tomek9991
29.08.04, 17:32
Rudi Pawelka, szef Powiernictwa Pruskiego twierdzi, że w Stanach
Zjednoczonych trwają ostatnie przygotowania do złożenia pozwów zbiorowych
niemieckich wypędzonych pod adresem państwa polskiego o zwrot skonfiskowanych
po wojnie nieruchomości.
- Pierwsze wzorcowe pozwy złożymy już jesienią, i to niemal równocześnie, w
Polsce i w USA, a prawdopodobnie także w Trybunale Praw Człowieka w
Strasburgu. Mamy bowiem pewność, że zostaną one odrzucone przez polskie sądy -
powiedział "Rz" Pawelka. Nie ujawnia szczegółów, z wyjątkiem jednego:
wzorcowy pozew w Polsce dotyczyć będzie zwrotu sześciohektarowej
nieruchomości w okolicach Opola. Ma go złożyć obywatel niemiecki, nie
wypędzony, ale tzw. późny przesiedleniec, którego nazwisko figuruje jeszcze w
polskiej księdze wieczystej. To nic nowego, bo podobna sprawa toczy się już w
Prudniku.
Pawelka jest prezesem rady nadzorczej Powiernictwa Pruskiego (Preussische
Treuhand). W dokumentach oficjalnych widnieje też angielska nazwa: Prussian
Claims Society - oczywista analogia do Jewish Claims Conference, czyli
Żydowskiej Konferencji Roszczeniowej.
64-letni szef Ziomkostwa Ślązaków, jest ostatnio rozrywany przez media.
Udziela wywiadów, występuje w telewizji, bierze udział w dyskusjach. Unika
jednak spotkań w siedzibie ziomkostwa w D?sseldorfie, dwu nad wyraz skromnych
pokojach w piwnicy niewielkiego budynku, w którym mieści się także Ziomkostwo
Prus Wschodnich.
Pawelka zapewnia, że Powiernictwo Pruskie zgromadziło kapitał w wysokości 300
tys. euro, pochodzący od osób prywatnych i ze sprzedaży akcji, które nabyło
około tysiąca niemieckich wypędzonych. Kim są ci ludzie? Pawelka proponuje
nawiązanie z nimi kontaktu, ale oni nie chcą rozmawiać z polskim
dziennikarzem. - Nie udzielamy żadnych informacji - odpowiada przez telefon
żona Helmuta H?ckera, jednego z akcjonariuszy. H?cker pochodzi z Roztok
(Sch?nefeld) w Kotlinie Kłodzkiej i jest zdecydowany odzyskać swoje
gospodarstwo. Pięcioro jego bratanków, jak mówi, przejawia zainteresowania
rolnicze i byłoby gotowych objąć majątek. Z dziennikarzami chętnie spotyka
się jedynie Aleksander von Waldow, wiceszef Powiernictwa Pruskiego, który
domaga się zwrotu zamku rodziny von Waldow w Mierzęcinie w woj. lubuskim,
odrestaurowanego przez dwu poznańskich biznesmenów.
Wśród wypędzonych najwięcej jest tzw. późnych przesiedleńców, z których wielu
figuruje nadal jako właściciele w polskich księgach wieczystych. Mają oni,
według Pawelki, prawo do swej własności. W pierwszej kolejności jednak
majątki powinni odzyskać obywatele polscy pochodzenia niemieckiego. - Odmowa
oznacza dyskryminację tej grupy ze względu na jej pochodzenie, a to jest
sprzeczne z prawem unijnym - dowodzi Pawelka. Podkreśla, że zasadniczym celem
Powiernictwa Pruskiego jest doprowadzenie do zwrotu majątków, a nie uzyskanie
odszkodowań od polskiego czy tym bardziej niemieckiego rządu, jak proponowała
niedawno szefowa Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach. - Takie pomysły
to naruszenie statutu związku i nikt się na to nie zgodzi - zapewnia Pawelka.
Jak się czuje w roli szefa organizacji, której działalność wywołała w Polsce
debatę na temat reparacji i sprawiła, że pojawiły się plany wystąpienia o
odszkodowanie za zniszczenia Warszawy? - Polska otrzymała już reparacje w
postaci ziem niemieckich. Powiernictwo Pruskie reprezentuje roszczenia osób
indywidualnych, a to nie ma nic wspólnego ze stosunkami na szczeblu
międzypaństwowym. Robimy to samo, co uczynili polscy wypędzeni, czyli
zabużanie, którzy wygrali w Strasburgu. Dlaczego nam odmawia się tego prawa? -
pyta Pawelka.
Podkreśla, że sprawy majątkowe wypędzonych nie zostały dotąd uregulowane.
Zwraca też uwagę na stanowisko Berlina, który odpowiadając na liczne pisma
wypędzonych, wyjaśnia, że państwo niemieckie nigdy nie zrzekło się roszczeń
odszkodowawczych w imieniu wypędzonych i nic nie stoi na przeszkodzie, aby
skorzystali oni z drogi sądowej w poszczególnych krajach i przed trybunałami
międzynarodowymi. - I my właśnie to robimy - mówi Pawelka.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040828/swiat/swiat_a_2.html