Rdzennie niemieckie fascynacje i historia...

27.02.05, 02:09
Sława!
Powrót esesmana
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050226/plus_minus_a_1.html
Gerhard Liebchen przed wojną za działalność w piątej kolumnie siedział w
polskim więzieniu. W czasie wojny prześladował Polaków, był aktywistą NSDAP,
służył w jednostce SS Jürgena Stroopa - ustalili
dziennikarze "Rzeczpospolitej" i niemieckiego tygodnika "Der Spiegel". Dziś
Liebchen rozkręca zakład preparowania zwłok w Sieniawie Żarskiej.


W listopadzie 1939 roku Gerhard Liebchen poprosił o przyjęcie do SS

Gerhard Liebchen płynną polszczyzną opowiada o planach spółki w Sieniawie
(c) PAWEŁ JANCZARUK / GAZETA LUBUSKA
Sieniawa Żarska, kilkadziesiąt kilometrów od zachodniej granicy Polski.
Większość podniszczonych budynków powstała przed wojną, gdy Sieniawa nazywała
się jeszcze Schonwalde.

Od dwóch tygodni przez Sieniawę przetaczają się tabuny dziennikarzy:
telewizje, radia, gazety z Polski i Niemiec. Wszyscy jadą w stronę ceglanego
budynku przy rampie kolejowej, w którym doktor Günter von Hagens i jego
ojciec Gerhard Liebchen chcą otworzyć filię zakładu preparowania zwłok (syn
Liebchena przyjął nazwisko pierwszej żony).

Doktora fascynują zwłoki. Na stworzonej przez siebie wystawie "Światy ciała"
pokazuje odarte ze skóry, spreparowane ciała, upozowane w wymyślny sposób:
szachistę z otwartą czaszką, skoczka z wnętrznościami na wierzchu, ciężarną
kobietę z rozkrojonym brzuchem i martwym płodem. Zwłoki preparują pracownicy
jego laboratoriów w Chinach i Kirgizji. Niemiecka prasa nazywa von Hagensa
Doktorem Śmierć.

Na pokazywaniu spreparowanych zwłok von Hagens zarabia miliony euro.

Günter von Hagens mieszka w Londynie, do Sieniawy przyjedzie dopiero za kilka
miesięcy. Jego interesy w Polsce prowadzi 89-letni Gerhard Liebchen, jego
ojciec, pełnomocnik zarejestrowanej w Polsce spółki Von Hagens Plastination
Company Sieniawa.

Liebchen kupił w Sieniawie okazałą willę, codziennie wizytuje przyszłą
fabrykę. Pokazuje się w mediach, wypowiada w imieniu Doktora Śmierć. Na
początku lutego obiecywał, że firma przeniesie zakłady preparowania zwłok z
Chin do Sieniawy, bo "sytuacja polityczna w Chinach jest niepewna". Mówił o
stworzeniu 300 miejsc pracy i światowym centrum preparacji. Wubiegłym
tygodniu, gdy o przedsięwzięciu w Sieniawie zrobiło się głośno, Günther von
Hagens wydał oświadczenie: miejsc pracy będzie na razie 10, jego
praca "pozostaje w ścisłym związku z tradycją chrześcijańską", a
historycznie "krojenie ciał ludzkich służyło uwidocznieniu stwórczej potęgi
Boga". Odwołuje się do katolicyzmu. Według niego "dawcy ciał" często cytują
fragment listu do Koryntian: "Zmartwychwstając, otrzymacie nowe ciała".

Liebchena drażnią pytania o "niemiecki biznes i zwłoki". W Sieniawie, na
oknach przyszłej fabryki, od tygodnia wiszą małe, brytyjskie flagi z
napisem "Welcome" i angielską nazwą spółki.

Prześladowany przez Polaków
Gerhard Liebchen mówi świetnie po polsku. Płynną polszczyzną opowiada w
lokalnej telewizji o planach spółki. Zdradza, że pochodzi ze Skalmierzyc pod
Kaliszem. Chcę się z nim spotkać i porozmawiać o Skalmierzycach. Odmawia.
Przez jednego z polskich pracowników przysyła oświadczenie syna z fragmentem
listu do Koryntian.

Razem z dziennikarzem tygodnika "Der Spiegel" postanawiamy dowiedzieć się
czegoś o Liebchenie.

W Skalmierzycach jednym z nielicznych śladów przeszłości miasteczka jest
okazały dworzec kolejowy. Witold Banach, dyrektor muzeum w Ostrowie
Wielkopolskim: - W Skalmierzycach mieszkali Polacy i Niemcy. Wielu pracowało
na kolei, bo stacja była ważnym węzłem na granicy z Niemcami.

Rzeczywiście, ojciec Gerharda, Johann, przed wojną pracował na kolei. Gerhard
chodził do szkoły we Frankfurcie nad Odrą, potem do gimnazjum w Ostrowie
Wielkopolskim. Wciągnął się w działalność polityczną: organizował bojówki,
które skupiały Niemców wrogo nastawionych do Polski. Gimnazjum skończył na
piątej klasie, bo - jak twierdził - prześladowali go Polacy: w 1933 r.
zmusili ojca do odejścia z kolei. Rodzina nie miała pieniędzy na naukę
Gerharda. Od 1934 r. do 1939 praktykował jako urzędnik w banku. I tam jednak
prześladowali go Polacy. Musiał zmienić pracę i handlować zbożem.

W połowie 1939 r. w województwie poznańskim działało 48 niemieckich grup
dywersyjnych. Od 1934 r. Gerhard był aktywnym liderem lokalnej grupy
Selbstschutzu - tajnych, prohitlerowskich i paramilitarnych oddziałów
finansowanych przez Berlin.

W kwietniu 1939 r. został zatrzymany przez polską policję za działalność
antypaństwową. - Musiał być wyjątkowo aktywny - ocenia Witold Banach,
ostrowski historyk. - Polacy nie wsadzali do więzienia byle działacza.

Z więzienia uwolnili go we wrześniu Niemcy. Liebchen natychmiast wstąpił do
nazistowskiej NSDAP.

Rasowo czysty podwładny Stroopa
W niemieckich archiwach można znaleźć życiorys Gerharda Liebchena spisany dla
Rasse und Siedlungshauptamtes SS - urzędu kontroli czystości rasowej SS. W
ankiecie, jaką wypełnił w czasie wojny, napisał, że do marca 1940 r. był
oficjalnym szefem Selbstschutzu w Zbąszyniu. Oficjalnym, bo Niemcy
postanowili zalegalizować nieformalną bojówkę we wrześniu 1939
r. "Niezliczone są ofiary polskiego terroru. Stale jeszcze wybucha fanatyczna
nienawiść. Stale jeszcze znajdują się zdziczałe i rozbestwione kreatury, dla
których chęć mordowania stała się rzemiosłem. W celu położenia kresu takiemu
stanowi zostaje utworzony Selbstchutz" - napisał 15 września w specjalnej
odezwie dowódca sztabu SS.

Ankietę dla urzędu czystości rasowej nazista Liebchen wypełnił tuż przed
ślubem. Pytany o to, jaki obrządek wybiera dla tej uroczystości, zdecydował
się na "ceremonię SS" (SS-Eheweihe) - parareligijny spektakl z udziałem
kolegów w czarnych mundurach. Jego ankietę osobiście akceptował Heinrich
Himmler. Czy to oznacza, że Liebchen był członkiem SS, zbrodniczej gwardii
Hitlera? Czy właśnie jako członek SS musiał poddać się badaniu na czystość
rasy?

W Instytucie Pamięci Narodowej sięgamy do archiwum Głównej Komisji Ścigania
Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Nasze podejrzenia były słuszne: z
pożółkłych dokumentów w IPN wynika, że Gerhard Liebchen zgłosił się do SS już
w listopadzie 1939 r. Mało brakowało, a nie przeszedłby przez ostre sito
selekcji. Kandydaci do Sztafet Śmierci musieli być zdrowi jak aryjskie rydze,
tymczasem Liebchen niedowidział na jedno oko. Udało się jednak. Komisji
lekarskiej opowiedział, że kłopoty z okiem ma na skutek bójki w słusznej
sprawie: na początku lat 30. pobił go jakiś Polak. Komisja uznała, że
Liebchen został ranny w walce za ojczyznę.

Jako członek SS dostał numer SS 374 728. Trafił do jednostki 10/111, która
stacjonowała w Gnieźnie.

