To byli siepacze a nie ludzie oporu

07.09.04, 05:30
Sława!
Córka majora Klamrotha, uczestnika zamachu na Hitlera, rozlicza swojego ojca
polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1175049&MP=1
Główny spór związany z zamachem na Hitlera – czy spiskowcy byli zdrajcami,
czy niemieckimi patriotami, należy już do przeszłości. Dziś pytamy, co ich
skłoniło najpierw do poparcia führera, a później do buntu?


ADAM KRZEMIŃSKI
Po 60 latach znane są niemal wszystkie okoliczności. Wiadomo, kim byli
zamachowcy. Z jakich działali pobudek i dlaczego zamach 20 lipca 1944 r. się
nie udał. Znane są też jego skutki: fala represji, procesy pokazowe, okrutne
egzekucje i powojenne losy ludzi 20 lipca, początkowo traktowanych
niechętnie, z czasem zasiadających w ławach honorowych.

Również w Polsce opadły dawne emocje: czy tych niemieckich oficerów mamy
wspominać z szacunkiem i sympatią, ponieważ wiemy, jak ważne są nawet daremne
gesty oporu, czy raczej odsuwać się od nich z obojętnością, ponieważ także i
oni w 1939 r. ochoczo wkroczyli do Polski?

Podstawowe dziś pytanie brzmi: Jaka była ich psychika w czasach tryumfu i
klęski hitleryzmu?

Niemcy urodzeni w czasie wojny od dawna uskarżali się na ołowiane milczenie w
niemieckich rodzinach. Teraz wielu z nich przeszukuje katakumby rodzinnych
dokumentów chcąc odpowiedzieć sobie na pytanie: „Skąd się wzięło to, co tak
uszkodziło moją generację pogrobowców?”. To zdanie zapisała Wibke Bruhns, lat
64, znana niegdyś w Niemczech spikerka telewizyjna i felietonistka „Sterna”.
Jej wydany wiosną bestseller „Kraj mego ojca. Dzieje pewnej niemieckiej
rodziny” (Econ, Monachium 2004) jest szczerym aż do bólu portretem własnej
rodziny pokaleczonej i rozbitej w wyniku represji po zamachu na Hitlera.

Wibke miała sześć lat, gdy jej ojciec Hans-Georg Klamroth (HGK) – major
Wehrmachtu, pracownik kontrwywiadu, przez pewien czas członek SS – w związku
z zamachem na Hitlera został 26 sierpnia 1944 r. powieszony w berlińskim
więzieniu Plötzensee. Ale była już po czterdziestce, gdy popijając whisky w
swym eleganckim mieszkaniu po raz pierwszy zobaczyła na ekranie telewizyjnym
ojca w filmie dokumentalnym o procesie spiskowców. „Gapię się na tego
mężczyznę ze zgaszoną twarzą. Nie znam go. Ale rozpoznaję w nim siebie – jego
oczy to moje oczy. Wiem, że jestem do niego podobna. Bez niego nie byłoby
mnie. A co ja o nim wiem? Nic”. Postanowiła dowiedzieć się, jaki był
naprawdę. Przez lata odtwarzała historię rodziny. I na przemian ogarniała ją
czułość, duma, niesmak, wstyd i zgroza.

Oboje, ojciec i matka, byli nazistami z przekonania, starsza siostra jeszcze
kilka tygodni po egzekucji ojca zapisała horrendalne wyznanie: „Tak bardzo
należę do tego, który zamordował mego ojca, że nie mogę się odważyć na żadną
jasną myśl przeciwko niemu...”. Po czym miłość obróciła się w
nienawiść: „Dzika nienawiść, która była jeszcze dzikszą miłością. Nienawiść i
zagłada temu, który nas zniszczył, nawet gdybym miała umrzeć, to chcę umrzeć
walcząc z Tobą! Morderco mego ojca!”.



Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
    • ignorant11 Re: To byli siepacze a nie ludzie oporu(2) 07.09.04, 05:31
      Wibke jest przerażona nie tyle rozdygotaniem siostry, ile faktem, że w jej
      własnej rodzinie nic młodej dziewczyny zawczasu nie uchroniło od ślepej miłości
      do Hitlera. Odwrotnie, wśród fotografii rodzinnych jest jedna z października
      1933 r.: ojciec przy fortepianie, dzieci rozpromienione wyciągają ręce w
      hitlerowskim pozdrowieniu.

      Na dobrą sprawę Wibke Bruhns opowiada wersję Buddenbrooków, wzlotu i upadku
      mieszczańskiego rodu jako odprysku wzlotu i upadku Niemiec w pierwszej połowie
      XX w. Historia jak z podręcznika. Kariera dziadka i ojca, dorabianie się, awans
      społeczny. Zarazem zapis purytańskiej dyscypliny, nacjonalistycznej pychy,
      kultu wojska i autorytarnego liberalizmu, który załamuje się przy każdym
      zderzeniu z narodowym egoizmem.

      W czasie pierwszej wojny światowej – jak wielu maturzystów – HGK zgłasza się na
      ochotnika do pułku kawalerii. Jego ojciec, równie przedsiębiorczy co ostrożny,
      był oficerem zaopatrzeniowym w Grodnie i listownie prowadzi syna pewną ręką.
      Odwodzi go od samobójczego pomysłu zgłoszenia się na front zachodni i radzi
      zakosztować wojenki na wschodzie. W Estonii, na Litwie i na Ukrainie wszystko
      jest po staremu. Upojne poczucie mocy, gdy miejscowi proszą przystojnego
      porucznika na wesele sadzając go na honorowym miejscu, a dziewczyny są mu
      bardziej niż przychylne, zwłaszcza jedna taka, „bajecznie piękna, czysta polska
      dziewica”. Ale zaraz w następnym zdaniu: „To nieładne, jak miejscowe kobiety w
      swej prostej, zwierzęcej potrzebie chłopa narzucają się naszym!”. Ojciec
      dodatkowo wzmaga tę wyniosłość. Najlepiej mieć dziewczynę z „dobrego domu”, bo
      to „uczy wstrzemięźliwości”, pisze z Grodna w podwileńskie lasy. To zakłamanie
      i protestancka odmowa radości życia oraz kolonialna pogarda i zarazem pociąg do
      Wschodu będzie się przewijać i w II wojnie.

      Niemieckonarodowa rodzina gładko wchodzi w hitleryzm. HGK ciągnie do kolegów z
      wojska, którzy tworzą prawicowe bojówki. Wibke rozumie szok spowodowany
      warunkami traktatu wersalskiego, ale zarazem przypomina, jak drakońskie warunki
      podyktowali Niemcy Rosji w Brześciu. Podoba jej się kawaleryjska fantazja, z
      jaką HGK zdobył żonę z zamożnej duńsko-niemieckiej rodziny. Ale zarazem
      lekceważy jego zakłamanie i oportunizm.

      Już 28 maja 1933 r., na dwa lata przed ogłoszeniem rasowych Ustaw
      Norymberskich, Klamrothowie na zjeździe rodzinnym bez sprzeciwu, a więc również
      głosem HG, przegłosowali wykluczenie z rodu każdego, kto zawrze niearyjski
      związek małżeński. W długim liście do amerykańskich znajomych dziadek Wibke
      broni polityki nazistów tłumacząc, że w Niemczech dlatego tak jest źle, bo
      Żydzi mają za duże wpływy: „Jaki naród może na trwałe pozwolić sobie na taką
      dominację obcoplemiennej mniejszości?”.
    • ignorant11 Re: To byli siepacze a nie ludzie oporu(3) 07.09.04, 05:31
      Rodzice wiwatowali, a firma kwitła. W notatkach rodzinnych jest mowa
      o „usunięciu Żyda Jacobsohna” ze związku pracodawców, z lakoniczną uwagą – „to
      znak czasu”. Po sukcesach Hitlera: powrocie Saary, remilitaryzacji Nadrenii,
      przyłączeniu Austrii, Sudetów, pobiciu Francji, rodzice puchną z dumy.

      1 września 1939 r. HGK wkracza do Polski w mundurze oficera: „Kochani, wszystko
      w najlepszym porządku – całymi dniami jedziemy konno na przedzie wielkich
      pochodów. Polak ucieka przed nami jak głupi, nie ma artylerii i samolotów,
      nasze straty są całkiem niewielkie, nasze samoloty i czołgi są wspaniałe –
      wszystko przed nami płonie, nocą pełne zgrozy, ale i wspaniałe widowisko. (...)
      Właśnie 90 naszych samolotów nad nami. Wspaniałe uczucie!”.

      To uczucie trochę się zmieni po bitwie nad Bzurą, w której z tysiąca żołnierzy
      batalionu HGK zostało dwustu: „Najgorsze paskudztwo, jakie widziałem, ale pułk
      zachował honor. Również Polacy (już nie Polaczkowie, podkreśla Wibke – aut.)
      bili się po bohatersku i ponieśli ogromne straty”. HG jest speszony
      cierpieniami ludności polskiej, widzi straszliwe zniszczenia Warszawy, ale
      winni są sami Polacy: „Gdyby się wcześniej poddali, to by to się nie stało. Ale
      Polacy są bardzo dumni, to widać po ich ponurych, zamkniętych twarzach na
      brzegu szos, nienawidzą nas, i nie mogę im tego mieć za złe. W każdym razie
      wszyscy z ulgą przyjęliśmy to, że wojna nie przerzuciła i miejmy nadzieję nie
      przerzuci się do nas”. Nie powtórzy tych słów, gdy alianci będą bombardować
      Berlin. Wtedy będzie pisał o barbarzyńskim niszczeniu dorobku pokoleń i żądzy
      zemsty. Wibke w tym przemilczaniu dopatrzy się rozpaczy.

      O niemieckim terrorze w Polsce nie ma w tych zapiskach ani słowa. Jest
      natomiast uwaga w związku z cmentarzami wojskowymi z I wojny: „Jak długo
      jeszcze o tę ziemię będzie przelewana niemiecka krew?”. Dlaczego tylko
      niemiecka, złości się po latach córka.

      Polska szybko znika z pola widzenia. HGK zostaje przerzucony do Danii. Córce
      nie daje to spokoju: oto ktoś uważa za coś całkiem normalnego, że uczestniczy w
      okupacji kraju, który jest jego drugim domem od 18 lat.
    • ignorant11 Re: To byli siepacze a nie ludzie oporu(4) 07.09.04, 05:32
      W 1942 r. zgłosił się na front wschodni. Punkt dla ojca. W Pskowie HGK jest w
      kontrwywiadzie. Przesłuchuje przerzucanych masowo przez front radzieckich
      partyzantów. Większość zostaje rozstrzelanych. Niektórych daje się pozyskać do
      kolaboracji. Czasami HGK ze zgrozą myśli, że i jego dzieci – a ma ich
      sześcioro – mogłyby być posłane na akcję samobójczą. Ale wciąż wmawia sobie i
      rodzinie, że sytuacja na froncie jest dobra. Dlaczego on kłamie, zżyma się
      córka. Rommel w odwrocie, Stalingrad otoczony, niemieckie miasta bombardowane,
      Rosjanie zaczynają drugą zimową ofensywę, a HGK, oficer kontrwywiadu, opowiada
      banialuki, że jest „pod wrażeniem naszego inteligentnego postępowania”.

      Wstrząsem jest upadek Stalingradu. HGK pisze, że „ofiarna śmierć kolegów
      mobilizuje wszystkich bez wyjątku”. Sam jednak daje się przenieść do Berlina,
      bliżej rodziny i firmy, staje się odpowiedzialny za utrzymanie tajemnicy budowy
      V1 w sztolniach Dory, jednym z najstraszliwszych KZ.

      Ze spiskowcami spotkał się pewnie w lutym 1944 r. Jego zięć Bernhard ma zdobyć
      materiał wybuchowy dla Stauffenberga. Jednak ten związek do końca udaje mu się
      zataić. Oskarżony został jedynie o to, że 10 lipca dowiedział się o zamiarach
      spiskowców i nie doniósł o tym gestapo. Za to też jest śmierć. 25 lipca zostaje
      aresztowany Bernhard, a 29 lipca HGK.

      W raportach Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy przygotowywanych dla Hitlera jest
      notatka: „Najszczerzej zeznaje major Klamroth”. Ale niczego w tych zeznaniach
      nie ma, troska o przyszłość narodu i podobne ogólniki, jest kilka lekceważących
      uwag o spiskowcach. Autorzy raportów są zaskoczeni, jak otwarcie mówiło się o
      zamachu w gronie spiskowców, a mimo to nic nie wyciekło na zewnątrz. Pruska
      kasta oficerska mocno trzymała sztamę.

      Proces był pokazowy. Goebbels nakazał, by przysłuchiwali mu się oficerowie,
      stąd na sali był między innymi Helmut Schmidt, późniejszy kanclerz RFN. Hitler
      nakazał proces przeprowadzić szybko i tak, by oskarżeni „za bardzo nie doszli
      do głosu”. A jednak do historii przechodzą słowa Hansa-Bernda von
      Haeftena: „Oceniwszy historyczną rolę Führera, uważam, że jest on wielkim
      wcieleniem Zła...”.

      Hitler dał katu dokładne wskazówki, że skazańcy mają umierać długo, i zażądał,
      by egzekucję filmowano. Skazańcom zdejmowano kurtki, zakładano im na szyję
      cienki, krótki stryczek i powoli opuszczano, gdy wisieli w konwulsjach ściągano
      im jeszcze spodnie. Hitler chciał ich widzieć nagich.
    • ignorant11 Re: To byli siepacze a nie ludzie oporu(5) 07.09.04, 05:33
      Ta kaźń jeszcze po sześćdziesięciu latach jest dla córki udręką. „Jednak chcę
      patrzeć, chcę być przy tym, jak HG umiera. 20 minut to dłużej niż piekło. Chcę
      mu powiedzieć, że nie jest sam, również przez następne 60 lat. Oto jestem ja,
      która ci towarzyszyła przez całe życie...”.

      Ale ból i współczucie nie mogą zasłonić klęski tego życia: „Nie mogę zrozumieć,
      jak mogłeś pójść za nazistami. (...) Być może nie powinnam być tak
      nieprzejednana. Jestem wstrząśnięta tym, co muszę uznać za twoją obojętność na
      los Żydów, robotników przymusowych, chorych umysłowo, więźniów kacetów,
      himmlerowskich »podludzi« na terenach okupowanych. A może źle cię zrozumiałam,
      ponieważ nigdy nic nie mówiłeś? A teraz sam umierasz jako »podczłowiek«.
      Odmówili ci wsparcia duszpasterza, o które prosiłeś. Ale ty już masz za sobą
      swą Górę Oliwną i w swojej śmierci jesteś bohaterem. Przypadło ci żyć w
      strasznych czasach, ale jeśli dzieciom miało być lepiej, to tak właśnie się
      stało. To ty zapłaciłeś tę daninę krwi, której ja już nie musiałam spłacać.
      Nauczyłeś mnie, czego powinnam się wystrzegać. I po to jest właśnie ojciec.
      Dziękuję ci”.

      Rodzina się rozpadła. Majątek utracony. Kobiety poszły do obozów pracy,
      mężczyźni do kompanii karnych. W pokaleczonej rodzinie Klamrothów jeszcze przez
      lata, mimo bólu, był wyczuwalny brunatny osad.

      Dla samej Wibke koniec dzieciństwa to nie tyle utrata rodowej rezydencji, co
      pamięć mocnego uderzenia w twarz, gdy – jako sześciolatka – zapytała matkę
      zaraz po kapitulacji: Gdzie jest ta wasza miłość do Führera, dlaczego nikt z
      was już nie mówi „Heil Hitler”? „Powinnam była raczej zapytać, dlaczego to
      mówiliście? ” – kończy Wibke Bruhns historię swej rodziny, w której odbijają
      się cienie dziejów Niemiec.
Pełna wersja