Niemcy niepomni nauczki, czy czas juz na replay?

12.02.05, 02:58
Sława!
Spóźniona edukacja






Drezno po bombardowaniu. Na pierwszym planie rzeźba Augusta Schreitmöllera ?
Dobroć? z uratowanej wieży ratuszowej
Fot. RICHARD PETER SEN AP




Rozalia Romaniec 11-02-2005, ostatnia aktualizacja 11-02-2005 20:21

W 1945 r. Goebbels nazwał bombardowanie Drezna "masowym zabójstwem
niemieckich cywilów, którego dopuścili się anglo-amerykańscy mordercy".
Wkrótce tę terminologię przejęli komuniści z NRD, a dziś posługuje się nią
skrajna prawica - mówi historyk niemiecki Gerhard Besier* w rozmowie z
Rozalią Romaniec

Rozalia Romaniec: W niedzielę przypada 60. rocznica zbombardowania Drezna
przez aliantów. Kilka tygodni temu posłowie skrajnie prawicowej NPD w
saksońskim landtagu nazwali to wydarzenie "bombowym Holocaustem". W Niemczech
i za granicą wypowiedzi te wywołały oburzenie. Co mówiono w Dreźnie?

Gerhard Besier: Wystąpienie deputowanych NPD wywołało konsternację i
przerażenie. Nikt nie był przygotowany na coś takiego, lokalni politycy
oniemieli. Miałem wrażenie, że nie reagowali, bo nie wiedzieli jak. Przez
ostatnie 15 lat chadecja miała w saksońskim landtagu absolutną większość i
nikt nie sądził, że trzeba będzie odpierać żenujące tezy skrajnej prawicy.
Dopiero po wejściu NPD do landtagu we wrześniu 2004 r. nastąpiło przebudzenie.

A jakie były reakcje mieszkańców miasta?

- Bardzo różne. Trzeba pamiętać, że używanie podobnej terminologii ma w
Dreźnie długą tradycję. W 1945 r. minister propagandy Rzeszy Joseph Goebbels
mówił o "masowym zabójstwie niemieckich cywilów, jakiego dopuścili się anglo-
amerykańscy mordercy". Paradoksem jest, że wkrótce później terminologię tę
przejęła enerdowska partia komunistyczna SED. Mówiono o "terrorze bombowym",
o "imperialistycznym terroryzmie". I wskazywano winnych - Stany Zjednoczone
oraz ich sojuszników, Wielką Brytanię i RFN.

Na tej propagandzie wychowały się pokolenia. To umożliwiło powstanie mitu
o "niewinnym mieście Dreźnie". Nikt nie chciał pamiętać, że to miasto było
jednym z największych centrów nazistowskich III Rzeszy. W zachodniej części
Niemiec Amerykanie "wyedukowali" Niemców w poczuciu historycznej
odpowiedzialności za II wojnę światową. W dawnej NRD takiej edukacji nie
było. To poczucie dopiero teraz zaczyna się budzić.

Przez blisko 50 lat w środku miasta stały ruiny zbombardowanego kościoła
Mariackiego. Miały być przestrogą.

- Symbolika tych ruin była sprzeczna. Oficjalnie miała to być przestroga
antywojenna. Ale propaganda SED zrobiła swoje i ruinami posługiwano się
jako "dowodem terroru".

Kiedy po zjednoczeniu Niemiec pojawiła się inicjatywa odbudowy Frauenkirche,
ruiny i ich symbolika stały się tematem debaty. Władze Drezna mają nadzieję,
że odbudowany kościół stanie się symbolem pojednania. Niektórzy działacze
mówią o nowym początku, o konieczności zakończenia żalów po bombardowaniu.
Ale większość ludności Drezna jest przekonana, że bombardowanie było
niemoralne, że nie miało żadnego znaczenia dla wyniku wojny i było jedynie
zemstą aliantów wobec niemieckiej ludności cywilnej. W nastrojach społecznych
ten żal jest głęboko zakorzeniony.

A skrajna prawica z NPD potrafi te nastroje wykorzystać. Mówi o prawie do
patriotyzmu, o odrodzeniu tożsamości, o braku winy, próbuje rozliczać winy i
krzywdy. W tej sytuacji niejeden, wcale nie skrajnie prawicowy, mieszkaniec
Drezna mówi: "Przecież oni mają rację, my też byliśmy ofiarami".

Tłumaczenie ludziom, że w ogóle nie wolno takiej dyskusji zaczynać, jest
naprawdę bardzo trudne. Tu właśnie widzę niebezpieczeństwo. Ogólnoniemiecka
dyskusja na temat Leitkultur - niemieckiej kultury przewodniej oraz
kokietowanie patriotyzmem znajdują w Dreźnie zupełnie inny grunt niż w
pozostałej części kraju.

Ale musiała przecież istnieć jakaś historyczna edukacja poza propagandą SED.
Czy drezdeńczycy nie wiedzą, że ich miasto zostało zbombardowane dopiero po
tym, jak Luftwaffe zrównała z ziemią wiele innych miast Europy?

- Tutaj zaczęto o tym mówić bardzo późno. Kiedy parę dni temu w naszym
instytucie prezentowaliśmy książkę Fredericka Taylora "Drezno", oczywiście
przypomnieliśmy te fakty. Ale mówienie o tym w Dreźnie jest trudniejsze niż
gdziekolwiek indziej w RFN.

Jeszcze przed rokiem politycy lokalni - i to liberałowie - starali się nam
wyperswadować podejmowanie tematu ofiar niemieckich nalotów w dyskusjach
publicznych. Mówili wręcz, że łamiemy tabu, że nie powinniśmy tego robić.
Tłumaczę to sobie właśnie tym specyficznym lokalnym patriotyzmem, który jest
efektem wieloletniej propagandy. Bo przecież tak absurdalnej sytuacji nie ma
w innych zbombardowanych miastach niemieckich - w Mannheim, Kolonii czy
Hamburgu.

Taki patriotyzm nie wróży dobrze na przyszłość...

- Nie chcę przerysowywać problemu, jednak uważam, że na wschodzie Niemiec
potrzebna jest historyczna reedukacja. W Instytucie im. Hannah Arendt
zwiększamy od paru lat liczbę imprez poświęconych tej tematyce. W najbliższym
czasie planujemy wykłady i dyskusję poświęconą ofiarom bombardowań Luftwaffe
w Polsce. Taka perspektywa postrzegania historii jest w Dreźnie rzadkością -
świadczy o tym choćby to, że nasze imprezy ochrania policja. Tak było w
przypadku prezentacji książki Taylora i tak będzie na kolejnym spotkaniu.

Podczas prezentacji książki Taylora nasza polska pracownica naukowa mówiła o
ofiarach nazizmu w innych krajach. Potem otrzymała kilka telefonów z
pogróżkami, że "może nie doczekać 13 lutego" [rocznicy bombardowania - red.].
Nie wolno nam tego lekceważyć.

Ale przecież istnieją autorytety lokalne, które otwarcie walczą z brunatną
propagandą. W ostatnich miesiącach odbyły się dziesiątki imprez, wystaw,
dyskusji. W 60. rocznicę bombardowania mieszkańcy Drezna na znak protestu
wobec NPD mają nosić białą różę.

- Obserwuję przygotowania miasta do rocznicy - i oceniam je sceptycznie.
Próbuje się zmobilizować masy, by przyszły pod Frauenkirche z białymi różami
i zapaliły znicze, by potem móc powiedzieć, że demokratyczna manifestacja
tego dnia była większa od marszu NPD. W istocie chodzi o to, kto będzie miał
lepsze zdjęcia w telewizji. Władze miasta boją się, by relacje z obchodów tej
rocznicy nie pokazywały jedynie marszu nazistów, bo saksońska NPD oczekuje
kilku tysięcy ekstremistów.

Politycy najwyraźniej nie wierzą w spontaniczną mobilizację mieszkańców, więc
starają się ją sprowokować, by pokazać lepszy obraz Drezna. Moim zdaniem
jednak nie są to obchody z myślą o ofiarach i z historyczną refleksją, lecz
happening. Tymczasem problemy leżą dużo głębiej, a jedna niedzielna
manifestacja ich nie zlikwiduje. Dla mnie ta akcja świadczy głównie o
poczuciu słabości i niepewności lokalnych polityków.

*Gerhard Besier - dyrektor Instytutu Badań Totalitaryzmu im. Hannah Arendt na
Uniwersytecie w Dreźnie


Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
    • ignorant11 Re: Niemcy niepomni nauczki, czy czas juz na repl 12.02.05, 02:59
      Sława!
      Drezno, 60 lat temu

      Gdyby ułożyć listę niemieckich miast najbardziej zniszczonych podczas
      alianckich bombardowań w czasie II wojny światowej, Drezno znalazłoby się w
      trzeciej dziesiątce. A jednak na skutek zbiegu różnych okoliczności to ono
      urosło w świadomości Niemców do rangi symbolu.

      13 lutego 1945 r. był ostatnim dniem karnawału. Tamtej nocy i następnego dnia
      przestało istnieć stare Drezno, perła niemieckiego baroku i najbardziej polskie
      z niemieckich miast - stolica saskich elektorów i zarazem polskich królów,
      która dała schronienie powstańcom listopadowym; tu Mickiewicz pisał "Dziady".

      Pierwsi przylecieli Brytyjczycy - o godz. 22.02 nad miasto dotarły myśliwce
      Mosquito i zrzuciły flary. 11 minut później nadlatuje pierwsza fala
      uderzeniowa - 244 bombowce Lancaster z brytyjskiej 5. Floty Powietrznej. O 1.30
      nalot zaczyna drugie zgrupowanie lancasterów (529 maszyn). W południe 14 lutego
      rozpoczął się trzeci atak 310 amerykańskich ,,latających fortec" B-17. Łącznie
      zrzucono półtora tysiąca ton bomb burzących i tyle samo ton bomb zapalających.
      Centrum Drezna przestało istnieć. Wedle ostatnich badań historycznych zginęło
      25-35 tys. ludzi (propaganda hitlerowska mówiła o 250 tys.; ta liczba pojawia
      się do dziś np. w publikacjach neonazistowskich).

      Dietmar Halm, który miał wtedy sześć lat, tak opowiadał mi o tym, co
      przeżył: "13 lutego byłem razem z siostrą w szpitalu. Gdy zaczął się alarm,
      leżeliśmy z innymi chorymi dziećmi w piwnicy na materacach. Wokół drżała
      ziemia, jak podczas trzęsienia. Nagle usłyszeliśmy straszny huk i stalowe,
      zaryglowane drzwi od piwnicy otworzyły się. Bomba burząca spadła na oddział
      obok nas. Mam w głowie do dziś ten obraz: płomienie, spadające belki i krzyk
      ludzi. Siostra, która opiekowała się nami, skoczyła i zatrzasnęła drzwi. Potem
      za każdym razem, gdy słyszałem świst kolejnej bomby, sikałem pod siebie ze
      strachu. To trwało pół godziny. Piwnicę zaczęła zalewać woda, musieliśmy
      uciekać. Było nas 20-30 dzieci z dwiema siostrami. Biegliśmy przez szpitalny
      ogród jak szaleni, w kapciach i piżamach, a wokół wszystko płonęło".

      W ataku na Drezno uczestniczyli także Polacy: w pierwszej fali leciało
      kilkanaście lancasterów z polskiego Dywizjonu Bombowego nr 300 im. Ziemi
      Mazowieckiej.

      Jak dziś oceniać ten nalot? Brytyjski historyk Frederick Taylor, autor wydanej
      niedawno w Wielkiej Brytanii książki o nalocie, twierdzi, że miał on sens z
      punktu widzenia militarnego i politycznego - Drezno było ośrodkiem przemysłu
      zbrojeniowego i węzłem komunikacyjnym, a alianci chcieli pomóc Armii Czerwonej,
      atakując zaplecze frontu niemieckiego. Z kolei w ostatnim "Tygodniku
      Powszechnym" prof. Jerzy Holzer pisze: "II wojna światowa zniszczyła w Europie
      (i w części Azji) podstawowe normy, jakimi kierowały się cywilizowane
      społeczeństwa. Kiedy w śmiertelnych zmaganiach jedna strona normy takie gwałci,
      w ślad za nią postępują jej przeciwnicy, uznając to za drogę do uniknięcia
      własnej zagłady. (...) Gwałt odciska się gwałtem, a odpowiedzią na masowe
      mordowanie staje się inne masowe zadawanie śmierci".

      Wojciech Pięciak

      Autor jest szefem działu zagranicznego "Tygodnika Powszechnego"


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
    • ignorant11 A można było taniej i bardziej finezyjnie:))) 12.02.05, 03:19
      Sława!

      Nasze lotnictwo poniosło ogromne straty niszcząc w nocnych nalotach potencjał
      zbrojeniowy tego najwiekszego zbrodniarza w historii.

      Gdyby nie ofenzywa bombowa, to IIWS trawalaby o kilka lat dłuzej, bo zadalismy
      im ogromne straty w potencjale wojennym, w produkcji. Np przemysł zaglebia
      Ruhry czy Hamburga po naloatach tracił nawet 90% sowjej wydajnosci.

      Warto tez zwrócic uwage na to, ze produkcja nocnych mysliwców tak bardzo
      wyczerpywala Niemcmów, ze wszystkie inne fronty były zupelnie ogołocone ze
      wsparcia lotniczego, a na froncie wschodnim brakowalo dzial ppanc, gdyż
      produkowano głownie działa plot.

      Jak musialo to wpływać za morale takiego bandyty na froncie, który konstatowal,
      ze na nic popelniany ogrom zbrodni, skoro jego dom jest pod zasiegiem naszych
      bomb.

      Ofenzywa bombowa byla zatem 2gim frontem na zachodzie, szkoda ze nie byla
      prowadzona cały czas konsekwentnie.

      Mozna tez było przyspieszyc prace nad nowoczesniejszymi srodkami prowadzenia
      tej wojny, przypominam tez, ze do tego wystraczalby jeden bombowiec z kilkoma
      samolotami asysty.

      Jak pieknie mogłoby byc zobacz pod ponizszymi linkami:

      Farewell Germs:
      atominfo.alpha.pl/photos/usa/ivy_mike.jpg
      Wie schoene Hamburg war...
      atominfo.alpha.pl/photos/usa/ghgeorg.jpg
      Herzlich wilkomen in Munchen:
      atominfo.alpha.pl/photos/usa/bravo.jpg
      Berlin noch ein mal
      atominfo.alpha.pl/photos/usa/bravo.jpg
      In Essen:
      atominfo.alpha.pl/photos/francja/murruroa.gif
      była sobie Kolonia:
      atominfo.alpha.pl/photos/indie/indie.jpg


      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
    • 1szylider Zobacz zdjęcia potłuczonej porcelany:))) 12.02.05, 05:55
      Witam!
      serwisy.gazeta.pl/fotografie/1820649,35077,2546083.html
      Chcesz więcej,klinij tu:MLM, biznes po godzinach...
      Pozdrawiam i zapraszam!
      gg 172 85 85
    • 1szylider Drezno: niemiecka pamięć i wina 12.02.05, 06:12
      Witam!
      Drezno: niemiecka pamięć i wina
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050212/swiat/swiat_a_2.html
      Kto mówi o cierpieniu Drezna, nie może zapominać o niemieckiej winie - takim
      ostrzeżeniem zaczyna się i kończy film telewizyjny Sebastiana Dehnharda "Dramat
      Drezna". Kilka dni temu obejrzały go miliony widzów w Niemczech.


      Sześćdziesiąt lat temu (13 i 14 lutego 1945 r.) lotnictwo alianckie
      przekształciło Drezno w morze ruin, w których spaliło się, zostało pogrzebanych
      żywcem lub udusiło z braku tlenu około 35 tys. mieszkańców miasta i szukających
      tam schronienia uciekinierów. Nikt z resztą nie wie dokładnie, ilu. Powołana
      niedawno komisja ma do lata opracować raport o tym. Historycy są zgodni, że
      półtora roku przed Dreznem w Hamburgu rozegrała się jeszcze większa tragedia. A
      jednak to właśnie Drezno urosło do rangi symbolu. Dlaczego tak się stało,
      tłumaczy pośrednio obraz Dehnharda. Wbrew wyeksponowanemu w pisemnej formie
      posłaniu film pomija milczeniem wydarzenia poprzedzające drezdeńską apokalipsę.

      Barbarzyństwo czy strategia
      Ukazuje Drezno rankiem 13 lutego, architektoniczną perełkę epoki baroku,
      spokojne miasto wypełnione po brzegi niemieckimi uciekinierami z terenów
      zajmowanych przez Armię Czerwoną. Jeżdżą tramwaje, działają kina, a nawet cyrk.
      W końcu to ostatni dzień karnawału. Wojna toczy się daleko i alarmów bombowych
      nikt nie traktuje serio. Baterii przeciwlotniczych jest niewiele, nie ma
      schronów, nie ma też fabryk zbrojeniowych ani potężnych stalowni, jak w
      Zagłębiu Ruhry. Takie właśnie miasto zostaje zmiecione z powierzchni ziemi, i
      to w chwili, gdy upadek Trzeciej Rzeszy jest kwestią czasu. Czy to nie dowód
      barbarzyństwa zaślepionych żądzą zemsty Anglików i Amerykanów: Roosevelta,
      Churchilla, brytyjskiego marszałka Arthura Harrisa i alianckich pilotów?

      Takie oskarżenia sformułował trzy lata temu historyk i publicysta Jörg
      Friedrich w książce "Der Brand" ("Pożoga"). Cieszyła się ona ogromną
      popularnością, ale dyskusja na jej temat pokazała, że interpretacja Friedricha
      nie jest powszechnie akceptowana. Nawet w Dreźnie. "Drezno nie było niewinnym
      miastem, ale miastem nazistowskim, jak wszystkie inne" - mówi Stephan Fritz,
      proboszcz kościoła odbudowanego przy finansowej pomocy z Anglii. Nie on jeden.
      W Dreźnie działa wiele stowarzyszeń propagujących taki punkt widzenia. Jak
      dowodzi Frederick Taylor w wydanej ostatnio w Niemczech książce "Drezno.
      Wtorek, 13 lutego 1945 r.", miasto było ważnym węzłem kolejowym, przez który od
      jesieni 1944 r. przejeżdżało codziennie 28 pociągów wojskowych zmierzających na
      front wschodni. Drezno mogło być więc uważane za cel wojskowy, zgodnie z
      obowiązującymi wtedy konwencjami międzynarodowymi.

      Kto wymyślił wojnę totalną
      Problem w tym, że celem pierwszej fali nalotów było zatłoczone śródmieście.
      Dopiero następnego dnia bomby spadły na cele strategiczne. To jest koronny
      argument tych, którzy twierdzą, że bombardowanie było przestępstwem wojennym,
      za które Wielka Brytania powinna przeprosić, a być może nawet zlikwidować
      stojący w Londynie pomnik marszałka Harrisa, stratega wojny bombowej. Odrzucają
      argumenty, że koncepcja wojny totalnej nie powstała w Londynie, lecz w
      berlińskim bunkrze Hitlera, że naloty dywanowe były jedyną gwarancją
      skuteczności zniszczenia nazistowskich Niemiec, a częścią tej strategii było
      wywoływanie gigantycznych pożarów, bez których dzieło zniszczenia nie byłoby
      pełne.

      Zasiadający w parlamencie Saksonii deputowani faszyzującej NPD mówią wprost
      o "bombowym holokauście". 13 lutego organizują marsz żałobny z udziałem kilku
      tysięcy neonazistów. W innym pochodzie dla upamiętnienia ofiar wezmą udział
      dziesiątki tysięcy mieszkańców Drezna. •

      PIOTR JENDROSZCZYK Z BERLINA

      --------------------------------------------------------------------------------

      Prawo przeciwko NPD
      Niemiecki rząd zaproponował wprowadzenie nowych przepisów o zgromadzeniach
      publicznych, aby uniemożliwić neonazistom urządzenie demonstracji w 60.
      rocznicę zakończenia II wojny światowej. Projekty nowelizacji ustaw w przyszłym
      tygodniu zostaną zgłoszone w Bundestagu. Zakazane zostanie organizowanie
      demonstracji neonazistowskich w pobliżu pomników ofiar Holokaustu i innych
      niemieckich zbrodni. Bezpośrednią przyczyną zmian w prawie jest rosnąca
      popularność nawiązującej do tradycji III Rzeszy NPD, która zapowiedziała, że 8
      maja zorganizuje wielki wiec pod Bramą Brandenburską w Berlinie, w pobliżu
      pomnika Pomordowanych Żydów Europy.

      P.Z., PAP, AFP


      Chcesz więcej,klinij tu:MLM, biznes po godzinach...
      Pozdrawiam i zapraszam!
      gg 172 85 85
    • 1szylider Drezno i pamięć 12.02.05, 06:14
      Witam!
      Drezno i pamięć
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050212/publicystyka/publicystyka_a_2.html


      Rz: Jak się po latach ocenia w Dreźnie fakt zbombardowania miasta w 1945 roku?
      Czy było to przestępstwo wojenne ze strony aliantów, czy też konieczność
      wynikająca z walki z nazistowskimi Niemcami?
      WALTER SCHMITZ: Bombardowanie Drezna jak i innych niemieckich miast było
      wynikiem wojny totalnej prowadzonej przez obie strony. Ale tak postawione
      pytanie jest dzisiaj nieco bez sensu. Co bowiem z tego wynika? Czy nie należało
      bombardować niemieckich miast i tym samym podjąć ryzyko, że wojna będzie trwała
      jeszcze dwa lata dłużej. Nie ma nic nagannego w pamięci o zniszczeniu miasta i
      ofiarach wśród ludności cywilnej. Trzeba to jednak robić, nie zapominając o
      historycznym kontekście tego wydarzenia.

      Jednak pojawiają się w Niemczech głosy mówiące, że zniszczenie miasta było
      barbarzyństwem aliantów ogarniętych żądzą zemsty.
      Dyskusja na ten temat toczyła się już w latach 60. Odżyła stosunkowo niedawno.
      Pewne jest, że zbombardowanie Drezna jest rezultatem wojny wywołanej przez
      nazistowskie Niemcy. Problem w tym, iż taką generalną prawdę zawsze było trudno
      pogodzić z osobistymi odczuciami wielu osób, które przeżyły piekło bombardowań.
      Dotyczy to także zjawiska wypędzenia. To jest luka wykorzystywana przez osoby i
      ugrupowania zmierzające do rewizji historii. Jest to próba wyeksponowania
      niemieckich ofiar kosztem niemieckiej winy i odpowiedzialności. Przemieszanie
      pojęcia ofiary i sprawcy. Na najodleglejszym spektrum tej dyskusji głos zabiera
      Partia Narodowo-Demokratyczna, wzywając obecnie do organizacji w Dreźnie marszu
      żałobnego neonazistów.

      Jakie wynikają z tego zagrożenia?
      Niebezpieczeństwo tkwi w możliwym przejęciu prezentowanego przez NPD punktu
      widzenia przez zasadniczych adresatów takich akcji, jakimi są młodzi ludzie.
      Mogą dojść do wniosku, że Niemcom została wyrządzona krzywda, nie zastanawiając
      się, jak do tego doszło. Dlatego należy przeciwstawić się NPD wszelkimi
      możliwymi sposobami. Trzeba uporczywie wyjaśniać i informować. Jest to zadanie
      nie wyłącznie dla rządu, ale całego społeczeństwa obywatelskiego. Uważam, że
      akcje neonazistowskie nie są w stanie zmienić pamięci historycznej niemieckiego
      społeczeństwa i spowodować zwrotu w kulturze pamięci.

      WALTER SCHIMTZ, PROFESOR TECHNICZNEGO UNIWERSYTETU W DREŹNIE, AUTOR KSIĄŻKI O
      ZNISZCZENIU DREZNA, Rozmawiał Piotr Jendroszczyk

      --------------------------------------------------------------------------------

      Czytaj także

      Chcesz więcej,klinij tu:MLM, biznes po godzinach...
      Pozdrawiam i zapraszam!
      gg 172 85 85
Pełna wersja