Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy

11.04.04, 01:17
Sława!
Wojna podatkowa
Tygodnik "Wprost", Nr 1115 (11 kwietnia 2004)


Większość unijnych przywódców nie pojmuje procesu globalizacji

Brak patriotyzmu" zarzucił kanclerz Niemiec Gerhard Schröder niemieckim
przedsiębiorcom, którzy zastanawiają się nad przeniesieniem po poszerzeniu
unii swoich firm do Europy Środkowej, by płacić tam niższe podatki. W
poniedziałek 29 marca kanclerz zaatakował dziesięciu nowych członków unii,
którzy - jego zdaniem - uprawiają "dumping podatkowy". "W tych państwach
podatek płacony przez firmy wynosi przeciętnie poniżej 20 proc., wobec ponad
30 proc. w dzisiejszej unii - żalił się Schröder. Dzień później do chóru
dołączył premier Szwecji Göran Persson, który stwierdził, że państwa
skandynawskie nie zamierzają nakładać wysokich podatków po to, by finansować
rozwój nowych państw członkowskich, podczas gdy one same utrzymują niskie
podatki od dochodów swych obywateli. Intrygujące, bo Szwecja zabierała swym
najbogatszym obywatelom 60 proc. dochodów już wtedy, gdy o wejściu Polski,
Czech czy Węgier do unii mogli marzyć tylko fantaści.
Zamiast obniżyć własne podatki i zatrzymać u siebie przedsiębiorców,
promotorzy państwa opiekuńczego woleliby zmusić nowych członków unii do
podwyższenia danin. Nieprzypadkowo Francja i Niemcy, jedne z najwyżej
opodatkowanych i najwolniej rozwijających się gospodarek Europy, popierają
ideę tzw. harmonizacji podatkowej, czyli uśrednienia stawek podatkowych w
unii. Koncepcja ma jeden feler: chodzi rzeczywiście o ich uśrednienie - ale w
górę. Możemy jednak spać spokojnie. - W poszerzonej unii 13 z 25 państw
będzie naciskało na obniżanie podatków - mówi "Wprost" Colin Hunt, jeden z
najbardziej cenionych irlandzkich ekonomistów. - Każde państwo może ustalić
takie podatki, jakie chce. Nieuczciwa konkurencja podatkowa byłaby wtedy,
gdybyście obiecali zagranicznym inwestorom, że będą płacili w Polsce dwa razy
mniejsze podatki niż wasi przedsiębiorcy - wskazuje Kanadyjczyk Donald J.
Johnston, sekretarz generalny OECD.

Psy ogrodnika
Diagnoza Schrödera jest trafna: firmy inwestują tam, gdzie są niskie podatki.
Nowa fabryka sprzętu Boscha i Siemensa powstanie w Łodzi, choć właściciele
woleliby inwestować w Niemczech. Ale w Polsce podatek od firm wynosi 19
proc., a za Odrą - 40 proc. Z tych samych powodów Volvo zamknie w połowie
2004 r. fabrykę karoserii autobusów w duńskim Aabenraa i przeniesie ją do
Polski. Podwyższenie podatków w Polsce, Estonii czy na Słowacji nie zatrzyma
niemieckich czy szwedzkich inwestorów w ich krajach. Zamiast do Europy
Środkowej uciekną na przykład do taniej Azji Południowo-Wschodniej. Pomysł
zwalczania "dumpingu podatkowego" świadczy o tym, że większość unijnych
przywódców zupełnie nie pojmuje procesu globalizacji!
Irlandczycy z trzeciego najbiedniejszego kraju unii w latach 80. stali się
dziś trzecim najbogatszym dzięki temu, że obniżyli podatek dla firm i
przyciągnęli potężne inwestycje z USA. Na wyspie, która ma 4 mln mieszkańców,
stworzono w ciągu dekady 800 tys. nowych miejsc pracy! - Przed 20 laty z
Irlandii w poszukiwaniu pracy i chleba emigrowało za granicę 35 tys. osób
rocznie. Dziś wracają, a mamy jeszcze ponad 100 tys. zagranicznych
pracowników - mówi "Wprost" Michael McKenna, wiceminister gospodarki, handlu
i zatrudnienia Irlandii. Choć irlandzki CIT wciąż jest najniższy w unii
(wynosi 12,5 proc.), dziś część inwestorów przenosi się stamtąd do Europy
Środkowej, gdzie wiele krajów obniżyło ostatnio podatki korporacyjne, a
koszty pracy są znacznie niższe. Na przykład holenderski Philips przenosi z
Dublina do Łodzi swoje centrum księgowe (wartość inwestycji to około 50 mln
euro; zapewni ona pracę 500 osobom). Irlandczycy jednak nie biadolą, że to
nieuczciwe i nowe państwa członkowskie powinny podnieść podatki, tylko walczą
o nowy kapitał: zamiast firm informatycznych starają się ściągnąć na wyspę
koncerny farmaceutyczne, podkreślają stabilność swojej polityki, kładą nacisk
na przewidywalność prawa.

Leming nad przepaścią
Poza Irlandią czy Wielką Brytanią cała unia cierpi na syndrom leminga
zmierzającego ku przepaści. Presja fiskalna na nowych członków unii jest na
to kolejnym dowodem - po blokowaniu pracownikom z Europy Środkowej dostępu do
unijnego rynku pracy. "Kapitał z Niemiec nie doczeka się przyjazdu tanich
pracowników. Popłynie więc szerokim strumieniem do państw, w których praca
jest tańsza" - stwierdził tuż przed apelem Schrödera Hans-Werner Sinn, prezes
Instytutu Badania Gospodarki (IFO). Według badań ONZ, w ciągu najbliższych
dwudziestu lat starzejące się społeczeństwa krajów UE będą musiały przyjąć co
najmniej 50 mln imigrantów, aby utrzymać obecny poziom rozwoju gospodarczego.
Niemcy powinny do 2025 r. przyjąć 12 mln pracowników, Włosi - 7,5 mln. W tej
sytuacji blokowanie dostępu do rynku pracy to samobójstwo! Bredzący o
ekonomicznym patriotyzmie Schröder wręcz nakłania swoich rodaków i obywateli
innych państw do wykonania kilku następnych kroków ku przepaści.
Państwa Europy Środkowej widzą, że obniżanie podatków przynosi korzyści. Na
obniżeniu CIT do 19 proc. z początkiem 2004 r. zaczyna korzystać też Polska.
2 kwietnia decyzję o rozbudowie fabryki sprzętu AGD we Wrocławiu ogłosił
amerykański Whirlpool, nową fabrykę golarek postanowiła otworzyć w Józefowie
pod Łodzią amerykańska firma Gillette. Z Europy Zachodniej do Polski przenosi
fabrykę holenderska Nutricia. Dlatego wyrazy "troski" Schrödera czy Perssona
o stan kas państwowych i samopoczucie fiskusa w naszym regionie są tylko
rozpaczliwym gestem.

Krzysztof Trębski

Zobacz tabele:
www.wprost.pl/ar/?O=58512
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
www.pajacyk.pl
Ignorant
+++
    • ignorant11 Bo mamy za niskie podatki?! 13.04.04, 06:13
      Sława!
      Bo mamy za niskie podatki?!
      Niedziela, 11 kwietnia 2004 - 13:12 CEST (11:12 GMT)
      www.wprost.pl/ar/?O=58793&C=39118

      Premier Bawarii Edmund Stoiber krytykuje niskie podatki w krajach
      wschodnioeuropejskich i domaga się wprowadzenia minimalnego progu podatkowego
      obowiązującego wszystkie kraje Unii.

      Stoiber powiedział w wywiadzie dla niedzielnego "Bild am Sonntag" (BamS)
      niedzielnego "Bild am Sonntag" (BamS), że niemieckie władze nie mogą się bronić
      przed przenoszeniem firm z Niemiec do nowych krajów Unii, ponieważ nie
      przestrzegają one zasad uczciwej konkurencji.
      Występujące w tych krajach połączenie niskich podatków z wysokimi dotacjach z
      unijnych funduszy strukturalnych może stać się "zabójczą mieszanką" dla miejsc
      pracy w niektórych niemieckich branżach - uprzedza bawarski premier. "Nie można
      dłużej finansować z pieniędzy niemieckich podatników przenoszenia miejsc pracy
      do Europy Wschodniej" - uznał.

      Według bawarskiego polityka, wszystkie kraje UE powinny ustalać wysokość
      podatków w ramach wyznaczonego pasma. Dolna granica podatku dochodowego od osób
      indywidualnych mogłaby - jego zdaniem - we wszystkich krajach Unii wynosić 25
      proc.

      Najniższy próg podatkowy wynosi obecnie w Niemczech 15 proc., a najwyższy 42
      proc.

      Stanowisko Stoibera podziela wiceprzewodniczący związku zawodowego niemieckich
      metalowców IG Metall, Berthold Huber. "W Europie występują zbyt duże różnice w
      wysokości podatków. Potrzebna jest obowiązująca w całej Europie dolna granica,
      która musi być przestrzegana także w krajach Europy Wschodniej. To poważny
      mankament, którym UE musi się wreszcie zająć" - oświadczył Huber.

