ignorant11
13.10.04, 01:00
Sława!
Niemcy: wina czy dług?
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041012/publicystyka/publicystyka_a_2.html
MICHAŁ WOJCIECHOWSKI
Dowodzenie, że ofiarom podpalenia, rabunku, pobicia itd. nic się od sprawców
nie należy, jest po prostu niegodne. Nawet adwokaci przestępców nie twierdzą,
że w imię przebaczenia ofiary powinny zrezygnować z odszkodowania, okazać
miłosierdzie, nie uzyskawszy sprawiedliwości. Jednakże rozumowanie takie
pojawia się w kontekście odpowiedzialności Niemiec i Niemców za drugą wojnę
światową. W "Rzeczpospolitej" z 6 października z tego rodzaju tezami wystąpił
profesor Jacek Hołówka ("Winy wojenne nie trwają wiecznie").
Tezy takie biorą się stąd, że w przypadku skutków wojny, inaczej niż przy
czynie kryminalnym, trudno wskazać indywidualnych winnych, a ze względu na
upływ czasu sprawa jest przedawniona. Rozumowanie takie uważam jednak za
niesłuszne. Najkrócej mówiąc, jego główny błąd leży w pomyleniu
odpowiedzialności karnej z cywilną albo inaczej słowa "winny" w znaczeniu
moralnym z jego znaczeniem w wyrażeniu "winny pieniądze".
Udział w cudzej winie
Odpowiedzialność karna i moralna jest oczywiście osobista. Nowe pokolenie nie
ma powodu poczuwać się do win wojennych. Należy zwalczać, częste skądinąd,
myślenie w kategoriach odpowiedzialności zbiorowej i zemsty: wszyscy Niemcy
odpowiedzialni za wojnę, Żydzi za grupę stalinowców, Polacy za paru
bandziorów z Jedwabnego itd.
Nie oznacza to jednak, że ludzie nie uczestniczą w przestępstwach innych.
Czynią to, gdy pochwalają, przyzwalają, usprawiedliwiają - zamiast się
przeciwstawić czy potępić. Choć Niemcy byli w części ofiarami hitleryzmu, nie
ulega wątpliwości, że na większości z nich ciążyła wina tego rodzaju i
dlatego też odczuwali ją po wojnie. Wymiar społeczny, wspólnotowy natury
ludzkiej powoduje również, że nawet jeśli nie ponosimy żadnej winy za daną
zbrodnię, to jednak ze względu na jakieś pokrewieństwo (rodzinne, narodowe,
duchowe) ze sprawcą wstydzimy się i żałujemy. Żal bez winy jest możliwy.
Problemy te nie należą do przeszłości. Jeśli liczni Niemcy uznają zbrodnie
tamtych czasów za sprawę minioną, wyolbrzymiając jednocześnie krzywdy
niemieckie, zrzucając winę za wojnę na inne kraje, żądając odwrócenia skutków
wojny, tym samym dają dowód, że pośrednio solidaryzują się ze sprawcami wojny
i ze zbrodniarzami wojennymi. Związek Wypędzonych ulega tym tendencjom.
Należy z nim polemizować. Sprzeciw ten może Niemców rozzłościć, ale może też
skłonić do zastanowienia.
Jacek Hołówka myli się więc, stawiając Niemców obok ich ofiar, wstydząc się,
że pokazał Niemcowi pomnik Powstania Warszawskiego, i wypominając Polakom, iż
nie chcą Niemcom przebaczyć, co zręcznie utożsamia z rezygnacją z roszczeń
(jest to oczywisty przykład szantażu moralnego). Myli się też, porównując
moralną odpowiedzialność Niemców za Hitlera z odpowiedzialnością dzisiejszych
Polaków za afery SLD, jako że Niemcy się zwykle z podbojów cieszyli.
Odszkodowania od sprawców
Sprawę odszkodowań za rozmaite zbrodnie i straty czasu wojny należy
rozpatrywać odrębnie od kwestii winy osób dziś żyjących. Szkody te poniosły,
przeważnie bez własnej winy, liczne osoby - obywatele polscy, ale i
niemieccy - oraz społeczności. Tak w kategoriach moralnych, jak i prawnych
należy się im zadośćuczynienie. Ponieważ jest to trudne do przeprowadzenia,
najwygodniej byłoby powiedzieć, że roszczenia się przedawniły. Poszkodowani
tak jednak nie uważają i mogą powołać się na to, że przez kilkadziesiąt lat
nie mieli możliwości ubiegać się o wyrównanie.
Szkody te są bardzo znaczne, przy czym większe po stronie polskiej niż
niemieckiej. Kto za nie mógłby odpowiadać? Oczywiście sprawca - i nikt inny.
To znaczy kto? Wypędzeni chcieliby zaspokoić swe roszczenia kosztem obecnych
indywidualnych posiadaczy ich dawnych nieruchomości, całkowicie w tej sprawie
niewinnych. Świadczy to o złej woli i zamiarze odkucia się na słabszych.
Niewątpliwym sprawcą drugiej wojny światowej jest bowiem państwo niemieckie,
osoba prawna. Napadając na Polskę, ściągnęło po prostu lawinę i powinno
odpowiadać za skutki, jakie spadły na pokrzywdzonych - czy to Żydów, czy
Polaków, czy Niemców, czy jeszcze innych. Państwo polskie natomiast nie
ponosi takiej odpowiedzialności w ogóle, gdyż przedwojenne Hitlerowi się
sprzeciwiło, a powojenne na długo utraciło faktyczną suwerenność na rzecz
Sowietów.
Ewentualnie w tej odpowiedzialności mogłoby uczestniczyć państwo rosyjskie.
Nie w tej części jednak, jaką było prowadzenie wojny przeciwko napastnikowi,
zniszczenie go i pozbawienie części terytoriów, gdyż są to następstwa, na
jakie się naraża każdy, kto wszczyna wojnę. Można by je natomiast skarżyć za
pakt z Hitlerem, a potem tolerowanie zbrodni popełnianych przez zdziczałych
żołnierzy i nadużycia okupacyjne. W pewnym stopniu dotyczy to też aliantów
zachodnich. Notabene kwestie te Niemcy przezornie pomijają. A tymczasem, gdy
na przykład latem 1945 roku Polska objęła administrację Warmii i Mazur,
Niemców został tam tylko ułamek, podobnie jak ich ruchomości. Pominął tę
sprawę również Jacek Hołówka, w dodatku przypisując Polakom zbrodnie w
pogranicznym wielkopolskim Pszczewie, jak mi wiadomo sowieckie.
Poszukiwanie ciągłości
W tej sytuacji argument, że obecni czy dawniej żyjący Niemcy nie ponoszą winy
moralnej za wojnę, jest chybiony. Jeśli ktoś spali sąsiadowi dom, oprócz
odbycia kary powinien zapłacić odszkodowanie - a jeśli sprawca uchyla się tak
długo, aż umrze, powinno ono być zapłacone z masy spadkowej po nim.
Poszkodowany ma pierwszeństwo przed spadkobiercą, choćby był on w tej sprawie
niewinny.
Zauważmy, że niemieccy wypędzeni najpierw zapowiedzieli procesy przeciw
Polsce, ale potem przeciwko swojemu państwu. Być może tylko dlatego, iż
łatwiej tą drogą coś uzyskać - przecież kraj, który po 1989 roku wpakował
1500 miliardów marek w błoto NRD, mógłby zapłacić też wypędzonym (szkoda, że
od razu tych miliardów tak nie wydał). Ta zmiana kierunku jest jednak
moralnie i prawnie uzasadniona, bo istotnie rządy niemieckie naraziły swych
obywateli na wielkie szkody. Również deklaracja polskiego Sejmu z żądaniami
wobec Niemiec była w tych kategoriach słuszna. Nie zmienia tego trudność
realizacji.
Jedynym argumentem, jaki mógłby zwolnić obecne państwo niemieckie od
zaspokojenia roszczeń ofiar wojny i ich spadkobierców (czy to Niemców, czy
Polaków; czy państw, czy miast, czy organizacji), byłby brak ciągłości między
Trzecią Rzeszą a obecnymi Niemcami. Stanowisko niemieckie w tej sprawie jest
jednak wprost przeciwne; istnieje też precedens, gdyż Niemcy wypłacili pewne
odszkodowania Żydom. Niewykluczone, że mogliby jednak zmienić zdanie,
ogłaszając, iż tamto państwo przestało istnieć, a Niemcy utworzyli inne,
lepsze, choć nieco mniejsze, bez spadku i odpowiedzialności po tamtym. Tak
samo nie widzę ciągłości między Polską stalinowską i obecną (do jej uznawania
oprócz komunistów mało kto jest skłonny). Również obecna Rosja, choć też nie
ma na to chęci, mogłaby się wyprzeć więzi z imperium sowieckim. Rozwiązanie
takie byłoby gorsze niż uczciwe zapłacenie przez Niemcy odszkodowań, ale
jednak mniej złe niż stan obecny, gdy uzasadnione roszczenia dotkliwie
pokrzywdzonych są ignorowane przez prawnego następcę sprawcy szkód.
Autor jest teologiem świeckim i publicystą, profesorem UWM w Olsztynie
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie