ignorant11
12.01.05, 00:25
Sława!
Dlaczego mimo zainteresowania studentów w Niemczech zamiera polonistyka
Anna Rubinowicz-Gründler, Berlin 05-01-2005, ostatnia aktualizacja 05-01-
2005 16:27
Wprawdzie coraz więcej młodych Niemców chce się uczyć polskiego i studiować
polonistykę, ale oszczędnościowe cięcia niemieckich uczelni grożą wymieraniem
katedr polonistycznych.
Przynajmniej od połowy lat 90. na niemieckich uniwersytetach coraz więcej
studentów chce studiować polonistykę lub chociaż uczyć się polskiego -
twierdzą zgodnie wykładowcy i lektorzy. Według prof. Ulricha Steltnera z Jeny
liczba studentów slawistyk zachodnich (polonistyka, bohemistyka i filologia
słowacka) wzrosła od 1989 r. o blisko 40 proc. - W ostatnich latach
zainteresowanie Rosją i rusycystyką znacznie spadło, Polska wydaje się naszej
młodzieży o wiele ciekawsza - mówi prof. Alfred Sproede z uniwersytetu w
Münster. Dodatkowym bodźcem zachęcającym do nauki polskiego i studiów
polonoznawczych okazało się wejście Polski do UE. - Po 1 maja ub.r. nasze
kursy pękały w szwach - mówi Agata Przyborowska-Stolz, która uczy polskiego
na uniwersytecie w Bochum. W Lipsku jesienią ub.r. w grupie dla
początkujących pojawiło się nagle aż 47 osób.
Cięcia wzdłuż i wszerz
Mimo tego zainteresowania niemieccy slawiści narzekają na cięcia etatów i
funduszy zagrażające dalszej egzystencji katedr. Jak wylicza "Biuletyn
Niemieckiej Slawistyki", po 1990 r. zamknięto lub dotkliwie zredukowano
slawistykę na dziesięciu uczelniach, w tym na Wolnym Uniwersytecie w
Berlinie, Münster, Rostoku i Frankfurcie nad Menem. "Wzór powtarza się:
najpierw zamyka się tzw. małe języki słowiańskie, nie obsadza zwalniających
się profesur, aż w końcu likwiduje się cały instytut slawistyczny, bo stał
się nieatrakcyjny" - czytamy w raporcie z ub.r.
Slawistykę (z polonistyką) w nadbałtyckim Rostoku zamknięto z zamiarem
przeniesienia jej do pobliskiego Greifswaldu, gdzie polonistyka miała
współistnieć z jedyną w Niemczech ukrainistyką. Teraz cięcia dotykają też
Greifswaldu, więc polonistyka w graniczącej z Polską Meklemburgii zapewne
zniknie całkowicie.
Od 2002 r. slawistyka w Münster, licząca wtedy 600 studentów, w tym ok. 120
polonistów, nie przyjmuje nowych studentów. Komisja ekspertów landu Nadrenia
Północna-Westfalia zaleciła bowiem zamknięcie Münster i skupienie slawistyki
w Bochum. Tylko że Bochum nie chce rozbudowywać slawistyki, bo woli
biotechnologię - mówi prof. Sproede z Münster. Ostateczna decyzja zapadnie za
trzy semestry, kiedy ostatni studenci zakończą naukę i jeden z dwóch
profesorów przejdzie na emeryturę. - Takie powolne wymieranie tworzy fatalny
klimat do nauki - ocenia student Peter Popkiewicz.
Slawistykę w Marburgu udało się uratować w ostatniej chwili - latem ub.r.
władze uczelni chciały ją zamknąć, bo rzekomo spadała liczba studentów. - To
dziwna argumentacja, bo w ciągu ostatnich dwóch lat liczba studentów wzrosła
o 150 proc. - mówi studentka Anja Golebiewski. W końcu rektora udało się
nakłonić, by wstrzymał decyzję o rozwiązaniu wydziału do 2018 r. Pozostanie
jednak tylko jeden profesor - drugi wkrótce odejdzie na emeryturę. - Będzie
nam ciężko, bo nie będzie językoznawstwa, chyba że przyjadą wykładowcy
gościnni - mówi Anja.
Berlin - brama do Polski?
Podobny los grozi polonistyce berlińskiej. Po zjednoczeniu Niemiec
zlikwidowano slawistykę na zachodnioberlińskim Wolnym Uniwersytecie z
zamiarem utworzenia silnego centrum slawistycznego na wschodnioberlińskim
Uniwersytecie Humboldta. - Studentów dostaliśmy, ale nie etaty dla
wykładowców - opowiada prof. Heinrich Olschowsky, wykładowca literatury
polskiej dla ok. 350 studentów. Teraz oszczędności, jakie na berlińskich
uczelniach wymusza dramatyczna sytuacja finansowa stolicy Niemiec, boleśnie
dotkną polonistykę na HU. Z dziewięciu etatów slawistycznych trzy zostaną
zlikwidowane, tzn. że kiedy wiosną prof. Olschowsky przejdzie na emeryturę,
jego następcą zostanie tylko tzw. profesor-junior, czyli pracownik naukowy
bez habilitacji, mający mniejsze pensum wykładów. Nie przysługuje mu też
zatrudnianie asystentów. Taka sytuacja ma według prof. Olschowskiego panować
aż do 2012 r., kiedy połączone zostaną katedry literatury polskiej i
czeskiej. - To decyzja wątpliwa z naukowego punktu widzenia, a w dodatku
problem polityczny w okresie rozszerzenia UE na Wschód i w Berlinie, który
chce być centrum kompetencji w kontaktach z Polską, ale to jakoś nikomu nie
przeszkadza - ubolewa prof. Olschowsky.
Prorektor HU prof. Heinz-Elmar Tenorth zapewnia, że uczelnia zdaje sobie
sprawę z politycznej i naukowej wagi polonistyki w Berlinie i że dołoży
starań, aby jeszcze przed 2009 r. ponownie obsadzić katedrę literatury
polskiej. - Profesor-junior rzeczywiście nie może zastąpić profesora
zwyczajnego, więc na okres przejściowy musimy wystarać się o profesora
gościnnego - obiecuje Tenorth. Tylko czy i kiedy się to uda?
Prof. Steltner z Jeny, przewodniczący Związku Slawistów w Niemczech, nie
podejrzewa szczególnie antypolskich nastrojów na niemieckich uczelniach. - To
decyzje podejmowane na ślepo przez administracje uczelni z powodów
budżetowych - uważa. Landy zmuszają uniwersytety do cięcia kosztów, te z
kolei idą po linii najmniejszego oporu i likwidują małe wydziały i katedry
nieprzynoszące rzekomo prestiżu. Nauki humanistyczne nie cieszą się w tej
chwili poparciem polityków - wszyscy stawiają na bio- i nanotechnologie,
komputery itp. Filologie, a zwłaszcza slawistyki, nie mają skutecznego
lobby. - Chyba żaden inny kierunek nie jest pod takim ostrzałem jak
slawistyka - mówi prof. Sproede. A przecież starania na rzecz rozwoju
polonistyki przewiduje sam polsko-niemiecki traktat o przyjaźni z 1991 r.!
"Wyjaśnienia są znane. Kto obiecuje oszczędności, może zrobić każde głupstwo.
Kto oszczędza w dziedzinach, które nie przynoszą bezpośrednich korzyści
ekonomicznych, może liczyć na poklask. Kto oszczędza kosztem wschodu, nie
musi obawiać się poważnego sprzeciwu" - konstatuje Peter Bender, publicysta i
znawca Europy Wschodniej.
Wykładowcy z Polski?
Skoro jednak Niemcy uważają oszczędzanie za konieczne, wyjściem z sytuacji
mogłoby być stworzenie kilku prężnych ośrodków polonistycznych zamiast
kilkudziesięciu rozproszonych i słabo obsadzonych katedr. Ale w Niemczech
oświata jest w gestii landów, a i uczelnie cieszą się autonomią i nie są
skłonne do koordynowania swych poczynań. - Nikt nie zajmuje się całościowym
planowaniem, chyba tylko nasz Związek Slawistów - mówi prof. Steltner.
Niektórzy wykładowcy szansę na utrzymanie studiów polonistycznych widzą w
przekształcaniu kierunków filologicznych w krajoznawcze (tzw. Polish
Studies). Taki charakter ma instytut prof. Krasnodębskiego w Bremie, także
prof. Sproede liczy, że z polonistyki i katedry studiów bałtyckich w Münster
powstanie niebawem instytut środkowoeuropejski.
Jednak bez polonistyki kształcącej przyszłych nauczycieli nie da się
wprowadzić regularnej nauki polskiego do niemieckich szkół - ostrzega prof.
Danuta Rytel-Kuc, dyrektor Instytutu Slawistyki na uniwersytecie w Lipsku. I
proponuje, aby Polska wzorem... niemieckiego Instytutu Goethego i DAAD
(Niemiecka Służba Wymiany Akademickiej) wysyłała do Niemiec przynajmniej
lektorów polskiego. Także prof. Steltner przyklasnąłby, gdyby Polska
zdecydowała się fundować profesury polonistyczne na niemieckich uczelniach.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie