"Polityka" - powstańcy narodowi terrorystami

20.05.04, 21:16
polityka.onet.pl/162,1164622,1,0,2453-2004-21,artykul.html
Dołączam linka, bo tekst za długi, żeby go cytować. Napiszcie, co o tym
sądzicie, bo według mnie to kpina, że autor tekstu porównuje bojowników o
niepodległość Polski do najzwyczajniejszych TERRORYSTÓW!!! Jestem
zbulwersowany!!!
    • ignorant11 Re: "Polityka" - powstańcy narodowi terrorystami 20.05.04, 23:18
      juliusz_cezar1 napisał:

      > polityka.onet.pl/162,1164622,1,0,2453-2004-21,artykul.html
      > Dołączam linka, bo tekst za długi, żeby go cytować. Napiszcie, co o tym
      > sądzicie, bo według mnie to kpina, że autor tekstu porównuje bojowników o
      > niepodległość Polski do najzwyczajniejszych TERRORYSTÓW!!! Jestem
      > zbulwersowany!!!


      Sława!

      Ja wklejam texty i zachecam do tego Was wszystkich.

      Bo potem one wędruja do archiwum i sa niedostępne, więc caly wątek robi sie nie
      wiadomo o czym...

      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
      • clickkey Re: "Polityka" - powstańcy narodowi terrorystami 21.05.04, 02:57

        JERZY BESALA

        Kiedy byliśmy terrorystami


        Polacy też stosowali akty przemocy

        Wobec Polaków zaborcy i okupanci stosowali terror jako system rządzenia:
        zesłania, egzekucje, zbiorową odpowiedzialność. Nie pozostawaliśmy dłużni.
        Obydwie role – terroryzowanych i terroryzujących – przeplatały się w naszych
        dziejach.


        Szóstego czerwca 1876 r. przy Bulwarze Sewastopolskim w Paryżu podczas rewii
        wojskowej koniuszy cesarza Napoleona III zauważył wycelowaną broń. Ubódł konia,
        padł strzał, kula trafiła zwierzę. Były powstaniec Antoni Berezowski mierzył w
        cara Aleksandra II, siedzącego obok cesarza Francuzów. Zamachowiec pociągnął za
        spust po raz drugi, ale proch rozerwał lufę, raniąc jego i trzy przypadkowe
        osoby. Zamachowca schwytano i osądzono. Czyn terrorystyczny Berezowskiego miał
        być aktem zemsty za cierpienia narodu polskiego.

        W dawnej Rzeczypospolitej, w państwie szlachty, nawet najbardziej tępi herbowi
        nie mieli poczucia krzywdy lub alienacji wynikającej z ustroju i praw. Każdy
        szlachcic mógł odreagować na sejmach, sejmikach, rokach sądowych, rokoszach i
        zajazdach wreszcie, wotując, krzycząc, w ostateczności dobywając szabli.

        Zatem i aktów indywidualnego terroru wobec władców było niewiele. Szalony
        Michał Piekarski dybiący z czekanem na króla Zygmunta III Wazę (listopad 1620
        r.) czy też konfederaccy „komandosi” Kazimierza Pułaskiego usiłujący porwać
        Stanisława Augusta (listopad 1771 r.) – to prawie nic w porównaniu z Europą
        trucizny i sztyletu. Dla Polaków było to niepojęte i groźne. Świetnie to ujął
        hetman Stanisław Żółkiewski na sejmie 1605 r.: „Zawsze ten cny naród polski
        wiary panom swym dotrzymywać i onych miłować zwykł. W inszych narodach pany swe
        kozikami kolą, a u nas z łaski Bożej nigdy nic takowego przeciw panu nie było
        zamyślone”. Żółkiewskiemu chodziło tu o zabójstwo króla Francji Henryka
        Walezego w 1588 r. przez fanatycznego mnicha Jacques’a Clementa; niebawem w
        1610 r. od sztyletu padł też jego następca Henryk IV Burbon. W Anglii zginął od
        noża w 1628 r. książę Jerzy Buckingham. W Polsce powszechne było przekonanie,
        że nasze państwo nie znało terroru.

        Dopiero utrata niepodległości i powstania narodowe w XIX w. wywołały sprawę
        terroryzmu jako odpowiedź na okupację i terror zaborców. W połowie XIX w. za
        największych konspiratorów i terrorystów (choć słowa tego wówczas nie używano)
        zaczęli uchodzić całkiem zasłużenie Polacy i Włosi. Przedstawiciele dwóch
        niegdyś potężnych państw dobijający się niepodległości imali się środków, które
        wówczas określano jako skrytobójstwa. Karbonariuszy włoskich bano się niczym
        asasynów w Ziemi Świętej w dobie krucjat; podobnie carscy urzędnicy obawiali
        się polskich sztyletników. Brak własnej armii, nierówność środków prowadziły do
        walki podstępnej, aktów gwałtu mających zastraszyć władze zaborcze albo
        stanowić akt zemsty za ich terror.

        O polskim terroryzmie, jako odpowiedzi na terror zaborcy, możemy chyba mówić w
        odniesieniu do Powstania Styczniowego (1863 r.). Dla ochrony tajnego rządu,
        władz i powstania utworzono bowiem oddziały żandarmów-sztyletników stałych i
        tajnych. Ci pierwsi mieli strzec władz powstania, drudzy, tajni, wykonywali
        wyroki sądów narodowych na urzędnikach carskich i polskich konfidentach.
        Rozpoczęli od zabójstwa naczelnika kancelarii tajnej w zarządzie
        oberpolicmajstra Warszawy Pawła Felknera. Powstała też terrorystyczna, słynna z
        brawury rota sieczna Ignacego Chmieleńskiego.

        Sztyletnicy podejmowali zamachy na najwyższych urzędników: na margrabiego
        Aleksandra Wielopolskiego, którego uznali za zdrajcę sprawy narodowej, i na
        rosyjskiego namiestnika wielkiego księcia Konstantego – nieudane. Najbardziej
        głośny stał się zamach bombowy na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie na
        namiestnika Królestwa gen. Teodora Berga – również nieudany. Zasztyletowano też
        wziętego publicystę Józefa Miniszewskiego na werandzie domu przy Rymarskiej 8 w
        Warszawie.

        Generał carski Fiodor Trepow, który cudem uniknął śmierci podczas zamachu,
        wyliczył podczas Powstania Styczniowego 1007 ofiar terroru polskiego, w tym 951
        śmiertelnych. Sztyletnicy siali grozę i niepewność pośród Rosjan i ich
        zwolenników, przebierając się za oficerów, urzędników, policjantów. Ponoć
        słynęli z tego, że nie powtarzali dwa razy tego samego planu. Ale „terror
        powstańczy nie był już w stanie sprostać terrorowi zaborczemu”, ocenił historyk
        Stefan Kieniewicz. Akcje sztyletników wygasły wraz ze schwytaniem przywódców
        (np. słynnego naczelnika warszawskich sztyletników Emanuela Szafarczyka,
        wydanego przez Feliksa Wiśniewskiego) i klęską powstania.

        Doświadczenia polskie miały wpływ na pojawienie się terroryzmu rosyjskiego w
        skali masowej. Uzasadnienie teoretyczne dali właśnie Rosjanie, a nie Polacy:
        m.in. Michaił Bakunin, Piotr Kropotkin i Siergiej Nieczajew. Ten ostatni
        w „Katechizmie rewolucjonisty” z 1870 r. nakazuje zwolennikom terroru być
        przygotowanym na śmierć i całe swoje życie poświęcić jednej sprawie –
        rewolucji. „Duch zniszczenia jest jednocześnie duchem twórczym” – pisał
        Bakunin, i młodzi zapaleńcy, przejęci krzywdą społeczną, szli z rewolwerami
        urzeczywistniać idee anarchistycznie pojmowanej wolności.

        Na skutki nie trzeba było długo czekać. 5 lutego 1878 r. na posłuchanie u
        gradonaczalnika Petersburga wchodzi Wiera Zasulicz z organizacji Ziemla i Wola.
        28-letnia niewiasta wyjmuje rewolwer i strzela do Fiodora Trepowa, raniąc go
        ciężko. Większość badaczy sądzi, że właśnie ten zamach otworzył drogę do
        terroryzmu w Rosji: lud bowiem nie chciał słuchać błądzących po siołach
        studentów, nawołujących do rewolucji. „Na horyzoncie zarysowała się ponura
        postać oświetlona jakby ogniem piekielnym, która z dumnie podniesionym czołem i
        wzrokiem, dyszącym wyzwaniem i zemstą, zaczęła sobie torować drogę wśród
        przerażonego tłumu, by pewnym krokiem wstąpić na scenę historii. To był
        terrorysta!” – tak patetycznie pisał w 1882 r. Sergiusz Krawczyński, który
        również z rewolucjonisty-propagandzisty przeistoczył się w terrorystę.

        Polacy brali czynny udział w rosyjskiej nagonce na cara Aleksandra II.
        Aleksander Kwiatkowski pomaga lakiernikowi Stiepanowi Chałturinowi w
        przygotowaniach do wysadzenia skrzydła Pałacu Zimowego z carem. Policja wpada
        na trop, aresztuje Polaka i znajduje plan pałacu z zaznaczoną czerwonym
        krzyżykiem jadalnią. Kwiatkowski nie wydał nikogo i zawisł na szubienicy.
        Dzięki jego niezłomności plan nie został ujawniony i 17 lutego 1880 r. o
        godzinie 19 potworny wybuch wstrząsnął jadalnią carską. Strażacy wynieśli
        dziesiątki zabitych i ciężko rannych. Cel zamachu – car – przeżył, ponieważ...
        spóźnił się; wyszedł na spotkanie księcia heskiego.


        • clickkey druga część artykułu J.Besali 21.05.04, 03:04
          13 marca 1881 r. w Petersburgu Mikołaj Rysakow rzucił bombę na sanie cara.
          Aleksander II wyszedł z ataku lekko poraniony, tłum chciał terrorystę
          zlinczować. Gdy car wracał do sań – drugi terrorysta, Polak z powiatu
          bobrujskiego Ignacy Hryniewiecki, wysadził się wraz z carem, kozakiem z ochrony
          i przypadkowym przechodniem w powietrze; tym razem skutecznie. Podczas
          przygotowań do zamachu na kolejnego cara w 1887 r. zostaje aresztowany brat
          Józefa Piłsudskiego, Bronisław. Czekało go 15 lat katorgi.

          Fala terroru objęła całe imperium carskie, w tym jego polską część, szczególnie
          podczas fali rewolucyjnej 1905 r. Na powóz nieludzkiego ministra Wacława
          Plehwego, koło Hotelu Warszawskiego w Petersburgu, 28 lipca 1904 r. o godzinie
          9.48 spadła bomba, rzucona przez Jegora Sazonowa. Plehwego, jak i przypadkowych
          przechodniów, rozerwało na strzępy. Czterech terrorystów maszerowało jeden za
          drugim, gotowych zginąć śmiercią samobójczą. Determinacja i pogarda dla życia
          stały się odtąd wyróżnikiem grupy desperatów. To nie były już akty rozpaczy,
          ale potężny ruch z ideologią śmierci. Stał się przy tym niezwykle podatny na
          prowokacje, a przypadek przywódcy Organizacji Bojowej Azefa, uznawanego za
          króla terroru, a zdemaskowanego w Paryżu jako prowokator, wstrząsnął całym
          ruchem.

          Ale go nie powstrzymała. Ataki bombowe stały się w istocie aktami samobójców. W
          lutym 1905 r. „Janek” Kalajew, półkrwi Polak, terrorysta z Organizacji Bojowej
          PPS rzucił bombę na placu Senackim w Moskwie na karetę wielkiego księcia
          Sergiusza, odpowiedzialnego za masakrę podczas koronacji cara. Pierwsza nocna
          próba nie powiodła się, gdyż Kalajew, już gotując się do rzutu, dojrzał w
          karecie żonę i dzieci księcia Sergiusza – chciał ich oszczędzić. Poczekał na
          drugi przejazd: tym razem bomba urwała głowę księciu i pokaleczyła
          młodziutkiego Kalajewa. Odmówił podpisania prośby o łaskę i zawisł na
          szubienicy, przedtem wygłosiwszy płomienną przemowę.

          W 1906 r. terror w Rosji osiągnął apogeum. Bezwzględnością odznaczali się
          maksymaliści Michała Sokołowa: postanowili działać bez oglądania się na życie i
          straty. Dochodziło do strasznych zamachów i regularnych bitew w miastach, a
          walka terrorystów, prowokacje i gra ochrany zapętlały się coraz bardziej.

          Organizacja Bojowa PPS Józefa Piłsudskiego nie chciała jednak uchodzić za grupę
          terrorystyczną. Przyszły marszałek był przeciwny terrorowi, chciał „ubojowienia
          całej partii” jako zalążka przyszłej walki zbrojnej. Ale tymczasem jego bojowcy
          wykonywali robotę terrorystyczną. Likwidowali „brudy carskie”, napadali na
          furgony pocztowe i pociągi, przebrani np. za rosyjskich urzędników dokonywali
          zamachów bombowych, jak ten na generała-gubernatora Gieorgija Skałłona, który
          jednak ocalał. Wykradli więźniów z Pawiaka (kwiecień 1906 r.). Słynna była
          akcja w Bezdanach na Litwie w 1908 r., gdzie zdobyto na cele partii ok. 200
          tys. rubli likwidując ochronę pociągu.

          Jednakże największym przedsięwzięciem o charakterze terrorystycznym była krwawa
          środa 15 sierpnia 1906 r. Bojowcy zabili wtedy i ranili około 80 policjantów,
          żandarmów i konfidentów, w Łodzi i Warszawie rzucano bomby. Znienawidzone
          mundury rosyjskie na krótko znikły z ulic wielu miast Królestwa Polskiego.
          Jednakże Piłsudski napisze potem: „Byłem tej imprezie przeciwny... Byłem
          przeciwnikiem terroru personalnego i nigdy żadnego zamachu nie organizowałem”.
          Odpowiedzią były bowiem straszne pacyfikacje kozackie. Przywódcy PPS
          wskazywali, że terroryzm, bomby i kule bojowców trafiają także w prostych
          żołnierzy rosyjskich, których chciano przyciągnąć do rewolucji.

          Organizacja Bojowa PPS była uznawana przez władze carskie za terrorystyczną, a
          bojowcy wieszani i zsyłani na Sybir jako bandyci. Natomiast w historii Polski
          byli i są to bohaterowie walki o niepodległość. Ta optyka zmienia się
          bezustannie i zmieniać będzie wraz z biegiem historii.

          Terror, który na przełomie i na początku XX w. szalał w imperium rosyjskim,
          objął także polskie ziemie Galicji Wschodniej. Ukraiński student Myrosław
          Siczynskyj zabił w 1908 r. namiestnika Galicji hr. Andrzeja Potockiego; w
          odpowiedzi polscy studenci w dwa lata później zabili ukraińskiego lidera Adam
          Kockę. Takich zamachów i odwetów było znacznie więcej pomimo prób porozumienia.

          Te role odwróciły się w czasach II Rzeczypospolitej. Polacy stali się obiektami
          akcji terrorystycznych. Szczególną zaciekłością odznaczali się nacjonaliści
          ukraińscy. „Trzeba krwi – damy morze krwi! Trzeba terroru – uczynimy go
          piekielnym. Trzeba poświęcić dobra materialne – nie zostawmy sobie niczego. Nie
          wstydźmy się mordów, grabieży i podpaleń. W walce nie ma etyki!” – pisał
          mroczny ukraiński nacjonalista Dmytro Doncow, który wywarł ogromny wpływ na
          wywołanie ducha terroryzmu na Kresach. Jego poglądy rzeczywiście trafiały pod
          strzechy, a rząd dusz między Zbruczem a Sanem przejmowała Ukraińska Wojskowa
          Organizacja (UWO), a potem Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN)
          utworzona w 1929 r. „Dla krajowego zarządu OUN terror był środkiem, który miał
          wywołać powszechne antypolskie powstanie” – pisze lwowski historyk Jarosław
          Hrycak.

          Bojówki ukraińskie wcześnie zaczęły zamachy: w 1921 r. usiłowano zabić Józefa
          Piłsudskiego, skądinąd zwolennika pozyskiwania mniejszości narodowych. OUN
          organizował terror, zamachy, akcje ekspropriacjyne i wreszcie totalny sabotaż w
          Galicji Wschodniej. Wczesną jesienią 1930 r. doliczono się 2 tys. aktów gwałtu
          na polskich majątkach ziemskich i na obiektach państwowych. Ukraińscy
          terroryści z OUN dokonali zabójstw ministrów Tadeusza Hołówki (1931 r.) i
          Bronisława Pierackiego (1934 r.). Terror skrajnych nacjonalistów dotknął też
          samych Ukraińców, jak zasłużonego pedagoga Iwana Babija, weterana sprawy
          ukraińskiej, zamordowanego przez UWO.

          „Ukraińcom wydawało się, że cały świat stanął przeciw nim. Nadawało to walce
          szczególnie szaleńczy charakter” – pisze Hrycak. Polacy mając w rękach władzę
          odpowiadali brutalnymi pacyfikacjami, usiłowali też ograniczyć wpływy
          prawosławia w ziemi chełmskiej, Małopolsce Wschodniej, Wołyniu, Polesiu. Od
          połowy maja do połowy lipca 1938 r. polscy saperzy rozebrali 91 cerkwi na
          Kresach, niektóre przekazali katolikom. Nakręcało to spiralę nienawiści,
          terroru i terroryzmu, który z taką, irracjonalną z pozoru, siłą wybuchł potem
          na Wołyniu i w Tarnopolskiem latem 1943 r.

          Na progu II wojny światowej dowództwo Wehrmachtu zastanawiało się najpierw, w
          jakiej odległości od linii frontu traktować żołnierzy polskich jako
          partyzantów, a nie terrorystów. Niebawem takie subtelności znikły z
          niemieckiego pola widzenia: wobec Polaków zastosowano skrajny terror. Nie tylko
          jako system rządzenia, ale i działanie prewencyjne oraz narzędzie fizycznego
          wyniszczenia. Łapanki, zbiorowa odpowiedzialność, masowe egzekucje, ślepy odwet
          przerosły to, co skrwawiona Polska do tej pory oglądała.