Dowódcą Liebchena był Jürgen Stroop, który kilka lat później zasłynął jako
kat powstania w warszawskim getcie.

Całe życie w NRD
Nie wiadomo, co robił Gerhard Liebchen do końca wojny. W archiwalnych
teczkach zachowało się zaledwie kilka dokumentów. Strzępki informacji. 5
października 1940 r. SS oberfūhrer Jürgen Stroop występuje o odznaczenie
Liebchena za zasługi w organizowaniu Selbstschutzu. W lutym 1942 r.
unterscharfūhrer Gerhard Liebchen zostaje na krótko dowódcą drużyny w
jednostce SS 10/111.

Tu wojenny ślad Liebchena się urywa. Wiadomo, że jako działacz NSDAP w czasie
wojny został nagrodzony przez partię posadą zarządcy młyna i tartaku w
Zbąszyniu (polskich właścicieli wysiedlono). To odpowiedzialna funkcja,
Wielkopolska miała być bowiem spichlerzem Rzeszy. Jedziemy do Zbąszynia. Mury
młyna stoją do dziś, podobnie jak willa, w której rezydował Liebchen. Nikt
już jednak nie pamięta zarządcy w czarnym mundurze. Nie zachowały się żadne
dokumenty, w których można by wyczytać, jak i kiedy dla Gerharda Liebchena
skończyła się woj
    • ignorant11 Rdzennie niemieckie fascynacje i historia...(2) 27.02.05, 02:10
      Całe życie w NRD
      Nie wiadomo, co robił Gerhard Liebchen do końca wojny. W archiwalnych teczkach
      zachowało się zaledwie kilka dokumentów. Strzępki informacji. 5 października
      1940 r. SS oberfūhrer Jürgen Stroop występuje o odznaczenie Liebchena za
      zasługi w organizowaniu Selbstschutzu. W lutym 1942 r. unterscharfūhrer Gerhard
      Liebchen zostaje na krótko dowódcą drużyny w jednostce SS 10/111.

      Tu wojenny ślad Liebchena się urywa. Wiadomo, że jako działacz NSDAP w czasie
      wojny został nagrodzony przez partię posadą zarządcy młyna i tartaku w
      Zbąszyniu (polskich właścicieli wysiedlono). To odpowiedzialna funkcja,
      Wielkopolska miała być bowiem spichlerzem Rzeszy. Jedziemy do Zbąszynia. Mury
      młyna stoją do dziś, podobnie jak willa, w której rezydował Liebchen. Nikt już
      jednak nie pamięta zarządcy w czarnym mundurze. Nie zachowały się żadne
      dokumenty, w których można by wyczytać, jak i kiedy dla Gerharda Liebchena
      skończyła się wojna.

      Lechosław Kulas, który sprzedał Liebchenowi dom w Sieniawie, wzrusza
      ramionami: - On nie mówi, co robił na froncie, a ja się nie dopytuję. Raz
      wspominał, że ukrywał się w piwnicy przed Ruskimi. Potem mieszkał całe życie w
      NRD. Taka ludzka historia. Dopiero 13 lat temu przeprowadził się pod
      Heidelberg, do Rzeszy.

      Czy to możliwe, że w archiwach znaleźliśmy historię innego Gerharda Liebchena?

      Porównujemy podpis Gerharda Liebchena, prokurenta spółki Von Hagens
      Plastination Company Sieniawa, z podpisem z dokumentów SS. Są identyczne.

      Bił, prześladował, ale czy sypał?
      Znów pożółkłe teczki zebrane przez Główną Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko
      Narodowi Polskiemu. Na jednej z nich napis: "Gerhard Liebchen, NSDAP, kierownik
      młyna. Opis czynów przestępczych: prześladował i bił Polaków". Wewnątrz
      dokument z 1946 r., podpisany przez burmistrza Zbąszynia, "Spis osób
      narodowości niemieckiej, które w czasie okupacji działały na szkodę ludności
      polskiej". O Liebchenie krótka wzmianka: "Kierownik młyna (...). Prześladował
      Polaków, bił Polaków. Był głównym prowokatorem uszkadzania pomników i krzyży
      przydrożnych. Organizował Hitlerjugend i SA. Był członkiem SS, gdzie pełnił
      funkcje kierownicze, był członkiem NSDAP.

      W wydanej 13 lat temu książce Edwarda Serwańskiego, twórcy Instytutu
      Zachodniego i badacza dziejów Wielkopolski, trafiamy na dwie relacje z
      rodzinnej miejscowości Liebchena, Skalmierzyc. Mieszkańcy Skalmierzyc opisują
      wysiedlenia Polaków.

      Relacja Stefana Tomczaka: "Z naszego terenu wywieziono w kwietniu 1940 r. około
      60 osób do obozów koncentracyjnych. Wywiezieni byli powstańcami, studentami,
      oficerami rezerwy, względnie działaczami społecznymi. Według tego, co wiem,
      listę wywiezionych do obozu miał sporządzić młody Lipchen ze Starych
      Skalmierzyc, przedwojenny działacz harcerski. Jego ojciec był polskim emerytem
      kolejowym, ewangelikiem, a w czasie wojny sołtysem w Starych Skalmierzycach".

      Relacja Zofii Małeckiej: "Liebchen, były obywatel polski, sypał powstańców.
      Materne był w porządku, Hoffmann - surowy".

      Czy Liebchen, który sypał powstańców, Lipchen z relacji Stefana Tomczaka i
      Gerhard Liebchen to ta sama osoba? Tego nie wiemy. W jednej z ankiet dla SS
      przyznawał się do działalności w polskiej organizacji młodzieżowej. Czy
      chodziło o harcerstwo?

      Ani w Polsce, ani w NRD, gdzie zamieszkał po wojnie, Liebchen nigdy nie był
      ścigany za przestępstwa wojenne.

      W Zbąszyniu ani w Skalmierzycach nie udaje nam się odnaleźć nikogo, kto
      pamiętałby rodzinę i samego Gerharda Liebchena.

      Bez pozwolenia
      Ostatni dzień poszukiwań. Sąd Rejestrowy w Zielonej Górze, akta spółki Von
      Hagens Plastination Company Sieniawa. Sprawdzamy, od kogo von Hagens kupił
      ziemię i budynki pod przyszłą fabrykę. Stało się to 20 września 2004 r.,
      sprzedającym była niemiecka spółka Von Wirth.

      89-letni Gerhard Liebchen dogląda w Sieniawie przyszłej fabryki, a w wolnych
      chwilach zajmuje się willą. Żartuje, że ma kontrakt z Panem Bogiem. Chce dożyć
      120 lat.

      Ostatnio wyciął kilka drzew, które zasłaniały widok na fabrykę.

      Kiedy w czwartek dowiedział się, że dziennikarze pytają o jego przeszłość w SS,
      wyjechał do Heidelbergu. •

      WOJCIECH CIEŚLA

      --------------------------------------------------------------------------------

      SS - Die Schutzstaffen der Nationalsozialistischen Deutschen Arbeiterpartein,
      sztafety ochronne partii hitlerowskiej, najbardziej zbrodnicza organizacja
      militarystyczna III Rzeszy, utworzona w 1923 r. Jej członkami byli najbardziej
      fanatyczni naziści. Od 1929 r. pod kierownictwem H. Himmlera i jego zastępcy H.
      Heydricha zaczęła się rozrastać. Odegrała dużą rolę w przewrocie faszystowskim
      w Niemczech i rozprawieniu się z przeciwnikami politycznymi hitleryzmu. W 1934
      r. stała się samoistną organizacją NSDAP i podporą reżimu hitlerowskiego w
      Niemczech. Opierała się na hierarchii wojskowej i bezwzględnej dyscyplinie.
      Podczas wojny inspirowała i realizowała eksterminacyjne i kolonizatorskie plany
      polityki hitlerowskiej w podbitych krajach Europy. SS szczególnie zbrodniczą
      działalność prowadziła na ziemiach polskich, dążąc do biologicznego
      wyniszczenia narodu polskiego. Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze
      uznał SS za organizację zbrodniczą, odpowiedzialną za masowe zbrodnie wojenne i
      zbrodnie przeciwko ludzkości.

      Selbstschutz - organizacja paramilitarna, której członkowie rekrutowali się z
      hitlerowskich elementów niemieckiej ludności, zamieszkującej ziemie polskie w
      czasie przygotowań hitlerowskiej Rzeszy do agresji na Polskę, formowana jako
      piąta kolumna, oficjalnie powołana do życia we wrześniu 1939 r. Na okupowanych
      terenach Selbstschutz współdziałał z Einsatzgruppen, Slipo i SD, następnie z
      wyższymi dowódcami SS i policji. Wobec Polaków stosował represje, dokonywał
      masowych mordów (na Pomorzu 23 tys. ofiar, w Poznańskiem 10 tys., w rejonie
      Ciechanowa 3 tys., na Śląsku 2 tys.). Wiosną 1940 r. rozwiązany na ziemiach
      wcielonych do Rzeszy, latem 1940 r. w Generalnej Guberni jego członkowie
      zasilili szeregi policji pomocniczej. Prowadził działalność szpiegowską i
      dywersyjną, przygotowywał listy proskrypcyjne Polaków, jego członkowie brali
      udział w aresztowaniach i masowych egzekucjach .
      źródło: Encyklopedia II wojny światowej





      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
    • ignorant11 Auschwitz byłby bardziej stosowną lokalizacją 28.02.05, 12:25
      Sława!
      Preparowanie zwłok w Sieniawie? Dziś decyzja






      Gunther von Hagens obok jednego ze swoich eksponatów
      Fot. JOCKEL FINCK AP



      Paweł Bryczkowski: - Jestem za!
      Fot. Marcin Olejniczak



      To w tym budynku w Sieniawie miałby powstać zakład preparowania zwłok
      Fot. Marcin Olejniczak / AG


      ZOBACZ TAKŻE


      • Skandal w Sieniawie (28-02-05, 03:00)
      • Ludzie nie chcą Hagensa (15-02-05, 18:34)
      • Lekcja anatomii (14-02-05, 01:00)
      • Laboratorium von Hagensa dzieli ludzi (13-02-05, 17:55)







      Leszek Kostrzewski 28-02-2005, ostatnia aktualizacja 27-02-2005 17:57

      Dzisiaj rada sołecka Sieniawy Żarskiej zdecyduje, czy zgadza się na powstanie
      zakładu preparacji ludzkich zwłok. Wieś jest podzielona. Zwolenników inwestycji
      Niemca Gunthera von Hagensa nie odstraszyło nawet to, że ojciec doktora był
      nazistą

      Kontrowersyjny naukowiec Gunther von Hagens kupił w zeszłym roku w lubuskiej
      wsi hektar ziemi i budynki po Państwowym Ośrodku Maszynowym. Chce tu za kilka
      miesięcy otworzyć wielkie laboratorium. Napisaliśmy o nim w "Dużym Formacie" 14
      lutego.

      Naukowiec od kilku lat pozyskuje zwłoki od ludzi, którzy za darmo przekazują je
      w testamencie. Później zastępuje naturalne płyny w organizmie substancjami
      chemicznymi i z ludzkich zwłok robi eksponaty. Później wystawia je na
      światowych ekspozycjach.

      W Polsce jego interesy reprezentuje 89-letni ojciec Gerhard Liebchen. To on od
      kilku tygodni przekonuje mieszkańców Sieniawy do inwestycji. Tłumaczy, że jego
      syn przyczynia się do rozwoju nauki - uczy ludzkiej anatomii.

      O przeniesieniu dotychczasowego zakładu naukowca z Azji do Polski przesądziła -
      jak tłumaczy Liebchen - niepewna sytuacja w Chinach oraz sentyment do naszej
      ojczyzny. W wiosce Niemiec obiecuje pracę 300 ludziom.

      Dziennikarze "Rzeczpospolitej" i niemieckiego tygodnika "Der Spiegel" ustalili,
      że Gerhard Liebchen w czasie wojny prześladował Polaków, był aktywistą NSDAP,
      służył w jednostce SS Jürgena Stroopa (odpowiedzialnego za likwidację
      warszawskiego getta). Stroop wystąpił nawet w 1940 r. o odznaczenie Liebchena
      za zasługi w organizowaniu Selbstschutzu - paramilitarnych i prohitlerowskich
      oddziałów. Liebchen miał bić i prześladować Polaków.

      Informacja nie wstrząsnęła jednak wsią. Paweł Woźniakowski, 37-letni bezrobotny
      (liczy na pracę u Niemca), tłumaczy, że nie będzie się "unosił patriotyzmem,
      gdy nie ma co do garnka włożyć". 40-letni Tomasz, ślusarz, dodaje, że ludzie są
      zawistni. Wyciągają człowiekowi przeszłość, a on nie robi przecież nic złego -
      kupił zrujnowany zakład, chce go wyremontować i dać ludziom pracę. - Gdyby nie
      on, nadal byłby tu grajdoł - podkreśla.

      Radny w gminie Żary Stanisław Bury przyznaje: - Przeszłość nie ma znaczenia,
      starsze pokolenie wycofało się już z życia politycznego, a młodsze nie odczuwa
      różnicy. Jest wina systemu, a nie ludzi. Gdybyśmy tak ostro podchodzili do
      byłych milicjantów, trzeba by było ich powywieszać na słupie. Tak samo byłych
      zomowców, którzy w stanie wojennym mieli rozkaz "strzelać", to strzelali.
      Niemiec też był ofiarą systemu - kończy Stanisław Bury.

      Radny nie zgadza się na inwestycje. Przesądziła jednak nie biografia Liebchena,
      tylko obawa, że Polska będzie "śmietnikiem ludzkich zwłok".

      Sołtys Sieniawy Krystyna Korzeniowska dzisiaj zwoła radę sołecką, po której
      wieś wyda oficjalne stanowisko.

      Sołtys nie może przewidzieć wyniku. Chociaż sama jest za wypędzeniem Niemca,
      kilka osób powiedziało jej, że przeszłość nie może przekreślać człowieka. - I
      niech pan powie, co ja mam zrobić? Ludzie czekają na pracę - mówi. Korzeniowska
      chce jednak zawiadomić IPN o wojennej działalności Liebchena.

      Władze gminy zapewniają, że o rozwoju inwestycji zdecydują rozmowy władz gminy
      z Guntherem von Hagensem, właścicielem firmy, a nie jego ojcem. Gunther do SS
      należeć nie mógł. Urodził się w 1945 r.

      Komentarz

      Informacja, że ojciec inwestora to esesman, nic w Sieniawie Żarskiej nie
      zmienia. Nie dlatego, że przeszłość Liebchena nie ma dla mieszkańców znaczenia.
      Spór w wiosce dotyczy jednak nie tego, kto buduje fabrykę, ale czy w ogóle
      zakład preparacji ludzkich zwłok może powstać.

      Nie jest wiec tak, że mieszkańcy Sieniawy nie odróżniają dobra od zła. Oni już
      wcześniej wybrali.

      zobacz jego "arcydzieła"
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2574935.html
      Wersja do druku Wyślij znajomym Podyskutuj na forum



      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
    • ignorant11 Nie tylko bezcześci ale i kradnie zwłoki 10.03.05, 07:31
      Sława!
      Prokuratura w Niemczech i Kirgizji prowadzi śledztwo przeciwko G. Von Hagensowi
      Syn esesmana kradł ciała



      W związku z planami Guenthera von Hagensa uruchomienia w Sieniawie Żarskiej
      zakładu preparacji zwłok odezwały się liczne głosy protestujące przeciwko tym
      planom - nie tylko w Polsce, lecz także w Niemczech i Austrii. Władze
      podejmujące decyzję w sprawie działalności Hagensa powinny mieć świadomość, że
      prokuratura w Niemczech i Kirgizji prowadzi śledztwo przeciw niemu pod zarzutem
      wykradania ciał.
      Wypreparowane ludzkie ciała są wykorzystywane przez medyka szarlatana
      jako "eksponaty" na wystawie "Koerperwelten", którą pokazuje on już od 1997
      roku.

