Jak swiat-swiatem Niemiec Polakowi nie byl bratem

04.09.04, 12:09
Sława!
Polak Niemiec – dwa bratanki?
kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1183842&KAT=239


Awantura o odszkodowania wojenne pokazała, że Polacy wciąż obawiają się
Niemców. Oba narody pozostają sobie obce

Między Warszawą a Berlinem zbiera się na burzę. W ubiegłym tygodniu
niektórzy posłowie wypowiadali się w Sejmie, tak jakby Niemcy wciąż knuły
agresję na nasz kraj, jakby za Odrą czaił się podstępny nieprzyjaciel. Wydaje
się, że 14 lat polsko-niemieckiego pojednania poszło na marne.


KRZYSZTOF KĘCIEK, PAULINA NOWOSIELSKA 2004-09-03




Janusz Dobrosz z LPR twierdził, że w RFN istnieje historyczna linia,
zmierzająca do zniszczenia państwa polskiego, którą zapoczątkowali Fryderyk
II i Bismarck. Dobrosz głosił, że Niemcy powinny zapłacić Polsce za straty
wyrządzone w czasie II wojny światowej 634 mld dol. odszkodowania.

Lider PiS, Jarosław Kaczyński, ostrzegał przed frontem obrony niemieckich
interesów w Polsce, który tworzą niemieckie służby specjalne, żyjący jakoby
za niemieckie pieniądze „niezależni publicyści” oraz „tłumek pożytecznych
idiotów o żebraczym usposobieniu”. Jan Łączny z Samoobrony pytał byłego
ministra spraw zagranicznych, Bronisława Geremka, ile wziął pieniędzy za to,
że milczał, gdy w 1998 r. Bundestag przyjął uchwałę popierającą postulaty
Związku Wypędzonych.

Krytykowano silną obecność kapitału niemieckiego w polskich mediach,
wypominano mniejszości niemieckiej jej wyborcze przywileje. Gorąca debata w
Sejmie odbyła się na temat projektu uchwały o reparacjach wojennych, której
przyjęcie rekomendowała Sejmowi Komisja Spraw Zagranicznych. Uchwała ma
zobowiązać rząd RP do wyegzekwowania należnych Polsce reparacji wojennych z
tytułu strat i szkód wyrządzonych przez Niemcy w czasie II wojny światowej i
do rozpoczęcia w tym celu rozmów z rządem RFN.

Tylko SLD był przeciwko przyjęciu tej uchwały jako „sprzecznej z polską racją
stanu” i burzącej istniejący porządek prawny w Europie. W 1953 r. rząd PRL,
uznawany na arenie międzynarodowej, zrzekł się przecież reparacji wojennych.
Wydaje się jednak, że w jakiejś złagodzonej formie uchwała ta zostanie
przyjęta przez Sejm, aby wisiała jak miecz Damoklesa nad głowami polityków w
Berlinie. Uzasadnione polskie lęki są przecież oczywistą odpowiedzią na
żądania Związku Wypędzonych i Powiernictwa Pruskiego, które zapowiadają, że
niemieccy wysiedleńcy będą szukali zaspokojenia swych roszczeń majątkowych
przed polskimi i międzynarodowymi sądami.

Rząd niemiecki uważa, że wysiedleni mają do tego pełne prawo. Opinia
publiczna i politycy polscy reprezentują natomiast pogląd, że to władze RFN
muszą zapłacić przesiedleńcom ewentualne odszkodowania – to przecież Niemcy
ponoszą winę za barbarzyńską wojnę i okupację, to Niemcy wymordowali 6 mln
Polaków i dokonali w naszym kraju potwornych spustoszeń. Uchwała o
ewentualnych reparacjach dla Polski może skłonić rząd federalny do ponownego
przemyślenia problemu. Cała sprawa jeszcze raz pokazała, jak ogromne są wciąż
pokłady nieufności między dwoma sąsiadującymi ze sobą narodami. Dziennik „Der
Tagesspiegel” napisał, że epoka, w której Polacy i Niemcy gotowi byli do
pojednania, dobiega kresu. „Nasze stosunki z Polską stają się coraz
trudniejsze... Niemcy nie akceptują Polski jako równoprawnego partnera”,
twierdzi magazyn „Die Zeit”. A przecież wśród zagranicznych studentów w RFN
większość stanowią Polacy.

W statystyce małżeństw mieszanych w Republice Federalnej polsko-niemieckie są
na pierwszym miejscu. 30 tys. pracujących na czarno polskich sprzątaczek i
rzemieślników utrzymuje porządek w mieszkaniach dobrze sytuowanych
berlińczyków. Prawie 500 polskich księży otacza opieką duszpasterską
niemieckie parafie. Podpisano ponad 400 umów o partnerstwie między polskimi a
niemieckimi miastami. Tylko po obu stronach granicy Polski z Brandenburgią
istnieją partnerskie związki między 230 szkołami i dziesięcioma
przedszkolami. Polsko-niemiecko-duński korpus wojskowy pełni służbę w
Szczecinie. Polska jest dla kulejącego, ale wciąż potężnego kolosa
gospodarczego zza Odry wspaniałym rynkiem zbytu i polem ekspansji
gospodarczej. Około 25% zagranicznych inwestycji w RP to dzieło niemieckiego
kapitału.

Współpraca ekonomiczna między oboma krajami jest imponująca i z każdym rokiem
nabiera rozpędu. W 2003 r. wartość niemieckiego eksportu do Polski wyniosła
16,39 mld euro (spośród krajów, które 1 maja br. przystąpiły do UE, tylko do
Czech Niemcy wyeksportowały więcej – za 16,72 mld euro). Według federalnego
Ministerstwa Finansów, samochodowy ruch towarowy na granicy polsko-
niemieckiej wzrośnie do 2015 r. o 235%. Dynamiczni polscy przedsiębiorcy,
specjaliści i lekarze już teraz ratują od zapaści wyludniające się miasta
Niemiec Wschodnich. Jednak mimo tych coraz intensywniejszych kontaktów oba
narody pozostały wobec siebie nieufne lub w najlepszym razie
obojętne. „Egzotyczni sąsiedzi” – napisał w sierpniu o Polakach
magazyn „Stern”.




Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
    • ignorant11 Jak swiat-swiatem Niemiec Polakowi nie byl br(2) 04.09.04, 12:10
      Jeszcze w maju 2002 r. ówczesny prezydent RFN, Johannes Rau, sławił w
      przemówieniu wygłoszonym w Darmstadt „cud niemiecko-polskiego pojednania”. Rolą
      polityków często jest przywoływanie rzeczywistości idealnej, która nie
      istnieje. Publicyści są już znacznie bardziej sceptyczni. Nastąpił „koniec
      kiczu pojednania”. „Jeszcze Polska nie została zrozumiana”, pisze dziennik „Die
      Welt”. „Tylko nieliczni Polacy i Niemcy potrafią się porozumieć – zazwyczaj
      politycy czy ludzie kultury, ale większość obywateli w obu krajach pozostała
      sobie całkowicie obca”, twierdzi tygodnik „Der Spiegel”.

      Projekt rozszerzenia UE nigdy nie miał w Niemczech większości, wbrew woli
      społeczeństwa przeforsowali go politycy. W 2004 r. tylko 23% obywateli RFN
      popierało otwarcie przed Polską drzwi do „wspólnego europejskiego domu”. Nawet
      liberalne media nad Renem i Łabą z upodobaniem straszyły bowiem inwazją
      przemytników, prostytutek, bandytów i złodziei samochodów z Dzikiego Wschodu. –
      Niemcy nie patrzą już może tak negatywnie na Polaków, ale nie są też nami zbyt
      zainteresowani – mówi Mateusz Fałkowski z Instytutu Spraw Publicznych, który na
      co dzień zajmuje się relacjami polsko-niemieckimi. – Zarówno Niemcy, jak i
      Polacy spoglądają na Zachód. Tylko że Polacy widzą Niemców, Niemcy natomiast
      często nie widzą Polaków. – Polska to Dziki Wschód. Ale ja to w Polsce bardzo
      lubię. Lasy, jeziora, morze. Na Zachodzie takich terenów już nie ma. A co się
      tyczy ludzi, Polacy lepiej dają sobie radę w chaosie. Gdy wszystko bierze w
      łeb, Niemiec bezradnie rozkłada ręce. A Polak? Polak mówi: róbmy swoje –
      przekonuje z kolei Bernard Musch-Borowska, od pięciu lat korespondent radia
      niemieckiego w Polsce. Nazwisko ma po żonie, a w Niemczech nie odmienia się
      nazwisk.

      Pewnego dnia dostał od szefa propozycję pracy w Polsce. Nie miał żadnych
      wątpliwości. Podobnie jak kilka lat wcześniej, gdy się żenił z Polką. Nie ma co
      się spodziewać, że Niemcy zaczną nagle tłumnie do nas przyjeżdżać. – Ale mój
      syn opowiedział mi niedawno ciekawą historię – podchwytuje ambasador RFN w
      Polsce, dr Reinhard Schweppe. – W Niemczech funkcjonuje uczelniany rynek pracy
      dla młodych ludzi. Propozycje od najlepszych firm dostają tylko absolwenci z
      najlepszymi ocenami. Ale jeden znajomy syna, żaden geniusz, dostał się do
      wymarzonej firmy. Dlaczego? Powiedział, że zna język polski.

      Dobry Polak, zły Niemiec

      Władze Brandenburgii doskonale zdawały sobie sprawę z nieprzychylnych wobec
      sąsiadów zza Odry nastrojów. Przed przystąpieniem Polski do UE rząd krajowy w
      Poczdamie zorganizował akcję „Otwarta Brandenburgia”, mającą złagodzić niechęć
      obywateli do Polaków. Koordynator tego przedsięwzięcia, wiceminister oświaty,
      Martin Gorholt, stwierdził, że przystąpienie Polski do UE będzie „sprawdzianem
      i wyzwaniem dla otwartości Brandenburczyków”. Jeśli obywatele nie okażą
      tolerancji, Brandenburgia stanie się tylko krajem tranzytowym i nic nie
      skorzysta na powiększeniu Unii, ostrzegał swych rodaków.

      Jednak takie jednorazowe akcje niewiele zmienią. W kontaktach polsko-
      niemieckich wciąż żywe są uprzedzenia, często jeszcze z XVIII w., kiedy
      sprawne, drapieżne państwo pruskie unicestwiało anarchiczną rzeczpospolitą
      szlachecką. Jak pisze dziennik „Die Welt”, od pamfletu „Orangutan, czyli Polak
      wedle swego prawdziwego charakteru” z 1779 r. aż po płaskie antypolskie dowcipy
      telewizyjnego wesołka Haralda Schmidta zniesławiające obrazy są podobne. – Po
      polskiej stronie jest, schowany głęboko, kompleks II wojny światowej i
      okupacji. Kilka lat temu wydawało mi się, że ten etap w historii przestał już
      budzić gorące emocje, lecz po ostatnich kontrowersjach wokół Związku
      Wypędzonych przekonałem się, że jest zupełnie inaczej. Wspomnienia ożywają, gdy
      tylko zdaje się nam, że „ci Niemcy” próbują nas czymś obrazić – przyznaje
      historyk, prof. Andrzej Borodziej.

      Jego zdaniem, trzy kwestie rzutują na nasze obecne relacje. Po pierwsze, wojna.
      Po drugie, przekonanie, że Niemcy są więksi i silniejsi. Po trzecie, nasze
      wejście do UE i konieczność zacieśnienia relacji, zniesienia granic. Wszystko
      razem budzi niepokój. Historycy przekonują, że nie bez znaczenia w polsko-
      niemieckich relacjach jest też okres PRL. Istniało zapotrzebowanie na złego
      Niemca, a wrogość wobec Republiki Federalnej stała się jednym z ważniejszych
      ogniw łączących społeczeństwo z partią. Tak było do 1989 r. Granica między NRD
      a PRL była do połowy lat 50. szczelnie zamknięta, w latach 60. lekko się
      otworzyła. W kolejnej dekadzie nastąpiło już pełne otwarcie, z autentycznymi
      kontaktami międzyludzkimi, a nie tylko zapewnianymi przez zakłady pracy. Tak
      było aż do powstania „Solidarności”.
    • ignorant11 Jak swiat-swiatem Niemiec Polakowi nie byl br(3) 04.09.04, 12:11
      Jeszcze w maju 2002 r. ówczesny prezydent RFN, Johannes Rau, sławił w
      przemówieniu wygłoszonym w Darmstadt „cud niemiecko-polskiego pojednania”. Rolą
      polityków często jest przywoływanie rzeczywistości idealnej, która nie
      istnieje. Publicyści są już znacznie bardziej sceptyczni. Nastąpił „koniec
      kiczu pojednania”. „Jeszcze Polska nie została zrozumiana”, pisze dziennik „Die
      Welt”. „Tylko nieliczni Polacy i Niemcy potrafią się porozumieć – zazwyczaj
      politycy czy ludzie kultury, ale większość obywateli w obu krajach pozostała
      sobie całkowicie obca”, twierdzi tygodnik „Der Spiegel”.

      Projekt rozszerzenia UE nigdy nie miał w Niemczech większości, wbrew woli
      społeczeństwa przeforsowali go politycy. W 2004 r. tylko 23% obywateli RFN
      popierało otwarcie przed Polską drzwi do „wspólnego europejskiego domu”. Nawet
      liberalne media nad Renem i Łabą z upodobaniem straszyły bowiem inwazją
      przemytników, prostytutek, bandytów i złodziei samochodów z Dzikiego Wschodu. –
      Niemcy nie patrzą już może tak negatywnie na Polaków, ale nie są też nami zbyt
      zainteresowani – mówi Mateusz Fałkowski z Instytutu Spraw Publicznych, który na
      co dzień zajmuje się relacjami polsko-niemieckimi. – Zarówno Niemcy, jak i
      Polacy spoglądają na Zachód. Tylko że Polacy widzą Niemców, Niemcy natomiast
      często nie widzą Polaków. – Polska to Dziki Wschód. Ale ja to w Polsce bardzo
      lubię. Lasy, jeziora, morze. Na Zachodzie takich terenów już nie ma. A co się
      tyczy ludzi, Polacy lepiej dają sobie radę w chaosie. Gdy wszystko bierze w
      łeb, Niemiec bezradnie rozkłada ręce. A Polak? Polak mówi: róbmy swoje –
      przekonuje z kolei Bernard Musch-Borowska, od pięciu lat korespondent radia
      niemieckiego w Polsce. Nazwisko ma po żonie, a w Niemczech nie odmienia się
      nazwisk.

      Pewnego dnia dostał od szefa propozycję pracy w Polsce. Nie miał żadnych
      wątpliwości. Podobnie jak kilka lat wcześniej, gdy się żenił z Polką. Nie ma co
      się spodziewać, że Niemcy zaczną nagle tłumnie do nas przyjeżdżać. – Ale mój
      syn opowiedział mi niedawno ciekawą historię – podchwytuje ambasador RFN w
      Polsce, dr Reinhard Schweppe. – W Niemczech funkcjonuje uczelniany rynek pracy
      dla młodych ludzi. Propozycje od najlepszych firm dostają tylko absolwenci z
      najlepszymi ocenami. Ale jeden znajomy syna, żaden geniusz, dostał się do
      wymarzonej firmy. Dlaczego? Powiedział, że zna język polski.

      Dobry Polak, zły Niemiec

      Władze Brandenburgii doskonale zdawały sobie sprawę z nieprzychylnych wobec
      sąsiadów zza Odry nastrojów. Przed przystąpieniem Polski do UE rząd krajowy w
      Poczdamie zorganizował akcję „Otwarta Brandenburgia”, mającą złagodzić niechęć
      obywateli do Polaków. Koordynator tego przedsięwzięcia, wiceminister oświaty,
      Martin Gorholt, stwierdził, że przystąpienie Polski do UE będzie „sprawdzianem
      i wyzwaniem dla otwartości Brandenburczyków”. Jeśli obywatele nie okażą
      tolerancji, Brandenburgia stanie się tylko krajem tranzytowym i nic nie
      skorzysta na powiększeniu Unii, ostrzegał swych rodaków.

      Jednak takie jednorazowe akcje niewiele zmienią. W kontaktach polsko-
      niemieckich wciąż żywe są uprzedzenia, często jeszcze z XVIII w., kiedy
      sprawne, drapieżne państwo pruskie unicestwiało anarchiczną rzeczpospolitą
      szlachecką. Jak pisze dziennik „Die Welt”, od pamfletu „Orangutan, czyli Polak
      wedle swego prawdziwego charakteru” z 1779 r. aż po płaskie antypolskie dowcipy
      telewizyjnego wesołka Haralda Schmidta zniesławiające obrazy są podobne. – Po
      polskiej stronie jest, schowany głęboko, kompleks II wojny światowej i
      okupacji. Kilka lat temu wydawało mi się, że ten etap w historii przestał już
      budzić gorące emocje, lecz po ostatnich kontrowersjach wokół Związku
      Wypędzonych przekonałem się, że jest zupełnie inaczej. Wspomnienia ożywają, gdy
      tylko zdaje się nam, że „ci Niemcy” próbują nas czymś obrazić – przyznaje
      historyk, prof. Andrzej Borodziej.

      Jego zdaniem, trzy kwestie rzutują na nasze obecne relacje. Po pierwsze, wojna.
      Po drugie, przekonanie, że Niemcy są więksi i silniejsi. Po trzecie, nasze
      wejście do UE i konieczność zacieśnienia relacji, zniesienia granic. Wszystko
      razem budzi niepokój. Historycy przekonują, że nie bez znaczenia w polsko-
      niemieckich relacjach jest też okres PRL. Istniało zapotrzebowanie na złego
      Niemca, a wrogość wobec Republiki Federalnej stała się jednym z ważniejszych
      ogniw łączących społeczeństwo z partią. Tak było do 1989 r. Granica między NRD
      a PRL była do połowy lat 50. szczelnie zamknięta, w latach 60. lekko się
      otworzyła. W kolejnej dekadzie nastąpiło już pełne otwarcie, z autentycznymi
      kontaktami międzyludzkimi, a nie tylko zapewnianymi przez zakłady pracy. Tak
      było aż do powstania „Solidarności”.
    • ignorant11 Jak swiat-swiatem Niemiec Polakowi nie byl br(4) 04.09.04, 12:11
      Jeszcze w maju 2002 r. ówczesny prezydent RFN, Johannes Rau, sławił w
      przemówieniu wygłoszonym w Darmstadt „cud niemiecko-polskiego pojednania”. Rolą
      polityków często jest przywoływanie rzeczywistości idealnej, która nie
      istnieje. Publicyści są już znacznie bardziej sceptyczni. Nastąpił „koniec
      kiczu pojednania”. „Jeszcze Polska nie została zrozumiana”, pisze dziennik „Die
      Welt”. „Tylko nieliczni Polacy i Niemcy potrafią się porozumieć – zazwyczaj
      politycy czy ludzie kultury, ale większość obywateli w obu krajach pozostała
      sobie całkowicie obca”, twierdzi tygodnik „Der Spiegel”.

      Projekt rozszerzenia UE nigdy nie miał w Niemczech większości, wbrew woli
      społeczeństwa przeforsowali go politycy. W 2004 r. tylko 23% obywateli RFN
      popierało otwarcie przed Polską drzwi do „wspólnego europejskiego domu”. Nawet
      liberalne media nad Renem i Łabą z upodobaniem straszyły bowiem inwazją
      przemytników, prostytutek, bandytów i złodziei samochodów z Dzikiego Wschodu. –
      Niemcy nie patrzą już może tak negatywnie na Polaków, ale nie są też nami zbyt
      zainteresowani – mówi Mateusz Fałkowski z Instytutu Spraw Publicznych, który na
      co dzień zajmuje się relacjami polsko-niemieckimi. – Zarówno Niemcy, jak i
      Polacy spoglądają na Zachód. Tylko że Polacy widzą Niemców, Niemcy natomiast
      często nie widzą Polaków. – Polska to Dziki Wschód. Ale ja to w Polsce bardzo
      lubię. Lasy, jeziora, morze. Na Zachodzie takich terenów już nie ma. A co się
      tyczy ludzi, Polacy lepiej dają sobie radę w chaosie. Gdy wszystko bierze w
      łeb, Niemiec bezradnie rozkłada ręce. A Polak? Polak mówi: róbmy swoje –
      przekonuje z kolei Bernard Musch-Borowska, od pięciu lat korespondent radia
      niemieckiego w Polsce. Nazwisko ma po żonie, a w Niemczech nie odmienia się
      nazwisk.

      Pewnego dnia dostał od szefa propozycję pracy w Polsce. Nie miał żadnych
      wątpliwości. Podobnie jak kilka lat wcześniej, gdy się żenił z Polką. Nie ma co
      się spodziewać, że Niemcy zaczną nagle tłumnie do nas przyjeżdżać. – Ale mój
      syn opowiedział mi niedawno ciekawą historię – podchwytuje ambasador RFN w
      Polsce, dr Reinhard Schweppe. – W Niemczech funkcjonuje uczelniany rynek pracy
      dla młodych ludzi. Propozycje od najlepszych firm dostają tylko absolwenci z
      najlepszymi ocenami. Ale jeden znajomy syna, żaden geniusz, dostał się do
      wymarzonej firmy. Dlaczego? Powiedział, że zna język polski.

      Dobry Polak, zły Niemiec

      Władze Brandenburgii doskonale zdawały sobie sprawę z nieprzychylnych wobec
      sąsiadów zza Odry nastrojów. Przed przystąpieniem Polski do UE rząd krajowy w
      Poczdamie zorganizował akcję „Otwarta Brandenburgia”, mającą złagodzić niechęć
      obywateli do Polaków. Koordynator tego przedsięwzięcia, wiceminister oświaty,
      Martin Gorholt, stwierdził, że przystąpienie Polski do UE będzie „sprawdzianem
      i wyzwaniem dla otwartości Brandenburczyków”. Jeśli obywatele nie okażą
      tolerancji, Brandenburgia stanie się tylko krajem tranzytowym i nic nie
      skorzysta na powiększeniu Unii, ostrzegał swych rodaków.

      Jednak takie jednorazowe akcje niewiele zmienią. W kontaktach polsko-
      niemieckich wciąż żywe są uprzedzenia, często jeszcze z XVIII w., kiedy
      sprawne, drapieżne państwo pruskie unicestwiało anarchiczną rzeczpospolitą
      szlachecką. Jak pisze dziennik „Die Welt”, od pamfletu „Orangutan, czyli Polak
      wedle swego prawdziwego charakteru” z 1779 r. aż po płaskie antypolskie dowcipy
      telewizyjnego wesołka Haralda Schmidta zniesławiające obrazy są podobne. – Po
      polskiej stronie jest, schowany głęboko, kompleks II wojny światowej i
      okupacji. Kilka lat temu wydawało mi się, że ten etap w historii przestał już
      budzić gorące emocje, lecz po ostatnich kontrowersjach wokół Związku
      Wypędzonych przekonałem się, że jest zupełnie inaczej. Wspomnienia ożywają, gdy
      tylko zdaje się nam, że „ci Niemcy” próbują nas czymś obrazić – przyznaje
      historyk, prof. Andrzej Borodziej.

      Jego zdaniem, trzy kwestie rzutują na nasze obecne relacje. Po pierwsze, wojna.
      Po drugie, przekonanie, że Niemcy są więksi i silniejsi. Po trzecie, nasze
      wejście do UE i konieczność zacieśnienia relacji, zniesienia granic. Wszystko
      razem budzi niepokój. Historycy przekonują, że nie bez znaczenia w polsko-
      niemieckich relacjach jest też okres PRL. Istniało zapotrzebowanie na złego
      Niemca, a wrogość wobec Republiki Federalnej stała się jednym z ważniejszych
      ogniw łączących społeczeństwo z partią. Tak było do 1989 r. Granica między NRD
      a PRL była do połowy lat 50. szczelnie zamknięta, w latach 60. lekko się
      otworzyła. W kolejnej dekadzie nastąpiło już pełne otwarcie, z autentycznymi
      kontaktami międzyludzkimi, a nie tylko zapewnianymi przez zakłady pracy. Tak
      było aż do powstania „Solidarności”.
    • ignorant11 Jak swiat-swiatem Niemiec Polakowi nie byl br(5) 04.09.04, 12:12
      Dziwny, egzotyczny świat

      I pewnie dlatego większość mieszkańców bliskiego przecież Berlina nigdy nie
      była w naszym kraju. Publicystka liberalnego „Die Zeit”, Heike Faller, opisuje
      rowerową wyprawę z Berlina do Kostrzyna (niespełna 60 km) jak ekspedycję do
      dziwnego, egzotycznego świata. „Już nazwy miejscowości brzmią tak dziwnie,
      jakby łapki małego dziecka wystukały je na klawiaturze komputera... Także z
      nazwą kraju nie jest lepiej. Polska. To brzmi jak połączenie biegunów
      północnego i południowego (bieguny to po niemiecku Polen). A czy gdy Lech
      Wałęsa przemawiał do robotników w Stoczni Gdańskiej, nie wypuszczał obłoczka
      pary z ust?”.

      Berlińczycy w ogóle nie mówią o Polakach, ponieważ nie chcą wypowiadać słów:
      złodzieje samochodów. Niemcy jeżdżą na Zachód w poszukiwaniu lepszego życia,
      wypoczywają zaś na Południu. „Ale Wschód cię pochłonie, tak że znikniesz w
      niezmierzonej przestrzeni, która najpierw jest coraz biedniejsza, potem coraz
      bardziej stepowa, a w końcu lodowata, aż wreszcie roztopi się gdzieś w
      Pacyfiku”. Na dworcu w Kostrzynie ludzie poruszają się powoli jak mieszkańcy
      tropików, którzy chcą oszczędzać energię. Przypomina to jakąś osobliwą krainę.
      Może Wietnam. Może południowe Chiny.

      – Są Niemcy, którzy ze względów sentymentalnych przyjeżdżają na Mazury, na
      Śląsk, na teren dawnych Prus. Ale nie ma co się oszukiwać: Polska nie jest
      atrakcyjnym celem wakacyjnym. Daleko nam do temperatury z Ibizy – mówi Mateusz
      Fałkowski. – Niemcy tradycyjnie jeżdżą na Majorkę i do Toskanii. Ciągle niezbyt
      chętnie wyjeżdżają na Wschód. Istotną barierę w kontaktach między dwoma
      narodami ze strony niemieckiej stanowi język. Niemiec może się uczyć włoskiego
      czy francuskiego, języków melodyjnych, będących nośnikiem wysokiej kultury i
      cywilizacji. Ale polski brzmi w jego uszach obco, niemal barbarzyńsko. – Młody
      Polak z młodym Niemcem dogadają się bez najmniejszego problemu. Choć to my
      musimy się uczyć niemieckiego, bo Niemcy polskiego nie znają. Poza tym jest
      jeszcze angielski i większość Niemców zna go na przyzwoitym poziomie –
      przekonuje Łukasz.

      Wara od polityki!

      W Berlinie żyje jakieś 130 tys. Polaków, to najsilniejsza mniejszość etniczna w
      niemieckiej stolicy zaraz po Turkach i Rosjanach. Polaków jednak prawie nie
      widać, tak doskonale wtopili się w otoczenie i robią wszystko, aby nie zwracać
      na siebie uwagi. W przeciwieństwie do mniejszości niemieckiej w Polsce nie mają
      organizacji, władzy, deputowanych w parlamencie ani wpływów. Od 1993 r. działa
      Polsko-Niemiecka Wymiana Młodzieży (Deutsch-Polnische Jugendwerk) powołana na
      wzór podobnej instytucji promującej wymianę młodzieży i pojednanie niemiecko-
      francuskie. I tu doskonale widać asymetrię. W ramach Jugendwerku polscy
      uczniowie chętnie jeżdżą do Niemiec, jednak wśród niemieckiej młodzieży często
      trudno o chętnych do wyjazdu nad Odrę i Wisłę.

      Premier Brandenburgii, Manfred Platzeck, zwrócił uwagę, że Niemiecko-Francuska
      Wymiana Młodzieży dysponuje rocznym budżetem w wysokości 20 mln euro, podczas
      gdy polsko-niemiecka – tylko ośmiomilionowym, należy więc tę sytuację zmienić.
      W obecnym okresie oszczędzania, deficytów i gospodarczej mizerii powyższy
      postulat zapewne nie zostanie spełniony. Manfred Platzeck domagał się też
      powołania przy rządzie RFN koordynatora ds. kontaktów polsko-niemieckich, „nie
      można bowiem oddawać się wygodnej iluzji, że stosunki między sąsiadami same
      znowu się poprawią”.

      Stosunki te znacznie się pogorszyły po sporze o konstytucję europejską oraz po
      tym, jak Polska udzieliła poparcia amerykańskiej inwazji na Irak. W niemieckich
      mediach znów zabrzmiały antypolskie głosy niemalże w starym stylu. Polaków
      nazywano „amerykańskimi najemnikami”, „gorliwymi adiutantami USA”, „osłami
      trojańskimi”, którzy torpedują tworzącą się jakoby (na fali antyamerykańskiego
      pacyfizmu) tożsamość jednoczącej się Europy. Kroplą, która przepełniła czarę,
      stała się propozycja Warszawy, aby Niemcy wysłały do Iraku oddziały Bundeswehry
      i oddały je pod polskie dowództwo. „Półdebilowaty sąsiad na krótko stał się
      bezczelny”, podsumował złośliwie opinie berlińskich polityków i bulwarowej
      prasy publicysta Jochen Förster. Te filipiki w środkach masowego przekazu nie
      pozostały bez wpływu na opinię przeciętnego Herr Maiera.
    • ignorant11 Jak swiat-swiatem Niemiec Polakowi nie byl br(6) 04.09.04, 12:14
      Rząd federalny ostatecznie zrezygnował z planów powołania koordynatora ds.
      polskich, wątpliwe jednak, aby taki urzędnik zdołał naprawić wyrządzone szkody.
      Czy w UE dwa narody związane położeniem geograficznym i tysiącletnią złą i
      dobrą historią przynajmniej trochę się polubią? Wydaje się, że tak, na co wpływ
      mają też liczne i dobre kontakty prezydenta Kwaśniewskiego z najważniejszymi
      politykami RFN. Cała czołówka niemieckich polityków popierała wejście Polski do
      UE. Większość Niemców otwarcie mówiła, że będzie to zadośćuczynienie za
      wyrządzone Polakom krzywdy (zapewne jednak ważniejszym motywem było uzyskanie
      rynku zbytu, rezerwuaru taniej i bliskiej kulturowo siły roboczej jak również
      stabilnej strefy za wschodnią granicą).

      Jednak w UE sąsiedzi ze Wschodu stają się dla Niemców konkurentami.
      Siedmioletni zakaz pracy dla Polaków, przyjęty przez rząd Gerharda Schrödera,
      został bardzo źle odebrany nad Wisłą. Obecnie Niemcy bronią się, jak mogą,
      przed polską konkurencją. Urzędnicy w RFN imają się różnych kruczków prawnych,
      aby tylko nie uznawać praw jazdy wystawianych w Polsce dla Niemców (kursy i
      egzaminy są w naszym kraju znacznie tańsze). Polska jest potentatem w produkcji
      ziemniaków. Niemiecka prasa rolnicza podniosła larum, że polskie kartofle mogą
      przenosić choroby roślin.

      Kanclerz Schröder usiłuje nakłonić rząd RP do obciążenia polskich
      przedsiębiorstw wyższymi podatkami. Zapewne wkrótce pierwsze
      skargi „wypędzonych”, domagających się zwrotu majątków, trafią do Strasburga.
      To wszystko nie przyczynia się do rozkwitu dobrosąsiedzkich stosunków.
      Niektórzy komentatorzy twierdzili, że nadzieją na poprawę sytuacji są młodzi,
      wśród których uprzedzenia powinny być najmniejsze. Ale ciekawie rzecz się ma ze
      szkołami działającymi przy granicy polsko-niemieckiej. Na przykład we
      Frankfurcie nad Odrą są szkoły z polskimi klasami. Wydawałoby się, że to
      wymarzone miejsce do nawiązywania kontaktów między młodymi ludźmi. – Nic z
      tego.

      Socjolog z Zielonej Góry, Jacek Kurzępa, opisuje, że Polacy trzymają się z
      Polakami, Niemcy z Niemcami. Nie ma mieszanych par czy przyjaźni. Osobno na
      przerwach, osobno wracają do domów – opowiada Mateusz Fałkowski. Jego zdaniem,
      polsko-niemiecka wspólnota nie może i nie powinna być definiowana jedynie jako
      wspólnota interesów. Bo te bywają różne, a przydałaby się zwykła przyjaźń. –
      Słuchamy tej samej muzyki, chodzimy do pubów oglądać mecze, na kręgle, do kina.
      Można mieć przyjaciela Niemca – dodaje z przekonaniem Łukasz. Niemcy, jeśli nie
      liczyć okręgu Kaliningradu, przez który RP graniczy z Rosją, są największym
      sąsiadem Polski. 10 tys. niemieckich firm już działa w Polsce i tylko we
      Francji jest ich więcej. To korzyści płynące z naszego sąsiedztwa. – W ostatnim
      półroczu spotkałem wielu polskich biznesmenów. Zadawałem im jedno pytanie:
      dlaczego decydują się robić tyle interesów z Niemcami? – mówi dr Reinhard
      Schweppe. – Padała taka odpowiedź: na początku mieliśmy opory, bo czyjś ojciec
      zginął w powstaniu, a babcia w obozie. Dlatego wcześniej woleliśmy kontakty z
      Włochami, Francuzami i Amerykanami. Ale w końcu wróciliśmy do Niemców, bo z
      nimi najłatwiej nam się dogadać.

      Powiększająca się przepaść?

      Niepokojące wyniki przyniosła ankieta przeprowadzona w lipcu na zlecenie
      magazynu „Geo Special”. Oto spośród swych dziewięciu sąsiadów Niemcy uważają
      Polaków za najmniej sympatycznych (poziom sympatii – minus 0,1), przy czym
      młodzi Niemcy oceniają nas znacznie bardziej negatywnie niż starsi (najwięcej
      sympatii wzbudzamy u osób powyżej 60. roku życia). Natomiast Polacy odczuwają
      wobec Niemców znacznie wyższy poziom sympatii (plus 1,7), zwłaszcza młodzi
      Polacy odnoszą się do Niemców bardziej przyjaźnie. Wśród osób poniżej 40. roku
      życia „poziom sympatii” sięga 50%, wśród 60-latków i starszych – tylko 23%. W
      przyszłości przepaść między dwoma narodami może się więc pogłębiać. Jest tylko
      kilka powodów do optymizmu. Zaledwie 12% Niemców popiera plany Eriki Steinbach
      utworzenia w Berlinie Centrum przeciwko Wypędzeniom. Prawie 40% obywateli, i to
      po obu stronach granicy, uważa, że po przystąpieniu Polski do UE oba narody
      zrozumieją się lepiej.
    • ignorant11 Jak swiat-swiatem Niemiec Polakowi nie byl br(7) 04.09.04, 12:15
      Polenwitze, czyli dowcipy o Polakach

      Na hasło Polenwitze (dowcipy o Polakach) wyszukiwarka internetowa Google daje
      2060 trafień, na hasło Lech Walesa – tylko 1960.

      Jakie jest zdanie, które składa się z czterech kłamstw i z ośmiu słów? Uczciwy
      Polak jedzie trzeźwy do pracy własnym samochodem.
      Dwaj ludożercy pieką na rożnie posiłek. Jeden zwraca uwagę: – Ty, nie obracaj
      go tak szybko, bo nie będzie chrupki. – Co ty, to przecież Polak. Jak będę go
      powoli obracał, ukradnie mi węgiel.
      Co się urodzi ze skrzyżowania Polaka z Niemcem z dawnej NRD? Osobnik zbyt
      leniwy, aby kraść.
      Jaka jest w Polsce różnica między weselem a pogrzebem? Na tym ostatnim jeden
      uczestnik jest mniej pijany.
      Polak przychodzi do znajomej. Kobieta rozbiera się, daje gościowi sznur i
      mówi: „Zwiąż mnie, obróć mnie i zrób to, co wy, Polacy, potraficie najlepiej”.
      Polak wiąże niewiastę, obraca ją i ucieka z jej telewizorem.
      Po czym poznać, że Polak jest w niebie? Po tym, że Wielki Wóz nie ma kół.
      Dlaczego pielęgniarka uderza nowo narodzonego Polaka dwa razy w plecy? –
      Pierwszy raz, aby pobudzić go do życia, drugi raz, żeby wypluł zegarek
      ordynatora.
      Z mrozu jest ta jedna korzyść, że Polacy trzymają ręce w kieszeniach.
      Co dostaje Polak na 18. urodziny? Twój samochód.
      Kim jest Polak bez rąk? Osobą godną zaufania.
      Krzysztof Kęciek, Paulina Nowosielska
      Korzystaliśmy z opracowań: Xymena Dolińska, Mateusz Fałkowski, Polska‚ Niemcy.
      Wzajemny wizerunek w okresie rozszerzania Unii Europejskiej, ISP Warszawa 2001;
      Mateusz Fałkowski, Agnieszka Popko, Wizerunek Polski w prasie niemieckiej (oraz
      austriackiej) w latach 2000-2001 w kontekście rozszerzenia UE, raporty
      kwartalne oraz roczne podsumowania na stronie ISP www.isp.org.pl
Pełna wersja