ignorant11
07.09.04, 21:07
Sława!
Skrzydła rozpostarł szeroko nad nami
Żydzi z łódzkiego getta - zdjęcie z wystawy w Muzeum Sztuki w Łodzi, sierpień
2004
Fot. Tomasz Stańczak / AG
Joanna Szczęsna 27-08-2004 , ostatnia aktualizacja 27-08-2004 19:23
Nie wiemy, jak zginął. Wiemy, jak rządził. Dla części Żydów jest postacią
tragiczną, człowiekiem, który podjął grę z hitlerowcami, by uratować choć
część swoich rodaków za cenę życia pozostałych. Dla Marka Edelmana jest
pomocnikiem kata. Portret Chaima Rumkowskiego, "króla" łódzkiego getta,
przedstawia Joanna Szczęsna
Ze stacji Łódź Radegest 28 sierpnia 1944 r. rusza w kierunku Auschwitz
przedostatni już transport z mieszkańcami od dwu miesięcy ostatecznie
likwidowanego przez hitlerowców getta. W zatłoczonym towarowym wagonie Chaim
Rumkowski, przełożony Starszeństwa Żydów w Łodzi, po raz pierwszy od czasu
objęcia władzy dzieli los swych poddanych.
Czy wierzy, że jadą w głąb Rzeszy, gdzie - jak zapewniali Niemcy, żądając od
niego kolejnych kontyngentów ludzi do wywózki - mają na nich czekać prace
porządkowe w zbombardowanych rejonach i produkcja na rzecz armii? Gdyby tak,
byłby spokojny: komu, jak nie jemu, mistrzowi świata w
dziedzinie "produktywizacji Żydów", powierzono by organizację takiej akcji?
Niemożliwe jednak, by był aż tak naiwny. Musi wiedzieć, że celem jest obóz.
Czy rozmyśla nad tym, jak został przez Niemców oszukany? Zastanawia się nad
sensem prowadzonej z nimi przez pięć lat gry? Nasłuchuje odgłosów
zbliżającego się frontu, skąd mógłby nadejść ratunek?
Z otchłani tego wagonu nie dotarło do nas nic.
Tak naprawdę nie wiemy nawet, jak zginął. To znaczy wiemy za dużo. Jest kilka
różniących się istotnymi szczegółami wersji jego śmierci, a każda niesie inne
przesłanie, zaspokaja inną potrzebę ludzkiej natury.
Najlepsze getto w Polsce
Pod datą 13 września 1940 r. Adam Czerniaków, prezes gminy żydowskiej w
Warszawie, zanotował w dzienniku, że do Łodzi udała się niemiecka delegacja z
gubernatorem Ludwigiem Fischerem. "Czy nie ma to związku z niedawnym pobytem
Rumkowskiego w Warszawie?" - zastanawia się Czerniaków, któremu Rumkowski
złożył wtedy wizytę, chwaląc się, że ma w swoim getcie ministerstwa i budżet
w wysokości półtora miliona marek. Czerniakowa irytowało stawianie mu za wzór
porządków w łódzkim getcie, zwłaszcza że tamtejsi Żydzi - póki było można -
masowo uciekali do Warszawy. "Jest to samochwalec. Zarozumiały i głupi.
Szkodliwy, bo wmawia władzom, że u niego jest dobrze" - notował w czasie
drugiej wizyty Rumkowskiego, w maju 1941 r.
W Warszawie prace prowadzone przez Niemców nad zorganizowaniem zamkniętej
dzielnicy dla Żydów ślimaczyły się miesiącami. Tymczasem getto łódzkie
powstało już w lutym 1940 r. (jako pierwsze na ziemiach polskich).
Prawdopodobne zatem, że - jak podejrzewał Czerniaków - delegacja jedzie do
Łodzi zapoznać się z tamtejszymi doświadczeniami. I może to przypadek, ale
już dwa tygodnie później Fischer podpisuje zarządzenie o utworzeniu getta w
Warszawie.
"Tu w Łodzi zaczął się eksperyment hermetycznego zamknięcia 160 tys. ludzi.
Tu zrobiono pierwszą próbę całkowitej izolacji żydowskiej ludności od świata
zewnętrznego, sąsiadów, źródeł utrzymania. Niemcy na łódzkie getto patrzyli
jak na wzór" (Leon Hurwicz, zapiski z łódzkiego getta). "Podczas zwiedzania
Łodzi przez niemiecką komisję przedstawił on [Rumkowski - red.] getto jak
raj. Miało się to przyczynić do powstania gett w innych miastach Guberni.
Dowiódł on, że eksperyment się powiódł" (Emanuel Ringelblum, "Kronika getta
warszawskiego").
Historyk Icchak Rubin, żarliwy obrońca Rumkowskiego, autor imponującego pod
względem faktograficznym i źródłowym dzieła "Żydzi w Łodzi pod niemiecką
okupacją 1939-1945", opinie tego typu kwituje jako niepoparte dowodami
plotki. Podobnie jak pogłoski, że łódzkie getto odizolowano od reszty miasta
na wniosek Rumkowskiego, gdy oświadczył, że tylko pod takim warunkiem
podejmuje się utrzymać w nim ład i porządek.
Tak czy inaczej Niemcy znaleźli w Rumkowskim zwolennika samej idei getta. U
Ringelbluma czytamy, że głosząc cuda o swoim żydowskim państwie, z jego
policjantami i więzieniem, Rumkowski przechwalał się: "Zobaczycie, za rok,
dwa będę miał najlepsze getto w Polsce". Doktor Edward Reicher, członek tzw.
drugiej Rady Starczej, wspomina, jak Rumkowski oświadczył mu: "To będzie
samodzielne, nowoczesne państwo żydowskie! A pana mianuję ministrem zdrowia.
Zrobię klejnot z getta" ("W ostrym świetle dnia"). Z kolei doktor Izrael
Milejkowski (szef wydziału zdrowia w warszawskim getcie) podczas pierwszego
pobytu Rumkowskiego w Warszawie miał okazję wysłuchać jego - jak to nazwał -
quasi-wykładu o porządkach w łódzkim getcie i wizji getta w ogóle. Entuzjazm
Rumkowskiego przekonującego słuchaczy, że getto to per saldo instytucja
użyteczna, służąca przekształceniu Żydów w ludzi "wydajnych, produktywnych i
kreatywnych", wydał mu się odrażający.
Nim jeszcze getto powstało, Rumkowski zapewniał niemieckich decydentów, iż
będzie ono "kopalnią złota". Swoim współpracownikom mówił: "Posiadam
najlepszą walutę na świecie, lepszą niż dolary (...) - ręce do pracy. Żydzi
będą pracować i z tego będziemy żyć".
Rumkowski przekształcił więc getto w wielką produkcyjną machinę pracującą na
potrzeby Rzeszy i aż do ostatnich chwil jego istnienia lansował
hasło "produktywności" za wszelką cenę. Czy naprawdę wierzył, że Niemcy,
mając z Żydów pożytek, zmienią jeśli nie stosunek, to swoje wobec nich
działania? Czy też był tylko jednym z tych, którzy skorzystali z możliwości
stworzonych przez totalitarny system, by zaspokoić własne ambicje i dorwać
się do władzy, choćby miało to być stanowisko kapo. Bo - jak notował włoski
pisarz, więzień Auschwitz Primo Levi - "u podnóża każdego tronu tłoczą się
ludzie tacy jak Rumkowski, by zagarnąć swoją małą cząstkę władzy".
W każdym razie wszystkie getta były już zlikwidowane, a ich mieszkańcy
wymordowani w Treblince i innych obozach zagłady; trwało tylko getto w Łodzi
i ze swymi 80 tys. mieszkańców wkroczyło w rok 1944.
Dyktatura to nie jest brzydkie słowo
W nocy z 4 na 5 września 1939 r. razem z władzami miasta ewakuował się prezes
gminy żydowskiej. Pięć tygodni później szef Wojennego Zarządu Cywilnego Łodzi
Leister mianował der Älteste der Juden - przełożonym Starszeństwa Żydów -
Chaima Rumkowskiego i poinformował rozwiązany zarząd gminy, że należy mu
okazywać bezwzględne posłuszeństwo.
Chaim Mordechaj Rumkowski, urodzony w 1887 r. w rodzinie kupieckiej na
Wołyniu, do Łodzi, gdzie znalazł pracę jako subiekt, przyjechał w wieku lat
21. Praktycznie bez wykształcenia, posługiwał się głównie jidysz, nigdy nie
nauczył się dobrze ani po polsku, ani po niemiecku. Próbował swych sił jako
fabrykant i kupiec, ale zbankrutował. Pracował jako agent ubezpieczeniowy.
Był działaczem różnych żydowskich instytucji charytatywnych i dyrektorem
sierocińca w Helenówku pod Łodzią (wydawał nawet gazetkę "Sierota"). Był
radnym gminy żydowskiej z ramienia organizacji Syjonistów Ogólnych. Według
opinii partyjnego kolegi Icchaka Gruenbauma (w latach 1919-30 posła na sejm)
Rumkowski był człowiekiem małego formatu i gdyby nie Niemcy, którzy wynieśli
go w górę, nigdy nie wybiłby się na znaną postać. Gruenbaum, później szef MSW
w pierwszym gabinecie państwa Izrael, taką właśnie opinię o Rumkowskim
przekazał Antkowi Cukiermanowi, członkowi Żydowskiej Organizacji Bojowej,
twórcy kibucu im. Bohaterów Gett. Nie była to opinia odosobniona. Bodaj tylko
cytowany Rubin pisał o nim jako o jednym z najwybitniejszych przedstawicieli
żydowskiego mieszczaństwa w Łodzi (a to na podstawie faktu, że "Nasz
Przegląd" opublikował w latach 30. fotografie wybitnych Żydów łódzkich, gdzie
sąsiadowały ze sobą zdjęcia Rumkowskiego i Tuwima).
Obdarzywszy Rumkowskiego niczym nieograniczoną