Dodaj do ulubionych

O tzw. uchodźcach ukraińskich

06.12.22, 18:55
cd.
De-chocholizacja

Faktem jest, że większość najlepszych Ukraińców, tych prawdziwych i honorowych, została na Ukrainie. Ze wszystkich „uchodźców”, których do tej pory spotkałem (a jest ich chyba ponad 100), nie spotkałem jeszcze żadnego autentycznego. Czy to w sposób niezamierzony, czy też zamierzony, Federacja Rosyjska bardzo skutecznie „de-chocholizuje” Ukrainę. Rosja z powodzeniem opróżnia Ukrainę z najniższej i najbardziej bezczelnej warstwy pasożytów – „chachłów”.

Liczba ludności Ukrainy spadła już poniżej 30 milionów – na razie. Codziennie wyjeżdżają kolejni, ciągnąc w kierunku Polski. „Chachły” prą na zachód. Niech Europa Zachodnia zabierze te śmieci. Dobrzy zostaną. Jeszcze kilka miesięcy temu myślałem, że Rosja po prostu wyzwoli Donbas, jak to zapowiedziała w lutym ubiegłego roku, a także zajmie lądowy pomost Zaporoża i Chersonia, by chronić Krym przed nazistami, którzy zakręcali stamtąd dopływ wody. Potem zdałem sobie sprawę, że Rosja będzie musiała pójść dalej, po prostu dlatego, że Zachód zaopatrywał kijowski reżim w pociski i rakiety, które spadały nie tylko na wyzwolone tereny, ale nawet na południe Rosji.

Dziś wydaje mi się, że Rosja będzie musiała wyzwolić całą Ukrainę, nawet aż po Lwów i granicę z Polską. Dlaczego nie, skoro „chachły” opusciły te tereny i teraz bankrutują zachodnie systemy ubezpieczeń społecznych? Dlaczego zdradzieccy Polacy mają coś z tego mieć? Polacy cieszyli się, gdy Wielka Brytania wysadziła Nordstream, a potem próbowali wywołać III wojnę światową, zrzucając winę na Rosjan za ukraińską rakietę. Niech teraz ponoszą konsekwencje.

Skoro wszyscy naziści już nie żyją, albo żyją w UE, to nie ma powodu, żeby Rosja zatrzymywała się w Donbasie, czy Kijowie, czy nawet we Lwowie. Wyzwolić wszystko aż do granicy z Polską, uwalniając po drodze marznącą Mołdawię i zatrzymując się dopiero na granicy z Rumunią. Niech Rumuni odzyskają Bukowinę Północną (Czerniowce), sympatyczni Węgrzy – Zakarpacie. Co do reszty: Zwycięzca bierze wszystko. Rosja może teraz wziąć całą Ukrainę, bo wszystkie nazistowskie „chachły” wyjadą do głupiej Europy Zachodniej. Wtedy będzie miała ładną, prostą granicę. To nie jest kwestia tego, ilu ukraińskich „uchodźców” wróci. To pytanie o to, ilu z nich Rosja wpuści z powrotem. Odpowiedź brzmi: Niewielu.

Podsumowanie

24 listopada prezydent Łukaszenko stwierdził, że Ukrainie grozi teraz całkowita zagłada: >news.mail.ru/politics/54019554/?frommail=1.

Jest to wynik pozbawiania własnego narodu praw człowieka przez osiem lat, masakrowania ich i nienawiści do rosyjskiego sąsiada. W miarę jak Rosja bombarduje ukraińską infrastrukturę energetyczną, na wschodzie, w centrum i na zachodzie, od Charkowa do Odessy, od Kijowa do Lwowa, wpływając na ogrzewanie, światło i dostawy wody, strumień „chachłów” zmierzających do UE zwiększy presję na Zachód, aby zmusić kijowski reżim do powrotu do stołu negocjacyjnego, od którego reżim kijowski odszedł w marcu zeszłego roku, zmuszony przez ten sam Zachód.

Jeśli ZelenskI odmówi, może się okazać, że spożywa polon lub nowiczok, MI6 jest w tym ekspertem. Tymczasem Finlandia zamierza zbudować mur między sobą a Rosją. Mamy nadzieję, że Polska i inni zrobią to samo. Dzięki temu Rosja zaoszczędzi sobie wydatków. Stary mur berliński oraz wieże strażnicze i miny wzdłuż granicy z Niemcami Wschodnimi miały zapobiegać wyjazdom ludzi na zachód. Nowy mur będzie miał za zadanie uniemożliwienie zdeprawowanym LGBT- owcom z Zachodu wyjazdu na wschód.

25 listopada 2022 r.

Przypisy

1. Jakieś 20 lat temu sondaż „odkrył”, że 30% „czytelników” osławionego brytyjskiego tabloidu „The Sun” to analfabeci. Jak mówią Amerykanie: Bądź tu mądry

2. Jest to przypadek znany mi osobiście. O innych takich równie absurdalnych przypadkach pisały europejskie media. Można odnieść wrażenie, że inspirowane przez establishment uwielbienie dla Ukraińców szybko zanika w Europie Zachodniej. Pojawia się rzeczywistość, nawet wśród czytelników tabloidów.

Autor Batiuszka (dla blogu Sakera)
thesaker.is/on-ukrainian-refugees/
Tłum. Sławomir Soja
Obserwuj wątek
    • rabbi.rozencwajg O tzw. uchodźcach ukraińskich 1 06.12.22, 18:57
      Chachły i Hajdamacy

      Wszystkie narodowości posiadają pogardliwe lub żartobliwe określenia dla swoich sąsiadów. Często słowa te wynikają z różnic między nimi, zwłaszcza w zakresie diety lub ubioru. Na przykład Amerykanie nazywają Niemców „krauts” (bo jedzą kiszoną kapustę), a Brytyjczyków „limeys” (od brytyjskich marynarzy, którzy jedli limonki), Francuzi nazywają Anglików „rosbifs” (pieczona wołowina), a Anglicy Francuzów „frogs”(żabojady).

      Chociaż za tymi określeniami kryją się wszelkiego rodzaju nieprzyjemne skojarzenia i stereotypy, które określają wszystkie najgorsze cechy danego narodu, z pewnością nie odnoszą się do większości danego narodu. I tak, krauts to także ograniczone tępaki, limonki to najniższa z najniższych klas przestępczych (takimi byli XVIII-wieczni brytyjscy marynarze), rosbefy to żłopiący piwo (piłkarscy) chuligani (tacy, którzy kupują, ale nie czytają brytyjskie tabloidy (1)), a żabojady to ludzie, którzy zjedzą wszystko bez różnicy, bo mają obsesję na punkcie swoich żołądków.

      Chachły

      Jeśli chodzi o Ukraińców, to oni nazywają Rosjan ‚moskali’ (Moskale), a Rosjanie Ukraińców „chachłami”. Moskal to też fanatyczny wielkoruski szowinista z kompleksem wyższości, który gardzi prowincjuszami na Ukrainie, którzy kiedyś nosili pewną fryzurę zwaną „chochołem” (dosłownie czupryna, fryzura wskrzeszana dziś przez niektórych dbających o włosy ukraińskich nacjonalistów).

      Jednak, jak wyjaśnił mi przed laty mój bardzo dobry przyjaciel, który był pół-Polakiem, pół-Ukraińcem: ‚Ukraińcy mieszkają na Ukrainie, a „chachły” (liczba mnoga od chachoł) mieszkają gdzie tylko mogą’. Chodziło mu o to, że najniższy sort Ukraińców wcale nie jest patriotyczny, nie ma żadnych zasad i skorzysta ze wszystkiego, co mu wpadnie w ręce, bo nie ma żadnych obowiązków ani szacunku dla innych i nie chce pracować.

      Jednym słowem chachły płyną z prądem i sprzedadzą ci swoją babcie, jeśli tylko uznają, że mogą na tym trochę zarobić, jednocześnie gardząc kupującym jako idiotą.

      Być może słyszeliście o wyrażeniu „rosyjskie panny młode”. Termin ten słusznie stał się synonimem „gold-digger”(małżeństwo dla pieniędzy). Cóż, większość z nich to Ukrainki. Pamiętam, jak około dziesięć lat temu przyszedł do mnie mężczyzna w wieku 60 lat, aby poskarżyć się na swoją ukraińską byłą żonę, tak zwaną „rosyjską pannę młodą”. Zwykła historia: była 30 lat młodsza od niego, schlebiała jego męskiej próżności, a następnie ostrzygła go (plumer w języku francuskim, dosłownie – oskubać) ze wszystkiego, co wpadło jej w ręce. Jak to się mówi, największy głupek, to stary głupek.

      Oczywiście, nie mogłem mu pomóc. Powodem, dla którego przyszedł do mnie, było to, że powiedziała mu, że była prawosławną chrześcijanką. Oczywiście, ona wcale nie była, ani prawosławna, ani chrześcijanką. Nigdy w życiu jej nie widziałem. Jest to historia podobna do tysięcy innych. Nie była typową Ukrainką, ale była typowym „chachłem”.

      Poczucie, że im się należy

      Od marca ubiegłego roku Europę zalewają ukraińscy „uchodźcy”. Napływają bez przerwy – jest ich już prawie cztery miliony i codziennie ich przybywa. Oczywiście bardzo, bardzo niewielu z nich jest w rzeczywistości uchodźcami. Do października tego roku, niewielu Ukraińców zostało dotkniętych wojną, którą ich rząd (większość z nich głosowała na niego) rozpoczął w Donbasie w 2014 roku. Ci, którzy byli uchodźcami, uciekali w milionach głównie do Rosji. Tam zostali mile przyjęci. (Mam w swojej parafii jedną taką kobietę, która w zeszłym roku wzięła tu ślub). W Europie mówiono im, że w Donbasie nie ma wojny i są nielegalnymi imigrantami (mam taką rodzinę w swojej parafii).

      Obecni „uchodźcy”, to w większości, typowe „chachły”, które wykorzystują zachodnich polityków oraz ich rasistowską naiwność, antyrosyjskie uprzedzenia i ignorancję. „Chachły” są po prostu na przedłużonych wakacjach, z możliwością podróżowania po Europie Zachodniej, z pokryciem kosztów – coś, o czym marzyli od lat na Ukrainie.

      „Chachły” nie chcą, ani nie zamierzają pracować i są szczerze pogardzani przez prawdziwych Ukraińców, którzy są tu od lat, nauczyli się języka i pracują – bardzo ciężko pracują. Pamiętam, jak przedstawiłem jednego z tych „uchodźców” moim wieloletnim ukraińskim parafianom. Rozmowa trwała dwie minuty. Jak powiedział mi potem mój parafianin: ‚Jak tylko wyciągnął swój najnowszy model Iphone’a, odszedłem. Wiedziałem dokładnie, „w co on gra”. Potwierdził to, co myślałem. Oszuści. Wielu tych „uchodźców” jeździ po europejskich miastach i miasteczkach swoimi zarejestrowanymi na UA drogimi niemieckimi samochodami, znacznie lepszymi niż te, którymi poruszają się ich naiwni zachodni gospodarze. Maja poczucie uprzywilejowania: „Jestem Ukraińcem, należy mi się wszystko'”. Ja odpowiadam – Nie jesteś Ukraińcem, jesteś „chachłem”.

      „Chachły” biorą darmowe jedzenie i ubrania, rozpychając łokciami miejscowych biedaków. Nie wzbudzają sympatii – wcale. Niektórzy rejestrują się w kilku krajach i z kilku państw otrzymują zasiłki. W międzyczasie wynajęli swoje mieszkania na Ukrainie rodakom z Ukrainy, często prawdziwym uchodźcom i wpływa do nich jeszcze więcej pieniedzy. Oszustwo leży w ich naturze.

