      „Dla zrozumienia, o co na Śląsku chodzi, trzeba z całą mocą podkreślić: Z
      trzech grup Niemców, mieszkających na Śląsku do roku 1945, pierwszą grupę
      wysiedliły oddziały SS, które się wycofywały przed zbliżającym się frontem,

      druga grupa uciekła ze strachu przed odpowiedzialnością za zbrodnie
      hitlerowskie,

      a trzecią grupę wysiedlono na mocy traktatu poczdamskiego!

      Na Śląsku pozostali tylko Polacy oraz ci, którzy potrafili udowodnić polskie
      pochodzenie i zadeklarowali przyjęcie polskiego obywatelstwa.”

      I wreszcie gorzkie stwierdzenie:

      „Ciężko jest być Polakiem Ślązakowi na Śląsku. Dla polskich władz, mizdrzących
      się nieustannie do rządów RFN, jest czymś denerwującym to, że niektórzy Ślązacy
      są jeszcze Polakami. Stosują wobec nich rodzaj ostracyzmu. Nie dopuszczają ich
      do środków przekazu, nie zapraszają na konferencje naukowe i izolują od
      społeczeństwa tak, jakby oni nie istnieli lub byli przestępcami.”

      Z racji tych prześladowań nie podajemy do publicznej wiadomości nazwiska autora
      cytowanych fragmentów, gdyż z braku bezpośredniego osobistego kontaktu nie
      jesteśmy w stanie uzyskać Jego akceptacji. Niestety, polscy naukowcy na
      polskim Śląsku boją się zajmować stanowisko w omawianej sprawie. Smutne jest
      wszakże to, że niektórzy z nich milczą, by nie utracić zleceń dotowanych przez
      różne fundacje niemieckie, stypendia naukowe, zaproszenia na wykłady oraz inne
      apanaże.

      Jak wynika z powyższego, dzisiejsza mniejszość niemiecka w Polsce, jako całość,
      to polscy renegaci, którzy dla osobistych korzyści, płynących z Niemiec i z
      kiesy polskich podatników, zadeklarowali się za Niemców. Należy tu zaznaczyć,
      że ich sztandarowy przedstawiciel Heinrich Kroll, z domu Król, syn
      przedwojennego działacza polskiego, obecny poseł na Sejm RP, wybrany na skutek
      braku 5% progu wyborczego dla mniejszości narodowych, butnie twierdzi, że
      mniejszość niemiecka na Śląsku jest częścią narodu niemieckiego.

      A jak zachowuje się w tej sytuacji „polskie” MSZ, zobligowane do ochrony
      polskich interesów narodowych za granicą? Do największych „sukcesów” tego
      resortu w „obszarze wspierania Polaków w krajach ościennych Polski” można
      zaliczyć np. nie tak dawne ogłoszenie przez Konsula Generalnego RP w Ostrawie
      tzw. Rady Polaków Kongresu Polaków w Republice Czeskiej za wzór do naśladowania
      dla wszystkich na świecie organizacji polonijnych i organizacji Polaków, gdyż
      podobno jako jedyna organizacja w skali świata reprezentuje wszystkie
      organizacje polskie w danym kraju. Nieważne, że Rada Polaków w RC zrzekła się
      bezprawnie w imieniu Polaków zaolziańskich roszczeń do mienia przedwojennych
      organizacji polskich w RC, skonfiskowanego w 1945 r. na rzecz państwa czeskiego
      (patrz art. „W 85 rocznicę...” w styczniowym numerze naszego Biuletynu).
      Nieważne, że jako „wyłączny reprezentant” Polaków w RC, wbrew faktom,
      zadeklarowała organom Rady Europy w Strasbourgu, iż prawa Polaków w RC są w
      pełni dotrzymywane! Wątpliwy to sukces, lecz agonia polskości na Zaolziu
      najwyraźniej leży w liberalno-internacjonalistycznym interesie urzędników
      niższego i wyższego szczebla MSZ.

      Istota ślązakowszczyzny dotarła także do innych najwyższych organów w
      Warszawie. Aż trudno uwierzyć, że już drugi prezes rady ministrów RP
      pozytywnie ocenił złożony do laski marszałkowskiej projekt ustawy o
      mniejszościach narodowych i etnicznych w RP. To nie dość, że projekt przewiduje
      dla obcych
      mniejszości w Polsce wysokie przywileje, bez jakiejkolwiek wzajemności dla
      naszych Rodaków w ich krajach zamieszkania. W jego art. 6, ust. 1
      czytamy: „Nikt nie może być zobowiązany do złożenia deklaracji o
      przynależności do mniejszości lub publicznego ujawnienia swojego pochodzenia,
      języka ojczystego lub religii.” Tak więc członkiem np. mniejszości niemieckiej
      będzie można być incognito, zaś uzasadniać lub dezawuować swoim pochodzeniem
      lub faktycznym językiem ojczystym niczego nie będzie trzeba. Wolno będzie w
      wykazach organizacji rozmnażać się łańcuszkowo i kosztem innych polskich
      podatników korzystać z wyśrubowanych przywilejów dla mniejszości.

      Prekursor ślązakowszczyzny Józef Kożdoń zapewne nie przewidywał, że
      jego „dzieło” znajdzie obecnie tylu chętnych kontynuatorów....

      ALICJA SĘK


      www.zaolzie.org/biuletyn20040223.htm

Pełna wersja