Dodaj do ulubionych

Unia fantasmagorii europejskiej

17.03.04, 03:49

Sława!
Unia fantasmagorii europejskiej
Tygodnik "Wprost", Nr 1111 (14 marca 2004)
http://www.wprost.pl/ar/?O=57327

Rządy odmawiały dotychczas Europejczykom debaty nad przyszłością unii

Stefan Bratkowski
Publicysta, historyk, honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Ustrój Unii Europejskiej nie może nas nie obchodzić - trwam przy swoim.
Uczciwej dyskusji nie zastąpi kokietowanie Francji i Niemiec (dlaczego nie
Wielkiej Brytanii?), choćby to proponował człek tak zacny jak Tadeusz
Mazowiecki, wsparty na łamach "Tygodnika Powszechnego" przez politologa z
Uniwersytetu Warszawskiego. I trudno poddać się argumentacji, której nawet
nie można przytoczyć, bo w rzeczywistości nie zawiera żadnych argumentów poza
uczuciami. Rozumiem te uczucia; wyrosłem w kulturze europejskiej z całym jej
bogactwem, różnorodnością i głębią. Nie znaczy to jednak, że mamy ulegać
czyjejkolwiek hegemonii politycznej w Europie, nawet gdyby wśród hegemonów,
oprócz Niemiec i Francji, znalazła się Wielka Brytania, mocarstwo mądre, choć
tradycyjnie dość cyniczne. Nauki demokracji wolę pobierać z Ameryki.

Nauki unii lubelskiej
Konieczna jest, moim zdaniem, rzetelna, publiczna dyskusja. W październiku
2000 r. brytyjski "The Economist" opublikował swój projekt konstytucji dla
unii - zbiór proponowanych jej zasad. Całkowicie go przemilczano. To pismo
już wtedy głosiło, że Europejczykom trzeba "wychodzącej od podstawowych zasad
i możliwie najpowszechniejszej debaty nad przyszłością unii". Dotychczas
rządy im tego odmawiały. Nagminnie unikały wszelkich dyskusji, debat i
konsultacji ze współobywatelami w myśl zasady "decydujemy o wszystkim,
pewnego dnia nam podziękujecie". I od tamtej pory nic się nie zmieniło.
Na dodatek udajemy, że przed próbą dobrowolnego zjednoczenia Europy nic
podobnego w historii się nie zdarzyło. Nie znalazłem (być może przeoczyłem)
na przykład żadnej analizy dotyczącej doświadczeń unii lubelskiej z roku
1569, która w jedno państwo połączyła Królestwo Polskie, Wielkie Księstwo
Litewskie i ziemie Rusi. Nie spotkałem też analizy unii parlamentarnej Anglii
i Szkocji z roku 1707, która stworzyła Zjednoczone Królestwo Wielkiej
Brytanii. Przed ponad dwustu laty książka "The Federalist" prezentowała
podstawowe artykuły Aleksandra Hamiltona, Jamesa Madisona i Johna Jaya,
przedstawiające filozofię ponadstanowej władzy w związku państw, jakim
pierwotnie miały być Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Od jesieni 1787 r.
do lata 1788 r. dyskutowały w Ameryce nie tylko legislatywy poszczególnych
stanów, dyskutowali też obywatele podczas masowych zgromadzeń, komentatorzy
gazet. Dyskutowano w salonach, knajpach i chatach farmerów, na ogół spokojnie
i rzeczowo - do awantur i bijatyk dochodziło dość rzadko, krew polała się
tylko raz.
Różnice zdań w Europie nie są znamieniem jakiejś choroby. Przeciwnie, są
czymś naturalnym i dlatego wymagają uczciwej dyskusji. Po tym, jak w
początkach 1946 r. Winston Churchill wezwał w Zurychu do stworzenia stanów
zjednoczonych Europy, już kongres haski (w maju 1948 r.) ujawnił te same co
dzisiaj różnice stanowisk. Francja była za parlamentem ponadpaństwowym,
niezależnym od rządów, czyli federacją. Anglia chciała ograniczyć kompetencje
tegoż parlamentu do współpracy międzyrządowej, co notabene z
terminologicznego punktu widzenia było znacznie bardziej "federacyjne".

Stany zjednoczone nie dla Europy
W niedalekiej przyszłości zaobserwujemy raczej odradzanie się różnic
etnicznych niż ich zanikanie. Już dziś poszukują swej odrębnej tożsamości
Fryzowie, którzy próbują zrekonstruować swój język. Już dzisiaj swą odrębność
zaznacza... Kornwalia - jak Bretania i Prowansja. Cóż dopiero mówić o
Szkocji, której najlepsi synowie przez ostatnie trzysta lat pisali - ba,
myśleli - w języku angielskim. Przypadek Macedonii też nie jest "bałkański" -
jest naturalnym zjawiskiem europejskim. Macedonia irytuje Greków,
zapominających, że długo w średniowieczu Grecja była Sklawanią, zasiedloną aż
po doliny Tajgetu przez słowiańskich zbójów, przodków dzisiejszych Greków.
Mówi ta Macedonia narzeczem zachodniobułgarskim i byłoby naturalne, gdyby ci
Macedończycy uważali się za Bułgarów, ale nie, oni są Macedończykami - jak
inni ich rodacy, ci w Grecji. A to spośród nich wyszli apostołowie Słowian:
Cyryl i Metody.
Stany zjednoczone nie są przyszłością Europy; wystarczy przyjrzeć się
Włochom, których północ ma południe swego kraju (Mezzogiorno) za Afrykę.
Nawet najmądrzejsze niegdyś państwo Europy, Niderlandy, jakby znudzone swym
istnieniem, powierza rodzenie dzieci imigrantom - jak Francja swoim Arabom.
Już wiemy, że na pewno nie uda się przyłączyć Europy do mądrości Skandynawii.
I nikt też nie prosi Szwajcarów, by uczyli Bałkany (a przy okazji może
wariatów z ETA, tudzież IRA), jak mają żyć obok siebie ludzie mówiący różnymi
językami i wierzący w innego chrześcijańskiego Boga.
Innymi słowy, zjednoczona Europa może być areną przeróżnych dezintegracyjnych
i separatystycznych inicjatyw - jeśli ogół społeczny w każdym narodzie, w
każdym plemieniu, w każdej społeczności nie dojdzie sam do tego, że warto żyć
razem z innymi w zjednoczonej Europie na tych samych prawach. Ogół społeczny,
włącznie z francuskimi Arabami, nie same rządy ze swymi deficytami
budżetowymi.

Unia fikcji
Dlatego tak ważny jest ustrój Unii Europejskiej i dyskusja nad nim. Wraz z
jasnym sformułowaniem różnic w stosunku do konstytucji Stanów Zjednoczonych,
skoro budujemy stany zjednoczone Europy. Bo konstytucja Stanów Zjednoczonych
ogranicza - a nawet więcej - odbiera suwerenność składającym się na wspólne
państwo stanom. USA nie są związkiem państw.
Integracja Stanów Zjednoczonych zatrzymuje się jednak przed granicą tworzenia
bytów zbędnych. Odrębności stanów są znacznie większe niż prawa do odrębności
członków Unii Europejskiej, która przecież nie jest jeszcze "wspólnym
państwem", choćby nawet bardzo chciała. Jedne stany stosują karę śmierci,
inne nie; jeden stan wykonuje ją w taki sposób, drugi w inny. Stany różnią
się między sobą nawet przepisami drogowymi! Nikomu nie wadzi rozmaitość
ustrojów miast; zarząd w miastach Ameryki to na ogół kierowanie ogromnymi
aglomeracjami i terytoriami, a zarazem zarządzanie olbrzymimi środkami,
większymi od zasobów niejednego z mniejszych krajów unii. Naturalną
skłonnością zdawałoby się jest więc dążenie w tym do jednolitości. Tymczasem
Ameryka, tak zhomogenizowana, znacznie mniej się ujednolica niż różnorodna i
wybuchowo etniczna Europa, dopiero w drodze do zjednoczenia.
Dziś jednoczącej się Europie daleko do wspólnej polityki zagranicznej i
obronnej - z winy ambicji i antyamerykanizmu Francji i Niemiec. To, co się
udaje i o co zresztą przede wszystkim chodziło, to unia celna, wspólny wolny
rynek - gwałcony jednak przez "socjalizm" planowania produkcji rolnej,
wspólną politykę rolną, nadregulację i monopole narodowe popierane przez
państwa członkowskie. Udało się zapewnić swobodę poruszania się, udaje się
współpraca policyjnych sił śledczych, ale na razie nic więcej. Strefa euro
jest ograniczona; może - przedwczesna. Podobnie jak bank centralny: długo
jeszcze wypadnie różnicować politykę kredytową w poszczególnych krajach.

Deregulacja unii
Zdaniem przemilczanych autorów z "The Economist" z 2000 r., unifikację,
koherencję, koordynację itd. faworyzuje - w imię "skuteczności" - Bruksela i
jej urzędnicy (ci sami, którzy tak zręcznie chronią instytucje unijne
przed "przejrzystością"). To w praktyce odsuwa podejmowanie decyzji
politycznych przez obywateli - tak tłumi się eksperymenty, odkrywczość i
konkurencję. Jan Szomburg, szef Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową,
słusznie postuluje, byśmy po wejściu do unii stanęli w szeregach koalicji na
rzecz deregulacji. By najpierw zapewnić unii wymarzony rozwój zamiast stag-
nacji i budowania su
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka