Dodaj do ulubionych

Polacy najbardziej amerykańskimi Europejczykami?

09.10.04, 16:18
Sława!
Amerykoholicy
Tygodnik "Wprost", Nr 1141 (10 października 2004)
http://www.wprost.pl/ar/?O=68337

Polacy najbardziej amerykańskimi Europejczykami?

Zdzisław Krasnodębski
Filozof i socjolog, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w
Warszawie oraz uniwersytetu w Bremie, autor m.in. "Demokracji peryferii"

Proamerykańskim nastawieniem, sympatią, ba, wręcz miłością do Ameryki
wyróżniają się Polacy wśród Europejczyków, nawet tych nowych. Nie jest to
miłość bezwarunkowa. Ostatnio nawet prezydenta Kwaśniewskiego naszły
wątpliwości co do sensowności amerykańskiej polityki w Iraku. W miarę jak
rosną polskie straty, mnożą się głosy sceptyczne i krytyczne. Pojawiła się
także nowa lewica, powtarzająca w rozwodnionej formie modne w Europie
antyamerykańskie hasła. Niektórzy Polacy, wychowani na dawnej komunistycznej
propagandzie, nie wyzbyli się jeszcze stereotypu amerykańskiego imperializmu.
Ale cóż to znaczy w porównaniu z nastrojami w starej Europie, gdzie
Amerykanie i Ameryka wywołują nieskrywaną repulsję. W oczach Europejczyków to
nie były kagiebista Putin i nie bin Laden, lecz George Bush stanowi
największe zagrożenie dla pokoju światowego. Pod wieloma względami obecny
antyamerykanizm nie różni się wiele od antysemityzmu. Prowadzi w każdym razie
do tego samego intelektualnego otępienia. I tak, gdy europejskie media
donoszą o jakimś nieszczęściu na świecie, prędzej czy później okazuje się, że
stoją za tym Amerykanie. W niektórych komentarzach nawet za zamach w
Biesłanie odpowiedzialnością obarczano amerykańską politykę.

Dlaczego kochamy Amerykę?
Nie da się ukryć, że polska miłość do Ameryki nie jest miłością
odwzajemnioną. Małe szanse mamy u niej, bogatej i potężnej, my, peryferyjni
biedacy. Ale - jak w życiu prywatnym - brak wzajemności nie zmniejsza żaru
uczucia. Co jest jego źródłem? Co może łączyć Polskę, kraj biedny i
niewielki, słowiańskokatolicki, z najbogatszym i najpotężniejszym państwem
świata, zbudowanym na angloprotestanckiej kulturze? W kulturze tej silny był
antypapizm, uprzedzenia wobec katolicyzmu oraz pogardliwa niechęć do biednych
imigrantów z Europy Wschodniej i Południowej, którzy długo nie byli uznawani
za zupełnie białych. Nie zawsze chcemy pamiętać, że polish jokes pojawiły się
znacznie wcześniej niż dowcipy Haralda Schmitta, a zasługi Woodrowa Wilsona
dla polskiej niepodległości zrównoważył miłośnik Stalina Franklin Delano
Roosevelt w Teheranie i Jałcie.
Cynik powiedziałby, że polska sympatia do USA bierze się z tego, że
Amerykanie są daleko, za oceanem, a Niemcy i Rosjanie tuż za miedzą. A o te
miedze toczyły się krwawe spory, w których nas najczęściej dotkliwie bito,
tak że Polska na 120 lat zmieniła się w graniczny euroregion, w którym w
zwalczaniu polskiego nacjonalizmu zgodnie współpracowali Rosjanie i Niemcy.
Jak jednak wyjaśnić to, że uczucie jest nie mniejsze u tych, którzy z bliska
poznali obiekt swego pożądania? Gdy pytać Polaków zamieszkałych w Niemczech o
stosunek do nowego kraju zamieszkania, nawet tzw. późni przesiedleńcy, którzy
często wręcz afiszują się ze swą niemieckością, udzielają zgoła wymijających
odpowiedzi. Często żyją od jednego wyjazdu do Polski do drugiego. W Ameryce
jest inaczej - mieszkający tam Polacy, także ci, którzy przybyli w latach 80.
lub później, daliby się za nią pokrajać. Amerykź można pokochać, Niemcy i
inne kraje europejskie, łącznie z Francją, która coraz bardziej traci dawne
republikańskie zalety, budzą co najwyżej letnie uczucia.

Amerykański dom kontra europejska gościna
Arnold Schwarzenegger w swoim doskonale przyjętym przemówieniu na konwencji
republikanów jeszcze raz wyjaśnił, skąd się bierze różnica w uczuciach wobec
Ameryki. Mówił o otwartości Ameryki dla obcych, o tym, że każdy może zostać
Amerykaninem i odnieść sukces, jeśli tylko tak usilnie pracuje, jak kiedyś on
nad swoimi mięśniami. Jego austriacki akcent nikogo w Ameryce nie razi - co
najwyżej jest przedmiotem ciepłych żartów. Amerykanie są dumni ze
Schwarzeneggera, a on z Ameryki. W Ameryce imigrant może się czuć jak w domu,
w Europie pozostaje zawsze kimś na łaskawym chlebie. Tak tłumaczył mi kiedyś
pewien Etiopczyk, wiozący mnie taksówką na lotnisko Baltimore Washington
International. W latach 80. studiował on weterynarię na Uniwersytecie im.
Lumumby w Moskwie, przez Berlin Wschodni przedostał się na drugą stronę.
Poprosił o azyl i mimo że uzyskał pomoc materialną oraz opiekę, wspominał ten
czas jako horror, jako zupełne ubezwłasnowolnienie. Na szczęście udało mu się
wydostać do USA. "Teraz nie jestem weterynarzem, muszę pracować jako
taksówkarz, ale jestem u siebie" - powiedział. W Niemczech nigdy nie byłby u
siebie, na zawsze pozostałby gościem.
Być może jednak Polacy czują się w USA szczególnie dobrze - i to nawet wtedy,
gdy nie uda się im nakręcić kasowego filmu, poślubić kogoś z klanu Kennedych
i zostać gubernatorem stanu, lecz gdy po prostu osiądą w chicagowskim
Jackowie lub innym równie atrakcyjnym miejscu, gdy znajdą pracę piastunki,
gdy uda im się otworzyć warsztat samochodowy lub zaczepić na jakimś
podrzędnym uniwersytecie.
Rzecz w tym, że pewne cechy kultury amerykańskiej, które w dzisiejszej
Europie budzą niechęć i zdziwienie, Polakom zdają się zupełnie nie
przeszkadzać. Na przykład tak irytujący postnarodowych Europejczyków
amerykański patriotyzm - z jego niezbędnymi rytuałami, jak
recytowanie "pledge of allegiance" przy każdej możliwej okazji - sprawia
raczej pozytywne wrażenie, szczególnie że łączy się z tak nam bliską retoryką
wolności. Także religijność amerykańskiego społeczeństwa, zwłaszcza odkąd
osłabły antykatolickie przesądy, budzi sympatię, jest pomostem między
Polakami a Amerykanami, ułatwia integrację przyjezdnych z Polski.

Kultura patriotyczna
Kultura amerykańska, także ta masowa, jest patriotyczna i religijna zarazem -
nie inaczej niż tradycyjna kultura polska. Religia przenika życie codzienne w
USA w stopniu nieznanym w tzw. rdzeniu Europy. W Europie nie do pomyślenia są
samochody z naklejkami "Jesus is Lord" lub "Jesus never fails". W
amerykańskich szkołach nadal czyta się dzieła literackie, które uczą
postrzegać ludzką egzystencję w religijnej perspektywie, na przykład poezję
transcendentalistów. Gdy w Eleanor Roosevelt High School, do której chodziła
moja córka, nauczyciel angielskiego wyznał, że jest ateistą, zaszokował tym
uczniów. W Niemczech szokiem byłaby deklaracja odwrotna. Dla większości
Niemców religia jest opresywną, wrogą człowiekowi siłą, a naród to pojęcie
kojarzące się z najczarniejszymi kartami najnowszej historii. Ich literacka
edukacja w kwestiach religijnych ogranicza się do "Natana mędrca" Lessinga, a
literatura patriotyczna jest na szkolnym indeksie - Guenther Grass zastąpił
całkowicie Friedricha Schillera, nie mówiąc już o poetach "reakcyjnego
romantyzmu". Także kościoły starają się skupić na pracy socjalnej i nic nie
budzi większego popłochu niż żarliwa pobożność, nie daj Boże, nie dość
tolerancyjna i ekumeniczna.
Mimo całego amerykańskiego indywidualizmu młodzież w USA wychowuje się w
duchu poświęcenia dla narodowej wspólnoty, z poświęceniem życia włącznie. W
życiu obywatelskim nadal cenione są cnoty heroiczne, żołnierskie. Polakowi
wychowanemu na "Chłopcach z placu broni", "Kamieniach na szaniec"
czy "Trylogii" na pewno łatwiej zaakceptować ten model wychowania i
obywatelskości niż model zachodnieuropejski, w którym wspólnotowe więzi i
zobowiązania są traktowane z najwyższą nieufnością, w którym indywidualizm
przybiera formę egotyzmu, a jedyną politycznie poprawną formą ofiarności jest
praca charytatywna, najlepiej na rzecz Trzeciego Świata, lub walka o ochronę
środowiska.

Polska jak Stany Zjednoczone
Podobieństwo Polski i USA potwierdzają dane liczbowe. Samuel Huntington w
swej ostatniej książce na temat amerykańskie
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Polacy najbardziej amerykańskimi Europejczyka 10.10.04, 00:17
      Sława!

      No prosze o okazuje sie wbrew oglupiajacej europrogandzie ze jednak mentalnie
      blizej nam do NAFTA niz do europki...

      Ale moze Bog wybral nas na oczyszczaczy swiata z komunizmu i jeszcze jeden tym
      razem unijny totalitaryzm bedziemy musieli rozwalic...

      To, ze tym razem znalezlismy sie w nowym bogatszym RWPG to jest dosc pozytywne,
      gdyz wlasnie dostep do tego bogactwa pomoze nam nieco odciagnac sie
      ekonomicznie.

      Mozemy tez próbowac naciagac europke na jak najwieksze inwestycje w
      infrastrukturze, tym bardziej iz europka snuje plany polaczen z Azja a wiec
      przez Rosje, ktore beda musialy przechodzic przez polskie terytorium.

      Ale tymczasem musimy obnizac podatki u nas iwestowac w high tech oraz zbroic
      sie i jak najscislej wspolpracowac z USA, tak by miec cos do powiedzenia po
      rozpadzie europki...

      Istotne jest równiez zdobycie jak najwiekszych obszarów w NRD, tak aby po
      upadku bruxelskiego tatalizmu wyjsc ze sprawy najbardziej wzmocnionymi.

      Tymaczasem nie mozemy rówzniez zasypiac gruszek w popiele na Ukrainie i na
      Bialorusi.

      Wlasnie budzacy sie kapitalizm ukrainski bedzie dla nas szczegolnie cennym
      partnerem dopóki Ukraina pozostaje poza ue.

      Po prostu poslko-ukrainskie konsorcjum np samochodowe moze polska produkcje
      przeznaczac na rynek unijny zas ukrainska na rynki trzecie np rynek rosyjski i
      WNP

      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka