ignorant11
22.03.04, 00:00
Sława!
Eutanazizm
Tygodnik "Wprost", Nr 1113 (28 marca 2004)
Gdyby Jan Paweł II dostał się w ręce holenderskich lekarzy, mogliby oni
uznać, że jako człowiek schorowany i pozbawiony bliskiej rodziny nie powinien
dłużej żyć i się męczyć. Chyba że, jak jeden z tysięcy holenderskich
emerytów, nosiłby przy sobie paszport życia. To wyraźne oświadczenie, że jego
właściciel nie zgadza się na eutanazję, gdyby na przykład zasłabł na ulicy i
nieprzytomny trafił do szpitala. - Nigdy nie można być pewnym, czy lekarze
przychodzą cię leczyć, czy zabić - tak inicjatywę paszportów życia tłumaczy
Bert Dorenbos z organizacji Krzyk o Życie. Kiedy holenderska minister zdrowia
Els Borst podpisywała ustawę o legalizacji eutanazji, powtórzyła ostatnie
słowa Chrystusa umierającego na krzyżu: "Dokonało się". Działo się to w
wielki piątek 2002 r.
Holandia stała się pierwszym krajem, który zalegalizował eutanazję, choć
jednym z licznych, gdzie przez wiele lat praktykowano ją bezprawnie. Tak się
dzieje także w Polsce. Dwa lata legalnej eutanazji w Holandii potwierdziły
najgorsze obawy przeciwników tzw. miłosiernego uśmiercania: to przykrywka dla
zabijania ludzi, m.in. takich, którzy cierpią na depresję.
Polska cicha eutanazja
W Polsce eutanazja jest przestępstwem, dlatego lekarze nie chcą o tym mówić,
nawet jeśli znają takie wypadki. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości
wynika, że za "zabójstwo na żądanie", czyli eutanazję, w III RP skazano
zaledwie jedną osobę - pielęgniarza z Poznania, który w 1993 r. wstrzyknął
choremu śmiertelną dawkę potasu. O przeprowadzanie eutanazji oskarżano też
trzech lekarzy z Gdańska i Kielc, ale sprawy umorzono wobec braku dowodów.
Dwa lata temu pisaliśmy ("Domy okradania starców", nr 34/2002) o
prawdopodobnej eutanazji w domu starców w miejscowości Łomna Las. Jedna z
pensjonariuszek, Jadwiga Sokołowska, zmarła tam następnego dnia po
przywiezieniu jej przez rodzinę. Wcześniej przeszła operację usunięcia
wyrostka robaczkowego, ale ze szpitala została wypisana bez żadnych
komplikacji i w dobrym stanie. W tym samym domu w dziwnych okolicznościach
zmarł też Leszek Sadowski. Prokuratura z Nowego Dworu Mazowieckiego
prowadziła śledztwo, m.in. pod kątem eutanazji, lecz umorzyła je z braku
dowodów.
Prof. Franciszek Kokot ze Śląskiej Akademii Medycznej twierdzi, że skoro na
Zachodzie lekarze często dokonują eutanazji dla pieniędzy, tak samo jest
zapewne w Polsce. Zanim jeszcze w Holandii eutanazja stała się legalna, była
szeroko praktykowana i to najczęściej za pieniądze. W anonimowej ankiecie
przeprowadzonej wśród kilkuset holenderskich lekarzy, którym w latach 1990-
1995 zmarło 6 tys. pacjentów, wyszło na jaw, że 1466 z nich po prostu
uśmiercono, w tym co trzeciego bez jego woli i zgody. - Na podstawie
zagranicznych statystyk można sądzić, że wypadki eutanazji zdarzają się i u
nas, na przykład w hospicjach, ale nie ma na to żadnych dowodów -
mówi "Wprost" prof. Franciszek Kokot. Prof. Jacek Łuczak, pionier polskiej
medycyny paliatywnej, uważa, że w Polsce eutanazja może być praktykowana.
Twierdzi on, że gdyby u nas zalegalizowano eutanazję, przy niewydolnym
systemie opieki zdrowotnej i ubezpieczeń, nadużycia zdarzałyby się na
znacznie większą skalę niż w Holandii.
Wedle danych brytyjskiego czasopisma medycznego "Lancet", w krajach, gdzie
eutanazja jest nielegalna, uśmierca się pacjentów decyzją lekarza: poprzez
klasyczną eutanazję, samobójstwo z pomocą lekarza, użycie potencjalnie
śmiertelnych leków przeciwbólowych bądź wstrzymanie leczenia. We Włoszech w
ten sposób uśmiercany jest co tysięczny ciężko chory, w Szwajcarii - co
setny. W Polsce tak może być uśmiercany co osiemdziesiąty ciężko chory.
Podawanie środków, które w dawkach większych niż zalecane mogą spowodować
zgon, jest w naszym kraju de facto legalne. Wystarczy, by lekarz oświadczył,
że jego intencją nie było doprowadzenie do śmierci chorego, lecz uśmierzenie
jego cierpień. Takiej opinii nie sposób podważyć.
Deficyt współczucia
Gdyby eutanazję w Polsce zalegalizowano, mogłoby się u nas dziać to, co w
swojej antyutopii "Bóg zapłacz!" opisał Włodzimierz Kowalewski. Starych
schorowanych ludzi lekarze nakłaniali, żeby w tzw. pięknym pokoju pozwolili
się dobrowolnie uśmiercić. Nie ma żadnych dowodów na to, że ciężko chorzy
pacjenci w naszym kraju chcą, by odebrano im życie. - Nigdy żaden pacjent nie
zgłosił się do mnie z prośbą, by mu skrócić życie, choć od ponad czterdziestu
lat leczę chorych na nowotwory, a od ponad dwudziestu lat jestem kierownikiem
kliniki chirurgii onkologicznej - mówi prof. Andrzej Kopacz z Akademii
Medycznej w Gdańsku. Mimo takich opinii w Polsce nie brakuje zwolenników
eutanazji. W niedawnych badaniach CBOS popiera ją od 37 proc. do 50 proc.
Polaków. Różnice wynikają ze sformułowania pytań: jeśli mówi się o "skróceniu
cierpienia", poparcie jest wyższe, jeśli o "skróceniu życia" - niższe. Gdy w
2000 r. przeprowadzono sondaż wśród studentów medycyny Uniwersytetu
Jagiellońskiego, za legalizacją eutanazji opowiedziało się 41 proc. z nich. Z
badań prof. Łuczaka wynika, że w razie legalizacji eutanazji, co dziesiąty
polski lekarz byłby gotów ją praktykować.
Zdaniem prof. Jacka Łuczaka, zdecydowanego przeciwnika rozwiązań
holenderskich, "w Polsce powinno funkcjonować prawo do odmowy uporczywej
terapii, czyli prób ożywiania chorego w stanie agonii". W każdym innym
wypadku odstąpienie od leczenia byłoby niedopuszczalne. Jednym z pacjentów
prof. Łuczaka jest 39-letni chory z guzem mózgu. Praktycznie nie ma on szans
na wyleczenie, więc w Holandii poddano by go eutanazji. Cieszy się on życiem
mimo bólu, bo z wielkim oddaniem zajmuje się nim żona. Nie żyje w komforcie,
ale żyje. Uśmiercanie takich ludzi nie ma sensu, tym bardziej że nawet
najdotkliwszy ból można już uśmierzyć. Przyczyną stosowania eutanazji nie
jest więc współczucie i chęć ulżenia w cierpieniu, lecz deficyt współczucia i
wygoda.
Eutanazja z samotności
W marcu 1998 r. dr Philip Sartorius zabił zastrzykiem senatora Edwarda
Brongersmę. Nie był on ciężko chory, lecz "odczuwał zmęczenie życiem".
Sartorius został przez sąd uniewinniony, a dla zwolenników eutanazji stał się
wręcz bohaterem. W jego obronę zaangażowała się m.in. minister zdrowia Els
Borst. Poparła ona pomysł przepisywania trucizny "bardzo starym ludziom,
którzy mają już dość życia, nawet jeśli byliby fizycznie zdrowi". Z badań
założyciela pierwszego w Holandii hospicjum, Polaka dr Zbigniewa Żylicza,
wynika, że 80 proc. osób, które poprosiły o eutanazję, kiedy objęto je opieką
paliatywną, zmieniły zdanie. Willy Ebbers, przełożona pielęgniarek w
hospicjum Zeisterwoude, opowiada "Wprost", że żaden z pacjentów, który życzył
sobie eutanazji, a później trafił do jej ośrodka, po otrzymaniu pomocy i
opieki nie ponawiał już prośby o uśmiercenie. - Kiedyś przez pół godziny
rozmawiałem z nowo przywiezionym pacjentem, któremu nie chciało się żyć.
Później ze łzami w oczach dziękował mi za przywrócenie mu woli życia. Po
prostu wcześniej nikt z nim serdecznie nie porozmawiał - opowiada "Wprost" dr
Żylicz.
Zanim w Holandii zalegalizowano eutanazję, specjalna komisja rządowa zebrała
dane, z których wynikało, że w 1990 r. w tym kraju przeprowadzono 25 306
zabiegów eutanazji, z czego aż w 14 691 wypadkach bez wiedzy i zgody
pacjenta. Tę formę eutanazji nazywa się kryptanazją (z greckiego: kryptos -
tajny, skryty i thanatos - śmierć). W rzeczywistości liczba ta powinna być
wyższa, gdyż raport nie uwzględniał eutanazji noworodków, dzieci i pacjentów
szpitali psychiatrycznych. Eutanazji co najmniej raz w swojej praktyce
medycznej dokonało w Holandii 81 proc. lekarzy pierwszego kontaktu, zaś 41
proc. lekarzy ma na swoim koncie kryptanazje.
Holenderskie ustawodawstwo mówi, że prośba o eutanazję powinna być
dobrowolna, świadoma i wielokrotnie powtarzan