Wypędzenie po niemiecku

02.04.04, 03:25
Sława!
Wypędzenie po niemiecku

kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1144043

Wyrzucanie z Zamojszczyzny - zapomniana eksterminacja Polaków

"Brutalne uderzenia w szyby wyrwały nas ze snu... Ojciec odsunął skobel.
Otwarły się drzwi. Weszło dwóch pijanych Niemców. Nie było kiedy płakać. Dali
dziesięć minut. W piekielnym tempie pochowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy. W
domu skaleczała babcia. Dziesięć lat nie schodziła z łóżka. I do tego
dwuletnia Niusia. Tragedia. Jak się z tym wszystkim zabrać. Za dziesięć minut
mamy opuścić dom.


ZYGMUNT MAŃKOWSKI 2004-04-01




Brutalna, całkowicie zbrodnicza w swym założeniu oraz realizacji akcja
wysiedleńczo-osadnicza na Zamojszczyźnie rozpoczęła się w nocy z 27 na 28
listopada 1942 r. i trwała do 2 sierpnia 1943 r., a objęła obszar czterech
południowych przedwojennych powiatów województwa lubelskiego - zamojskiego,
tomaszowskiego, hrubieszowskiego oraz biłgorajskiego zamieszkały przez około
500 tys. osób, wśród których 66% stanowili Polacy, 24% Ukraińcy, 10% Żydzi
(ich eksterminacja w 1942 r. była w fazie końcowej).

Do 1940 r., tj. do czasu przeniesienia ich do "Kraju Warty", mieszkało tu
także około 20 tys. potomków kolonistów niemieckich sprowadzonych i
osadzonych na tej ziemi w XVIII i XIX w. przez Ordynację Zamojskich. Z
biegiem czasu ulegli oni prawie całkowitej polonizacji oraz asymilacji,
ale "mimo wszystko mieli niemiecką krew", więc ich przeniesiono, ale ślady
ich pobytu na ziemi zamojskiej stanowiły "najważniejsze" uzasadnienie dla
zamierzonej całkowitej germanizacji regionu. Deutsche Vaterland ist überal -
mawiali wówczas Niemcy - wo die deutsche Zunge klingt.

"Akcja poszukiwawcza niemieckiej krwi - pisał 20 lipca 1942 r. w zarządzeniu
dla dowództwa SS i policji w dystrykcie lubelskim Heinrich Himmler - będzie
rozszerzona na całą Generalną Gubernię, a przy niemieckich koloniach (sic! -
już ich wtedy nie było! - ZM) w okolicy Zamościa zostanie utworzony wielki
teren osiedleńczy".

12 listopada tego roku Himmler proklamował: "Powiat Zamość zostaje uznany za
pierwszy niemiecki obszar nasiedleńczy w Generalnym Gubernatorstwie...".
Wydano również dyrektywy w sprawie "Ewakuacji Polaków z dystryktu Lublin
(Zamość)" dla "osiedlenia tam volksdeutschów". Proklamowana akcja, jak się
okazało, miała stanowić jedynie fragment wielkiego planu osadniczego na
Wschodzie - jednego z największych obok Holokaustu niemieckich zamierzeń
ludobójczych tzw. Generalnego Planu Wschodniego - Generalplan Ost! Planu
zagłady Słowian!

Z ramienia III Rzeszy akcją kierowali bezpośrednio kierownik Centrali
Przesiedleńczej z siedzibą w Łodzi oraz oddziałami w Lublinie i Zamościu,
Herman Krumey (przeżył wojnę i zmarł w RFN jako "szanowany kupiec i działacz
samorządowy"), oraz okrutny sadysta i morderca, dowódca SS i policji w
dystrykcie Lublin, Odilo Globocnik. Pośrednio w akcję zaangażowane w
oczekiwaniu na "łupy" i wyróżnienia były IV departament Głównego Urzędu
Bezpieczeństwa Rzeszy (referat IB B 4 kierowany przez Adolfa Eichmanna),
Główny Urząd SS ds. Rasy i Osadnictwa, Niemieckie Towarzystwo Przesiedleńczo-
Osadnicze, Wydział Zdrowia III Rzeszy, niemieckie firmy handlowe i
zaopatrzeniowe, a także instytucje oświatowe i kulturalne, które miały służyć
osiedleńcom.

Globocnik utworzył również prężnie działający Urząd Planowania i Badań oraz
Placówkę ds. Osiedleńczych na Wschodzie. W tych placówkach zatrudnienie
znalazło wielu ściągniętych z uczelni w Rzeszy absolwentów oraz studentów
architektury, leśnictwa, rolnictwa, planowania przestrzennego oraz
demografii. Przygotowywali oni organizację wewnętrzną obszaru osadniczego,
przebudowę wsi przeznaczonych na osiedlenie itp.
Cała ta akcja miała wypracować model (Sonderlaboratorium - poligon
doświadczalny) dla przyszłej realizacji daleko idących planów "przebudowy
Europy".



Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
www.pajacyk.pl
Ignorant
+++
    • ignorant11 Re: Wypędzenie po niemiecku (2) 02.04.04, 03:26

      W marcu 1942 r. Himmler domagał się od komisarza ds. umacniania niemieckości
      zarysowania ogólnego planu osiedleńczego dla "Gdańska - Prus Wschodnich, Czech,
      Górnej Karyntii i południowej Styrii oraz... Generalnego Gubernatorstwa". W
      sierpniu tego roku już butnie zapowiedział "germanizację Ukrainy",
      szczególnie "wzdłuż linii kolejowej Lwów-Żytomierz-Winnica-Odessa". Wtórował mu
      Odilo Globocnik, o którego planach doniósł władzom III Rzeszy dowódca policji
      bezpieczeństwa w dystrykcie Lublin, Hellmut Müller, pisząc: "Brigadeführer
      zamierza, rozpoczynając od jednej części, osiedlić Niemców w całym dystrykcie
      lubelskim, a poza tym (ideał przyszłości!) stworzyć pomost od krajów nordyckich
      czy też zamieszkałych przez Niemców bałtyckich, przez dystrykt, do
      zamieszkałych przez Niemców w Siedmiogrodzie.

      Chce on w ten sposób pozostającą w zachodniej części (leżącej między Krajem
      Warty a Lublinem) ludność polską "zamknąć w kocioł" pod względem osadniczym i
      stopniowo gospodarczo i biologicznie ją pognębić. Ekspansji z zachodu na
      wschód, kierowanej z okręgu Warty, ma towarzyszyć wschodnio-zachodni nacisk
      kierowany z okręgu Lublina i na północ i południe od niego...".

      12 listopada 1942 r. ostatecznie zapadła decyzja wysiedlenia (pełnego lub
      częściowego z pozostawieniem osób w sile wieku do pracy u nasiedlonych
      kolonistów!) 300 wsi. "W samym powiecie zamojskim - informował Globocnik - stoi
      już do dyspozycji 5 tys. gospodarstw", a "do przesiedlenia gotowych jest już
      98,3 tys. Niemców z Besarabii, Rumunii, Serbii, Leningradu, znad Bałtyku,
      Bukowiny, Chorwacji, Słowenii oraz Holandii (Flamandowie)". Akcja miała być
      zakończona "na wiosnę 1943 r.".

      Ludność polska w miejscowościach przeznaczonych do wysiedlenia miała być
      uchwycona i posegregowana według następujących zasad: grupy I i II miały
      dotyczyć osób o "nordyckich cechach". Miano je kierować do obozu przejściowego
      w Łodzi, by tam po przeglądzie antropologicznym i rasowym skierować je do
      Rzeszy do zniemczenia. Grupy te winny objąć około 5% wysiedlonych, tj. 7 tys.
      osób; do grupy III miano zaliczać osoby nadające się do pracy fizycznej w
      Rzeszy (74% całości); do grupy IV miały wchodzić osoby przeznaczone do zsyłki
      do obozów koncentracyjnych. Z grupy III i IV należało oddzielić dzieci w wieku
      od sześciu miesięcy do lat 14 i osoby starsze powyżej lat 60. Oddzielone od
      rodziców dzieci miały być zbadane pod względem antropologicznym (te o
      niebieskich oczach i blond włosach miały być zniemczone), inne skierowane do
      specjalnych obozów wychowawczych lub wraz ze starcami skierowane do
      wyznaczonych poza Zamojszczyzną wsi, inne do obozów koncentracyjnych lub
      zagłady (Oświęcim), gdzie miano je zgładzić. Tak zresztą się stało zarówno w
      Oświęcimiu, jak i na Majdanku. Praktycznie cały majątek ruchomy i nieruchomy
      został skonfiskowany.

      W akcji zastosowano najbardziej zbrodnicze metody działania. Spędzanych ludzi
      wieziono do obozów przejściowych, gdzie czekając na swój los, masowo umierali.
      Rozdzielani kierowani byli do miejsc przeznaczenia. Była zima, a wagony
      kolejowe, samochody i furmanki, którymi ich przewożono, nie dawały ochrony
      przed zimnem, szczególnie więc dzieci umierały na oczach rodziców lub
      opiekunów. Już w toku spędzania i segregacji popełniano liczne zabójstwa, a
      oporne wsie pacyfikowano lub unicestwiano.


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
      • ignorant11 Re: Wypędzenie po niemiecku (3) 02.04.04, 03:27
        Tragedia dzieci transportowanych w bydlęcych wagonach pod opieką nielicznych
        starców wstrząsnęła całym krajem. Na dworcach gromadziły się tłumy usiłujące je
        wykupywać, zaopatrzyć i wspomóc. Te, które wskutek zakłóceń komunikacyjnych
        oddawano do podlaskich, lubelskich i podwarszawskich miejscowości, otaczano
        opieką, ratowano im życie lub chowano na cmentarzach. Akcja przebiegała w
        trzech fazach. Pierwszą, trwającą do końca grudnia 1942 r., objęto 60 wsi
        zamieszkałych przez ponad 30 tys. osób, ale siłom policyjnym, wobec
        powszechnego zbiegostwa (mimo zimy zbiegano do lasów lub sąsiednich wsi), udało
        się schwytać około 10 tys. osób. Na ich miejsce osadzono 4 tys. Niemców.
        Spośród wypędzonych ponad 1,5 tys. osób skierowano do Oświęcimia, około 1,8
        tys. do przymusowej pracy w Rzeszy, 1830 dzieci oddano do obozu
        koncentracyjnego w Łodzi lub do obozu w Oświęcimiu, gdzie zostały zamordowane
        zastrzykami z fenolu. Wówczas w odwecie za opór i atakowanie ekip
        wysiedleniowych dokonano masowej zbrodni w Kitowie, mordując publicznie na
        miejscu 165 osób.

        W drugiej fazie, trwającej od 15 stycznia do końca marca 1943 r., określanej
        jako Ukraineraktion, wysiedlono 63 wsie w powiecie hrubieszowskim. Objęła ona
        około 15 tys. osób. Ujęto 5,5 tys. osób. Na ich miejsce w pasie okalającym
        teren wysiedleń, by ten chronił kolonistów od uderzeń z lasów zamojskich,
        osadzono ponad 7 tys. Ukraińców. Ta polityka miała również na celu
        zantagonizowanie Ukraińców z Polakami i faktycznie wywołała pierwszą fazę walk
        pomiędzy tymi narodami. W końcu marca zostało wysiedlonych już 116 wsi
        Zamojszczyzny, a na ich miejsce osadzono około 10 tys. Niemców, zbieraninę z
        różnych części okupowanej Europy, przeważnie z Rumunii.

        Te pierwsze poczynania Niemców okazały się dla nich - z różnych przyczyn -
        niepomyślne. Przede wszystkim w styczniu i na początku lutego rozegrała się
        katastrofalna w skutkach dla Rzeszy bitwa stalingradzka. Poza tym Polacy na
        obszarze wysiedleńczym okazali się heroiczni, a także w sposób przemyślany
        odporni i zaradni. Uprawiano masowe zbiegostwo, wybijano bydło, bojkotowano
        dostawy kontyngentowe, nasiedleni Niemcy okazali się całkowicie nieprzygotowani
        do podjęcia normalnej pracy. Atakowani dniem i nocą przez rosnący ruch oporu i
        partyzantkę stali się raczej ofiarami tej akcji niż jej prominentami. Polski
        ruch oporu zaatakował walnie, uderzając na linie komunikacyjne, posterunki
        policji, urzędy, kolaborantów, ale także na oddziały pacyfikujące wsie
        oskarżane o współdziałanie z partyzantką lub odwetowo w ramach stosowania
        odpowiedzialności zbiorowej.

        Ruch oporu odpowiadał tym samym, atakując nasiedlone wsie. W grudniu 1942 r. i
        w lutym 1943 r. stoczono tu, pod Wojdą (6.12) oraz Zaborecznem (2.02), bitwy
        partyzanckie. Rozkazy dowództwa polskiego ruchu oporu były stanowcze: "Palić
        zagrody, niszczyć dobytek opuszczony, tak żeby okupantowi zostały zgliszcza...
        atakować policję i władze administracyjne przeprowadzające wysiedlenia.
        Zlikwidować kierowników akcji wysiedlenia. Zniszczyć zabudowania i dobytek w
        osiedlach, gdzie ludność sama nie mogła tego zrobić. Osiedlonym Niemcom nie dać
        żyć...". Nakazano również przekształcenie grup bojowych w oddziały
        partyzanckie. W efekcie uderzono masowo i stanowczo, a Niemcy, rejestrując
        postawę ludności i działania ruchu oporu, określili je jako zamojskie
        powstanie, którego mimo użycia ekstremalnych metod nie udało się stłumić.
        • ignorant11 Re: Wypędzenie po niemiecku (4) 02.04.04, 03:28
          Nie rezygnowali jednak ze swoich planów. W czerwcu i lipcu 1943 r., mimo oporu
          niemieckiej administracji, która liczyła dokładnie poniesione straty,
          niepomyślnego rozwoju sytuacji na frontach, rosnącego oporu, władze SS i
          policji wspólnie z Urzędem ds. Przesiedleń ponownie podjęły działania
          wysiedleńcze, i to na wielką skalę, nadając im tym razem charakter akcji
          wysiedleńczo-pacyfikacyjnej (kryptonim "Werwolf" - "Wilkołak").

          Sygnałem jej rozpoczęcia stała się dokonana 1 czerwca 1943 r. okrutna
          pacyfikacja wsi Sochy, położonej w pobliżu Zwierzyńca. Wieś otoczono, samoloty
          ją zbombardowały, a następnie policja wymordowała wszystkich jej mieszkańców.
          Wkrótce los Soch podzieliły wsie: Józefów, Pardysówka, Majdan Sitaniecki,
          Momoty, Makrówka i inne. Do akcji wciągnięto nie tylko zmotoryzowane bataliony
          policji i SS, Ostlegiony, oddziały Schupo, ale i oddziały z rezerwowych dywizji
          Wehrmachtu. W orbitę akcji dostało się około 200 tys. mieszkańców wsi i osad.
          171 wsi zamieszkałych przez 60 tys. chłopów wysiedlono. Ujęto około 37 tys.
          osób, z których 26 tys. skierowano do pracy w Rzeszy, około 4,5 tys. porwano i
          skierowano do Rzeszy dla zniemczenia.

          Trudno wprost opisać tragedię tej umęczonej, ale i heroicznej ziemi.
          Zmotoryzowane jednostki policji i Wehrmachtu dniem i nocą przeczesywały wsie i
          lasy, spędzały ludność, mordowały opornych lub niedołężnych, dokonywały
          masowych egzekucji, rabowały majątek. "Na całym obszarze trwała - wspominają
          świadkowie wydarzeń - ustawiczna strzelanina z karabinów maszynowych, warkot
          motorów, ryk bydła, krzyki i nawoływanie żołnierzy, płacz dzieci i kobiet
          pędzonych na miejsce zbiórki, ciała zabitych stwarzały obraz trudny do
          zniesienia".

          Po wojnie ustalono, że w czasie akcji śmierć na miejscu poniosło co najmniej
          tysiąc osób, tysiące (głównie kobiet i dzieci) zesłano do obozów
          koncentracyjnych, w tym około 16 tys. na Majdanek. Ich los stanowi jedną z
          najtragiczniejszych kart w historii tego obozu. Stłoczeni w barakach,
          pozbawieni wody i wyżywienia masowo umierali.
          W sierpniu 1943 r. Niemcy zbilansowali zakończoną - mimo oporu policji i SS,
          które dążyły do jej kontynuacji - akcję na Zamojszczyźnie. Stwierdzono, że w
          126 wsiach Zamojszczyzny zdołano osiedlić 2890 rodzin liczących ogółem 12.909
          osób. Ale ogólnie w orbitę akcji dostało się 300 wsi zamieszkałych przez ponad
          100 tys. mieszkańców, w tym około 30 tys. dzieci. Los wszystkich był tragiczny
          bez względu na to, czy się dostali w ręce organizatorów akcji, czy zbiegli i
          ukrywali się, drżąc o życie, czy oczekiwali w trwodze na swój los.

          Wobec nieoczekiwanych trudności wywołanych nierealnym planem, chaosem, sytuacją
          III Rzeszy oraz oporem Polaków władze Generalnego Gubernatorstwa musiały ją
          uznać za szkodliwą, "źle przeprowadzoną, co w efekcie pociągnęło za sobą
          poważne skutki ekonomiczne, ale także polityczne" dla całego GG. Zdegradowały
          więc jej głównego inicjatora, miejscowego dowódcę SS i policji, Odila
          Globocnika, i akcji zaniechały.

          Dziś wiemy, że u podstaw jej niepowodzenia i zaniechania leżały: klęska na
          froncie wschodnim, niewydolność aparatu wspomagającego akcję, opór (bierny i
          czynny) polskiego ruchu oporu, konflikty w obrębie władz Generalnego
          Gubernatorstwa (ale i w Rzeszy), spory kompetencyjne oraz harmonogram przyszłej
          germanizacji Wschodu (w trakcie czy dopiero po ostatecznym zwycięstwie).
          • ignorant11 Re: Wypędzenie po niemiecku (5) 02.04.04, 03:30
            piękna, głęboko osadzona w narodowej tradycji ziemia zamojska została
            całkowicie zrujnowana. Odbudowa, zasklepienie ran, nadrobienie strat
            biologicznych - w niektórych odniesieniach, szczególnie w sferze
            psychologicznej, trwa do dzisiaj. W listopadzie 1972 r. odbyła się w Zamościu,
            pod protektoratem Komitetu Historii II Wojny Światowej w Paryżu, Instytutu
            Historii Polskiej Akademii Nauk oraz Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej,
            konferencja na temat "Przesiedlenia ludności przez III Rzeszę i jej sojuszników
            podczas II wojny światowej".

            W spotkaniu tym, obok historyków z Polski, udział wzięli historycy z Francji,
            USA, Włoch, ZSRR, RFN, NRD, Rumunii, Czechosłowacji i Jugosławii. W toku
            konferencji wszyscy zgodnie określili akcję wysiedleńczo-osadniczą na
            Zamojszczyźnie jako ewenement w szeregu innych tego rodzaju poczynań III
            Rzeszy. Miała ona według nich charakter "wysiedleńczy i eksterminacyjny",
            stanowiła realizację tego, co Hitler określił jako Völkerwanderung der
            fremdvölkischen (przemieszczenie narodów obcej narodowości). Stwierdzono, że
            należy ją potraktować jako próbę realizacji Generalnego Planu Wschodniego. Nie
            zawahano się także przed określeniem zamojskiej akcji jako zawierającej
            elementy ludobójstwa, a więc zbrodni przeciwko ludzkości.

            Autor jest profesorem historii, pracownikiem UMCS
            Zygmunt Mańkowski

            Relacja Zygmunta Węcławka, po wojnie lekarza

            "Brutalne uderzenia w szyby wyrwały nas ze snu... Ojciec odsunął skobel.
            Otwarły się drzwi. Weszło dwóch pijanych Niemców. Nie było kiedy płakać. Dali
            dziesięć minut. W piekielnym tempie pochowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy. W
            domu skaleczała babcia. Dziesięć lat nie schodziła z łóżka. I do tego dwuletnia
            Niusia. Tragedia. Jak się z tym wszystkim zabrać. Za dziesięć minut mamy
            opuścić dom. Błagają rodzice o furmankę. Nie chcą słyszeć.
            Pomogła "kontygentówka". Pozwolili założyć konia... Plac zborny urządzono na
            boisku szkolnym. Wciśnięto nas do obozujących na mrozie rodzin.

            Po godzinie zaczęło świtać. Półtora tysiąca ludzi stało na śniegu. Czekaliśmy
            na swoje przeznaczenie. Dookoła kordon esesmański. Drugi pierścień otaczał
            osadę. Wreszcie zaczęło się coś dziać. Niemcy sprawdzali listy, czytali
            nazwiska. Zmarznięci na kość zaczynamy ładować się na furmanki. Na każdej
            esesman. Kobiety zaczęły się rozklejać. Dookoła ciche chlipanie. Płakali coraz
            głośniej. Konwój zamiast jechać do Zamościa skręcił w polną drogę. Jechaliśmy w
            stronę Huszczki. Później dowiedzieliśmy się dlaczego. Szosą od Zamościa ciągnął
            do Skierbieszowa drugi konwój.

            Jechali niemieccy osadnicy z Besarabii, Węgier, Rumunii, Jugosławii. Jechali
            zająć jeszcze ciepłe izby. Niemcy woleli uniknąć spotkania... Konwój sunął
            wolno w stronę Zamościa. Na jednej z fur za nami głośno zapłakała kobieta.
            Zmarło jej dziecko. Raczej zamarzło... Dojeżdżaliśmy do Zamościa. Kończył się
            dzień. Cały dzień bez łyżki gorącej zupy. W świetle żarówki oglądamy ponure
            baraki. Za nami zamknęła się kolczasta brama. Dla wielu na zawsze... Gruby
            żandarm wyczytywał nazwiska. Sprawdzali personalia, zakładali kartoteki.
            Tlenione maszynistki bez przerwy pisały. Esesmański "lekarz" Riel prowadził
            badania. Segregował. Dzielił na grupy... Na jakiejś podstawie skazał 240 osób
            do Oświęcimia, 240 osób do "pieca" z jednej wsi... Następny lagier oznaczony
            numerem cztery. Segregacja rodzin. Coś najpodlejszego.

            Scena rzezi niewiniątek z czasów Nerona, tylko w niemieckim wydaniu. Odbieranie
            dzieci, a raczej wyrywanie ich z rąk, z objęć matek. Segregację prowadził
            komendant Grunert. Tlenione ladacznice pomagały. Szarpały dzieci przylepione do
            piersi matek, uczepione do ich nóg. Grunert kopał, popychał, bił. Rozpaczliwie
            broniła swego jedynego dziecka Nowogrodzka. Młoda, sama jak dziecko. Stalowe
            miała dłonie. Nie pomogło szarpanie. Wrzask esesmana, przekleństwa. Mocne
            kopnięcie i Nowogrodzka z niemowlęciem wpadła na rozpalony piec. Przewróciła
            się razem z piecem...".
            • ignorant11 Re: Wypędzenie po niemiecku (6) 02.04.04, 03:30
              Z zeznania esesmana Josepha Scharrenberga przed sądem w Essen w 1945 r.

              "W tym oddziale egzekucyjnym liczącym około 30 ludzi byłem i ja. Wieś (Kitów -
              ZM) została obstawiona przez żołnierzy, natomiast większa część żołnierzy była
              zajęta przeszukiwaniem domów i zabijaniem ludzi... Rozkaz brzmiał: jedna grupa
              rozpoczyna na górze, druga na dole. Do każdego domu ma wejść dwóch. Wszyscy
              ludzie mają być na miejscu zastrzeleni. Z bólem serca udaliśmy się do
              pierwszego domu (Eckendorf nazywał się mój przyjaciel). Tam zastaliśmy całą
              rodzinę składającą się z pięciu osób. Mówili po niemiecku. Byli to Polacy
              ewakuowani z Poznania.

              Ociągaliśmy się z wykonaniem rozkazu i zapytaliśmy dowódcę grupy, sierżanta
              Hoefnera. Dopiero na jego naleganie wykonaliśmy polecenie. Kazaliśmy ludziom
              kłaść się na podłodze i strzelaliśmy do nich. Ja zastrzeliłem dziewczynę 18-,
              19-letnią i dziecko 12-letnie. Było mi przykro. W międzyczasie został wydany
              nowy rozkaz, który brzmiał: wszyscy ludzie mają być spędzeni na plac wioskowy.
              Tak też uczyniono. Skoro wszyscy zostali zebrani, tłumacz wyjaśnił powód
              zebrania i co się stanie ze zgromadzonymi. Natychmiast po ogłoszonym wyroku
              karabiny zrobiły swoje. Następnie oglądano każdą ofiarę i sprawdzano, czy żyje.
              To załatwiała przeważnie ochrona. Byli to osadnicy wsi sąsiadujących ze wsią
              spaloną...".
              • alex.4 Re: Wypędzenie po niemiecku (6) 03.04.04, 15:06
                Każde wypędzenie jest zbrodnia. Gdy jest ono prowadzone pod bagnetami tym
                bardziej. Niezależnie czy wypędzonymi byli Polacy (Wielkopolska, Zamojczyzna)
                czy Niemcy (Sutdety i wschodnie Niemcytongue_outomorze i Ślask. i Prusy Wsch.). Nalezy
                pamiętać o każdych wypędzonych
                pozdr
                • ignorant11 Re: Wypędzenie po niemiecku (6) 04.04.04, 12:40
                  alex.4 napisał:

                  > Każde wypędzenie jest zbrodnia. Gdy jest ono prowadzone pod bagnetami tym
                  > bardziej. Niezależnie czy wypędzonymi byli Polacy (Wielkopolska, Zamojczyzna)
                  > czy Niemcy (Sutdety i wschodnie Niemcytongue_outomorze i Ślask. i Prusy Wsch.). Nalezy
                  > pamiętać o każdych wypędzonych
                  > pozdr

                  Sława!

                  Pamiętać trzeba iż Niemcy zostali nie "wypędzeni", ale wyproszeni.

                  Ponadto wyjeżdzali z dobytkiem i w sposób zorganizowany na tereny gdzie nimi
                  zaraz zajeto się...

                  Ponadto akcja wypraszania Niemców odbywała się z poszanowaniem prawa, w skutek
                  prawa międzynarodowego, pod nadzorem międzynarodowym.

                  Dalej prowadzącym akcje komunistom nie zależało na okrucieństwie wobec Niemców,
                  ale przeciwnie na wzorowym pod wzgledem humanitarnym przeprowadzeniu akcji.

                  Wypraszanie Niemców odbywało się ponadto znacznie bardziej humanitarnie
                  niż "ewakuacja" przeprowadzona przez samych Niemców.

                  To własnie ewakuacja a własciwie bezładna ucieczka spowodowała straty w
                  ludziach.

                  Nasławniejsza pod tym wzgledem jest ewakuacja cywilów miasta Breslau, które
                  zostało przekształcone w twierdzę i zniszczone głownie przez samych Niemców w
                  stopniu zbliżonym jak Warszawa, Drezno czy Hamburg...

                  Pozdrawiam i zapraszam na:
                  Forum Słowiańskie
                  nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
                  www.pajacyk.pl
                  Ignorant
                  +++
Pełna wersja