      Na samej Ukrainie „chachły” kradną teraz gaz, który Rosja wysyła do rozpaczliwie biednych Mołdawian. Czego innego można by się spodziewać po „chachłach”? To samo z zachodnią bronią, którą (głównie żydowscy) handlarze sprzedają na czarnym rynku wszystkim i każdemu, w tym Rosjanom.

      Znajomy ze Szwajcarii opisał ich wybryki w kościele. Można ich łatwo rozpoznać, powiedział, bo ich dzieci zachowują się tam źle. Dlaczego? Bo nigdy w życiu nie były w kościele. Ich rodzice chodzą do kościoła, żeby poznać innych ludzi, żeby zrobić interes, zaplanować kolejne działania zarobkowe i zobaczyć, czy ludzie w kościele są na tyle głupi, żeby im dać coś za darmo.

      Jak bardzo naiwni mogą być ludzie Zachodu? Przyjmują do swoich domów zupełnie obcych ludzi, którzy mówią innym językiem, mają inną kulturę i często są bardzo wybredni w kwestii jedzenia, i mimo tego pozwalają im na wszystko. To polityczna hipokryzja – prawdziwych uchodźców się nie wpuszcza. Europa jest zalana prawdziwymi uchodźcami, Afgańczykami i Syryjczykami, ofiarami innych wojen NATO. Ale w ramach otwartego rasizmu, nie dostają oni nic od krajów zachodnich, poza życiem za drutem kolczastym w obozach deportacyjnych, ponieważ są „brązowi”. A „chachły”? Im wolno wszystko.

      Jednak po ośmiu miesiącach przynajmniej część zachodnich Europejczyków przejrzała ich na wylot. Zwykli Polacy mają ich dość. Obecnie, już 1 na 25 osób w niezbyt zamożnej i bardzo pracowitej Polsce jest „chachłem”. We Francji i Anglii wielu „chachłów” zostało wyrzuconych na ulicę przez rozczarowanych sponsorów z powodu swojego zachowania. Niektórzy trafiają teraz do więzień.

      Kilka milionów z nich już wróciło na Ukrainę. Pompowali zachodnią naiwność do woli, a kiedy zrozumieli, że nie ma już czego zabrać, wrócili z pieniędzmi do domu wraz z ogromną pogardą dla swoich byłych gospodarzy. Pewna rosyjska parafianka opowiedziała mi o swojej głupiej znajomej, Rosjance o imieniu Marina, która jest żoną Francuza. Pochodząca z liberalnej gawiedzi Petersburga, obciążona poczuciem winy wynikającej z politycznej poprawności, przygarnęła ona „biedną Ukrainkę” (cierpiącą z powodu strasznego Putina”). Marina wróciła pewnego dnia wcześniej do domu i znalazła nagą młodą Ukrainkę leżącą na łóżku obok jej równie nagiego francuskiego męża. Zajęło jej dokładnie dziesięć minut, aby wyrzucić „biedną Ukrainkę” na ulicę. Co do jej męża, to powiedział, że „po prostu odpoczywał i nie miał pojęcia, że obok niego leży naga młoda kobieta”. Jak rozumiem, Marina mu uwierzyła (2). Ręce opadają….
      • ignorant11 Re: O tzw. uchodźcach ukraińskich 1 06.12.22, 21:54
        Udało mi sie przeczytać po dwa pierwsze zdania zanim sie porzygałem od smrodu kacapskich onuc....
        • scand Re: O tzw. uchodźcach ukraińskich 1 07.12.22, 13:06
          Niestety i wśród Polaków są zwolennicy RF ( czyli Rosyjskiego Faszyzmu) sad

          • ignorant11 Re: O tzw. uchodźcach ukraińskich 1 07.12.22, 15:47
            scand napisał:

            > Niestety i wśród Polaków są zwolennicy RF ( czyli Rosyjskiego Faszyzmu) sad
            >


            I mamy takiego nawet na FSsad(((
            • rabbi.rozencwajg Re: O tzw. uchodźcach ukraińskich 1 07.12.22, 16:04
              ignorant11 napisał:
              I mamy takiego nawet na FSsad(((
              > ----------------------------------------------------------
              Wypraszam sobie!
              Chodzę w skarpetkach.
              • rabbi.rozencwajg ukraina została wykupiona przez... 07.12.22, 16:05
                babylonianempire.wordpress.com/2022/05/28/ukraina-zostala-kupiona-przez-ameryke/
        • ken-ya1950 Re: O tzw. uchodźcach ukraińskich 1 07.12.22, 20:43
          Dobrze ze sie nie zesrales.
          • ignorant11 Re: O tzw. uchodźcach ukraińskich 1 08.12.22, 16:22
            ken-ya1950 napisała:

            > Dobrze ze sie nie zesrales.


            Ostatnio tylko liliputana sra pod siebie...
            • rabbi.rozencwajg onuce ukraińskie oddadzą wszystko na ukrainę 08.12.22, 18:42
              W podróży po Dolnym Śląsku całkiem niespodzianie natknęliśmy się w Buczynach (niedaleko przejścia granicznego w Olszynie, między Trzebielem a Żarkami Wielkimi) na prywatny skansen łużycki. Prowadzą go wraz z gospodarstwem agroturystycznym i Karczmą Łużycką Zdzisława i Jan Solarzowie. W jednej z chat znajduje się niewielkie Muzeum Kultury Łużyckiej.

              Pomysł jest wyśmienity – tuż za Buczynami przebiegała granica między Łużycami Górnymi i Dolnymi. W Górnych była pobliska Łęknica, w Dolnych – Żary i Lubsko. Część obu, leżąca na prawym brzegu Nysy Łużyckiej, nosiła nazwę Łużyc Wschodnich. Łużyczanie zostali tu wyparci z miast już w XVI wieku, po 1945 r. na wsi zostały pojedyncze rodziny.

              Łużyce dzisiejsze leżą na zachód od Odry i na północ od Gór Łużyckich; zajmują około 30 tys. km2 w dorzeczach Szprewy, Czarnej Elstery i Nysy. Dzielą się na Górne z ośrodkiem w Budziszynie, i Dolne z centrum w Chociebużu. Łużyce Wschodnie weszły w 1945 r. w skład Dolnego Śląska.

              Ziemie te zasiedlili Słowianie w VI w. Łużyczanie – mniej poprawnie: Serbowie łużyccy, Serbołużyczanie, Wendowie – dzielą się na Górnych, przeważnie katolików, i Dolnych – protestantów. Języki obu grup są podobne, lecz nieco się różnią.

              Choć jeszcze w VIII w Łużyczanie prowadzili walki z wojskami frankońskimi, nigdy nie utworzyli własnego państwa. Marchia (margrabstwo) łużycka dostawała się pod panowanie Niemców, Czechów, nawet Polaków (1002-1031). Od 1462 r. Łużyce Dolne były pod władzą Brandenburgii, w wojnie 30-letniej (1618-1648) zginęła połowa Łużyczan, a zajmowane terytorium znacznie się zmniejszyło. Napoleon zjednoczył na krótko obie części Łużyc, lecz Kongres Wiedeński (1815) podzielił je znowu na część południową saską (mniejszą) i północną pruską (większą).

              Proces germanizacji nasilił się, lecz równocześnie nastąpiło odrodzenie narodowe, głównie przez lansowanie języka – po raz pierwszy można było czytać Biblię po łużycku. Powstawały organizacje społeczno-kulturalne, rozwijała się literatura, choć ograniczona do poezji i nowel – w nielicznych gazetach nie było miejsca na powieści…

              Po 1. wojnie światowej delegacji Łużyczan nie udało się uzyskać w Wersalu ani państwa, ani nawet autonomii. W latach 1935-1938 rozwiązano wszystkie organizacje łużyckie, a działaczy osadzono w obozach koncentracyjnych. W latach 1942-1944 działał w Warszawie Łużycki Komitet Narodowy, ale po 2. wojnie światowej również nie powstało państwo łużyckie, choć postulowano federację z Czechami – zwycięskie mocarstwa nie chciały osłabiać Niemiec. W Sprawach Polaków (1946) Edmund Osmańczyk poświęcił cały rozdział Łużyczanom, ich tysiącletniemu dążeniu do samodzielności i walce z germanizacją. Później tematyka łużycka znikła z prasy i radia polskiego.

              W 1950 r. Łużyce uzyskały od NRD autonomię kulturalną, wznowiono działalność organizacji narodowych, zezwolono na dwujęzyczne nazwy miejscowości, reaktywowano szkolnictwo, powstawały zespoły artystyczne.

              Liczebność Łużyczan stopniowo malała. Oficjalne spisy niemieckie przed wojną zaniżały ich liczbę, łużyckie były bardziej optymistyczne. Jeszcze w 1945 r. szacowano, że jest 150-200 tysięcy Łużyczan, w 1987 r. znało języki łużyckie 89 tysięcy, ale do narodowości łużyckiej przyznawało się tylko 45 tysięcy.

              Po przyłączeniu NRD do RFN nastąpiła przyspieszona migracja (głównie młodych) do landów zachodnich, gdzie było łatwiej o pracę i dobrobyt. Na Łużycach ożywił się ruch narodowy, szczególnie w prasie, literaturze, muzyce, nauce. Jednak poza regularnymi, krótkimi audycjami radiowymi tylko telewizja brandenburska nadaje co miesiąc półgodzinną audycję dolnołużycką – Górni Łużyczanie nie mieli w 1996 r. nawet tego w telewizji saskiej.

              Niemcy nie uznają, jak wiadomo, mniejszości narodowych – poza Duńczykami i Fryzami w Szlezwiku; Łużyczanie uważani są za autochtonów, „miejscowych”. Ich starania o wpisywanie w dowodach osobistych: „narodowość łużycka” nie powiodły się. [Zauważmy, że to nie to samo, co starania grupy krzykaczy o „narodowość śląską”]

              Łużyczanie są narodem dwujęzycznym i dwukulturowym, co stanowi ich siłę, ale jest równocześnie zagrożeniem. Asymilacja (germanizacja) Łużyczan trwa od wieków. Ułatwiło ją uprzemysłowienie kraju, ograniczające zasięg dotychczasowej kultury wiejskiej. Olbrzymi wpływ ma panujący państwowy język niemiecki, małżeństwa mieszane, odchodzenie od dawnych obyczajów i wiary przodków.


              Działaczka łużycka Ewa Czornakec powiedziała z goryczą: „Choć nie ma już wroga w ateistycznym państwie, do asymilacji Łużyczan przyczynia się myślenie konsumpcyjne, wrodzone lenistwo, bojaźliwość, postępujące zobojętnienie religijne i nieużywanie mowy łużyckiej na co dzień, a także wzrastająca niechęć Niemców do cudzoziemców, w tym do Łużyczan w ich własnym kraju”.

              A Tomasz Nawka podsumowuje: „Pieniądz stał się teraz wartością większą niż świadomość narodowa, szczególnie w środowisku atrakcyjnym kulturowo i cywilizacyjnie. Problemy z nauczaniem języka łużyckiego nie wynikają po 1990 r. tylko z ograniczeń finansowych państwa, lecz także ze zmian mentalności społecznej: dzieci pytają o opłacalność nauki swego języka rodzinnego!”.

              Czy można się dziwić, że liczebność Łużyczan ocenia się obecnie na 30-35 tysięcy osób? Czy może być pocieszeniem, że według Jana Solarza w szkołach na terenie Łużyc Wschodnich, czyli w Polsce, uczy się łużyckiego już 135 dzieci?

              Emigracja Łużyczan nie jest zjawiskiem nowym. W XIX wieku emigrowali z powodu kryzysu ekonomicznego do Ameryki i Australii. Zdarzało się, że u podstaw decyzji o opuszczeniu ojczyzny leżały pobudki patriotyczne (podobnie, jak wiek później emigrowano nie z Polski, lecz z PRL). Na przykład pastor Jan Kilian pociągnął za sobą sześciuset parafian, aby w Teksasie stworzyć Nowe Łużyce, w których osiedliłby się następnie cały naród łużycki, unikając germanizacji i dyskryminacji. Protokoły z zebrań pisano po łużycku, księgi po niemiecku. Teraz panuje w osadzie język angielski, a łużyckiego nikt nie zna.

              Podobnie było w Australii, gdzie emigranci łużyccy osiedlali się w okolicach Melbourne i Adelajdy. Osiedla zanikają, język łużycki zginął ze śmiercią pierwszych osiedleńców, od 1900 r. nie mówi się też po niemiecku.

              Nie ma w tym nic dziwnego, taki jest los każdej emigracji. W pierwszym pokoleniu uważa się za patriotów, nawet „lepszych” od „zniewolonych” rodaków pozostałych w kraju Dalsze dzieje toczą się według znanego schematu: emigranci tworzą przeważnie małżeństwa mieszane. językiem porozumiewania się w rodzinie staje się wtedy język kraju pobytu. Najpierw zrywa się kontakt z literaturą i kulturą krajową, chłonie się nową, od dobranocek po filmy i książki, potem zanika świadomość tożsamości narodowej, przyjęcie – słusznej zresztą – postawy lojalnego obywatela nowej ojczyzny, albo kosmopolitycznego obywatela świata. Najdłużej trwają zwyczaje i obrzędy religijne i ludowe, ale i one tracą treść, zachowując formę. Pozostaje tylko świadomość korzeni, czasem udział w stowarzyszeniach kulturalnych, zespołach artystycznych i w ogóle emocjonalny stosunek do kraju przodków – zwykle pozytywny, choć nie jest to regułą.



              Pozostaje mi jeszcze wytłumaczenie tytułu. Otóż w 1996 r. widziałem łużycki film dokumentalny o losach i wciąż zmniejszającej się liczbie Łużyczan. Film nosił tytuł Topniejąca bryłka lodu. Wizyta w Buczynach przypomniała mi temat, znowu sięgnąłem po Osmańczyka.

              Nie sądzę, aby inne narody i państwa narodowe podzieliły los Łużyczan i Łużyc. Nie można jednak nie wiedzieć, co czeka największą nawet górę lodową, która oderwie się od macierzystego lodowca i dryfuje po oceanie…

              Krzysztof Gutorski
              Autor jest seniorem Obozu Narodowego, był wieloletnim publicystą „Tygodnika Ojczyzna”. W styczniu 2023 roku, kończy 94 lata.
              myslpolska.info
              • rabbi.rozencwajg Re: onuce ukraińskie oddadzą wszystko na ukrainę 08.12.22, 18:43
                a chętnych do pomocy ginącym Lużyczanom nie ma nikogo wśród zbolszewizowanych katolaków...
                • rabbi.rozencwajg Re: onuce ukraińskie oddadzą wszystko na ukrainę 08.12.22, 18:45
                  myslpolska.info/2022/12/07/topniejaca-brylka-lodu/
                  • rabbi.rozencwajg O głodomorach ukraińskich... 12.12.22, 18:59

                    ikulalibal.nowyekran24.com/post/170125,holodomor-czyli-monumentalny-ukrainski-mit
                    • rabbi.rozencwajg Jest już nas 40 mln! Chałwa na wysokościach! 20.12.22, 13:19
                      www.bibula.com/?p=137630

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka