ignorant11
23.01.05, 03:02
Sława!
Islam by przyjął i bruderszaft ze Stalinem wypił, gdyby to gwarantowało
obecność Polski na ziemiach odzyskanych.Opowieść o historyku i prawniku
Zygmuncie Wojciechowskim i o tym, jak po II wojnie działacze endecji poszli
na współpracę z komunistami
W mieszkaniu Wojciechowskich w Milanówku pod Warszawą uderza cisza i pustka,
gdy 13 lutego 1945 roku odwiedza ich Edward Serwański, członek
antykomunistycznej Ojczyzny. Blada profesorowa siedzi skurczona w fotelu.
Wojciechowski: - Pojedzie pan ze mną do Osóbki-Morawskiego.
"Ach, to tak! Więc dlatego wszyscy pouciekali!" - myśli Serwański.
Profesor daje mu do przeczytania memoriał o Instytucie Zachodnim, który chce
przekazać Edwardowi Osóbce-Morawskiemu, premierowi Rządu Tymczasowego.
Zgłasza w nim "pełną gotowość współpracy z władzami".
Serwański: - Panie profesorze, jestem oficerem Armii Krajowej! Jestem z
Delegatury Rządu!
Wojciechowski, oparty czołem o framugę okna: - A ja to co!
„Kto dziś zrozumie tę scenę (...) - pisał po latach Edward Serwański, prawnik
i współorganizator Instytutu. - Więc jak tu tak od razu »wskoczyć « w Polskę
Ludową?”.
Komuniści przejdą, polskość pozostanie
Mówi prof. Andrzej Sakson, dyrektor Instytutu Zachodniego: - Podejmując
decyzję o współpracy, wpadał automatycznie w konflikt ze swoim środowiskiem,
które było w tej kwestii podzielone. Niektórzy odbierali ją w kategoriach
zdrady. Wojciechowski brał na siebie odpowiedzialność za dalszy los
środowiska Ojczyzny, które bez tej jego decyzji byłoby skazane na
unicestwienie. Dzięki niemu Poznań znów stał się centrum myśli zachodniej.
Profesorowa podaje mężowi kapelusz, szalik, rękawiczki, laskę. Przez zasnute
śniegiem pola Serwański i Wojciechowski wloką się na Pragę. Profesor ma za
ciężkie futro, kuleje. Wreszcie Wisła, tłok na promie. Gdy wychodzi z
gabinetu premiera, nie zamienia z Serwańskim ani słowa.
Memoriał złożony premierowi przypominał w gruncie rzeczy - zauważa historyk
Zbigniew Mazur w pracy o Instytucie Zachodnim - "roszczenie przejęcia
kontroli nad poniemieckim mieniem kulturalnym oraz uzyskania znacznego wpływu
na politykę wobec ludności autochtonicznej, a także politykę zasiedlania ziem
nowo nabytych. Sporo".
Profesor odbiera 50 tys. zł na potrzeby Instytutu.
Zaledwie parę dni wcześniej pisał w liście do przyjaciela, językoznawcy prof.
Tadeusza Lehra-Spławińskiego: "Ostatnim półroczem czuję się tak wyczerpany,
że mam lęk przed pracą pionierską, która czekałaby nas na zachodzie".
Andrzej Sakson: - Dostał placet od premiera, bo rząd lubelski potrzebował
fachowców, którzy by legitymizowali nową władzę. Gomułka jako minister ziem
odzyskanych weźmie do swojego resortu wielu współpracowników Wojciechowskiego.
Wchodząc w mariaż z komunistami, środowisko Ojczyzny nie musiało dokonywać -
przynajmniej na początku - koncesji światopoglądowych - stwierdza Mazur - i
mogło podjąć działalność, o której słuszności było całkowicie przekonane.
Na zjeździe likwidacyjnym Ojczyzny latem 1945 r. powiedziano w referacie: -
Nieobecni nie mają racji. Nie zmienimy tego, co nam się nie podoba,
narzekaniem i uchylaniem się od pracy...
Na liście 62 pracowników Instytutu znalazło się 23 członków tej organizacji.
- W swym własnym mniemaniu zajęli postawę patriotyczną - mówi historyk Jan
Żaryn - słuszną z punktu widzenia długofalowego: komuniści przejdą, a
polskość tych ziem pozostanie.
Amerykański żołnierz policzkuje matkę
Rozmowy prof. Anny Wolff-Powęskiej, do wiosny zeszłego roku kierującej
Instytutem Zachodnim, z mężem prof. Eberhardem Schulzem, często dotyczą
przeszłości. Jej wiedza literacka o wojnie, naukowa i prywatna - zaczerpnięta
z opowieści rodzinnych - miesza się z jego przeżyciami. Wciąż kręcą się wokół
zagadnienia: czym była wojna? Jej stosunek do Niemców ewoluuje do dziś.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie