arnold17
15.04.04, 18:47
Konieczny zapis w konstytucji UE
Polska własność na terytoriach północnych i zachodnich może być poważnie
zagrożona po 1 maja ze względu na żądania roszczeniodawców zza Odry. Zaczną
oni dochodzić swoich praw majątkowych przed europejskimi trybunałami.
Istnieje jednak sposób, aby tego procederu uniknąć - rząd powinien wywalczyć
odpowiedni zapis w przygotowywanym traktacie konstytucyjnym Unii.
KRZYSZTOF ŚWIĄTEK
Organizacją, która przygotowuje już pozwy sądowe o odzyskanie mienia
utraconego przez wysiedlonych Niemców, jest Pruskie Powiernictwo. Oferuje ono
pomoc roszczeniodawcom i najprawdopodobniej będzie ich zbiorowo
reprezentować - posiadając prawne pełnomocnictwa.
Niedopuszczalny błąd Skubiszewskiego
W Polsce nikt nie sporządza szacunkowych danych, jak duża może być skala
niemieckich żądań. Nadchodzą jednak w tej sprawie złowróżbne sygnały z RFN. -
Rudi Pawelka, przewodniczący Pruskiego Powiernictwa, mówił niedawno, że
liczbę Niemców, którzy będą dochodzić swojej własności na naszych Ziemiach
Odzyskanych, szacuje na 1 milion. Na podstawie różnego rodzaju dokumentacji,
np. ksiąg wieczystych, można trochę tę grupę ograniczyć - do około 600
tysięcy osób. W każdym wypadku zagrożenie jest bardzo duże, nawet przy
założeniu, iż nie wszyscy będą dochodzić swoich praw - podkreśla poseł Jerzy
Czerwiński z Ruchu Katolicko-Narodowego.
Fatalnym błędem było pominięcie spraw majątkowych w traktacie polsko-
niemieckim o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991
roku. Odpowiedzialność za to niedopuszczalne zaniechanie ponosi ówczesny
minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski. Później rozpoczęła się
batalia o uregulowanie kwestii własności na Ziemiach Odzyskanych trwająca do
dziś. W Sejmie II kadencji została uchwalona ustawa o automatycznym
przekształceniu wieczystego użytkowania dla właścicieli z tych terenów na
prawo własności. Schody zaczęły się wtedy, gdy trzy gminy zaskarżyły zgodność
tego prawa z konstytucją. Uznały one, że tracą w ten sposób duże środki
wynikające z opłat z tytułu wieczystego użytkowania.
- Trybunał Konstytucyjny, wbrew woli całego ówczesnego sejmu, przyznał rację
gminom. Wtedy ta ustawa stała się martwa. Zaprzepaszczono szansę na
załatwienie sprawy jednym aktem prawnym bez ponoszenia opłat przez
właścicieli, na które nie wszystkich przecież stać - argumentuje poseł Janusz
Dobrosz z Ligi Polskich Rodzin. - Orzeczenie trybunału było nonsensowne, gdyż
interesy samorządów, dysponujących tymi gruntami przez zaledwie 5-6 lat
postawiono wyżej, niż prawa wieczystych użytkowników, którzy posiadali je od
30-40 lat. Tymczasem władze niemieckie niejednokrotnie oficjalnie wyrażały
jednoznaczne poparcie dla starań mających na celu podważenie polskiej
własności na ziemiach północnych i zachodnich.
- Już w 1991 roku minister spraw zagranicznych Niemiec Hans Dietrich Genscher
wystosował list intencyjny towarzyszący traktatowi polsko-niemieckiemu,
skierowany do ministra Skubiszewskiego, w którym zaznaczył, że RFN nie zgadza
się na zmiany własnościowe na Ziemiach Odzyskanych - przypomina poseł Janusz
Dobrosz. - Taka jest niemiecka doktryna prawna, co potwierdzają między innymi
orzeczenia Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Wielokrotnie uznawał on, że
roszczenia przesiedlonych są legalne. To jest olbrzymie niebezpieczeństwo dla
naszych interesów narodowych.
Przesiedleni wspierani przez niemiecki rząd
W 1998 roku Bundestag przyjął rezolucję stwierdzającą powojenne wysiedlenia
Niemców za niezgodne z prawem międzynarodowym i zaapelował do rządu
federalnego, aby nadal zabiegał o interesy tzw. wypędzonych. To określenie
forsowane jest po to, by podkreślić rzekomą nielegalność wywłaszczeń oraz
straszne krzywdy, jakich mieli doznawać ludzie, którzy zostali zmuszeni do
zmiany miejsca zamieszkania. Należy jednak raczej używać konsekwentnie
określenia "przesiedleni", gdyż tym akcjom - będącym skutkiem powojennych
ustaleń zwycięskich mocarstw, a więc mającym umocowanie w prawie
międzynarodowym - nie towarzyszyły żadne prześladowania.
Temat niemieckich roszczeń powraca także zawsze w trakcie kampanii wyborczych
w Niemczech. Niektórzy pretendenci do fotela kanclerza (np. Edmund Stoiber z
CDU/CSU) zupełnie otwarcie deklarowali, że wysiedleni bądź ich spadkobiercy
muszą mieć "prawo powrotu" na polskie Ziemie Odzyskane. Także działalność
niemieckiego Centrum Wypędzonych Eriki Steinbach jest stale dotowana z
budżetu centralnego.
11 kwietnia 2003 roku sejm przyjął ustawę o kształtowaniu ustroju rolnego.
Jej artykuł 15 stanowi, że osoby fizyczne i ich zastępcy prawni, tj.
spadkobiercy, którzy byli użytkownikami wieczystymi nieruchomości
przeznaczonych na cele mieszkalne lub rolnicze zarówno 26 maja 1990 r., jak i
23 kwietnia 2001 roku - otrzymują prawo ich własności nieodpłatnie. Tym samym
powstał krąg osób, które dzięki temu zapisowi, zostały uwłaszczone bez
konieczności ponoszenia dodatkowych opłat, które dla wielu są zbyt wysokie.
Starostowie i wójtowie zostali zobligowani do sporządzenia odpowiedniego
rejestru tych właścicieli oraz zawiadomienia ich o nabyciu prawa własności.
Także wpis do ksiąg wieczystych odbywa się za darmo.
Pozostali użytkownicy wieczyści mogą przejmować nieruchomości odpłatnie.
Kwotą należną za przekształcenie jest wartość własności pomniejszona o
wartość prawa użytkowania. Przy czym zasadą jest 70-proc. bonifikata od tej
opłaty. Ponadto należna do zapłaty suma nie może być wyższa niż 10 proc.
wycenionej własności. Rada Miejska Szczecina poszła jeszcze dalej, uchwalając
90-proc.upust przy zamianie użytkowania wieczystego na prawo własności.
- Do urzędu wpłynęło około 15 tys. wniosków w tej sprawie. Obecnie są one
realizowane. Większość rozpatrywana jest pozytywnie - informuje Jerzy
Krawiec, dyrektor Wydziału Gospodarki Nieruchomościami w szczecińskim
magistracie. Także we Wrocławiu zdecydowano o bonifikatach dla wieczystych
użytkowników, którzy za przekształcenia płacą tylko 5 proc. wartości
nabywanej własności.
Konieczny zapis w konstytucji UE
Posłowie nie są spokojni, jeżeli chodzi o sprawę ewentualnych roszczeń
niemieckich. Świadczy o tym treść podjętej 12 marca uchwały, w której
napisano: "Wszystkie kwestie związane z przejęciem przez Polskę majątków po
przesiedleńcach z Ziem Odzyskanych, uważa się za ostatecznie zakończone i w
żaden sposób nie podlegające rozpoznaniu przez trybunały europejskie".
Projekt przygotowany przez Ruch Katolicko-Narodowy poparły wszystkie kluby
parlamentarne, łącznie z SLD. Jednak w opinii ekspertów uchwała sejmu nie
zamyka w żaden sposób możliwości dochodzenia swoich praw przez Niemców przed
Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu, a także Europejskim
Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu.
- Ta uchwała nie wiąże organów międzynarodowych. Jeżeli Niemiec, który
stracił majątek na Ziemiach Odzyskanych, wystąpi o jego zwrot w Polsce, a
wyrok będzie dla niego niekorzystny, to będzie mógł dochodzić swoich praw
przed europejskimi trybunałami - uważa członek Helsińskiej Fundacji Praw
Człowieka Piotr Kładoczny.
Zdają sobie z tego sprawę pomysłodawcy uchwały, dlatego znalazło się w niej
dodatkowe wezwanie skierowane do naszych władz.
- Sejm, przyjmując ten projekt, zobowiązał rząd do wywalczenia w negocjowanym
obecnie traktacie konstytucyjnym Unii Europejskiej zapisu, który
stwierdzałby, że nie można podważać praw polskich obywateli do ziem
północnych i zachodnich. To jest warunek konieczny. Dzięki takiemu
zastrzeżeniu sprawa zostałaby ostatecznie rozwiązana - zaznacza poseł Jerzy
Czerwiński. Niestety, w chwili gdy trzeba walczyć o broniące naszych
interesów zapisy w europejskiej konstytucji, w Polsce odbywają się polityczne
przetasowania postkomunistów i ta sprawa jest marginalizowana.
Krzysztof Świątek
http