wislok1 05.07.04, 09:40 Tu na moim forum : forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15232&w=13833619&a=13953313 A tu w Polityce : polityka.onet.pl/162,1172404,1,0,artykul.html Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
ignorant11 Re: Artykuł z Polityki o Kaliningradzie treść 05.07.04, 16:23 Sława! Wesoły cmentarz Kaliningrad: obwód bez perspektyw? Ni z tego, ni z owego Rosja wstrzymuje popularne polskie wycieczki statkiem do Kaliningradu, czyli Królewca. Przepychanki trwają kilka dni. Wreszcie statki znów płyną na wschód. A tam w Gwardiejsku Lenin nadal stoi na rynku, a XVI-wieczny kościół teraz jest cerkwią. I ludzie chcą to oglądać. MICHAŁ JARANOWSKI Rudolf Bauer jest świetnym przewodnikiem. Jego ojciec był Niemcem, matka Rosjanką, on sam chciał przenieść się z Rosji do Republiki Federalnej. Wystarczyło zdać egzamin z języka niemieckiego. Zdawał w 1995 r. i nie zdał. Mieszkał wtedy z żoną Lidią w Tjumeniu na Syberii. Tam się urodzili, bo Stalin tak chciał. Co to znaczy? To znaczy, że ojciec Rudolfa został deportowany z republiki nadwołżańskiej na Syberię po ataku Hitlera na ZSRR. A ojciec Lidii, oficer Armii Czerwonej, dostał się w ręce Niemców i zamiast palnąć sobie w głowę, dał się wywieźć do obozu jenieckiego. Gdy wrócił, trafił do gułagu. Ciemno, ciemno, najjaśniej Bauer nie widzi nic nadzwyczajnego w historii swej rodziny. Ludzi o podobnych losach nie brakuje w Kaliningradzie. – Tak czy inaczej, wszyscy to przyjezdni – dodaje Lidia – jak nie dzieci, to rodzice. Tu żyje się lepiej niż w Nowosybirsku. Albo w Tjumeniu. Do braku światła na ulicach można się przyzwyczaić. Zresztą w stołecznym Kaliningradzie tylko śródmieście jest oświetlone. Latarka Rudolfa Bauera kieruje się na wszystko, co godne uwagi. Na przykład na dom, w którym urodził się wybitny malarz z przełomu wieku Lovis Corinth. Tablicę informującą o tym po niemiecku i rosyjsku ufundowali Niemcy, ale niewielkie muzeum powstało za pieniądze rosyjskie. Cienie przeszłości słabną. W końcu sierpnia 2003 r. otwarty został cmentarz 10 tys. żołnierzy niemieckich, poległych zimą 1944 r., gdy Armia Czerwona szturmowała Koenigsberg. Słyszy się nawet o odbudowie zamku książąt pruskich, wysadzonego na polecenie Kosygina prawie ćwierć wieku po wojnie. Wojna oszczędziła Tapiau, ale późniejsze czasy były mniej łaskawe. Gdy po 40 km kończy się szosa z Kaliningradu, gości Gwardiejska wita czołg ustawiony na potężnym postumencie. Zaczynają się dziury. Obok koszar droga prowadzi do centrum, kiedyś pewnie całkiem urodziwego. Nikt jednak nie zawracał sobie głowy, by urodę podtrzymać. Stary dom dotknięty pożarem wygląda tak, jakby miał przypominać o nieszczęściu sprzed kilku lat. W innym zapadł się strop, i tak już zostało. Co z mieszkańcami? – Ścieśnili się – objaśnia rzeczowo Bauer nie tylko fakt, ale też chyba pewną filozofię życia. Zamek nad rzeką Dejmą pobudza wyobraźnię. To była siedziba ostatniego Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego. Budowlę oświetlają reflektory i tylko druty kolczaste na murach budzą wątpliwości, czy służy to ochronie zabytkowej budowli. – To więzienie, najjaśniejsze miejsce w mieście – rozwiewa wątpliwości przewodnik. Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Nad Łaby brzeg wracamy znów po wiekach! Ignorant +++ Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Artykuł z Polityki o Kaliningradzie (2) 05.07.04, 16:25 Sława! Im bliżej rynku, tym wyraźniej słychać ludzki gwar. – To z cmentarza – informuje krótko Bauer. Dowodem żywotności nekropolii są częste interwencje milicji i mnogość pustych butelek. O zaopatrzenie dbają dwa supermarkety czynne całą dobę. Wybór towarów przedni. Z kwasem chlebowym sąsiaduje cola, z wyborną wódką tutejszej produkcji Flagman – koniak francuski, a z pielmieniami – pizza. W ofercie jest ser tylżycki, a nie sowiecki, mimo że pobliska Tylża, dla Niemców Tilsit, prawie pół wieku temu zamieniła się w Sowietsk. Etykieta zapewnia, że ser jest wyrabiany według starej receptury niemieckiej. Od ślusarza do milionera Załoga sklepu w sile trzech kasjerek i czterech ochraniarzy informuje, że ich placówka należy do sieci Victoria, drugiej w obwodzie kaliningradzkim, jeśli mierzyć udziałami w rynku. Pierwsze zajmuje bezapelacyjnie koncern Vester. Czyli Rolbinow. Nazwę kompanii podaje się niekiedy wymiennie z nazwiskiem jej prezydenta. Aleksander Rolbinow symbolizuje kaliningradzki wymiar kariery od ślusarza do milionera. Człowiek sukcesu pracuje na terenie zbankrutowanej fabryki silników plazmowych do rakiet kosmicznych w Kaliningradzie. Kupił ją i przekształcił w nowoczesną centralę koncernu Vester. Niedaleko stąd do zakładów metalowych, gdzie ślusarz Rolbinow podjął pierwszą w życiu pracę. Do pierestrojki realizował radziecki model kariery. Ukończył technikum i delegowano go na studia. Studiował ekonomię. Wraz z dyplomem otrzymał skierowanie na stanowisko mistrza do stoczni remontowej. Gdy zapachniało przemianami, namówił najbliższego przyjaciela Olega Bołyczewa, by założyli prywatną firmę. Rzucili się na głęboką wodę, ale do brzegu dopłynęli w wybornej kondycji. W gabinecie Rolbinowa wisi dyplom z podpisem prezydenta Putina, potwierdzenie ubiegłorocznej nagrody Olimpu Biznesu. Droga na rosyjski Olimp prowadziła przez handel elektroniką. Był 1990 r., w Kaliningradzie rozpoczynała się era komputerów osobistych. Aleksander i Oleg, dziś wiceszef Vestera, jeździli do Moskwy, kupowali sprzęt, montowali i sprzedawali w rodzinnym obwodzie. Aby sprzedawać, musieli kreować klientów; prowadzili kursy komputerowe w miejscowych zakładach. Do przyjaciół dołączyło trzech zaufanych kumpli z dawnych czasów. Dziś zajmują gabinety na najwyższych piętrach koncernu. – Zaufanie to jak pieniądze w banku – powiada Rolbinow. W połowie lat 90. przyjaciele wzięli pierwszy kredyt i otworzyli pierwszy supermarket. Dziś Vester ma 20 supermarketów oraz 9 przedsiębiorstw budowlanych i przemysłowych. Zatrudnia 3 tys. osób. Zarządzania uczą Anglicy. Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Nad Łaby brzeg wracamy znów po wiekach! Ignorant +++ Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Artykuł z Polityki o Kaliningradzie (3) 05.07.04, 16:26 Sława! Dla ludzi majętnych otworzył salon Pierre Cardin, są sklepy z modą włoską, luksusowe restauracje. W lepszych dzielnicach Kaliningradu jak grzyby po deszczu rosną wille, ba, pałace nowych Rosjan. Tak nazywają tu nowobogackich. Gwardiejsk wydaje się hen, daleko. Ale to złudzenie. Mówiąc umownie, to Gwardiejsk tu dominuje. Zakłady zbrojeniowe gwałtownie słabną, ugory jak okiem sięgnąć, perspektywy niewyraźne. – Naszego obwodu nie pokazują nawet na telewizyjnych mapach pogody – powiada z gorzkim humorem prof. Walerij Galcow, dziekan wydziału historii tutejszego uniwersytetu. I zaraz dodaje: – Na ogólnokrajowych konferencjach naukowych nierzadko słyszałem od światłych skądinąd ludzi: Kaliningrad, Kaliningrad, to chyba gdzieś w krajach bałtyckich... Moskwa dostrzegła nas w momencie, gdy zapadła decyzja o przyjęciu do Unii naszych jedynych sąsiadów, Polski i Litwy. Tu i tam pada dużo słów o przyszłym regionie współpracy, ale ani Federacja Rosyjska, ani Unia Europejska nie mają żadnej konkretnej koncepcji. Wszystko ze strachu, wyjaśnia niemiecki ekspert rządowy, częsty gość w tych stronach, dr Heinz Timmermann. – Rosja obawia się dryfu na Zachód, nawet oderwania się Kaliningradu od Federacji. A Unia Europejska chce minimalizować ryzyko, rzeczywiste czy urojone. Nielegalnej migracji, AIDS, zniszczenia środowiska, handlu narkotykami, zorganizowanej przestępczości. Wiele z tych zagrożeń ujmuje jedno słowo – mafia. Czy to rzeczywisty problem? – Mafia – odparł refleksyjnie, zapytany o to Rolbinow – pojawia się zawsze w czasach wielkich przemian. Gdy w państwie nie ma silnej władzy, gdy wokół panuje bałagan, to wówczas wynurzają się grupy, które wykorzystują sytuację dla celów przestępczych. I tak działo się u nas. Gangi dały o sobie znać zwłaszcza na początku lat 90. Część tych ludzi trafiła do więzień, inni stali się biznesmenami. Dziś mają bardzo dużo do stracenia. Sytuacja ucywilizowała się. A bandyci byli, są i będą. Życie uczy pokory Tak czy owak w supermarkecie w Gwardiejsku więcej jest uzbrojonych ochraniarzy niż sprzedawczyń. Kupujemy wino i ulicami bez oświetlenia udajemy się do domu, w którym Rudolf Bauer mieszka i pracuje. Dom należy do wikariatu biskupiego Regionu Zachodniego Rosji w Kaliningradzie, podległego archidiecezji rzymskokatolickiej w Moskwie. Przed czterema laty wikariat kupił hotelik ruinę i zamienił go w czyściutki dom parafialny z kaplicą, pokojami gościnnymi, nowoczesną kuchnią, która wydaje posiłki dla ubogich. To jedna z niewielu jasnych wysp ciemnego miasteczka. Inne to luterański Dom Spotkań, budynek podobnego przeznaczenia, i cerkiew, za czasów pruskich kościół ewangelicki, a za radzieckich – magazyn budowlany. Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Nad Łaby brzeg wracamy znów po wiekach! Ignorant +++ Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Artykuł z Polityki o Kaliningradzie (4) 05.07.04, 16:30 Sława! Rudolf Bauer jest w domu parafialnym człowiekiem do wszystkiego. Lidia, jego żona, gospodynią. Dlaczego przenieśli się tutaj z Syberii, gdzie zapuścili korzenie? Z Tjumenia jeździł Rudolf do Niemiec po samochody. 11 takich kursów zrobił, 11 aut przyprowadził. 5 tys. km w jedną stronę. Kupował plus minus po 2 tys. marek Audi i BMW w sile wieku, na Syberii sprzedawał po 4 tys. Bez problemów? Bez. Z wizami również? W konsulacie niemieckim w Nowosybirsku pytali, po co chce jechać do Niemiec, a on wyjaśniał, że po samochód, i wizę dawali. Do chwili, gdy na granicy polsko-niemieckiej Niemiec z Kazachstanu zabił niemieckiego pogranicznika. To się wydarzyło 6 lat temu. Skończyły się wtedy wizy i interesy automobilowe. Obwód kaliningradzki był już otwarty, a Bauerowie postanowili spróbować szczęścia na zachodzie. To znaczy na zachodzie Rosji, bliżej świata, Polski. No i doszła sprawa Gregora. Gregor Bauer, najstarszy syn Rudolfa, dostał skierowanie do wojska. Mówiąc konkretnie, do Czeczenii. Tuż przed terminem pojechał na wycieczkę sylwestrową do Pragi. W Sylwestra przez zieloną granicę przeszedł do Niemiec. Żyje tam, urządził się. Mogą spotykać się z nim w Polsce. Z Gwardiejska do granicy żabi skok. Lidia była nawet Warszawie. Gwoli prawdy interes na stadionie stanowił główny cel podróży, Rudolf jeździł zwykle do Bartoszyc. W Gwardiejsku karton papierosów LM kosztuje, w przeliczeniu, 15 zł, a w Bartoszycach nie brak kupców chętnych zapłacić przynajmniej dwa razy tyle. Jedna taka podróż przynosi dochód większy niż przeciętna płaca miesięczna. Niekiedy trzeba stać na granicy dwa dni i dwie noce, ale to niestraszne. – Tego obrugam, z tamtym pogadam, czas płynie... – człowiek z Syberii nie widzi powodów do narzekania. Owszem, raz wpadł. Polski celnik odkrył papierosy w progach samochodu Rudolfa. No cóż, zdarza się, wyroki losu należy przyjmować z pokorą. W życiu tylko miłe niespodzianki są zaskoczeniem. Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie Nad Łaby brzeg wracamy znów po wiekach! Ignorant +++ Odpowiedz Link