Ziemie Odzyskane. Przez Niemców

15.04.04, 18:47
Konieczny zapis w konstytucji UE

Polska własność na terytoriach północnych i zachodnich może być poważnie
zagrożona po 1 maja ze względu na żądania roszczeniodawców zza Odry. Zaczną
oni dochodzić swoich praw majątkowych przed europejskimi trybunałami.
Istnieje jednak sposób, aby tego procederu uniknąć - rząd powinien wywalczyć
odpowiedni zapis w przygotowywanym traktacie konstytucyjnym Unii.


KRZYSZTOF ŚWIĄTEK



Organizacją, która przygotowuje już pozwy sądowe o odzyskanie mienia
utraconego przez wysiedlonych Niemców, jest Pruskie Powiernictwo. Oferuje ono
pomoc roszczeniodawcom i najprawdopodobniej będzie ich zbiorowo
reprezentować - posiadając prawne pełnomocnictwa.

Niedopuszczalny błąd Skubiszewskiego

W Polsce nikt nie sporządza szacunkowych danych, jak duża może być skala
niemieckich żądań. Nadchodzą jednak w tej sprawie złowróżbne sygnały z RFN. -
Rudi Pawelka, przewodniczący Pruskiego Powiernictwa, mówił niedawno, że
liczbę Niemców, którzy będą dochodzić swojej własności na naszych Ziemiach
Odzyskanych, szacuje na 1 milion. Na podstawie różnego rodzaju dokumentacji,
np. ksiąg wieczystych, można trochę tę grupę ograniczyć - do około 600
tysięcy osób. W każdym wypadku zagrożenie jest bardzo duże, nawet przy
założeniu, iż nie wszyscy będą dochodzić swoich praw - podkreśla poseł Jerzy
Czerwiński z Ruchu Katolicko-Narodowego.

Fatalnym błędem było pominięcie spraw majątkowych w traktacie polsko-
niemieckim o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991
roku. Odpowiedzialność za to niedopuszczalne zaniechanie ponosi ówczesny
minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski. Później rozpoczęła się
batalia o uregulowanie kwestii własności na Ziemiach Odzyskanych trwająca do
dziś. W Sejmie II kadencji została uchwalona ustawa o automatycznym
przekształceniu wieczystego użytkowania dla właścicieli z tych terenów na
prawo własności. Schody zaczęły się wtedy, gdy trzy gminy zaskarżyły zgodność
tego prawa z konstytucją. Uznały one, że tracą w ten sposób duże środki
wynikające z opłat z tytułu wieczystego użytkowania.

- Trybunał Konstytucyjny, wbrew woli całego ówczesnego sejmu, przyznał rację
gminom. Wtedy ta ustawa stała się martwa. Zaprzepaszczono szansę na
załatwienie sprawy jednym aktem prawnym bez ponoszenia opłat przez
właścicieli, na które nie wszystkich przecież stać - argumentuje poseł Janusz
Dobrosz z Ligi Polskich Rodzin. - Orzeczenie trybunału było nonsensowne, gdyż
interesy samorządów, dysponujących tymi gruntami przez zaledwie 5-6 lat
postawiono wyżej, niż prawa wieczystych użytkowników, którzy posiadali je od
30-40 lat. Tymczasem władze niemieckie niejednokrotnie oficjalnie wyrażały
jednoznaczne poparcie dla starań mających na celu podważenie polskiej
własności na ziemiach północnych i zachodnich.

- Już w 1991 roku minister spraw zagranicznych Niemiec Hans Dietrich Genscher
wystosował list intencyjny towarzyszący traktatowi polsko-niemieckiemu,
skierowany do ministra Skubiszewskiego, w którym zaznaczył, że RFN nie zgadza
się na zmiany własnościowe na Ziemiach Odzyskanych - przypomina poseł Janusz
Dobrosz. - Taka jest niemiecka doktryna prawna, co potwierdzają między innymi
orzeczenia Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Wielokrotnie uznawał on, że
roszczenia przesiedlonych są legalne. To jest olbrzymie niebezpieczeństwo dla
naszych interesów narodowych.



Przesiedleni wspierani przez niemiecki rząd

W 1998 roku Bundestag przyjął rezolucję stwierdzającą powojenne wysiedlenia
Niemców za niezgodne z prawem międzynarodowym i zaapelował do rządu
federalnego, aby nadal zabiegał o interesy tzw. wypędzonych. To określenie
forsowane jest po to, by podkreślić rzekomą nielegalność wywłaszczeń oraz
straszne krzywdy, jakich mieli doznawać ludzie, którzy zostali zmuszeni do
zmiany miejsca zamieszkania. Należy jednak raczej używać konsekwentnie
określenia "przesiedleni", gdyż tym akcjom - będącym skutkiem powojennych
ustaleń zwycięskich mocarstw, a więc mającym umocowanie w prawie
międzynarodowym - nie towarzyszyły żadne prześladowania.

Temat niemieckich roszczeń powraca także zawsze w trakcie kampanii wyborczych
w Niemczech. Niektórzy pretendenci do fotela kanclerza (np. Edmund Stoiber z
CDU/CSU) zupełnie otwarcie deklarowali, że wysiedleni bądź ich spadkobiercy
muszą mieć "prawo powrotu" na polskie Ziemie Odzyskane. Także działalność
niemieckiego Centrum Wypędzonych Eriki Steinbach jest stale dotowana z
budżetu centralnego.

11 kwietnia 2003 roku sejm przyjął ustawę o kształtowaniu ustroju rolnego.
Jej artykuł 15 stanowi, że osoby fizyczne i ich zastępcy prawni, tj.
spadkobiercy, którzy byli użytkownikami wieczystymi nieruchomości
przeznaczonych na cele mieszkalne lub rolnicze zarówno 26 maja 1990 r., jak i
23 kwietnia 2001 roku - otrzymują prawo ich własności nieodpłatnie. Tym samym
powstał krąg osób, które dzięki temu zapisowi, zostały uwłaszczone bez
konieczności ponoszenia dodatkowych opłat, które dla wielu są zbyt wysokie.
Starostowie i wójtowie zostali zobligowani do sporządzenia odpowiedniego
rejestru tych właścicieli oraz zawiadomienia ich o nabyciu prawa własności.
Także wpis do ksiąg wieczystych odbywa się za darmo.

Pozostali użytkownicy wieczyści mogą przejmować nieruchomości odpłatnie.
Kwotą należną za przekształcenie jest wartość własności pomniejszona o
wartość prawa użytkowania. Przy czym zasadą jest 70-proc. bonifikata od tej
opłaty. Ponadto należna do zapłaty suma nie może być wyższa niż 10 proc.
wycenionej własności. Rada Miejska Szczecina poszła jeszcze dalej, uchwalając
90-proc.upust przy zamianie użytkowania wieczystego na prawo własności.

- Do urzędu wpłynęło około 15 tys. wniosków w tej sprawie. Obecnie są one
realizowane. Większość rozpatrywana jest pozytywnie - informuje Jerzy
Krawiec, dyrektor Wydziału Gospodarki Nieruchomościami w szczecińskim
magistracie. Także we Wrocławiu zdecydowano o bonifikatach dla wieczystych
użytkowników, którzy za przekształcenia płacą tylko 5 proc. wartości
nabywanej własności.



Konieczny zapis w konstytucji UE

Posłowie nie są spokojni, jeżeli chodzi o sprawę ewentualnych roszczeń
niemieckich. Świadczy o tym treść podjętej 12 marca uchwały, w której
napisano: "Wszystkie kwestie związane z przejęciem przez Polskę majątków po
przesiedleńcach z Ziem Odzyskanych, uważa się za ostatecznie zakończone i w
żaden sposób nie podlegające rozpoznaniu przez trybunały europejskie".
Projekt przygotowany przez Ruch Katolicko-Narodowy poparły wszystkie kluby
parlamentarne, łącznie z SLD. Jednak w opinii ekspertów uchwała sejmu nie
zamyka w żaden sposób możliwości dochodzenia swoich praw przez Niemców przed
Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu, a także Europejskim
Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu.

- Ta uchwała nie wiąże organów międzynarodowych. Jeżeli Niemiec, który
stracił majątek na Ziemiach Odzyskanych, wystąpi o jego zwrot w Polsce, a
wyrok będzie dla niego niekorzystny, to będzie mógł dochodzić swoich praw
przed europejskimi trybunałami - uważa członek Helsińskiej Fundacji Praw
Człowieka Piotr Kładoczny.
Zdają sobie z tego sprawę pomysłodawcy uchwały, dlatego znalazło się w niej
dodatkowe wezwanie skierowane do naszych władz.

- Sejm, przyjmując ten projekt, zobowiązał rząd do wywalczenia w negocjowanym
obecnie traktacie konstytucyjnym Unii Europejskiej zapisu, który
stwierdzałby, że nie można podważać praw polskich obywateli do ziem
północnych i zachodnich. To jest warunek konieczny. Dzięki takiemu
zastrzeżeniu sprawa zostałaby ostatecznie rozwiązana - zaznacza poseł Jerzy
Czerwiński. Niestety, w chwili gdy trzeba walczyć o broniące naszych
interesów zapisy w europejskiej konstytucji, w Polsce odbywają się polityczne
przetasowania postkomunistów i ta sprawa jest marginalizowana.

Krzysztof Świątek

httpuncertain
    • arnold17 Link 15.04.04, 18:48
      kiosk.onet.pl/1158749,1,3,1293,druk.html
      • eliot Re: Link 16.04.04, 15:38
        arnold17 napisał:

        > kiosk.onet.pl/1158749,1,3,1293,druk.html


        www.tygodniksolidarnosc.com/
    • arnold17 Schroeder: ostrożnie z roszczeniami wobec Polski 15.04.04, 18:53
      Schroeder: ostrożnie z roszczeniami wobec Polski






      Gerhard Schroeder, kanclerz Niemiec
      Fot. FRITZ REISS AP


      SERWISY


      ¤ Ostatnio w Niemczech







      PAP 15-04-2004, ostatnia aktualizacja 15-04-2004 10:48

      Kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder ostrzegł w czwartek w wywiadzie dla agencji
      DPA przed wysuwaniem przy okazji rozszerzenia Unii Europejskiej roszczeń do
      zwrotu dawnej własności w Polsce.

      Szef niemieckiego rządu podkreślił rolę swego kraju w szybkim rozszerzeniu Unii
      na Wschód i opowiedział się za umożliwieniem szybszej integracji krajom, które
      tego pragną.

      "Nasi polscy sąsiedzi znają moje mocne przekonanie, że dobrych, przyjacielskich
      stosunków z Polską nie wolno obciążać problemami z bolesnej dla obu krajów
      przeszłości" - powiedział Schroeder.

      Do takich problemów należą żądania zwrotu dawnego niemieckiego majątku - dodał
      kanclerz. "Nasza wspólna przyszłość w pokojowej Europie musi pozostać miarą
      naszych politycznych działań" - podkreślił szef niemieckiego rządu.

      O zwrot lub odszkodowania za majątki pozostawione w Polsce przez wysiedlonych
      po 1945 r. Niemców zamierza starać się spółka Pruskie Powiernictwo.
      Zarejestrowana w Duesseldorfie organizacja gromadzi od ubiegłego roku
      informacje o roszczeniach, a po wstąpieniu Polski do UE chce zabiegać o
      odszkodowania przed polskimi i międzynarodowymi sądami. Działania Powiernictwa
      wywołały zaniepokojenie polskiej opinii publicznej.

      W wywiadzie dla dpa Schroeder podkreślił rolę Niemiec w przyjęciu do Unii
      krajów środkowoeuropejskich. "Obecne rozszerzenie, mogę powiedzieć to z pewną
      dumą, nie nastąpiłoby tak szybko, gdybyśmy nie poparli w zdecydowany sposób
      nowych krajów" - zauważył kanclerz.

      Przyjęcie dziesięciu nowych krajów będzie "poważną próbą" dla zdolności Unii i
      jej instytucji do działania. Przyjęcie europejskiej konstytucji należy z tego
      powodu traktować jako zadanie o "absolutnym priorytecie". "Potrzebujemy
      konstytucji, aby zapewnić zdolność do działania, przejrzystość i demokrację w
      rozszerzonej Unii" - wyjaśnił.

      Schroeder opowiedział się za stosowaniem w pogłębianiu europejskiej integracji
      zasady "różnych prędkości". Taka zasada jest już dziś rzeczywistością -
      zauważył, wskazując na Unię Walutową, układ z Schengen i Europejską Politykę
      Bezpieczeństwa i Obrony.

      "W dziedzinach, w których jest to konieczne dla kontynuowania integracji,
      powinniśmy także w przyszłości poszukiwać pragmatycznie dróg, które umożliwią
      posuwanie się naprzód grupy krajów członkowskich" - powiedział. Schroeder
      zdystansował się tym samym od swego ministra spraw zagranicznych Joschki
      Fischera, który uznał swoje wcześniejsze plany tworzenia "twardego jądra"
      Europy i europejskiej "awangardy" za nieaktualne

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2022921.html
      • randybvain Dialog - tekst 15.04.04, 22:26
        CIEŃ PRZESZŁOŚCI
        - O podejściu do kwestii własnościowej w stosunkach polsko-niemieckich
        Christoph von Marschall dziennikarz, radaktor prowadzący w berlińskim
        dzienniku "Der Tagesspiegel"

        Przeszłość po prostu nie chce przeminą–. Układ graniczny i traktat o dobrym
        sąsiedztwie obchodzą swoje dziesięciolecie, sprawa odszkodowań dla robotników
        przymusowych zdaje się być już uregulowana, przyjęcie Polski do UE jest również
        kwestią czasu. A historia rzuca mimo wszystko swój cień. Związki wypędzonych
        nie przeforsują wprawdzie żądania, aby kwestię przyjęcia Polski do UE uzależnić
        od rozwiązania otwartych kwestii majątkowych na byłych niemieckich, a od 1945
        roku polskich, terenach na wschód od Odry i Nysy. Jednakże temat nie został
        zamknięty. Wręcz przeciwnie, poprzez członkowstwo Polski w UE otwierają się
        szanse na postawienie sprawy przed sądem: będzie można żądać zwrotu lub
        odszkodowania za stracone nieruchomości. Dla poszkodowanych osób prywatnych
        narodowości niemieckiej taki obrót spraw oznacza późne zadośćuczynienie,
        ponieważ być może skorygowane zostanie to, co odczuwają jako wyrządzoną im
        krzywdę. Z politycznego punktu widzenia taka perspektywa to koszmar dla
        stosunków niemiecko-polskich. Jedna trzecia dzisiejszego państwa polskiego była
        wcześniej w dużym stopniu, lub wyłącznie, zasiedlona przez Niemców. Nie do
        pomyślenia, żeby sąd UE zarządził oddanie domów od pół stulecia zamieszkałych
        przez Polaków lub zagospodarowanych terenów. A może jednak do pomyślenia? Rządy
        zamykają oczy na ten problem. Ponieważ nie może się wydarzyć to, co jest
        niedopuszczalne – tak argumentuje się w Polsce. Niemcy, sprawca i przegrany w
        wojnie światowej, chcą zanegowa– jej konsekwencje? Byłoby to moralnie
        skandaliczne, politycznie niemożliwe – a z pewnością również prawnie
        niewykonalne. Polscy specjaliści powołują się chętnie na to, że według
        przepisów UE regulacja kwestii majątkowych nie podlega Brukseli, a więc żaden
        Sąd Europejski nie byłby kompetentny w tej sprawie. Jest to jednak błędne
        myślenie. Poszkodowani wcale nie chcą, żeby UE narzuciła Polsce określony
        sposób postępowania z wywłaszczonym w komuniźmie mieniem. Chcą domagać się
        równego traktowania: jeżeli państwo polskie restytuuje zabrane dobra obywatelom
        polskim i Żydom, dlaczego wyklucza byłych właścicieli niemieckich? Ta
        argumentacja ma duże widoki na sukces. Czuwanie nad równym traktowaniem
        wszystkich obywateli UE należy z pewnością do centralnego obszaru kompetencji
        UE. Kolejnych argumentów przeciwko roszczeniom ma dostarczać układ poczdamski,
        który oddał obszary na wschód od Odry i Nysy pod polską (bądź sowiecką)
        administrację. Również ten fakt nie nadaje się na prawną podstawę
        wywłaszczenia. Nawet jeżeli uznamy, że już układ poczdamski zmienił przebieg
        granicy – co jest kontrowersyjne – nie miałoby to żadnego wpływu na prywatne
        prawa majątkowe. Własność pozostaje własnością, nawet jeśli przesuwa się
        granicę. Zgodne z prawem wywłaszczenie potrzebuje innej podstawy. A kto się
        powołuje na to, że Niemcy poprzez uczestnictwo w niemieckich zbrodniach
        wojennych lub złamanie lojalności wobec Polski, stracili swe prawa do
        własności, musi wykazać w każdym przypadku indywidualną winę. Niemców
        walczących w ruchu oporu, lub obywateli, którzy nie uczestniczyli w zbrodniach,
        argumentacja taka by nie dotyczyła, mogliby więc domagać się zwrotu swojej
        własności w regionach Odry i Nysy. Jako argument polityczny słyszy się często
        pytanie, kto zatroszczy się o to, żeby wygnani Polacy odzyskali swoją własność
        na wcześniejszych wschodnich terenach Polski, w dzisiejszej Ukrainie, Białorusi
        i na Litwie? Państwo niemieckie przeżywa konflikt interesów. Musi być podwójnie
        ostrożne: dbać o swoje interesy polityczne, a więc stosunki zagraniczne, i o
        indywidualne prawa swoich obywateli. Z jednej strony rząd federalny nie może
        chcieć otwarcia dopiero co zagojonych ran w bilateralnych stosunkach z Polską –
        a byłoby to nie do uniknięcia, gdyby jedna trzecia polskiego terytorium
        państwowego stała się prywatną własnością obywateli niemieckich, albo gdyby
        Polska musiała uiścić masowe odszkodowania za wywłaszczenia, których nie można
        cofnąć. Z drugiej strony Federalny Sąd Konstytucyjny stwierdził w swych
        wyrokach na temat wschodnich układów Brandta, że rząd federalny nie ma prawa
        zrezygnować z prywatnych roszczeń majątkowych obywateli niemieckich za granicą.
        W najgorszym wypadku odszkodowania musiałby wypłaci– rząd federalny – sumę
        rzędu kilku miliardów. Do tej pory rząd określał wywłaszczenia wypędzonych jako
        sprzeczne z prawem narodów i odmawiał ich uznania. Dlatego kwestie majątkowe
        zostały wyłączone z niemiecko-polskiego traktatu o sąsiedztwie z 1991 roku.
        Rozwiązanie tego problemu powinno leżeć we wspólnym interesie rządu
        niemieckiego i polskiego. Można na przykład powołać wspólną komisję
        międzynarodowych fachowców, w celu znalezienia regulacji, która sprostałaby
        aspektom politycznym – żadnych masowych zwrotów bądź odszkodowań dla byłych
        niemieckich właścicieli – i prawnym wymogom równego traktowania. Polska powinna
        w zasadzie sama decydować, jak ma postępować z własnością prywatną wywłaszczoną
        w komuniźmie. Może ją restytuować. Lub pozostać przy istniejącym stanie rzeczy.
        Jednakże rząd w Warszawie musi przestrzegać jednej zasady: wszystkich musi
        traktować w ten sam sposób. Nie może zwracać własności Polakom, a Niemcom nie.
        Oczywistym jest, że Polska chce przywrócić własność prywatną – również dlatego,
        że jest ona niezbędnym motorem rozwoju. Zaraz, zaraz – można spotkać sią z
        zarzutem – czy również w byłym NRD nie było różnicowania? Wywłaszczenia z
        okresu sowieckiej okupacji do roku 1949 nie zostały anulowane. Restytuowane lub
        wynagrodzone zostały tylko późniejsze wywłaszczenia. Zgadza sią. Istniał jednak
        rzeczowy powód zróżnicowanego traktowania. Takiego punktu odniesienia jako
        uzasadnienia różnic w traktowaniu wywłaszczonych mogłaby poszukać również
        Polska. Z tym, że w tym punkcie historia obeszła sią z Polską mniej łaskawie
        niż na przykład, z Czechami. Tam złożyło się tak, że Niemcy zostali w
        większości wywłaszczeni w okresie, gdy oficjalnie istniał demokratyczny rząd w
        Pradze: między 1945 a 1948 rokiem. Czesi zostali wywłaszczeni w większości
        później, pod rządami komunistycznymi. Polsce ciężko będzie znaleźć rzeczową i
        prawnie nie do podważenia zasadę rozróżnienia, która doprowadziłaby do
        oczekiwanego politycznego celu: oddać własność lub wypłacić odszkodowanie
        Polakom, z reguły również Żydom, ale nie Niemcom. Rządy polskie działały
        natomiast według zasady strusia. Chowały głowę w piasek, zamykały oczy przed
        problemem nie do uniknięcia i podejmowały decyzje tak, jakby nigdy nie musiały
        się z nich rozliczyć. Wywłaszczenia, które nawet według prawa komunistycznego
        były nielegalne, cofano nieregularnie na wniosek poszkodowanych. Na drodze
        administracyjnej zwracano własność wspólnotom religijnym, również gminom
        żydowskim. W styczniu 2001 narodowo-konserwatywna większość w sejmie
        przedłożyła wniosek ustawy, która dawałaby prawo do odszkodowania jedynie tym
        poszkodowanym, lub ich spadkobiercom, którzy zarówno w chwili wywłaszczenia,
        jak i 31.12.1999 posiadali obywatelstwo polskie. Tym samym wykluczona zostaje
        nawet polska emigracja. Ustawa obejmuje jedynie własność wywłaszczoną w latach
        1944-1962 wbrew panującemu wówczas prawu. Poza tym zawiera klauzule: na
        przykład ustawa nie obejmuje budynków i gruntów użytkowanych przez organizacje
        państwowe. Prezydenckie veto uważane jest za prawdopodobne. W USA wywłaszczeni
        Żydzi grozili złożeniem skarg przed sądami amerykańskimi. Jak już zostało
        powiedziane wcześniej: trudno sobie wyobrazić, żeby po wejściu Polski do UE, to
        nieuzasadnione żadnym rzeczowym argumentem niejednolite traktowanie
        poszkodowanych dało się ob
        • ignorant11 Myślę, że jest to znacznie prostsze niż... 16.04.04, 11:18
          Sława!


          niz widzą to ciągle rewizjonistyczne germańskie umysły.

          1. Własność Niemców i Niemiec została skonfiskowana w wielu krajach zwycięskiej
          koalicji i nigdy nie została zwrócona.
          2. Nie wszystkie wywłaszczenia nastapiły na podstawie traktatu oczdamskiego
          3. Część własności została skonfoskowana na podstawie reformy rolnej i nie
          przewiduje sie raczej zwrotu latyfundiów np Zajmojskim, więc Niemcom tym
          bardziej NIE
          4. Część majątków została przejęta przez Polskę jako porzucone, więc skoro
          Niemcy porzucili, to jakie maja podstawy do roszczeń?
          5. Żydzi i Polacy, gdy żyja spadkobiercy ustawowi, to oczywiście powinno im sie
          zwrócić własność.
          6. Niemcy nie sa ofiarami wojny, ale przeciwnie byli beneficjentami
          hitlerowskich podbojów.
          7. Gdyby istnieli jacyś Niemcy uczestniczący w ruchu oporu, to powinni być
          zrównani z Polakami lub Żydami, ale wtedy musieliby udowodnic uczestnictwo w
          ruchu oporu ( ilu ich będzie? 100?)

          Pozdrawiam i zapraszam na:
          Forum Słowiańskie
          nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
          www.pajacyk.pl
          Ignorant
          +++
          • randybvain Drang nach... olerę 16.04.04, 13:18
            Dlaczego musieliby udowadniać uczestnictwo w ruchu oporu?
            Dajmy na to człowiek był nazistą i uczestniczył czynnie w wojnie. Miał majątek
            w Poznańskiem, zbudowany przez jego przodków 300 lat wcześniej. Teraz jego wnuk
            chciałby odzyskać to mienie, na które ma akt własności. Czy wnuk musi
            udowadniać, że nie jest nazistą, zbrodniarzem wojennym itd?
            Tu jest tylko jedna kwestia: jeżeli nielegalne było (niezgodne z prawem, z
            konwencjami wówczas obowiązującymi) pozbawienie własności, to należy się zwrot
            niezależnie od pochodzenia właściciela. Jeżeli było legalne, to zwrot się nie
            należy. Można oczywiście obostrzyć zakazami mozliwość wykupu ziemi i posesji
            przez cudzoziemców.
            Nie można przecież karać Helmuta za to, ze Markus gazował Polaków. Ani stosować
            odpowiedzialności zbiorowej wobec wszystkich Niemców za to, że ich przodkowie
            głosowali na Hitlera.
            Tu chodzi o własność prywatną, a nie o aneksję terytorium. Czy właścicielem
            posesji stanie się Niemiec czy Holender, dom nie stanie się nagle
            eksterytorialny.
            Strachy, że Niemiec podniesie czynsz niebotycznie są oczywiście uzasadnione,
            ale Polak właściciel też tak postąpić może (jak właściciel kamienicy mojej
            koleżanki) czyli narodowość nie ma tu nic do rzeczy.
            • gesiek1 Re: Drang nach... olerę 16.04.04, 15:40
              > Nie można przecież karać Helmuta za to, ze Markus gazował Polaków. Ani
              stosować
              >
              > odpowiedzialności zbiorowej wobec wszystkich Niemców za to, że ich przodkowie
              > głosowali na Hitlera.

              A Żydzi tak robią,ale im wolno...
              • juliusz_cezar1 Re: Drang nach... olerę 16.04.04, 21:02
                Polaków też nie szczędzą.
            • ignorant11 Re: Drang nach... olerę 16.04.04, 23:16
              randybvain napisał:

              > Dlaczego musieliby udowadniać uczestnictwo w ruchu oporu?
              > Dajmy na to człowiek był nazistą i uczestniczył czynnie w wojnie. Miał
              majątek
              > w Poznańskiem, zbudowany przez jego przodków 300 lat wcześniej. Teraz jego
              wnuk
              >
              > chciałby odzyskać to mienie, na które ma akt własności. Czy wnuk musi
              > udowadniać, że nie jest nazistą, zbrodniarzem wojennym itd?
              > Tu jest tylko jedna kwestia: jeżeli nielegalne było (niezgodne z prawem, z
              > konwencjami wówczas obowiązującymi) pozbawienie własności, to należy się
              zwrot
              > niezależnie od pochodzenia właściciela. Jeżeli było legalne, to zwrot się nie
              > należy. Można oczywiście obostrzyć zakazami mozliwość wykupu ziemi i posesji
              > przez cudzoziemców.
              > Nie można przecież karać Helmuta za to, ze Markus gazował Polaków. Ani
              stosować
              >
              > odpowiedzialności zbiorowej wobec wszystkich Niemców za to, że ich przodkowie
              > głosowali na Hitlera.
              > Tu chodzi o własność prywatną, a nie o aneksję terytorium. Czy właścicielem
              > posesji stanie się Niemiec czy Holender, dom nie stanie się nagle
              > eksterytorialny.
              > Strachy, że Niemiec podniesie czynsz niebotycznie są oczywiście uzasadnione,
              > ale Polak właściciel też tak postąpić może (jak właściciel kamienicy mojej
              > koleżanki) czyli narodowość nie ma tu nic do rzeczy.

              Sława!

              Rozumiem Twoją wrażliwość i słowiańsko-łacińskie poczucie sprawiedliwości...

              Ale przecież wojna jest zjawiskiem kolektywnym, które toczy sie pomiędzy
              państwami, a nie pomiedzy jednostkami, zatem na wojnie zatapia się i bombarduje
              jednostki npla, nawet jesli są tam żołnierze wcieleni pod przymusem.....

              Zreszta mogli zdezerterować z armii niosącej zagłade cywilizacji.

              Pozdrawiam i zapraszam na:
              Forum Słowiańskie
              nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
              www.pajacyk.pl
              Ignorant
              +++
Pełna wersja