      Z kolei niemiecki minister finansów Hans Eichel powiedział "BamS", że rząd nie
      akceptuje "podatkowego dumpingu".

      Natomiast kanclerz Gerhard Schroeder krytykował w połowie marca zbyt niskie w
      porównaniu do poziomu w UE opodatkowanie przedsiębiorstw w krajach
      przystępujących do Wspólnoty i zapowiedział, że poruszy ten temat w rozmowach z
      władzami zainteresowanych państw.

      Schroeder wytknął krajom środkowo- i wschodnioeuropejskim, że prowadzą politykę
      podatkową, która nie zapewnia im własnych środków na finansowanie rozbudowy
      infrastruktury, lecz skazuje je na transfery z Brukseli.

      Zdaniem kanclerza, niskie podatki dla przedsiębiorstw są - obok konkurencji
      wynikającej z niskich kosztów pracy w nowych krajach Unii - sprawą, która jest
      dla Piętnastki poważnym problemem. "Nie wolno o tym milczeć" - uważa Schroeder.

      Wiele niemieckich koncernów, w tym Siemens, rozważa możliwość przeniesienia się
      do krajów środkowo- i wschodnioeuropejskich.

      sg, pap



      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
    • oleg3 Podatkowy Drang nach Osten 13.04.04, 13:40
      Normalni ludzie zajmowali się w święta rozmaitymi przyjemnymi sprawami.
      Kultywowaniem tradycji wielkanocnych, konsumpcją jajek na twardo, oblewaniem
      się wodą, życiem rodzinnym, spacerami, a kto bardziej uduchowiony -
      transcendencją. Ale nie niemieccy politycy i niemieccy działacze związkowi. Oni
      akurat zajmowali się podatkami i to nie u siebie, ale w Polsce i w innych
      krajach Europy Wschodniej, które za trzy tygodnie będą członkami Unii
      Europejskiej.

      Zgodnym chórem chrześcijańska prawica, laicka lewica i wyznaniowo indyferentne
      związki zawodowe zażądały z okazji Zmartwychwstania Pańskiego wyznaczenia w
      Unii Europejskiej minimalnej granicy podatków osobistych i korporacyjnych na
      poziomie 25 proc. Właściwie należało oczekiwać, ponieważ mieliśmy akurat jedno
      z największych świąt europejskiej cywilizacji, jakiegoś uzasadnienia religijno-
      historycznego. Na przykład, że już w Judei w czasach życia Chrystusa minimalny
      podatek wynosił 25 proc. i Judasz ze swoich 30 srebrników musiał zapłacić
      administracji rzymskiej 7 srebrników i 5 szekli. Ale nie. Nasi niemieccy bracia
      w Chrystusie i Unii Europejskiej stwierdzili po prostu, że taka powinna być
      norma, bo tyle wynosi najniższy podatek w Niemczech, a co dobre dla Niemców,
      musi być też dobre dla dzikusów ze Wschodu, którzy nawet porządnych podatków
      nie potrafią sobie wyznaczyć. Wszelkie podatki niższe od niemieckich to
      podatkowy dumping.

      Oczywiście, powinniśmy sobie zdawać sprawę z wielkiej misji kulturalnej Niemców
      na Wschodzie. Podatkowy Kulturkampf to śliczny, po prostu modelowy przejaw
      troski o harmonijny rozwój naszej części Europy i odrobienie zaniedbań w
      płaceniu podatków. Poziom wyjściowy wydaje się jednak trochę za wysoki.
      Zacznijmy może od powrotu do przerwanego przez komunizm cyklu podatkowego.
      Przywróćmy podatki, jakie obowiązywały w Generalnym Gubernatorstwie za czasów
      Hansa Franka, a potem stopniowo możemy dochodzić do chlubnego stanu, jaki
      osiągnęły Niemcy dzisiejsze. Taką zasadę można wpisać do konstytucji. Polska
      może się nawet przy tej okazji zobowiązać, że kiedy już osiągnie dochód krajowy
      na głowę, poziom płac i poziom życia taki jak w Niemczech (i to zachodnich),
      wszyscy Polacy zapłacą nawet o jeden procent podatku więcej niż w Niemczech,
      dobrowolnie i na ochotnika.

      Takie rozwiązanie jednak nie zostanie wprowadzone. Sprzeciwią się niemieckie
      związki zawodowe, pierwsze związki na świecie, które są za podwyższaniem
      podatków i obniżaniem płac. Wprawdzie w Polsce, ale i tak to dość niezwykła
      sytuacja jak na związki zawodowe. Hoch sollen sie leben, drei mal hoch.

      Maciej Rybiński Rzeczpospolita 13.04.2004
      • alex.4 Re: Podatkowy Drang nach Osten 15.04.04, 12:52
        Schroeder to chyba najgorszy (obok Szmidta) kanclerz Niemiec. Jego rząd jest
        tragicznie nieudolny. Niemcy wtymagaja zmian, które sprawiłyby aby największa
        europejska gospodarka stała się znowu konkurencyjna. To jest takze w naszym
        interesie. Niemcy to naturalny odbiorca naszego eksportu
        pozdr
        • ignorant11 Re: Podatkowy Drang nach Osten 15.04.04, 15:07
          alex.4 napisał:

          > Schroeder to chyba najgorszy (obok Szmidta) kanclerz Niemiec. Jego rząd jest
          > tragicznie nieudolny. Niemcy wtymagaja zmian, które sprawiłyby aby największa
          > europejska gospodarka stała się znowu konkurencyjna. To jest takze w naszym
          > interesie. Niemcy to naturalny odbiorca naszego eksportu
          > pozdr

          Sława!

          Nie powinniśmy się nadmiernie uzalezniać od Niemców i ich nieudolności, bo
          dawne wielkie Niemcy Erharda to juz zamiezrzchłą przeszlość...

          Dzisiejsze nadal żywią sie odbitym i mocno przygaslym juz blaskiem cudu
          gosodarczego z lat 50tych.

          Przeciwnie powinniśmy szukac innych partnerow aby zrównoważyć upadające Niemcy.


          Pozdrawiam i zapraszam na:
          Forum Słowiańskie
          nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
          www.pajacyk.pl
          Ignorant
          +++
          • oleg3 Re: Podatkowy Drang nach Osten 15.04.04, 15:19
            ignorant11 napisał:

            > Dzisiejsze nadal żywią sie odbitym i mocno przygaslym juz blaskiem cudu
            > gosodarczego z lat 50tych.

            Jak do tego doszło - analiza ekonomiczna

            www.balcerowicz.pl/ksiazki/wolnoscirozwoj.html#niemcy
      • alex.4 Re: Podatkowy Drang nach Osten 15.04.04, 12:52
        im szybciej czerwono-zielona koalicja odejdzie to tym lepiej
        pozdr
    • ignorant11 Re: Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy 25.04.04, 23:08
      Sława!
      Drodzy czytelnicy!
      www.nczas.com/?a=show_article&id=1835


      Miłosz Marczuk



      Przed tygodniem pisałem w tym miejscu o niechęci premierów krajów unijnych
      wobec obniżania podatków w krajach przystępujących do wspólnot. Okazuje się
      jednak, że pomysły na trzymanie Polski, Słowacji czy Łotwy w II lidze
      gospodarek europejskich wypływają nie tylko od rządzących w krajach "15", ale i
      od tak zwanej konstruktywnej opozycji. Oto bowiem premier Bawarii - Edmund
      Stoiber zaproponował, żeby wprowadzić we wszystkich krajach UE dolny próg
      podatkowy na poziomie 25 proc. Zdaniem Stoibera, taka regulacja zahamowałaby
      proces przenoszenia firm niemieckich do krajów środkowoeuropejskich.

      Premier Stoiber idzie ręka w rękę z kanclerzem Gerardem Schröderem. Ten bowiem
      w wywiadzie dla agencji DPA po raz kolejny ostrzegł nowe kraje Unii
      przed "nieuczciwą konkurencją podatkową". Jak podał niedzielny "Welt am
      Sonntag", kanclerz wezwał nowe kraje do zagwarantowania rozwoju gospodarczego z
      własnych funduszy, tak aby można było utrzymać pomoc unijną w "rozsądnych
      granicach". "Nie może być tak, że Niemcy - jako największy płatnik netto do
      unijnego budżetu - finansują stosowaną wobec siebie nieuczciwą konkurencję" -
      stwierdził.

      Stoiber tymczasem wytknął krajom środkowoeuropejskim naruszanie uczciwej
      konkurencji. "Nie można dłużej finansować z pieniędzy niemieckich podatników
      przenoszenia miejsc pracy do Europy Wschodniej" - powiedział w zeszłym tygodniu
      dziennikowi "Bild am Sonntag".

      Za cenę niepewnych pieniędzy z kasy brukselskiej, płaconych rzeczywiście
      głównie przez niemieckich podatników, musimy więc na stałe pozostać w
      gospodarczym marazmie. Uziemieni jesteśmy więc i my, i Niemcy. My - bo musimy
      obciążać na tyle koszty pracy, by niemieccy przedsiębiorcy nie mieli pokus
      przerzucać swoich interesów do Polski. Niemcy - bo muszą być drenowani
      finansowo na rzecz Słowian, których tym bardziej będą darzyć niechęcią. I tak
      właśnie zaczyna się ksenofobia, której teoretycznie ma przeciwstawiać się
      projekt "Europa".



      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
    • ignorant11 Schroeder boi sie coraz bardziej... 26.04.04, 08:09
      Sława!
      Schroeder za zwiększeniem podatków w nowych państwach UE




      d, PAP 25-04-2004, ostatnia aktualizacja 25-04-2004 20:16

      Kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder po raz kolejny ostrzegł nowe państwa
      członkowskie Unii Europejskiej, że nie mogą liczyć na unijne dotacje dla ich
      infrastruktury, jeśli nie są w stanie sfinansować odpowiednich inwestycji z
      własnych podatków

      Schroeder wypowiedział się na ten temat w wywiadzie dla najnowszego wydania
      tygodnika "Focus". Tekst wywiadu udostępniono w sobotę agencjom prasowym. "W
      krajach Europy Środkowowschodniej istnieje oczekiwanie: mamy niskie stawki
      podatkowe i płace. Ale infrastrukturę, której nie możemy dlatego sami
      sfinansować, da nam do dyspozycji Unia Europejska" - powiedział kanclerz,
      zaznaczając jednocześnie, że tak być nie może. "Potrzebujemy rozsądnej
      równowagi" - podkreślił. W wywiadzie dla "Focusa" Schroeder starał się
      jednocześnie zmniejszyć niemieckie lęki przed wejściem nowych państw do
      Unii. "Niemcy są i pozostają największym wygranym rozszerzenia UE" - zaznaczył.

      Tak zwany w Niemczech dumping podatkowy nowych (i nie tylko) państw UE jest od
      dawna przedmiotem krytyki rządzącej koalicji socjaldemokratów i Zielonych,
      wspieranej w tej kwestii przez związki zawodowe. Minister finansów Hans Eichel
      (SPD) powtórzył w wywiadzie dla najnowszego wydania tygodnia "Der Spiegel" swój
      postulat wprowadzenia jednolitego opodatkowania przedsiębiorstw na terenie
      całej Unii. Skrytykował w tym kontekście zwłaszcza Estonię i Irlandię, gdzie
      według niego stawka podatkowa dla przedsiębiorstw jest zerowa lub wynosi tylko
      12 proc. Równie zdecydowanie wypowiada się na ten temat opozycyjna niemiecka
      chadecja. Jeden z jej czołowych przedstawicieli, premier krajowy Hesji Roland
      Koch, oświadczył w wywiadzie dla najnowszego wydania tygodnika "Welt am
      Sonntag", że w Unii Europejskiej należy wyeliminować obszary obniżonego
      opodatkowania. "Nie można dopuścić, byśmy przez dotacje finansowali niskie
      podatki w nowych krajach członkowskich i w ten sposób przenosili
      przedsiębiorstwa do tych krajów, ponieważ nie płacą one tam żadnych podatków, a
      my w Niemczech tracimy miejsca pracy. To strata dla wszystkich, gdyż nam
      znikają wpływy podatkowe, z których finansujemy także dotacje dla nowych państw
      członkowskich. Musimy im przy całej przyjaźni powiedzieć, że tej formy dumpingu
      podatkowego z nami uprawiać się nie da" - powiedział Koch.

      Rozmówca "Welt am Sonntag" skrytykował przy okazji Irlandię, gdzie filie
      niemieckich przedsiębiorstw "mają przez dziesięć lat zagwarantowane żadne lub
      maksymalnie 10-proc. podatki".


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
    • ignorant11 Wspólny rynek, wspólny interes Janusz Lewandowski 26.04.04, 08:20

      Sława!
      Wspólny rynek, wspólny interes




      Janusz Lewandowski 16-04-2004, ostatnia aktualizacja 16-04-2004 16:17

      Felieton Janusza Lewandowskiego

      Za dwa tygodnie wkroczymy do Unii Europejskiej, która jest bardziej
      gospodarcza, niż polityczna. I taka powinna pozostać, bo nie ma narodu
      europejskiego, ale jest wspólny interes europejskich narodów, by stawić czoła
      wyzwaniom globalizacji. Musi to prowadzić do ujednolicenia reguł gospodarczych
      na wspólnym rynku.

      Tu jednak powstaje problem. Jaki powinien być obszar standaryzacji i o jakie
      standardy chodzi? Pytanie tym ważniejsze, im bardziej tzw. Strategia Lizbońska
      staje się zbiorem pobożnych życzeń, a realia popychają Unię w odwrotnym
      kierunku. Oto kanclerz Schroeder, w imieniu "starej Europy" oskarża nowych
      członków o dumping podatkowy. Nie chodzi o specjalne strefy, czy specjalne
      przywileje. Zarzut brzmi: macie zbyt niskie podatki! Przez to zabieracie
      inwestorów i miejsca pracy... Nagana płynąca z Berlina zbiegła się w czasie z
      komunikatem ministerstwa finansów w Bratysławie. Słowacja, posadzona przez
      kanclerza Niemiec na ławie oskarżonych, bo zaryzykowała podatek liniowy, po raz
      pierwszy w kilkunastoletniej historii swej niepodległości uzyskała nadwyżkę
      budżetową (pierwszy kwartał 2004 roku ). Z jednej strony mamy niemiecki "motor"
      Unii Europejskiej, skłonny do pouczania innych, z drugiej strony
      słowackie "peryferia", nieskłonne do kopiowania złych wzorów. Unijne "motory"
      napędzają polityczny wymiar integracji, ale zacierają się w ekonomii.
      Przeciążone socjalnymi zobowiązaniami, nie mogą wydobyć się z stagnacji i tracą
      miejsca pracy. Ale z uporem eksportują swój model na całość poszerzonej Unii
      Europejskiej, choćby w postaci socjalnych praw zapisanych w europejskiej
      konstytucji. W tym samym czasie, lepsze wyniki osiągają kraje, które hołdują
      własnym, liberalnym receptom na rozwój. Kto tu ma być nauczycielem, kto
      uczniem? Jakie wnioski dla Polski?

      Pierwszy wniosek nasuwa się z nieodparta siłą. Trzeba bronić, jak
      niepodległości, zasady konkurencji podatkowej w Unii! Skoro możliwe jest
      konkurowanie poszczególnych stanów w ramach jednego organizmu państwowego USA,
      tym bardziej mogą konkurować państwa tworzące wspólny, europejski rynek. Tu
      akurat, w dziedzinie podatków bezpośrednich, harmonizacja pachnie fiskalizmem,
      równaniem w kierunku najwyższych stawek.

      Problem co i jak harmonizować nie kończy się na podatkach. Chodzi o ogólniejszą
      treść kurateli "starej Europy" nad postępami nowych członków - kurateli
      wyrażającej się w stanowionych regułach wspólnego rynku. Przyziemne konkrety są
      ważniejsze, niż górnolotne deklaracje, takie jak owa strategia pościgu za USA,
      przyjęta w Lizbonie. Najnowsza historia Niemiec dostarcza przykładów udanej i
      nieudanej, gospodarczej rewitalizacji. Niemiecki cud gospodarczy po II wojnie
      światowej kontrastuje z porażką, jaką stanowi kosztowny wysiłek przeobrażenia
      landów wschodnich po upadku muru berlińskiego. Niezależnie od tego, jak bardzo
      eksponuje się semantyczny wynalazek Alfreda Mueller-Armacka, który upowszechnił
      pojęcie "społecznej gospodarki rynkowej" sednem odnowy, przeprowadzonej przez
      Ludwiga Erharda, pod amerykańska kuratelą, była odważna liberalizacja,
      radykalne wycofanie państwa z gospodarki i dopuszczenie do głosu mechanizmu
      rynkowego po roku 1948. Oto sedno powojennego cudu, czyli przeobrażenia
      zrujnowanych Niemiec Zachodnich w gospodarczą potęgę w latach 1948-63. Dla
      kontrastu, ta sama RFN przeszczepiła na terytorium byłej NRD zdobycze państwa
      opiekuńczego, zamiast mechanizmu rynkowego. Zaoferowano rybę, zamiast wędki.
      Zamiast eksportu indywidualnej zaradności i odpowiedzialności, asekurowanej
      przez minimalne gwarancje państwa dla niezaradnych, przeszczepiono na wschód
      kosztowne prawa socjalne. Społeczność uczona przez lata socjalistycznej
      zasady "czy się stoi, czy się leży" stała się kolektywnym beneficjentem
      zachodniego państwa opiekuńczego. Polegało to na budżetowych transferach, a nie
      na nadwyżce, wygospodarowanej o własnych siłach. Płace rosły bez związku z
      wydajnością, która od roku 1997 zatrzymała się na granicy 62 procent normy
      zachodnich landów. Skutek jest opłakany. Kapitał wędruje do Europy Wschodniej i
      do Azji, omijając Saksonię i Brandenburgię. Co czwarty niemiecki przedsiębiorca
      planuje ucieczkę z Niemiec! Bezrobocie na wschodzie sięga 19,2 procent, gdy na
      zachodzie 8,7 procent. Symbolem porażki mogą być bałtyckie porty,
      zmodernizowane wielkim kosztem, do których nie zawijają żadne statki.
      Gigantyczny transfer pieniędzy, liczony na 1,25 biliona euro, nie przełożył się
      nawet na polityczne nastroje. Sfrustrowani Ossis czują się obywatelami drugiej
      kategorii, a nostalgia za DDR wypiera satysfakcję ze zjednoczenia. Tak więc
      niemiecki poligon doświadczalny dostarcza zarówno ważnej inspiracji, jak i
      ostrzeżenia.

      Lekcja historii przeczy dzisiejszym radom, jakich udziela kanclerz Schroeder
      nowym członkom Unii Europejskiej. Zjednoczenie Europy na fundamencie
      przeregulowanej gospodarki, przeciążonej socjałem, z dodatkiem funduszy
      strukturalnych i dopłat bezpośrednich, byłoby powtórką z niezbyt udanej
      historii sklejania Niemiec.




      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
    • ignorant11 Schroeder zbłaźniony i osamotniony 03.05.04, 21:24
      Sława!
      Bruksela, Berlin i nasz niski CIT



      ZOBACZ TAKŻE


      • Henryka Bochniarz: Niski podatek, wysokie wpływy do budżetu (03-05-04,
      17:40)
      • Na świecie CIT na ogół spada (03-05-04, 17:37)







      Robert Sołtyk, Bruksela 03-05-2004, ostatnia aktualizacja 03-05-2004 17:36

      Spór o niski CIT w Polsce, Estonii, na Węgrzech, Słowacji... Kanclerz Schröder
      ostro krytykuje "dumping podatkowy" w nowych krajach członkowskich. Bruksela
      uważa, że kanclerz "obszczekuje złe drzewo"

      Rząd w Berlinie widzi zagrożenie dla swojej gospodarki w niższych stawkach
      podatkowych na Wschodzie - w Polsce, Estonii czy na Słowacji. Niemcy zwracają
      uwagę, że kraje o niskich podatkach "podkupują" inwestorów starym członkom
      Unii, a z drugiej strony wyciągają ręce po pieniądze z unijnych funduszy
      strukturalnych. - Żeby nie było nieporozumień - nikt nie zamierza serio
      pozbawić nowych krajów UE prawa ubiegania się o zagranicznych inwestorów -
      mówił Gerhard Schröder w piątek w Bundestagu. - Ale trzeba też pamiętać, że
      przy finansowaniu infrastruktury nie można się zdać tylko na UE, lecz trzeba
      mieć też własne środki na inwestycje.

      - W przyszłości będziemy uważać, by nie doszło do jakiejkolwiek jednostronnej
      konkurencji podatkowej na szkodę płatników netto w Unii Europejskiej -
      zapowiedział kanclerz. Wcześniej w wywiadzie dla "Handelsblatt" i "Wall Street
      Journal Europe." Schröder stwierdził, że "jeśli nowi członkowie utrzymają
      niskie stawki podatkowe, a ich infrastruktura ma być finansowana przez Unię, to
      będziemy musieli o tym podyskutować".

      Bruksela ostro zareagowała na kampanię Berlina. - Ustalanie wysokości stawek
      podatkowych jest w Unii w zakresie narodowej suwerenności. Komisja Europejska
      nie zamierza przedstawiać propozycji, by ten stan zmienić - zapewnił w
      przeddzień rozszerzania UE rzecznik Brukseli ds. jednolitego rynku Jonathan
      Todd. Zdecydowanie stwierdził, że "jeśli jakiś kraj chce stosować niższe
      stawki, to jest to jego wyłączny interes", a krytyka nowych państw UE, gdzie
      stawki podatkowe dla przedsiębiorstw są generalnie niższe niż np. w Niemczech,
      to próba przedstawienia niemieckiemu biznesowi "zwodniczego wrażenia co do
      rozszerzania". Tymczasem niemieccy przedsiębiorcy będą tymi, którzy mogą na
      przyjęciu nowych państw do UE najbardziej zarobić.

      Podatki w korytarzu

      Niemcy domagają się ustalenia w UE minimalnej stawki opodatkowania biznesu, co
      minister finansów Hans Eichel uznał za "pomocne dla umocnienia jednolitego
      rynku". Zdaniem Schrödera zaś trzeba przynajmniej wyznaczyć "korytarz", czyli
      widełki, w których musiałyby się zmieścić stawki CIT wszystkich państw UE.
      Zapewniłoby to konkurencję podatkową, ale zapobiegło dumpingowi.

      Do takiego rozwiązania jednak nigdy nie dojdzie - przeciw harmonizacji
      podatkowej w Unii są m.in.: Wielka Brytania, Irlandia, Luksemburg i inne kraje,
      a decyzję musiałoby podjąć jednomyślnie 25 krajów rozszerzonej UE, a więc i
      Polska.

      Schröder to wie, ale i na to ma pomysł: "Jeśli nam się nie powiedzie z powodu
      weta pewnych państw, zrobimy to [harmonizację podatkową - red.] z krajami,
      które są do tego gotowe" - zapowiada kanclerz. Byłby więc to
      rodzaj "wzmocnionej współpracy" w podatkach części państw UE, której Komisja w
      Brukseli pewnie by już przyklasnęła. Czy jednak wejście w jej skład
      dziesięciorga nowych komisarzy nie przechyli szali na stronę liberalnych
      zwolenników podatkowej konkurencji? Podczas przesłuchań w Parlamencie
      Europejskim polska komisarz Danuta Hübner stwierdziła ostatnio, że "czas
      pokaże, iż to my mamy rację" w sprawie obniżenia podatków dla firm.

      Chadecka opozycja nie popiera pomysłów kanclerza, choć miesiąc temu premier
      Bawarii Edmund Stoiber także zażądał 25-proc. minimalnej stawki podatku od firm
      w UE. Dziś szefowa CDU Angela Merkel każe Niemcom brać przykład z Estonii i
      Słowacji i radykalnie uprościć swój system podatkowy, zanim zacznie się
      dyskutować, jak zmienić prawo podatkowe w całej Europie.

      - Wyobrażenie, że Europejczycy zachodni mogliby zabronić Europejczykom
      wschodnim ustalania odmiennych stawek podatkowych tylko dlatego, że ci ostatni
      dostają z Brukseli dotacje na rozwój, jest fałszywe - mówi "Gazecie" premier
      Saksonii Georg Milbrad. - Nie zapominajmy, że w niektórych federacjach, np. w
      USA czy w Szwajcarii, koegzystują różne stawki i systemy podatkowe. Jestem
      przekonany, że nowe kraje UE nie pozwolą jeszcze bardziej ograniczać swojej
      autonomii. Musimy pozwolić innym na ich podatkowe zalety i usunąć nasze
      podatkowe wady.

      Idźcie na Wschód

      Zupełnie inne niż kanclerza Schrödera jest zdanie niemieckich analityków
      gospodarczych. Hans-Werner Sinn i Wolfgang Ochel z Center for Economic Studies
      & Ifo Institute for Economic Research (CESifo) opowiadają się zdecydowanie
      przeciw "politykom socjalnym na poziomie UE. Takie polityki grożą (...)
      spowolnieniem napływu kapitału do pokrzywdzonych [biedniejszych - red.]
      regionów". I dodają: "Przedwczesna harmonizacja standardów socjalnych jest
      receptą na stagnację w Europie". Także sześć czołowych instytutów gospodarczych
      w Niemczech opowiedziało się w ub. tygodniu przeciwko ujednolicaniu podatków w
      UE.

      Z kolei w "Le Figaro" prof. Lester Thurow z Massachussetts Institute of
      Technology (słynny MIT) twierdzi, że kraje starej Unii po rozszerzeniu "powinny
      zrobić dokładnie to, co Tajwan zrobił po otwarciu się kontynentalnych Chin" -
      zamknąć swe mało skomplikowane zakłady wytwórcze i przenieść je tam, gdzie
      płace są trzy-, pięciokrotnie niższe, czyli do Europy Środkowo-Wschodniej.
      Stara Unia powinna się natomiast wziąć do tworzenia nowocześniejszego
      przemysłu. Thurow podkreśla: "Niemcy powinny to były zrobić 15 lat temu, ale
      nie mogły lub nie chciały". Jeśli "rządy nie mają tej odwagi, znajdziecie się w
      sytuacji Niemiec zachodnich wobec wschodnich. Dziesięć nowych krajów będzie
      ciężarem co najmniej na 15 lat.

      Zdaniem prof. Thurowa główny atut nowej Europy to "w miarę tania i dobrze
      wykształcona siła robocza". Dlatego opowiada się za tym, by tworzyć centra
      badawcze, np. na Węgrzech, a nie ściągać na Zachód inżynierów i naukowców ze
      Wschodu, co "nic gospodarce nie da".



      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
Pełna wersja