Polska-Turcja odwieczni rywale-sojusznicy?

16.09.04, 13:48
Sława!
Czy przyjmować Turcję do Europy?
serwisy.gazeta.pl/ue/1,36136,2277351.html


ZOBACZ TAKŻE


• Rząd Turcji chce kary więzienia za cudzołóstwo (09-09-04, 17:24)


Robert Sołtyk 09-09-2004 , ostatnia aktualizacja 09-09-2004 17:39

Jeśli Europa powie Turcji "nie", to nowej wojny trojańskiej może nie będzie,
ale świat nie stanie się przez to bezpieczniejszy. Jeśli powie "tak", to nasz
kontynent czeka fascynująca wyprawa w nieznane. Polska powinna gorąco
wspierać przyjęcie Turcji do Unii Europejskiej

Od tureckich polityków w Ankarze można usłyszeć ponoć taki dowcip: "Podczas
rozszerzania Unii kandydatom zrobiono egzamin. Polskę spytano, kiedy
spuszczono bombę atomową na Hiroszimę. Odpowiedź była poprawna i Polska
weszła do wspólnoty. Bułgarię zapytano, ile osób zginęło - także zdała ten
test. A od Turcji zażądano, by podała nazwiska wszystkich ofiar wraz z ich
adresami".

Nieśmieszne? Bo tureckim politykom nie jest do śmiechu. Już 45 lat dobijają
się bezskutecznie do drzwi jednoczącej się Europy. Choć od lat tureccy
piłkarze grają, rzecz jasna, w mistrzostwach naszego kontynentu, a Turcję
przyjęto już do wszystkich zachodnich organizacji włącznie ze stojącą na
straży praw człowieka Radą Europy, to do najważniejszej z nich - Unii
Europejskiej - nadal nie może się dostać. Turcy mają wrażenie, że gdy są tuż-
tuż, na kilka miesięcy przed historyczną decyzją, stawia im się nowe
przeszkody.

- Oczywiście, że nie będzie dodatkowych warunków - oświadczył niedawno w
Izmirze komisarz UE ds. rozszerzania Günter Verheugen, ten sam, któremu
Polska tyle zawdzięcza na drodze do Unii. Raport Niemca, który Bruksela ma
przyjąć 6 października, ma być dla Turcji pozytywny, ma docenić ogrom
dokonanych ostatnio reform, zachęcać do ich kontynuacji, bo do zrobienia jest
jeszcze wiele. Na podstawie tego raportu przywódcy Unii powinni zdecydować o
starcie negocjacji z Ankarą, zapewne wiosną 2005 r. Rośnie jednak presja, by
odłożyli decyzję na później.

Nie wszyscy w Brukseli podzielają proturecki entuzjazm Verheugena.
Holenderski komisarz ds. jednolitego rynku Frits Bolkestein w kasandrycznym
tonie ostrzega przed próbami odwracania historii, która za sprawą Jana III
Sobieskiego i bitwy pod Wiedniem wypycha Turków z naszego kontynentu. Zdaniem
Bolkesteina wejście Turcji spowoduje „implozję" UE, zmusi do radykalnych
zmian w jej polityce rolnej i regionalnej. Bolkestein w odczycie na
uniwersytecie Leiden mówił: „ktokolwiek przyjmie Turcję, będzie musiał też
zaakceptować Ukrainę i Białoruś. Te kraje są bardziej »europejskie «. Za 15-
20 lat możemy mieć w Unii do 40 członków".

Federalistów taka perspektywa poraża, choć dla Polski wydaje się to czymś
normalnym, a nawet pożądanym. - Moje marzenie przegrało, nie wierzę już w
projekt federalny. Mit Europy karolińskiej ograniczonej do kilku państw wokół
Francji i Niemiec jako przeciwwagi dla USA umarł - odpowiada na to były
premier Francji Michel Rocard. - Jeśli jestem za przyjęciem Turcji do Unii,
to dlatego, że dzięki temu Europa będzie więcej znaczyć na świecie. A w Unii
mamy masę rzeczy do zrobienia razem bez zabierania się za stosunki z USA, co
nas nieuchronnie podzieli.

Rocard mówi językiem realisty, a raczej pesymisty. Uważając, że plusy wejścia
Turcji do Unii przeważają nad minusami, stawia diagnozę: "nie można budować
Europy na umarłych mitach". Polemizuje z nim prof. Bronisław Geremek,
skądinąd także wielki zwolennik członkostwa Turcji. "Nie można także budować
zjednoczonej Europy bez marzeń. Pokój już jest naszym osiągnięciem, ale
potrzebujemy wizji, co chcemy robić razem".

Turecki dylemat jest realny. Można próbować sobie wyobrazić, choć z trudem,
Europę bez Turcji, ale bez islamu już nie sposób. To druga religia naszego
kontynentu, wyznaje ją 20 mln Europejczyków, liczba ta szybko rośnie. Ich za
nawias wyrzucić się nie da, tak jak nie da się usunąć z historii wieków,
którymi jesteśmy spleceni.

Choć geograficznie zaledwie 3 proc. terytorium Turcji leży w Europie, to
zamieszkuje je aż 11 proc. mieszkańców Turcji i ta liczba także rośnie, wraz
z migracją z Anatolii do Istambułu. Kolejne 3 mln żyje w Niemczech, Francji,
Holandii, Austrii, Belgii itd. Mają takie same unijne paszporty jak Polacy.
Istambuł jest niemniej europejski niż Bukareszt, nawet jeśli był, jest i
będzie wrotami Europy do Azji.

Przez Turcję wiodą nie tylko ścieżki przemytników imigrantów, którymi chętnie
się na Zachodzie straszy, ale i alternatywne wobec Rosji szlaki dostaw
surowców energetycznych znad Morza Kaspijskiego. Wielka i potężna turecka
armia oraz samoloty amerykańskie w Incirlik chronią Europę przed zalewem
niestabilności z Azji. Laicka, demokratyczna Turcja to może być także wzór
dla innych państw islamskich.

No dobrze, mówią na to przeciwnicy Turcji w Unii, ale co z naszymi
pieniędzmi? Czy naprawdę chcemy je topić w autostradach wiodących do granicy
z Irakiem, wspierać tureckie rolnictwo, zacofane i mało produktywne? Dla
Polski to poważne wyzwanie - bogate kraje Europy więcej pieniędzy na Unię nie
wyłożą, więc trzeba się będzie z biednymi Turkami podzielić. Może właśnie
dlatego na Polsce w debacie o przyjęciu Turcji do Unii ciąży szczególna
odpowiedzialność. Możemy bronić mitu Europy jednorodnej, w który nie wierzą
już nawet federaliści, za czym kryć się będzie tak naprawdę egoizm, niechęć
do dzielenia się z jeszcze biedniejszymi od nas pomocą z Brukseli. Możemy
przy tym do woli szermować argumentami o łamaniu w Turcji praw człowieka, nie
zwracając uwagi na głos ich tureckich obrońców, którzy błagają o rychły start
negocjacji, bo dzięki temu sytuacja radykalnie się poprawia.

Choć Sobieski pobił Turków pod Wiedniem, to historia uczy, że dla Polski
Turcja zwykle była w Europie sojusznikiem, bo mieliśmy tych samych wrogów. W
Unii też tak będzie, tylko musimy jej drzwi Turkom otworzyć.


Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
    • ignorant11 Re: Polska-Turcja odwieczni rywale-sojusznicy? 16.09.04, 14:26
      Sława!

      Ja mysle, ze te obawy o dotacje sa zupelnie nieuzasadnione...

      Albowiem doplaty do rolnictwa i tak nalezy jak najszybciej zlikwidowac, bo
      przeciez nasi rolnicy otrzymuja tylko niewielka ich czesc, tylko ochlapy tego
      co otrzymuja ich zachodni koledzy.

      Zatem gdy zlikwidujemy doplaty do rolnictwa, to poprawi sie konkurencyjnosc
      naszych rolników zas rolnictwo w w starej ue oslabi sie dzieki czemu jeszcze
      bardziej wzrosnie rola polskich chlopów, zreszta wzrosla juz teraz...

      W kwestii politycznej nastapi dalsze rozwodnienie i oslabienie Franco-Niemiec,
      co moze byc wylacznie dla nas korzystne...

      Zreszta najwiekszym krajem europejskim stanie sie wlasnie Turcja, która ma w
      glebokim powazaniu chore mocarstwowe ambicje Paryzewa i Berlinka nad Hawela.

      RAzem z unijnymi juz Balkanami nastapi przeorientowanie kierunków z WE na SN,
      którego znaczenie niepomiernie wzrosnie, a przeciez jest to w naszym zywotnym
      interesie i w interesie Slowacji, Szwecji, Wegier, Bulgarii...

      PO takiej reorientacji tym wieksze otworzy sie pole dla naszej jagielonskiej
      polityki, i nastapi zblizenie Ukrainy i Polski, które stana sie waznymi
      podmiotami w Europie, nawet dyktujacymi warunki na baltycko-czarnym
      miedzymorzu...

      Wzrosnie nasze atrakcyjnosc dla Bialorusinów i Skandynawii.

      Przyblizymy nasze interesy do Kaukazu oraz Iraku i Iranu, wiec zyskamy
      alternatywne zródla zaopatrzenia w surowce energetyczne wobec Rosji i rosyjski
      szantaz energetyczny przestanie nam sie snic koszmarnie...

      Jednoczesnie wzrosnie nasza atrakcyjnosci i powazanie zarówno nad Sekwana i
      Hawela jak równiez nad Potomakiem i Moskwa...

      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
    • ignorant11 Klucz turecki 03.10.04, 15:07
      Sława!
      Klucz turecki
      Tygodnik "Wprost", Nr 1140 (03 października 2004)
      http://www.wprost.pl/ar/?O=67868

      Za przyjęciem Turcji do unii opowiada się tylko 16 proc. Francuzów i 33 proc.
      Niemców

      Przyznanie Turkom członkostwa w Unii Europejskiej przekreśliłoby zwycięstwo
      odniesione przez polskiego króla w 1683 r. pod Wiedniem, które powstrzymało
      hordy barbarzyńców przed zalaniem Europy - twierdzi komisarz UE Frits
      Bolkestein. Zwolennicy przyjęcia Turcji do unii ripostują, że miałoby ono
      równie dalekosiężne pozytywne skutki dla Europy, zwłaszcza w sferze
      bezpieczeństwa, jak wiktoria wiedeńska.
      - Jeśli mamy grać fair z Turcją, to musimy przyznać, że chodzi nam o strach
      przed utratą tożsamości - mówi "Wprost" Ana Palacio, była unijna komisarz i
      minister spraw zagranicznych Hiszpanii. - Powinniśmy jednak bardziej wierzyć w
      nasze wartości, bo to są atrakcyjne idee oświecenia i otwartego społeczeństwa,
      które mają wielką siłę oddziaływania. Właśnie z powodu ich siły, a nie słabości
      stajemy co pewien czas przed kolejnym wyzwaniem rozszerzenia. Możemy być dumni,
      że także dla społeczeństw islamskich nasze wartości są pociągające - dodaje
      Palacio. Według niej, akceptując dążenie Turcji do integracji, unia wykazałaby
      się "strategiczną mądrością". - Zwłaszcza w sytuacji, gdy część świata
      muzułmańskiego oskarża nas o rozpętanie wojny między cywilizacjami, byłby to
      gest polityczny o wielkim znaczeniu - mówi Palacio.
      Turcja jest kluczem do określenia relacji UE ze światem islamu oraz (w wymiarze
      bardziej praktycznym) jej udziału w stabilizacji "eurazjatyckich Bałkanów" -
      jak nazwał obszar od Bliskiego Wschodu po Kaukaz, Morze Kaspijskie i Azję
      Środkową Zbigniew Brzeziński, były doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa
      narodowego. Rola Turcji w tym regionie - szczególnie po 11 września - jest
      trudna do przecenienia. Bruksela nie powinna więc zadawać sobie pytania, czy
      stać ją na przyjęcie Turcji (za czym opowiada się Waszyngton), ale czy może
      sobie pozwolić na jej odrzucenie. Przekształcenie się unii z klubu bogatych w
      bardziej zróżnicowaną wspólnotę staje się nie tylko racją stanu, ale i misją
      etyczno-cywilizacyjną. - Nasza europejska wizja ma właściwości uśmierzające
      konflikty oraz sprzyjające pojednaniu zwaśnionych stron. Mamy wręcz obowiązek
      wykorzystywać ją na coraz większą skalę - mówi w rozmowie z "Wprost" Pat Cox,
      były przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

      Obrońcy przedmurza
      Sęk w tym, że idea chrześcijańskiego przedmurza jest zaskakująco silna w
      Europie mimo niechęci wobec prób wpisania do eurokonstytucji zapisu o
      wartościach chrześcijańskich. Z listem odmawiającym Turkom prawa do integracji
      wystąpił Austriak Franz Fischler, komisarz ds. rolnictwa, który uważa, że
      miejsce Turcji jest w świecie Orientu, a nie cywilizacji zachodniej. Fischler
      argumentuje, że przyjęcie Turcji do unii rozsadziłoby wspólną politykę rolną.
      Zdaniem głównego autora projektu eurokonstytucji Valery ego Giscarda d Estaing,
      przyznanie Turcji członkostwa we wspólnocie byłoby "końcem Europy", gdyż już w
      najbliższych piętnastu latach ten "obcy kulturowo" kraj stałby się największym
      liczebnie państwem unii, usuwając w cień Niemcy i uzyskując największą siłę
      głosu.
      Nie są to odosobnione poglądy kilku prominentnych polityków. Przeciwna
      przyjmowaniu Turków jest też opinia publiczna. Ta kwestia była jedną z głównych
      kontrowersji w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego. We Francji za
      przyjęciem Turcji opowiada się 16 proc. ankietowanych, w Niemczech - 33 proc.
      Na pozór to nic nowego. We Francji i w Niemczech do ostatniej chwili przeważali
      przeciwnicy przyjęcia do unii Polski, Węgier czy Czech, a popularna prasa
      brytyjska pisała o nowych członkach w sposób niebezpiecznie ocierający się o
      rasizm. Unijna potęga została zbudowana na fundamencie rozczarowania skutkami
      polityki podbojów. Tak powstało jedyne w swoim rodzaju mocarstwo nieimperialne,
      którego siła i atrakcyjność opiera się na "miękkiej potędze". Magnesem dla
      krajów aspirujących do członkostwa w unii jest dobrobyt - chodzi zarówno o
      jakość życia czysto materialną, jak i wynikającą ze standardów przestrzegania
      praw obywatelskich i praw człowieka.

      Recydywa barbarzyństwa?
      Turcy dobrowolnie chcą ulec tej europejskiej sile - choć też nie bez oporu, o
      czym świadczą próby wprowadzenia do tureckiego kodeksu kar za małżeńską
      niewierność, co w świetle kultury prawnej unii wygląda na recydywę
      barbarzyństwa. Zanim się ją potępi, warto sobie jednak przypomnieć, że we
      Włoszech i Francji podobne prawo obowiązywało jeszcze długo po tym, jak te
      kraje znalazły się w gronie założycieli wspólnot europejskich.
      Turcy od dłuższego czasu demonstrują chęć dostosowania się do wymogów unii
      (m.in. znieśli karę śmierci, przyznali większe prawa mniejszości kurdyjskiej).
      Teraz zawiesili prace nad nowym kodeksem karnym, który przewidywał karanie
      zdrady małżeńskiej, by nie pogrzebać swych szans na integrację. Guenter
      Verheugen, komisarz ds. rozszerzenia UE, domaga się jednak, by nowy kodeks był
      gotowy przed 6 października, kiedy ma zostać ogłoszony raport komisji, który
      zaleci lub wykluczy rozpoczęcie negocjacji o członkostwie z Turcją. Na
      podstawie tego raportu premierzy i prezydenci państw członkowskich mają podjąć
      decyzję w grudniu tego roku.
      Turcja na pewno nie jest wzorowym kandydatem do unii. Armia unika skutecznie
      cywilnej, demokratycznej kontroli. W więzieniach nagminnie stosuje się tortury,
      a wobec kobiet oskarżonych o niemoralne prowadzenie się ich rodziny uciekają
      się do odrażającej praktyki "honorowych zabójstw". Mimo to pod wieloma
      względami tureckie reformy gospodarcze, polityczne czy prawne są bardziej
      zaawansowane niż zmiany w Rumunii, która ma być przyjęta do UE w 2007 r. (wraz
      z Bułgarią i być może Chorwacją). Tymczasem członkostwo Turcji - jeśli w ogóle -
      może się stać faktem za 15-20 lat. Wielki, biedny, leżący w większości poza
      Europą (tylko 3 proc. obszaru, wraz z największym miastem Stambułem, mieści się
      geograficznie na Starym Kontynencie) i muzułmański kraj jest trudny do
      zaakceptowania jako członek UE dla wielu europejskich polityków, choć już w
      1963 r. zgodzili się, by był państwem stowarzyszonym.

      Nowe Imperium Romanum
      Przyjmując Turcję, unia zyska nie tylko chłonny rynek i najliczniejszą armię w
      Europie. Ważniejsze będzie rozszerzenie stabilizującego wpływu nieimperialnej
      potęgi na rejon Morza Czarnego i cieśnin łączących je z Morzem Śródziemnym, a
      także Kaukazu. W ten sposób unia mogłaby - bez jednego wystrzału - osłabić na
      tym obszarze coraz bardziej agresywne oddziaływanie Rosji i zahamować postępy
      fundamentalizmu islamskiego. UE, licząca dziś 25 państw i 470 mln mieszkańców,
      mogłaby silniej wpływać na obszar "eurazjatyckich Bałkanów", na którym znajduje
      się również 25 państw zamieszkanych przez 500 mln osób.
      - Wysłalibyśmy silny, czytelny sygnał, że nie toczymy wojny między
      cywilizacjami, a społeczeństwa islamskie mogą uczestniczyć w naszym politycznym
      projekcie przyszłości - podkreśla Ana Palacio. - To nie ambicja, lecz
      konieczność stawienia czoła realiom. Jesteśmy blisko obszarów w największym
      stopniu ogarniętych wybuchami aktów przemocy. Europa kurczy się demograficznie
      i coraz bardziej staje się regionem imigracji. Jeśli nie chcemy, by nasze
      dzieci płaciły 75 proc. dochodów na emerytury, to musimy coś zrobić z
      nierównowagą, jaka istnieje między północną a południową częścią obszaru
      śródziemnomorskiego - wyjaśnia była szefowa hiszpańskiej dyplomacji, wskazując,
      że przyjęcie Turcji nie powinno być ostatecznym aktem rozszerzenia unii. W
      kolejce stoją np. Izrael i Maroko. Gdyby unia ruszyła na południowe wybrzeże
      Morza Śródziemnego, jej granice pokryłyby się z obszarem cesarstwa rzymskiego.

      Juliusz Urbanowicz


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      (a href="https://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12217")Fo
      • gebels2 Turcja i Polska 03.10.04, 18:05
        Turcja
        Population:
        68,893,918 (July 2004 est.)

        GDP:
        purchasing power parity - $458.2 billion (2003 est.)
        GDP - real growth rate:
        5.8% (2003 est.)
        GDP - per capita:
        purchasing power parity - $6,700 (2003 est.)

        Unemployment rate:
        10.5% (plus underemployment of 6.1%) (2003 est.)
        www.cia.gov/cia/publications/factbook/geos/tu.html#People
        Polska

        Population:
        38,626,349 (July 2004 est

        GDP:
        purchasing power parity - $427.1 billion (2003 est.)
        GDP - real growth rate:
        3.7% (2003 est.)
        GDP - per capita:
        purchasing power parity - $11,100 (2003 est.)
        Unemployment rate:
        20% (2003)


        www.cia.gov/cia/publications/factbook/geos/pl.html#People

    • bandog12 Turcja najludniejszym i najsilniejszym krajem UE 07.10.04, 13:06
      Turcja w Europie czy poza nią?






      Komisarz Gunter Verheugen i szef Komisji Europejskiej Romano Prodi (po prawej)
      ściskają się z radości po decyzji rozpoczęcia negocjacji z Turcją
      GEERT VANDEN WIJNGAERT AP


      ZOBACZ TAKŻE


      • Komentarze o planach przyjęcia Turcji do UE (07-10-04, 09:32)
      • Przeszkody na drodze Turcji do Unii (07-10-04, 09:28)
      • Turcja ante portas (01-10-04, 19:14)
      • Czy przyjmować Turcję do Europy? (09-09-04, 17:39)






      0,06MB



      0,15MB





      SONDAŻ


      Czy chcesz żeby Turcja została przyjęta do UE?

      60%
      Nie (3107)

      40%
      Tak (2033)

      Liczba oddanych głosów: 5140




      Robert Sołtyk, Bruksela 06-10-2004, ostatnia aktualizacja 06-10-2004 19:21

      Bruksela gotowa jest do negocjacji członkowskich z muzułmańską Turcją. Potrwać
      mają bardzo długo, a Unia na zawsze zamknie przed Turkami rynek pracy.

      czytaj dalej »

      r e k l a m a




      Telefon komórkowy komisarza UE G(ntera Verheugena dzwonił bez przerwy. Do
      ostatniej chwili ustalali z nim szczegóły szef Komisji Europejskiej Prodi,
      premier Turcji Erdogan, prezydent Francji Chirac... Dzwonił też "ktoś" z
      Waszyngtonu, by się upewnić, że Unia Turcji nie odrzuci, że podejmie decyzję,
      na którą Turcy czekają już 41 lat!

      Niemiec wszedł wczoraj rano na posiedzenie Komisji Europejskiej w bojowym
      nastroju. Przygotował niemal 200-stronicowy, drobiazgowy raport, w którym
      prześwietlił sytuację w Turcji. Na jego żądanie parlament w Ankarze w ostatnich
      dniach zmienił jeszcze kodeks karny i wykreślił zapis o karaniu cudzołóstwa.
      Verheugen uznał, że to wystarczy, by zacząć negocjacje. Ale dodał, że także
      inne kodeksy muszą być zmienione i to dopiero start wielkich reform w Turcji.

      Dyskusja w Brukseli była burzliwa. Zrazu ośmioro z 30 komisarzy miało
      wątpliwości. Polka Danuta H(bner wspierała Verheugena, który tłumaczył, że
      otwarcie negocjacji nie przesądza o ich wyniku. W końcu nie przekonał tylko
      Holendra Bolkesteina, który mówił, że nie po to Sobieski pobił Turków pod
      Wiedniem, by teraz ich do Europy wpuścić. Inni uznali, że ryzyko wprawdzie
      jest, ale plusy przeważają. Unia z Turcją będzie wielkim rynkiem i światową
      potęgą (560 mln ludzi, wobec 290 mln w USA), da to Europie większe
      bezpieczeństwo, ułatwi walkę z islamskim terroryzmem. Turcja w Unii stanie się
      z kolei wzorem, że reformy popłacają.

      Czy i kiedy negocjacje zacząć, zdecydują ostatecznie szefowie państw Unii na
      szczycie 17 grudnia. Wiceszef Parlamentu Europejskiego Jacek Saryusz-Wolski
      (PO) mówi "Gazecie", że Polska powinna być na "tak", ale musi walczyć o
      otwarcie drzwi do Unii Ukrainie. Tego też chce prezydent Kwaśniewski.

      Bruksela wyliczyła, że członkostwo Turcji może kosztować 16,5 mld euro rocznie.
      Verheugen mówi jednak, że Turcja wejdzie do Unii nie wcześniej niż za 10-15
      lat, a i tak od razu wszystkich środków pomocowych z Unii nie dostanie. - Dla
      obecnych członków nie zabraknie pieniędzy na rolnictwo i politykę regionalną -
      uspokajał m.in. Polaków Verheugen. - Możemy Turcji zaufać, to my potrzebujemy
      Turcji zakotwiczonej w świecie Zachodu.

      Warunki postawił jednak ostre. Najboleśniejsze dla Turków będzie zamknięcie dla
      nich rynku pracy w Unii. Tłumaczył, że inaczej nie uda się przekonać do Turcji
      pełnych obaw Niemców czy Francuzów. Erdogan miał to przyjąć.

      - To moja ostatnia, najważniejsza decyzja - mówi Verheugen. 1 maja Niemiec
      wprowadził do Unii Polskę i inne kraje postkomunistyczne. - Moją misję
      wypełniłem.

      Niemiec Verheugen odniósł wczoraj w Brukseli zwycięstwo - przekonał do
      rozpoczęcia negocjacji z Turcją wszystkich komisarzy z wyjątkiem jednego.
      Przeciw był tylko Holender Bolkestein, który już wobec Polski w Unii miał
      wątpliwości, a o muzułmańskiej Turcji po prostu nie chciał słyszeć (jego opinii
      nie podziela jednak rząd w Hadze). Francuz Lamy, Hiszpanka de Palacio czy
      Słowak Figel zgłaszali zastrzeżenia co do zakresu i trwałości tureckich reform,
      a zwłaszcza przestrzegania praw człowieka. Niemiecki komisarz ds. rozszerzenia
      UE przekonał ich jednym argumentem: taką samą krytykę wobec Turcji podnoszą też
      Amnesty International czy Human Rights Watch, ale ci obrońcy praw człowieka są
      za wejściem Turcji do Unii, bo tylko dzięki europejskiej perspektywie sytuacja
      tam się radykalnie poprawiła. Rząd w Ankarze bada dziś większą liczbę
      przypadków tortur czy złego traktowania więźniów, niż doliczyli się tego
      niezależni obserwatorzy! I po raz pierwszy tego typu praktyki nie uchodzą już
      płazem.

      Za startem negocjacji z Unią są dziś w Turcji liderzy Kościołów
      chrześcijańskich, bo dzięki Europie uzyskają wreszcie osobowość prawną. Są
      radykałowie islamscy, bo religia zyska większą obecność w życiu publicznym.
      Jest armia turecka, która zawsze stała na straży prozachodniego kursu i
      laickości państwa; jest biznes, który chce wejść na unijny rynek; jest lobby
      rolne, bo liczy na dotacje z Brukseli itd. Chcą tego wreszcie mniejszości
      narodowe, w tym najliczniejsi Kurdowie (ponad 10 proc. z 70 mln mieszkańców),
      bo zmierzająca do Europy Turcja przestała ich prześladować, a na wolność wyszła
      ostatnio Leyla Zana - symbol walki Kurdów o ich prawa. Spędziła za kratkami
      dziewięć lat tylko za to, że w parlamencie w Ankarze odezwała się po kurdyjsku.
      Dziś Kurdowie mają swoje legalne media, a Leyla Zana przyjedzie za kilka dni do
      Brukseli odebrać Nagrodę im. Sacharowa.

      To jednak nie niepokoje Turków wczorajszy raport Verheugena miał rozproszyć,
      ale te, które są w samej Europie, zwłaszcza w Niemczech, we Francji, w Austrii
      czy na Słowacji. Bruksela zaznacza więc, że Turcja wejdzie do Unii tylko wtedy,
      gdy się w zasadniczy sposób zmieni - wczorajszy raport Komisji Europejskiej nie
      zostawia cienia wątpliwości. Zmienić się będzie musiała także Unia, bo wraz z
      Turcją jako członkiem jej granice sięgną Iraku, Iranu czy Syrii.

      Komisja zaznacza, że do 2013 r. Turcy nie mogą w ogóle liczyć na pieniądze z
      Unii, bo nie uwzględniono jej w planowanym budżecie, a najpewniej i potem
      transfery finansowe z Brukseli będą zrazu minimalne. To powinno uspokoić kraje
      takie jak Polska. Bruksela będzie negocjacje z Turcją prowadzić zupełnie
      inaczej niż z nami - kolejne rozdziały będą otwierane, dopiero gdy reformy
      zostaną wdrożone w życie (nam wystarczyło tylko to, że obiecywaliśmy, że zmiany
      prawne zostaną przeprowadzone na czas). Jeśli Turcja reform zaprzestanie,
      wówczas Rada państw Unii będzie mogła negocjacje w ogóle zawiesić - wystarczy
      do tego zwykła większość głosów. Dokument Verheugena mówi także, że wynik
      negocjacji nie jest z góry przesądzony - tego chcieli ci, którzy sądzą, że
      Turcja skończy je nie jako członek Unii, ale np. specjalny partner. Niemiec
      zaznacza jednak, że cel rozmów z Ankarą jest jeden - pełne członkostwo. Z
      jednym ograniczeniem - Turcy być może nie będą mieli prawa do zatrudniania się
      w krajach Unii. O tym zdecydują jednak negocjacje.

      Nad zaleceniem Komisji przywódcy Unii będą debatować na szczycie 17 grudnia i
      wtedy zdecydują, kiedy negocjacje zacząć. Wczoraj "za" opowiedziały się rządy
      m.in. Grecji, odwiecznego tureckiego wroga na Morzu Śródziemnym, Wielkiej
      Brytanii, Włoch i Niemiec, gdzie żyje ponad 2,5 mln Turków. Przeciw są m.in.
      opozycyjna chadecja w Niemczech, rządząca prawica w Austrii i na Słowacji.
      Zastrzeżenia ma też Cypr, którego część okupuje turecka armia. We Francji, by
      przekonać niechętną Turcji centroprawicę, wywodzący się z niej prezydent Chirac
      zapowiedział, że o wyniku zadecydują Francuzi w referendum.

      Debata o miejscu Turcji w Unii dopiero się zaczyna i będzie ona na pewno bardzo
      gorąca. - To będzie debata, która równie wiele powie o nas, Europejczykach, jak
      i o Turcji - mówił wczoraj w Parlamencie Europejskim lider liberałów Graham
      Watson. - Jeślibyśmy mieli odrzucić Turcję na bazie uprzed
      • bandog12 Re: Turcja najludniejszym i najsilniejszym krajem 07.10.04, 13:08
        Debata o miejscu Turcji w Unii dopiero się zaczyna i będzie ona na pewno bardzo
        gorąca. - To będzie debata, która równie wiele powie o nas, Europejczykach, jak
        i o Turcji - mówił wczoraj w Parlamencie Europejskim lider liberałów Graham
        Watson. - Jeślibyśmy mieli odrzucić Turcję na bazie uprzedzeń religijnych, to
        Turcja zasługuje na coś lepszego niż taka Europa

        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2325162.html

        bi.gazeta.pl/im/2326/m2326237.jpg
        bi.gazeta.pl/im/2326/m2326238.jpg
        • ignorant11 Re: Turcja najludniejszym i najsilniejszym krajem 07.10.04, 14:13
          Sława!

          Nam Turcja jest potrzebna do kilku spraw:

          1. Rozwodnienia Niemiec i Francji
          2. Domkniecia flanki balkanskiej
          3.ze wzgledu na nasze intersy czarnomorskie
          4. ze wzgledu na nasze interesy blskowschodnie i kaukaskie
          5. ze wzgledu na przeorientowanie lini WE na NS w infrastrukturze unii
          6. ze zwgledu na na przyspieszenie czlonkostwa Ukrainy

          No wreszcie ze wzgledu na reforme unii w kierunku systemu NAFTApodobnego

          Zatem same korzysci!

          PS pamietajmy równiez o proamerykanizmie Turcji


          Pozdrawiam i zapraszam na:
          Forum Słowiańskie
    • kocibrzuch Re: Polska-Turcja odwieczni rywale-sojusznicy? 10.12.04, 19:07
      Ja jestem za. Poznałem, troszkę przynajmniej, Turków i bardzo mi zaimponowali, honorny naród.
      Wielu jest ostro przeciw
      www.islam-in-europe.org/
      Już jutro konferencja:
      www.wse.krakow.pl/strona.php?strona=248
      Gdzie kończy się Europa? Perspektywa przyjęcia Turcji do Unii Europejskiej - konferencja
      W październiku 2004 roku Komisja Europejska powiedziała Turcji: „Tak, jesteśmy za rozpoczęciem negocjacji, ale nie jest to podejście bezwarunkowe.” W grudniu Rada skupiająca przywódców państw członkowskich Unii Europejskiejzdecyduje, czy i kiedy rozpocząć negocjacje. Czy jesteśmy przygotowani na przyjęcie Turcji? Jak daleko sięga granica Unii Europejskiej? Dyskusja nad przyszłością UE jest naszym obowiązkiem.


      Jarosław Gowin, Rektor Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, oraz Bogusław Sonik, Poseł PO do Parlamentu Europejskiego mają zaszczyt zaprosić na konferencję Gdzie kończy się Europa? Perspektywa przyjęcia Turcji do Unii Europejskiej
      , która odbędzie się 11 grudnia br. (sobota) w Krakowie w Wyższej Szkole Europejskiej przy ulicy Krowoderskiej 31.

      Patronat honorowy nad konferencją objął J.E. Candan Azer, Ambasador Turcji w Polsce.

      Program:
      10.00 – 12.00 – debata społeczno-polityczna: Gdzie postawić granice rozszerzenia? Małgorzata Brennek – Komisja Europejska, Marek Cichocki – Centrum Europejskie „Natolin”, Bogusław Sonik - Poseł do Parlamentu Europejskiego

      12.15 – 14.00 – debata kulturowo-religijna: Turcja: lider w świecie islamu, czy petent do klubu europejskiego? Piotr Kłodkowski – Wyższa Szkoła Europejska, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania, Zdzisław Najder – Uniwersytet Opolski, Stanisław Jałowiecki – Poseł do Parlamentu Europejskiego, Bronisław Wildstein – „Rzeczpospolita” Prowadzenie konferencji: Marek Król – „Wprost
      • ignorant11 Ja mysle, ze nie warto sie sugerowac geografia 10.12.04, 21:48
        Sława!

        Jak równiez religia, ale najbardziej kultura polityczna.

        Ja sam wcale nie jest przywiazany do "idei wspolnej europy" , ale raczej do
        idei wspolpracy.

        Sama unie oczywiscie trzeba odbiurokratyzowac i zderegulowac.

        Ja jestem za Turcja, tym bardziej, ze pomoze nam ona rozwodnic Niemcy i Francje.

        A blokowanie Turcji na rzecz Ukrainy postuluje wylacznie z powodów taktycznych.

        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
Pełna wersja