eliot
06.10.04, 10:17
I nie chodzi tu o Franka Wilczka tylko o same kwarki...:
"Nazwę kwark wymyślił amerykański fizyk Murray Gell-Mann. W swej pracy
opublikowanej w lutym 1964 r. z całą powagą odsyła do snu oberżysty Humphreya
Chimpdena Earwickera z książki "Finnegan's Wake" Jamesa Joyce'a.-Pewnego dnia
natknąłem się tam na zdanie "Three quarks for Master Mark", co - jak to u
Joyce'a - można rozmaicie interpretować, np. jako pijacki okrzyk " Trzy
kwarty dla Mistrza Marka" - opowiada Gell-Mann, - Dla mnie najważniejsza była
liczba trzy, ponieważ kwarki występują w trypletach. Z trzech kwarków są
właśnie zbudowane skłądniki jądra atomowego: protony i neutrony-wyjaśnia
uczony. Ale skąd sam Joyce wziął to słow? Być może z niemieckiego,
gdzie "quark" znaczy "twaróg", a do niemczyzny zapewne trafiło z jakiegoś
SŁOWIAŃSKIEGO (podkr.-eliot) dialektu (np. połabskiego). Podobną drogę
przeszło (również robiąc światową karierę) słowo "kwarc" (quartz), które po
polsku brzmiałoby "twardziec".

))
Za "papierową" GW podał: