Niemcy i Drang nach Osten

28.08.04, 09:16
Gomułka: ZSRR winien doceniać, jak wielką przysługę oddała mu Polska,
odrzucając proponowane przez III Rzeszę współdziałanie przeciw Moskwie

Antoni Gołubiew, autor cyklu powieściowego „Bolesław Chrobry”, dążąc wraz z
należącymi do tego samego środowiska Stefanem Kisielewskim i Stanisławem
Stommą do złagodzenia podsycanego przez komunistów napięcia polsko-
niemieckiego, ogłosił 28 lutego 1960 r. w „Tygodniku Powszechnym” artykuł
pt. „Mit o Drang nach Osten”.

Przypuszczając, że wyrażenie to powstało w Niemczech, Gołubiew zaprzeczył,
aby istniała jakakolwiek biologiczna, duchowa lub geopolityczna konieczność
niemieckiego parcia na wschód; jest to ideologiczny mit, od którego Niemcy
powinni się uwolnić; oczywiście ekspansja niemiecka miała miejsce w
przeszłości, ale była skutkiem przyczyn różnorodnych, nie była zaś wyrazem
ani niezmiennej prawidłowości dziejowej, ani jakiegoś jednolitego programu
politycznego.

Artykuł Gołubiewa dał pobudkę poszukiwaniom, gdzie i kiedy wyrażenie to
pojawiło się po raz pierwszy. Okazało się, że sformułował je w 1849 r. Julian
Klaczko w wydanej w Berlinie broszurze pt. „Die deutschen Hegemonen”.
Urodzony w Wilnie Klaczko (1825-1906) debiutował jako poeta hebrajski, po
czym stał się najwybitniejszym chyba polskim krytykiem literackim XIX w.,
cieszącym się renomą europejską. Wraz z Edmundem Chojeckim (który z czasem
przeszedł całkowicie do literatury francuskiej pod pseudonimem Charles
Edmond, zm. 1899) ustalił on kult „trzech wieszczów narodowych”: Mickiewicza,
Słowackiego (dotychczas mało cenionego) i Krasińskiego, pierwsze miejsce
przyznając Krasińskiemu (co jest paradoksem, ponieważ był on antysemitą).

Mimo bowiem swojego żydowskiego pochodzenia Klaczko stał się słowianofilem i
publicystą konserwatywnego obozu Hotelu Lambert, siedziby księcia Adama
Czartoryskiego. Broszurę Klaczki, zajadle atakującą niemiecką ekspansję na
wschód, poprzedził trzy lata wcześniej „List szlachcica polskiego do księcia
Metternicha” ogłoszony w Paryżu przez margrabiego Aleksandra Wielopolskiego,
w którym – pod wpływem dokonanej przy udziale władz austriackich w 1846 r.
rzezi szlachty przez zachodniogalicyjskich chłopów (2 tys. bestialsko
zamordowanych, 470 dworów spalonych) – twierdził, że najgorszym wrogiem
Polaków jest Austria, która grozi im zalewem germańskim.

W czasie Wiosny Ludów 1848 r. Klaczko przeraził się planem rządu pruskiego i
niemieckiego Zgromadzenia Narodowego we Frankfurcie nad Menem podziału
Wielkiego Księstwa Poznańskiego na większą część niemiecką i część polską,
której ośrodkiem byłoby Gniezno – i wziął udział w krótkiej walce zbrojnej
Poznańczyków przeciwko Niemcom. W 1871 r. 25 państewek niemieckich
zjednoczyło się pod przewodem Prus, tworząc Rzeszę Niemiecką, po czym
przystąpiono do wynaradawiania Polaków, podczas gdy znienawidzona dotychczas
Austria, rozgromiona w 1866 r. przez Prusy, przekształciła się w Austro-Węgry
i przyznała Galicji autonomię, pozyskując sobie już nie tylko chłopów (od
czasów cesarza Józefa II, 1765-1790), lecz także szlachtę polską.

Od tej chwili aż po dzień dzisiejszy historiografia polska stoi na
stanowisku, że głównym wrogiem Polski były zawsze Niemcy (bez Austrii) i to
one doprowadziły do jej upadku. Żaden z historyków nie zaznaczał, że wojen
między Polakami a Niemcami (nawet uwzględniając konflikt z Krzyżakami, co nie
jest bezsporne) w dziejach prawie nie było i że to Rosja podbiła państwo
polsko-litewskie, odstępując Austrii i Prusom pewne terytoria dla świętego
spokoju (18% i 20% według stanu z 1795 r. – po trzecim, ostatecznym
rozbiorze; po pokonaniu Napoleona Rosja zagarnęła jeszcze więcej: 82%
terytorium sprzed pierwszego rozbioru (1772), dochodząc do Prosny i przedpola
Poznania, Austrii pozostawiając 11%, Prusom zaś zaledwie 7,5%).

Na tę pobłażliwość historyków polskich wobec Rosji wpłynęło – jakże dziś
brakujące – poczucie wspólnoty słowiańskiej. Pierwszy nowoczesny historyk
polski, Adam Naruszewicz (zm. 1796), pisał o „wrodzonej Słowianom ku Niemcom
nienawiści”. Najbardziej antyniemiecko – i w ogóle antyokcydentalistycznie –
i słowianofilsko nastawiony był słynny Joachim Lelewel (zm. 1861).

Wkrótce po utworzeniu Rzeszy Niemieckiej i wzmożeniu germanizacji zaboru
pruskiego (od 1872 r.) wydano wreszcie w Krakowie w latach 1873-1878 kronikę
Długosza (zm. 1480) – największą kronikę w Europie XV w. Miało to znaczenie
polityczne, bowiem kronika ta była wybitnie antyniemiecka – Długosz
wezwał „przyszłe pokolenia Polaków, aby zdawały sobie sprawę, ile z ich krain
zostało oderwanych przez naród niemiecki”. W Polsce przedrozbiorowej wydano
drukiem z początkiem XVII w. niestety tylko tom I, reszty zaś zaniechano
zarówno ze względu na ogromne rozmiary, jak i dlatego, że Długosz raził
krytyką Kazimierza Wielkiego (bo zrzekł się Pomorza i prowadził się
niemoralnie) i Jagiellonów (bo nie wcielili Litwy do Polski), niechęcią do
przywilejów szlacheckich, stawianiem na pierwszym miejscu interesów Kościoła
i krytyką charakteru narodowego Polaków, którym zarzucał, że kierują się
głównie zazdrością. Skandalem było, że tego antyniemieckiego autora wydali
drukiem dopiero Niemcy w Lipsku w 1711-1712 r. – 231 lat po jego śmierci.
    • tomek9991 Re: Niemcy i Drang nach Osten 28.08.04, 09:17
      Ukute przez Klaczkę wyrażenie Drang nach Osten zrobiło karierę. Przejął je
      najpierw Karol Szajnocha, z pochodzenia Czech, w ogromnie popularnej książce
      pt. „Jadwiga i Jagiełło” (Lwów, 1861). W rozdziale wymownie
      zatytułowanym „Teutonizm” zebrał on teksty dotyczące niemieckich występków
      przeciwko Słowianom w Średniowieczu, interpretując unię polsko-litewską (od
      1385 r.) jako położenie na dłuższy czas kresu niemieckiemu parciu na wschód. Na
      nim i na Długoszu oparł się później Henryk Sienkiewicz, pisząc
      powieść „Krzyżacy” (1897-1900).

      Po tej samej linii antyniemieckiej poszedł Michał Bobrzyński w swoich słynnych
      pesymistycznych „Dziejach Polski w zarysie” (1879) – pesymistycznych dlatego,
      że za przyczynę upadku Polski uznał niezgodę Polaków i anarchizm demokracji
      szlacheckiej. Poglądy Bobrzyńskiego (zm. dopiero w 1935 r.) zostały
      ukształtowane przez dwa wydarzenia: bezsensowną i straszliwą klęskę Powstania
      Styczniowego w 1863 r. oraz utworzenie Rzeszy Niemieckiej w 1871 r.
      Dopatrzywszy się głównego wroga w Krzyżakach i Prusach, Bobrzyński potępił
      zgodę Polski na utworzenie księstwa Hohenzollernów w Prusach; zignorowawszy
      fakt, że zrywając z cesarzem i papieżem przez sekularyzację, Krzyżacy poddali
      się Polsce, nazwał Hołd Pruski 1525 r. „hańbiącym traktatem, który niejako był
      przyznaniem, że już Polska żadnej wielkiej sprawy podjąć i przeprowadzić nie
      zdoła”.

      Trzy lata później Jan Matejko (właściwie Matejka), podobnie jak Szajnocha Czech
      z pochodzenia, namalował obraz „Hołd pruski”, na którym widnieje postać
      królewskiego błazna Stańczyka zadumanego nad słusznością powziętej przez
      Zygmunta Starego decyzji. Poprzednio, w latach 1875-1879, Matejko namalował
      równie gigantyczny obraz pt. „Wielki książę Witołd w bitwie pod Grunwaldem”.
      Można przypuszczać, że gdyby Matejko nie był Czechem, nie uczyniłby Witołda
      centralną postacią tej bitwy; niedocenianie roli Litwy było bowiem stałą wadą
      polskiej historiografii.

      W Niemczech wyrażeniem Drang nach Osten nie posługiwano się. W 1859 r., a
      następnie dobitniej w 1862 r. Heinrich von Sybel wystąpił z tezą, że
      średniowieczni cesarze, dążąc do ustanowienia rzymskiej monarchii uniwersalnej,
      podporządkowania sobie papiestwa i opanowania Italii, zaprzepaścili zarówno
      szansę zjednoczenia Niemiec, jak i podboju Europy Wschodniej, gdzie otwierały
      się rzeczywiste możliwości triumfu i spełnienia misji cywilizacyjnej. Prawie
      wszyscy historycy niemieccy odrzucili tę krytykę jako anachroniczną, bo
      nieodpowiadającą średniowiecznej mentalności. Nie oznacza to, że historiografia
      niemiecka potępiała ekspansję wschodnią tzw. państewek terytorialnych: Austrii,
      Brandenburgii, Krzyżaków, Prus i Saksonii.

      Stosunkową łatwość ekspansji na wschód tłumaczono wyższością ekonomiczną i
      kulturalną Niemców oraz brakiem naturalnych granic na wschodzie. Uważano, że
      Słowianie, ulegając podbojowi i zniemczeniu, na tym zyskują. Nie była to cecha
      wyłącznie historiografii niemieckiej, w takim samym duchu przedstawiali na
      przykład historycy angielscy podbój Italii, Szkocji i Irlandii; analogiczne
      poglądy reprezentowali historycy polscy w odniesieniu do Litwy i Rusi.

      Problematyka osadnictwa niemieckiego w Europie Wschodniej znalazła po raz
      pierwszy należne miejsce, jeśli chodzi o historiografię niemiecką, dopiero
      w „Deutsche Geschichte” Karla Lamprechta (14 tomów, 1891-1909), który zerwał z
      dotychczasową jednostronnością historii politycznej, niedoceniającej historii
      społeczeństw. Pisząc o wschodniej ekspansji Niemców jako „wielkim dokonaniu
      naszego narodu”, używał takich wyrażeń jak Zug nach Osten (pochód na wschód)
      oraz deutsche Bewegung nach Osten (ruch niemiecki ku wschodowi).
      • tomek9991 Re: Niemcy i Drang nach Osten 28.08.04, 09:18
        Na uwagę zasługuje, że mimo równoczesnego podtrzymywania twierdzenia o
        zasiedleniu obszarów aż po Wisłę przez Germanów (co nie znaczy, że przez
        Niemców) przed przybyciem Słowian w VI w., terytorium na wschód od Łaby i Saali
        (Soławy) określano z reguły jako niemiecki obszar kolonialny (deutsches
        Kolonialland). Nawet u progu czasów hitlerowskich, w 1934 r., znawca Rosji,
        Otto Hoetzsch, miano niemieckiego obszaru macierzystego (deutsches Mutterland)
        nadał tylko ziemiom na zachód od Łaby.

        Dalekim echem twierdzenia Sybla o zaprzepaszczeniu w Średniowieczu niemieckiej
        misji dziejowej na Wschodzie był pogląd Adolfa Hitlera, który, skrytykowawszy
        poprzednie próby ekspansji zamorskiej prowadzące do samobójczego konfliktu z
        Wielką Brytanią, wysunął hasło stworzenia niemieckiej „przestrzeni życiowej”
        (deutscher Lebensraum) „na obszarze Rosji i podległych jej państw kresowych”
        (auf dem Gebiete Russlands und der ihm untertanen Randstaaten). Czy formuła ta,
        zawarta w tomie II „Mein Kampf” (1927), obejmowała Polskę? Czy Polska była
        Rosji „podległa”? Nie. Jasne jest, że Hitler miał na myśli ZSRR. Jak wielu
        innych ludzi w latach 20. brał on najwidoczniej poważnie przekształcenie się
        dawnego scentralizowanego imperium carskiego w komunistyczną, co prawda przez
        Rosjan zdominowaną federację, która przed ostatecznym ustanowieniem dyktatury
        Stalina ok. 1930 r. wydawała się rzeczywiście wiarygodna. Jeszcze w 1931 r.
        Friedrich Schinkel, wydając we Wrocławiu ważną książkę pt. „Polska, Prusy i
        Niemcy”, uważał, że dawna scentralizowana Rosja przekształciła się w federację
        państw komunistycznych.

        Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że po dojściu Hitlera do władzy nastąpiło w
        stosunkach polsko-niemieckich, dotychczas napiętych, trwające sześć lat
        odprężenie (1933-1938) i w 1934 r. zawarto pakt o nieagresji. Nie cytuje się
        żadnych antypolskich wypowiedzi Hitlera – ani publicznych, ani prywatnych.
        Hitler i jego współpracownicy cały czas zasypywali Polskę usilnymi naleganiami,
        aby wspólnie zaatakować ZSRR (przedstawiłem to szczegółowo w czterech
        książkach, po raz pierwszy już w 1967 r.). Ostatnią taką propozycję Niemcy
        przedłożyli 21 marca 1939 r., czyli niespełna pół roku przed napaścią na
        Polskę. Polska jednak propozycji tej przyjąć nie mogła, ponieważ stałaby się
        satelitą Niemiec, a ZSRR porozumiałby się nie z Niemcami, lecz z Wielką
        Brytanią i Francją. Wojnę z tymi trzema mocarstwami, którym z pomocą w razie
        potrzeby pospieszyłyby USA, Niemcy, a z nimi i Polska, musiałyby przegrać. W
        rezultacie państwo polskie prawdopodobnie przestałoby istnieć.

        Niemniej nie kto inny tylko Władysław Gomułka pisał w „Pamiętniku”: „Wystarczy
        wspomnieć pierwsze tygodnie wojny radziecko-niemieckiej w 1941 r., prawdziwy
        pogrom Armii Czerwonej, otoczenie przez Niemców i zagarnięcie w niewolę ponad
        dwóch milionów żołnierzy radzieckich – by wyobrazić sobie, co stałoby się z
        ZSRR, gdyby rząd sanacyjny przyjął sugestie Hitlera i oba państwa uderzyły na
        ZSRR w 1939 r. ZSRR winien widzieć i doceniać, jak wielką przysługę oddała mu
        Polska przez odrzucenie proponowanego współdziałania przeciw ZSRR”.

        Podbiwszy Polskę w 1939 r. i wcieliwszy ziemie byłego zaboru pruskiego oraz
        niektóre inne (Ciechanów, Łódź, Suwałki i Zagłębie Dąbrowskie) do Niemiec,
        Hitler nosił się z zamiarem utworzenia satelickiego państewka polskiego,
        tworząc w tym celu Generalne Gubernatorstwo ze stolicą w Krakowie. Stalin
        przestrzegł go przed tym w rozmowie z ambasadorem Friedrichem von
        Schulenburgiem 25 września 1939 r. Niemniej przemawiając w Reichstagu 6
        października 1939 r., Hitler, wyraziwszy uznanie dla waleczności wojsk
        polskich, mówił o „powstającym szczątkowym państwie polskim” (der entstehende
        polnische Reststaat), któremu jednak nie będzie można pozwolić na to, aby stało
        się zarzewiem zatargu z ZSRR.

        W dniu 15 grudnia wprowadzono w Generalnym Gubernatorstwie nową walutę (nadal
        złotego) z napisem „Bank Emisyjny w Polsce” (w miejsce Banku Polskiego).
        Odnośne plany Hitler porzucił po kapitulacji Francji w 1940 r.

        kiosk.onet.pl/art.html?NA=3&ITEM=1182426&KAT=1292
        • ignorant11 Re: Niemcy i Drang nach Osten 28.08.04, 12:21
          Sława!

          W przeciwienstwie do tez artykulu drang nach osten istnial zawsze od zarania
          panstwa franków.

          To przeciez pod naporem niemieckim doszlo do zjednoczenia plemion polskich, to
          u zarania polskiej panstwowosci Mieszko szukal alternatywy dla Niemiec w
          Czechach, stad próby budowania panstwa ogolnowenedysjskiego, walki z Praga i
          Pomorzem oraz na Luzycach.

          Ale ktos mogly zarzucic iz to tylko okres archaiczny po którym nastapila
          trwajaca wiele wiekow sielanka, ale jednak wtedy paleczke przejeli Krzyzacy,
          zwani inaczej zakonem teutonskim.

          I dopiero kleska pod Grunwaldem i powstanie potegi jagiellonskiej doprowadzilo
          do zahamowania agresji niemieckiej, ale nadal glownym rywalem potegi
          Jagiellonów byla Austria, gdy panstewka polnocno-niemieckie byly zbyt slabe aby
          w ogole myslec o jakiekolwiek probie przecistawiania sie potedze polsko-
          litewsko-ruskiej.

          Jednak i wtym czasie mamy konsekwetnie antypolska polityke lennika pruskiego
          oraz Brandeburgii i lamanie podleglosci lennej, za co Wazowi powinni byli
          inkorporowac lenno pruskie.

          W tym tez okresie mamy niemiecka polityke, jakby powiedzial Beck, odpychania
          Polski od Baltyku, wcfzesniej wyrazniej prowadzona przez Krzyzaków.

          Dalsze dzieje sa znane jako rozbiory i potem program mitteleuropy sformulowany
          explicite przez Bismarcka, który to program jest wyraznie kontynuowany przez
          kaiserowskie, hitlerowskie oraz do kohlowsko-schrederowskich Niemiec
          wspólczesnych...

          Zatem tylko zlamanie i ograniczenie Niemiec moze zapewnic pokoj w Europie...
          Tu wielkie nadzieje budzi paradoksalnie UE z programem rozkladu panstw
          naodowych i zastapieniem panstwa niemieckiego przez euroregiony, bo wydaje mi
          sie, ze tendencje odsrodkowe w Niemczech sa najsilniejsze w Europie...

          Sklonny jestem przypuszczac, ze oderwanie, wyjscie z federacji Bawarii oraz
          wschodnich landów zalatwiloby Niemcy na dalsze 50 lat.

          Dlatego tak bardzo zycze Bawarom niepodleglosci: Es lebe freie Staat Beiern!


          Pozdrawiam i zapraszam na:
          Forum Słowiańskie
          • wislok1 Re: Niemcy i Drang nach Osten 28.08.04, 15:42
            Wystarczy spojrzeć do atlasu historycznego, żeby zaobaczyć nieistniejący
            rzekomo Drang nach Osten.
            Co do Bawarczyków to są oni Niemcami na 110%
            i najwięcej popierają ziomkostwa
            • 1szylider Re: Niemcy i Drang nach Osten 28.08.04, 15:46
              wislok1 napisał:

              > Wystarczy spojrzeć do atlasu historycznego, żeby zaobaczyć nieistniejący
              > rzekomo Drang nach Osten.
              > Co do Bawarczyków to są oni Niemcami na 110%
              > i najwięcej popierają ziomkostwa

              Witam!

              Niemcami to se oni moga byc, ale to nie ja wymyslilem termin freie staat
              Baiern, pozatem od nich wlasnie wychodza nasilniejsze glosy separastyczne...

              Chcesz więcej,klinij tu:MLM, biznes po godzinach...
              Pozdrawiam i zapraszam!
              gg 172 85 85
              • wislok1 Re: Niemcy i Drang nach Osten 28.08.04, 15:58
                Freie Staat Bayern ma niewiele wspólnego z separatyzmem.
                To tylko służy wzmocnieniu Bawarii w Niemczech
                • ignorant11 Re: Niemcy i Drang nach Osten 28.08.04, 16:42
                  wislok1 napisał:

                  > Freie Staat Bayern ma niewiele wspólnego z separatyzmem.
                  > To tylko służy wzmocnieniu Bawarii w Niemczech


                  Sława!

                  Widac, ze maja duze ambicje, moze kiedys kacykowie bawarscy zechca znowu zostac
                  krolami?
                  Pozatem to wlasnie z Bawarii wychodzily sprzeciwy przeciwko utrzymywaniu
                  nierobów z reszty Niemiec...

                  Pozdrawiam i zapraszam na:
                  Forum Słowiańskie
Pełna wersja