aleks.4
03.07.04, 17:05
Paszport pożądania
Tygodnik "Wprost", Nr 1119 (09 maja 2004)
Polska brama do Unii Europejskiej
Henryk Szafir
z Jerozolimy
Nie mam żadnych planów, ale będę miał lepsze samopoczucie, wiedząc, że w
kieszeni mam jeszcze jeden paszport - mówi młody człowiek z Hajfy, który
przyjechał pierwszym autobusem, aby zająć "pewne" miejsce w długiej kolejce,
jaka ustawiła się minionego tygodnia przed siedzibą ambasady polskiej przy
ulicy Soutine 16 w Tel Awiwie. - Mam polskich przodków - podkreś-la
młodzieniec. - Polska to moja pierwsza ojczyzna. Mam dla niej dużo
sentymentu, mimo że w 1968 r. potraktowała mnie jak macocha - opowiada
emerytowana nauczycielka z Ramat Ganu, stojąca w tej samej kolejce.
Gdy w 30. rocznicę tak zwanych wydarzeń marcowych w prasie izraelskiej ukazał
się wywiad, który prze-prowadziłem z Aleksandrem Kwaśniewskim, szczególne
zainteresowanie czytelników wywołał fragment, w którym prezydent mówił, że
Izraelczycy pochodzący z Polski będą mogli odzyskać obywatelstwo "starego
kraju". Był rok 1998, o Unii Europejskiej mało kto wtedy myślał, toteż mimo
że zmiana stosunku Polski do jej byłych żydowskich obywateli powitana została
z wielkim uznaniem, niewielu Izraelczyków decydowało się na odwiedzenie
wydziału konsularnego w polskiej ambasadzie. Wszystko zmieniło się latem
ubiegłego roku, gdy po referendum stało się jasne, że 1 maja 2004 r. Polska
przystąpi do Unii Europejskiej.
Sentymentalizm praktyczny
Wśród oczekujących przeważają ludzie w średnim wieku i młodzi. Ci ostatni
dopiero od niedawna obnoszą się ze swoim wschodnioeuropejskim pochodzeniem.
Są przebojowi i bardzo praktyczni. W przeciwieństwie do rodziców i dziadków
sentymenty odkładają na bok. - Zintegrowana Europa daje szansę na lepsze
życie, bezpłatne studia, bezpłatną opiekę zdrowotną i atrakcyjną pracę -
zwierza się chłopak w mundurze, który za kilka miesięcy kończy służbę
wojskową. - Chcę odpocząć od wojen i poszerzyć swoje horyzonty - mówi Adam,
trzydziestolatek, który mając 19 lat, dowodził plutonem piechoty w czasie
wojny libańskiej. - Intifada daje nam w kość - wtóruje mu kolega, który nie
ukrywa, że martwi się o przyszłość swoich dzieci. - Nie chcę być tym
ostatnim, który zgasi światła na lotnisku w Tel Awiwie. Życie w Europie jest
łatwiejsze i bezpieczniejsze niż życie w Izraelu - dodaje Nowa Ziemia
Obiecana
W Światowej Federacji Żydów Polskich ocenia się, że w Izrae-lu mieszka około
miliona osób mających polskie korzenie, ale tylko kilkaset tysięcy będzie
uprawnionych do odzyskania lub otrzymania paszportu z białym orłem. Nie ulega
wątpliwości, że przyjazne stosunki między Izraelem a Polską, kontakty
biznesowe i turystyczne, wymiana kulturalna - wszystko to sprawia, że powstał
klimat, w którym "polskość" jest jak najlepiej widziana. Nie jest tajemnicą,
że w Jerozolimie i Tel Awiwie liczy się na to, że przystąpienie dziesięciu
nowych państw do Unii Europejskiej zrównoważy nieprzyjazny stosunek
zintegrowanej Europy do Izraela.
Marek Pędzich, szef wydziału konsularnego w ambasadzie RP w Tel Awiwie, nie
ma wątpliwości: - Wszystko jest jeszcze przed nami. Z naszych ocen wynika, że
ponad 300 tys. Izraelczyków może podjąć starania o polskie obywatelstwo. To
efekt coraz lepszych stosunków między naszymi państwami i narodami.
Kilka miesięcy temu na słupach w Tel Awiwie ukazały się
ogłoszenia "specjalisty", który oferował pomoc w "załatwieniu" polskiego
obywatelstwa. Przedsiębiorczy pan Roman przyjmował klientów w eleganckiej
kawiarni przy ulicy Ewn Gvirol. - Była to najdroższa kawa, jaką wypiłem w
życiu - skarżył się potem pewien staruszek, który za napisanie kilku podań w
języku polskim zapłacił ponad tysiąc dolarów. Dzięki tym wszystkim, którym
marzą się brzozy, wierzby płaczące i europejskie eldorado, dobrze żyją nie
tylko adwokaci i prawnicy, ale również biura tłumaczy, nauczyciele języka
polskiego, a także organizatorzy najróżniejszych wycieczek i wyjazdów do
Polski. - Nie znam polskiego, ale ostatnio rozpocząłem naukę historii i
geografii Polski. Chcę, żeby w konsulacie wiedziano, że interesuje się
Polską. To pomaga - opowiada pewna pani w słynnej kafejce U Persa przy ulicy
Allenby. Inna zwierza się, że ostatnio zapisała się nawet do Towarzystwa
Przyjaźni Izraelsko-Polskiej. Większość stałych klientów Persa od dawna ma
już polski paszport. Mecenas Thomas Bart z Hajfy mówi wprost: - Niewielu
moich klientów kieruje się powodami, że tak powiem, pozaunijnymi. Zdecydowana
większość robi to dla dzieci, chcąc zapewnić im miękkie lądowanie w
zintegrowanej Europie.
- Chcemy, żeby wśród ludzi kształtujących izraelską opinię publiczną byli
również obywatele polscy, żeby tworzyli w jakimś sensie na nowo polskie
lobby - mówi Maciej Kozłowski, były ambasador Polski w Tel Awiwie. Jak duże i
wpływowe może być to lobby? W Izraelu ocenia się, że około 50 tys.
mieszkańców tego kraju zyska w najbliższych latach polskie obywatelstwo
www.wprost.pl/ar/?O=59724