Największe kłamstwo Europy

28.05.04, 04:13
Sława!
Największe kłamstwo Europy
Tygodnik "Wprost", Nr 1122 (30 maja 2004)


Dwa razy więcej niż my zarobią Niemcy na poszerzeniu UE

Unia powiększona o dziesięć nowych państw umacnia pozycję drugiej potęgi
gospodarczej świata, a jej rozszerzenie przyspieszy dynamikę rozwoju krajów
członkowskich" - tyle mówi najpiękniejsze kłamstwo świata, czyli statystyka.
Tak też wypowiadają się najwięksi kłamcy globu - politycy. Tym deklaracjom
towarzyszy wypowiadane półgębkiem największe kłamstwo Europy - że starzy
członkowie UE będą dopłacać do nowych.
Jaka jest prawda? Poszerzenie UE następuje w krytycznym momencie dla
wspólnoty europejskiej, która od kilku lat ma zerową stopę wzrostu
gospodarczego. Poszerzenie jest dla niej ostatnią szansą powrotu na ścieżkę
rozwoju. Nastąpi to po spełnieniu dwóch warunków: reformie polityki unijnej i
reformach w państwach członkowskich. Wtedy zarobią wszyscy. Licząc w
procentach, więcej zarobią nowe kraje, licząc w euro - stare. Największe
korzyści odniosą wiecznie niezadowoleni Niemcy. Integracja powiększy PKB
Polski o 1,5 proc. (około 3 mld euro), a Niemiec o 0,3 proc. (około 6 mld
euro).

Tanim kosztem
Rozleniwione wielkim "socjalem" stare kraje unii patrzą na powiększenie
przede wszystkim przez pryzmat kosztów i zagrożeń. Psychologicznie to jest
zrozumiałe, bo ludzie wszędzie boją się zmian i wszędzie są politycy, którzy
chcą zdobyć głosy dzięki populistycznej demagogii (ostatnio z absurdalnymi
oskarżeniami o dumping podatkowy dołączyli do nich także Schröder i Chirac).
Tak naprawdę ani środkowoeuropejskie towary nie zaleją rynków bogatej Europy
(choć Europie nie zaszkodzi, że pozna smak prawdziwej kiełbasy), ani też
Niemcy czy Francuzi nie będą musieli się obawiać, że zadepczą ich
środkowowschodni imigranci (chociaż napływ taniej siły roboczej na pewno
zwiększy konkurencję na rynku pracy); istotnie nie wzrośnie także liczba
kradzieży samochodów (raczej przeciwnie, należy się spodziewać boomu na
wszystkich szrotach i w autokomisach).
O dodatkowych kosztach podatkowych w ogóle nie powinno się mówić, gdyż są to
kwoty niewielkie. Powiększenie Unii Europejskiej o dziesięć nowych państw
oznaczało konieczność zwiększenia jej tegorocznego budżetu o 5,1 mld euro. Aż
3,25 mld euro pochodzi ze składek nowych krajów członkowskich (w tym 1,34 mld
euro z Polski). Składki piętnastki rosną natomiast tylko o 1,85 mld euro. Z
tego dodatkowy wkład czterech największych państw wynosi 1,33 mld euro
(Niemcy - 464 mln, Wielka Brytania - 373 mln, Francja - 278 mln, Włochy - 216
mln). W każdym wypadku jest to mniej niż 0,02 proc. PKB. Herr Schmidt, mister
Smith czy monsieur Forgeron z tego powodu z głodu nie umrą. Zwłaszcza że
spora część tych pieniędzy wcale nie dotrze do nowych członków. Wydatki
administracyjne unii rosną o 17 proc., czyli o 800 mln euro, a zatrudnienie w
Komisji Europejskiej, europarlamencie i radzie ministrów zwiększa się z 34,8
tys. do ponad 41 tys. osób. Większość z 6300 nowych miejsc pracy
obsadzą "starzy" Europejczycy, wpisując się w tradycję zmniejszania
bezrobocia przez rozrost biurokracji.

Zysk bez ryzyka
Na szczęście unia, która powstała jako wspólny rynek, wciąż ma elementy
liberalne, umożliwiające w miarę swobodny przepływ towarów, pracy i kapitału.
Dlatego zasadnicze korzyści dla poszczególnych państw i całej wspólnoty nie
wynikają z budżetowego przelewania z pustego w próżne oraz dotowania
nadwyżkowej produkcji rolnej, ale z tzw. ekonomiki skali. Powiększenie unii o
dziesięć nowych państw oznacza zwiększenie liczby jej ludności o 74 mln osób
(z 379 mln do 453 mln). Unijny produkt brutto rośnie mniej więcej o 5 proc.,
czyli 400 mln USD (z 8,66 mld USD do 9,06 mld USD). O tyle też na starcie
zwiększa się popyt oraz możliwości produkcyjne. O tym, kto wyprodukuje
więcej, powinna zdecydować zdrowa konkurencja i rachunek kosztów.
Z powodu znacznego (sięgającego 50 proc.) przewartościowania walut nowych
członków rachunek kosztów został zdecydowanie zaniżony. Szacunki
uwzględniające siłę nabywczą wskazują, że rzeczywisty przyrost potencjału
gospodarczego jest dwa razy większy. Ma to dwojakie konsekwencje dla krajów
nowych i stwarza perspektywy dodatkowych korzyści dla krajów starych. Ze
względu na zaniżony kurs złotego (czy - jak kto woli - niższe ceny) Polska ma
na starcie pewne fory, widoczne przy eksporcie towarów na Zachód i "imporcie"
klientów masowo nadciągających ze wschodnich landów na nadodrzańskie bazary.
Różnice w cenach będą stopniowo zanikać. Polskim producentom będzie trochę
trudniej, a dodatkowo pojawią się spore koszty psychologiczne. Z cenami będą
rosnąć także (i to szybciej) dochody, co sprawi, że w kategoriach realnych
zarobimy na integracji.
Przed niemieckimi czy francuskimi producentami pojawi się wyjątkowa okazja
zagospodarowania rosnącego popytu wygłodzonych nowicjuszy. Zachodni
biznesmeni nie mają co do tego cienia wątpliwości. Giuseppe Vita, Włoch, ale
przedsiębiorca niemiecki, prezes rady nadzorczej niemieckiego koncernu
chemiczno-farmaceutycznego Schering i członek rady nadzorczej Axel Springer
Verlag, twierdzi, że rozszerzenie jest ogromną szansą dla Niemiec. "Ryzyko
jest minimalne i do przyjęcia - mówi Schering. - Część naszego dobrobytu
przejdzie do nowych krajów, ale tylko jeśli podniesiemy poziom życia ich
obywateli, będziemy mogli sprzedawać im nasze produkty. Ponieważ te kraje
jeszcze nie osiągnęły naszego poziomu rozwoju, będą chętnie kupować od nas
prawie wszystko: domy, sprzęt AGD, ubrania, samochody i wszystkie produkty
przemysłu niemieckiego".

Zarobić na tartaku
Stara prawda, którą znał już Kuba Goldberg (ze słynnego skeczu "Sęk"), mówi,
że więcej zarabia nie ten, kto ma las, ale ten, kto ma tartak. W tłumaczeniu
na język współczesnej ekonomii oznacza to, że większe zyski od przepływu
towarów daje przepływ kapitału. Unijna piętnastka jeszcze przed akcesją
zainwestowała w krajach kandydackich prawie ćwierć biliona euro i skoro
inwestuje dalej, można przypuszczać, że nie były to nietrafione inwestycje.
Przeciwnie, ze względu na duży rynek zbytu, tanią siłę roboczą i stosunkowo
niskie podatki rentowność tych inwestycji była wyższa niż w ich macierzystych
krajach.
Obawy Schrödera, który podczas marcowego spotkania z Ludwigiem Georgiem
Braunem, przewodniczącym niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej, krytykował
rodzimych przedsiębiorców za "brak patriotyzmu" i chęć "ucieczki do nowych
krajów", są mocno przesadzone. Nie można jednak nie zauważyć, że wiele
niemieckich firm widzi swą szansę w gospodarczym Drang nach Osten. Niemcy
obawiają się też ekspansji w drugą stronę. Krytykując niskie stawki podatków
od zysków firm (CIT) i przedstawiając kuriozalną propozycję "ujednolicenia
CIT w całej Europie", kanclerz Schröder zapomina o jednym. Dla
przedsiębiorców nie jest ważny jeden podatek, ale suma obciążeń fiskalnych.
Zsumowanie CIT i PIT za sprawą bardzo wysokiej kwoty dochodu wolnego od
podatku istotnie zmienia rachunek. W Niemczech kwota ta wynosi 7426 euro,
czyli około 35 tys. zł, a więc równa jest dochodowi, przy którym w Polsce
podlega się podwyższonej stawce podatkowej. Sprawia to, że przy zysku brutto
do 50 tys. euro efektywne opodatkowanie jest w Niemczech niższe. Ponieważ dla
polskiego drobnego biznesu dochody przekraczające 50 tys. euro raczej
pozostają w sferze marzeń, należy się liczyć z przenosinami pewnej liczby
firm na zachód od Odry. Razem z przepływem tańszych towarów oraz taniej siły
roboczej wpłynie to na obniżenie kosztów produkcji w Niemczech i całej unii.

Komu i ile przybędzie?
Dyskutowanie o tym, kto i ile zarobi na integracji, przypomina rozważania,
czy Bayern Monachium pokona Górnika Łęczna. Korzyści te dawno zostały
policzone. Podstawowe znaczenie miała tu praca "The Costs and Benefits of
Eastern Enlargement: the Impact on the EU a
    • ignorant11 Re: Największe kłamstwo Europy (dok) 28.05.04, 04:14


      Komu i ile przybędzie?
      Dyskutowanie o tym, kto i ile zarobi na integracji, przypomina rozważania, czy
      Bayern Monachium pokona Górnika Łęczna. Korzyści te dawno zostały policzone.
      Podstawowe znaczenie miała tu praca "The Costs and Benefits of Eastern
      Enlargement: the Impact on the EU and Central Europe" Richarda E. Baldwina,
      Josepha F. Fran?ois i Richarda Portesa, którzy wyliczyli, że integracja będzie
      powiększać PKB krajów nowo wstępujących mniej więcej o 1,5 proc., a krajów
      piętnastki - o 0,2 proc. Obliczenia w wielu publikacjach potwierdzili
      ekonomiści austriaccy i niemieccy - m.in. Mirela i Christian Keuschniggowie
      oraz Wilhelm Kohler. Najbardziej znana jest ich wspólna praca "The German
      Perspective on Eastern EU Enlargement", która została opublikowana w "The World
      Economy" w 2001 r. Podkreślają w niej, że ze względu na położenie i sąsiedztwo
      z największą wśród nowo wstępujących gospodarką polską niemieckie korzyści będą
      większe od średnich.
      Prognoza wyników ekonomicznych jest zatem znana. Polska zarobi 1,5 proc. PKB, a
      Niemcy - 0,3 proc. PKB. Nasze 1,5 proc. jest jednak warte 3 mld euro, a
      niemieckie 0,3 proc. - 6 mld euro. Nie trzeba dodawać, że i my, i nasi sąsiedzi
      zarobimy tyle pod warunkiem, że weźmiemy się do roboty.

      Michał Zieliński
      Współpraca: Jacek Pałasiński
      zobacz mapę:
      www.wprost.pl/ar/?O=60595apę:

      • utrat Re: Największe kłamstwo Europy (dok) 28.05.04, 09:10
        dobrze, ze nie ufam "Wprostowi" wink
      • clickkey Re: Największe kłamstwo Europy (dok) 28.05.04, 15:11
        Ignor,
        jeśli te wyliczenia sprawdziłyby się, to my na 1 mieszkańca będziemy mieli
        więcej niż Niemcy.

        Zobaczymy po kilku latach, jak to będzie wygladało. Jestem w tym przypadku
        optymistą.

        • ignorant11 Re: Największe kłamstwo Europy (dok) 29.05.04, 02:36
          Sława!

          Ejże?

          My i Niemcy mamy według tych wyliczeń zarobic po ca tyle samo per capita...

          Pozdrawiam i zapraszam na:
          Forum Słowiańskie
          Nad Łaby brzeg wracamy znów po wiekach!
          Ignorant
          +++
Pełna wersja