          Podobnie było w sowieckiej strefie okupacyjnej z deportacjami, zsyłkami,
          obozami śmierci oficerów i inteligencji, masowymi egzekucjami, przymusową
          paszportyzacją. Odpowiedzią polską były akcje zbrojne, określane zarówno przez
          Niemców jak i Sowietów jako polski bandytyzm lub też terroryzm. Akcje Armii
          Krajowej jak Wieniec – wysadzanie torów wokół Warszawy – czy też wykolejanie
          pociągów władze niemieckie traktowały jak napady terrorystyczne. Gdy Niemcy
          dokonali publicznej egzekucji 50 Polaków – w odpowiedzi bojowcy Gwardii Ludowej
          wrzucali w 1942 r. wiązki granatów do Cafe Clubu, kin, drukarń i innych lokali
          niemieckich, rażąc oczywiście na ślepo. Zamachy pododdziałów AK na szefów
          policji i SS, Krügera i Koppego w Krakowie czy słynny zamach na Kutscherę w
          Warszawie Niemcy traktowali również jako polski terroryzm, a nie jako wa
          • clickkey trzecia część artykułu J.Besali 21.05.04, 03:06
            Podobnie było w sowieckiej strefie okupacyjnej z deportacjami, zsyłkami,
            obozami śmierci oficerów i inteligencji, masowymi egzekucjami, przymusową
            paszportyzacją. Odpowiedzią polską były akcje zbrojne, określane zarówno przez
            Niemców jak i Sowietów jako polski bandytyzm lub też terroryzm. Akcje Armii
            Krajowej jak Wieniec – wysadzanie torów wokół Warszawy – czy też wykolejanie
            pociągów władze niemieckie traktowały jak napady terrorystyczne. Gdy Niemcy
            dokonali publicznej egzekucji 50 Polaków – w odpowiedzi bojowcy Gwardii Ludowej
            wrzucali w 1942 r. wiązki granatów do Cafe Clubu, kin, drukarń i innych lokali
            niemieckich, rażąc oczywiście na ślepo. Zamachy pododdziałów AK na szefów
            policji i SS, Krügera i Koppego w Krakowie czy słynny zamach na Kutscherę w
            Warszawie Niemcy traktowali również jako polski terroryzm, a nie jako walkę o
            wolność i samoobronę przed straszliwym terrorem okupacyjnym.

            W PRL starannie przemilczano akty o charakterze terrorystycznym. Próby
            zastrzelenia czy też zatłuczenia siekierą Bolesława Bieruta w 1950, 1951 i 1953
            r. zakończyły się śmiercią i zranieniem oficerów ochrony oraz zamachowców
            (jeden ocalał jako chory psychicznie). 15 lipca 1959 r. S. Jaros usiłował
            porazić w Zagórzu (woj. katowickie) Nikitę Chruszczowa i Władysława Gomułkę
            wybuchem ładunku umieszczonego w koronie drzew. Bomby nie zdetonował na czas,
            zginęła przygodna osoba. Podobnie stało się rok później w tym samym miejscu;
            Gomułka ocalał, a jedna z ofiar, 13-letnia dziewczynka, została sparaliżowana.
            Wysadzenie auli WSP w Opolu przez braci Kowalczyków w październiku 1971 r.,
            wymierzone zapewne w ówczesnego przewodniczącego Rady Państwa Józefa
            Cyrankiewicza, było również przedwczesne i doprowadziło do zniszczenia budynku.

            6 września 1982 r. terroryści podający się za żołnierzy Powstańczej Armii
            Krajowej opanowali polską ambasadę w Bernie w Szwajcarii. Próba wymuszenia 3
            mln franków szwajcarskich okupu zakończyła się udaną operacją szwajcarskiej
            jednostki antyterrorystycznej Stern. Okazało się, że Powstańcza Armia Krajowa w
            ogóle nie istniała, a zamachowcami kierowała jedynie chęć zysku.

            Znacznie gorzej zakończył się zamach w Bejrucie w 1990 r. na polskiego
            dyplomatę po oświadczeniu premiera Tadeusza Mazowieckiego o pomocy Polski w
            tranzycie obywateli sowieckich pochodzenia żydowskiego do Izraela. W odwecie
            dyplomata polski został zastrzelony przez członka organizacji palestyńskiej, a
            jego żona ciężko ranna.

            Bardzo trudno oddzielić akt terrorystyczny od rozpaczliwej, a nawet
            zorganizowanej obrony ojczyzny czy narodu. Może dlatego również w podręcznikach
            historii Polski kwestie te są nadal wstydliwie przemilczane. A terroryzm bez
            wątpienia istniał, odkąd istnieje państwo. Jednakże siły nabrał i nabiera wraz
            z rozwojem środków rażenia i techniki. Sztylet nie rozrywał przypadkowych
            przechodniów, kule nie siały aż takiego spustoszenia, bomba z dynamitem już
            tak. Przed nami jeszcze tylko broń chemiczna, biologiczna, jądrowa albo paraliż
            komunikacyjny rzeczywisty i wirtualny, co na jedno wychodzi. Jest naprawdę
            czego się bać, także w Polsce.
    • skarbek-mm Re: "Polityka" - powstańcy narodowi terrorystami?? 21.05.04, 08:44
      Muszę się jednak zgodzić z zakończeniem, że dziś trudno odróżnić terrorystów od
      bojowników o wolność (Palestyny, Kurdystanu, Kraju Basków, Irlandii Płn.)

      Zauważyłam, że nasi dawniej zabijali raczej starannie wybrane cele, a nie ludzi
      na targowisku. Zabijali np. rosyjskich policmajstrów. A teraz czy Bask
      zabijający hiszpańskiego policjanta w małej wioszczynie w Aragonii to jeszcze
      bojownik, czy już terrorysta?
      Czy Irakijczycy zabijający żołnierzy wojsk okupacyjnych to terroryści czy
      bojownicy? W końcu zabicie żołnierza to nie to samo co zabicie dziecka, no nie?
      Niemcy nazywali nas terrorystami, Żydzi nazywają tak Palestyńczyków,
      Irakijczycy i Turcy Kurdów, a Amerykanie Irakijczyków.
      Punkt widzenia?
      A może to nasi dziennikarze zbyt chętnie szafuja tym określeniem? A może to
      kwestia dostępu do środków masowego przekazu zakłóca nam obraz? No bo
      jeśli "okupanci" są dużo silniejsi medialnie to oni nadają ton informacjom i
      określają swych wrogów mianem terrorystów, co stawia ich w jednym rzędzie z
      kryminalitami, gdyby ich nazywali bojownikami, postawiliby ich razem z
      bohaterami, a tego nie mogą przecież zrobić.
      Językoznawczo bardzo interesująca kwestia nazwy: zjawisko zmienia swój
      charakter w zależności od nazwy jaką mu nadamy.

      Pozdrawiam

      MM.


      • bojownik_hamasu Tak sobie tlumaczcie 21.05.04, 11:15
        Autor: skarbek-mm
        Data: 21.05.2004 08:44 + dodaj do ulubionych wątków

        + odpowiedz na list

        + odpowiedz cytując

        --------------------------------------------------------------------------------
        Muszę się jednak zgodzić z zakończeniem, że dziś trudno odróżnić terrorystów od
        bojowników o wolność (Palestyny, Kurdystanu, Kraju Basków, Irlandii Płn.)

        Zauważyłam, że nasi dawniej zabijali raczej starannie wybrane cele, a nie ludzi
        na targowisku. Zabijali np. rosyjskich policmajstrów. A teraz czy Bask
        zabijający hiszpańskiego policjanta w małej wioszczynie w Aragonii to jeszcze
        bojownik, czy już terrorysta?



        Kiedy Polscy partyzanci wyrzynali cala wies zamieszkana przez niemieckich
        osadnikow to byli bohaterami ,ale kiedy Palestynczycy likwiduja kilku
        zydowskich okupantow na Zachodnim Brzegu to sa banda zwyrodnialych terrorystow.
        www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040518/publicystyka/publicystyka_a_1.html

        Gdy wjeżdżało się do Skierbieszowa, ogarniał człowieka jakiś lęk, bo czuł się
        jak w obcym, wrogim miejscu - wspominają.

        Lęk był zresztą po obydwu stronach. Żaden z osiedleńców nie odważył się
        wychodzić z domu bez broni. Niemcy nie wpuszczali do miasteczka nikogo
        obcego. Na rogatkach stały posterunki.

        - Byli bardzo wrogo do nas nastawieni. A my traktowaliśmy ich jak okupantów -
        wspomina Janina Smusz.

        W okolicy działała Armia Krajowa. Ci, którym udało się uciec przed
        wysiedleniem, przyłączyli się do oddziału majora "Ciąga". Polskie podziemie
        organizowało akcje odwetowe i napady na wsie zajęte przez niemieckich
        osadników.

        Polacy robili miedzy innymi tak

        Podkładali bomby na dworcach warszawskich w niemieckich cywilnych pociagach
        relacji W-wa-Hamburg,Berlin,Monachium.Bomby wybuchały po za GG ,na terenie
        Rzeszy Niemieckiej kalecząc i zabijając cywili.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=12748659&a=12762796










        • ignorant11 Re: Tak sobie tlumaczcie 21.05.04, 23:33
          Sława!

          Gdybym był odpowiedzialny za planowanie operacji AK, to na poważnie rozważałbym
          wysadzanie pociagów z cywilnymi osadnikami niemieckimi na Zajmoszczyźnie bez
          względu na to czy byliby w nich starcy, kobiety i dzieci.

          Uważam iz taka operacja mogłaby znacznie ograniczyc polskie straty na tym
          terenie.

          Gdyby mi zabroniono wysadzać pociagi z niemieckimi osadnikami, wtedy zapewne
          oddałbym dowództwo.

          POzatem nie tylko nie uważam za naganne palenie niemieckich miast w nalotach
          strefowych, ale nawet ujmuje się za angielskimi i polskimi otnikami takich
          nalotów dokonującymi.

          Przeciwnie amerykanską koncepcję nalotów "precyzyjnych" uważam za zbędne
          przeciaganie wojny, bezrozumne szafowanie krwią lotników, prowadzące w
          rezultacie do przedłużania wojny i wyniku zwięszanie liczby ofiar.

          Tak samo jestem za kara śmierci z podstawowego powodu moralnego iż to agresor
          powinien ponieść większą karę i agresor powinien się bać...

          Pozdrawiam i zapraszam na:
          Forum Słowiańskie
          nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
          www.pajacyk.pl
          Ignorant
          +++
          • alex.4 Re: Tak sobie tlumaczcie 22.05.04, 16:29
            kiedyś było podobnie. Gdzie jest granica miedzy walka wyzwoleńczą a terroryzmem.
            Czy Traugutt podpiusujący wyroki śmierci - skkrytobójcze na Rosjanach był
            terrorystą? Czy zamachwcy na wlk. ks. Konstantego mozna usprawiedliwiać. To, że
            pojawiaja się takie pytania wynika z faktu, że jesteśmy wreszcie normalni i wolni
            pozdr
            • ignorant11 Re: Tak sobie tlumaczcie 22.05.04, 22:24
              alex.4 napisał:

              > kiedyś było podobnie. Gdzie jest granica miedzy walka wyzwoleńczą a
              terroryzmem
              > .
              > Czy Traugutt podpiusujący wyroki śmierci - skkrytobójcze na Rosjanach był
              > terrorystą? Czy zamachwcy na wlk. ks. Konstantego mozna usprawiedliwiać. To,
              że
              > pojawiaja się takie pytania wynika z faktu, że jesteśmy wreszcie normalni i
              wol
              > ni
              > pozdr

              Sława!


              No tak!

              Kiedyś byłby za to co najmniej bojkot towarzyski...

              Pozdrawiam i zapraszam na:
              Forum Słowiańskie
              nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
              www.pajacyk.pl
              Ignorant
              +++
Pełna wersja