      Mimo protestów bezcześci ludzkie szczątki
      Od samego początku jego działalność wzbudzała protesty. Pomimo że od pierwszego
      pokazu w 1997 roku obejrzało ją już około 15 milionów ludzi (między innymi w
      Niemczech i Wielkiej Brytanii), to od samego początku część społeczeństwa,
      przedstawiciele Kościołów, etycy, lekarze, a także część środowiska prawniczego
      żądają wydania zakazu organizowania tej wystawy. Domaga się tego od dłuższego
      czasu także Polonia niemiecka. Podczas "ekspozycji" Hagensa w Hamburgu do
      tutejszego senatu wpłynął zbiorowy protest społeczny przeciwko wydaniu na nią
      zgody. Urzędnicy tłumaczą, że z prawnego punktu widzenia ani senat, ani inna
      jednostka administracyjna nie posiada władzy i uprawnień, aby nakazać
      zamknięcie wystawy.
      Przeciwko pokazywaniu w Niemczech tej pseudowystawy od początku protestuje
      również niemiecka Izba Lekarska. Szef jej hamburskiego oddziału dr Michael
      Reusch stwierdził, że jest ona wyrazem braku szacunku dla godności ludzkiej.
      W tych miejscowościach, gdzie wystawa była prezentowana, do biur
      prokuratorskich zaczęły napływać zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez
      dr. Hagensa, ale jedynie prokuratura hamburska zdecydowała się wszcząć
      postępowanie przeciwko niemu. Zarzuciła mu m.in. zakłócanie zmarłym spokoju,
      pogwałcenie ludzkiej godności, ale najważniejszym zarzutem było oskarżenie o
      kradzież zwłokami ludzkimi i handel nimi.

      Kradł ciała w Azji
      Jak donoszą od pewnego czasu media, głównie niemieckie, Guenther von Hagens
      dużą część wykorzystanych ciał umieszczał na wystawie bez uzyskania zgody.
      Niemiecka telewizja informowała w jednym z programów, że zdobywał ciała
      nielegalnie w Kirgizji i w Chinach.
      Według władz Kirgizji (skąd do tej pory pochodzi największa liczba ciał i gdzie
      tamtejsza prokuratura również prowadzi dochodzenie w tej sprawie), niemiecki
      lekarz ukradł setki zwłok z tamtejszej kliniki neurologicznej, szpitali i
      więzień. Następnie wywiózł je, nie uzyskawszy zgody ani władz, ani rodzin
      zmarłych. Jak poinformowała telewizja MDR, po przesłuchaniu przez tamtejszą
      milicję wielu osób podejrzanych o współpracę z niemieckim medykiem i po
      licznych przeszukaniach znaleziono wiele plastikowych beczek wypełnionych
      ludzkimi organami, przygotowanych do transportu do Niemiec.
      Według byłego ordynatora jednej z klinik w Kirgistanie, w ciągu kilku lat
      sprzedano von Hagensowi kilkaset ciał. Za każde płacił około 10 euro. Według
      ordynatora, ponad 30 proc. wszystkich pokazywanych przez Niemca na
      wystawie "Koerperwelten" ciał pochodzi właśnie z Kirgizji. Hamburska
      prokuratura wszczęła postępowanie również w tej sprawie.

      Na razie skazany tylko za kradzież tytułu
      Jak dotąd Guenther von Hagens został skazany jedynie za nieprawomocne używanie
      tytułu profesorskiego, gdyż w rzeczywistości nigdy takiego tytułu nie otrzymał.
      Innych zarzutów na razie mu nie udowodniono.
      Ponadto hamburski tygodnik "Der Spiegel" już w styczniu zeszłego roku
      informował o tym, że von Hagens nielegalnie wykorzystuje do preparacji ciała
      chińskich więźniów, na których wykonano wyroki śmierci.
      W ostatnich dniach temat Guenthera von Hagensa i jego rodziny powrócił na łamy
      niemieckich i austriackich gazet za sprawą jego ojca - Gerharda Liebchena,
      który w jego imieniu zamierzał uruchomić w Sieniawie Żarskiej zakład do
      preparacji zwłok. Wyszło wówczas na jaw, że Gerhard Liebchen to esesman (numer
      legitymacji SS - 374728), którego do dzisiaj pamiętają mieszkańcy np.
      wielkopolskich Skalmierzyc. Dyrektor Muzeum Miasta Ostrów Witold Banach
      poinformował, że Liebchenowi można przypisać odpowiedzialność za wysłanie do
      niemieckich obozów co najmniej 60 Polaków, z których wielu zmarło.
      Von Hagens zareagował na protesty w Polsce i Niemczech odebraniem ojcu
      pełnomocnictwa do reprezentowania jego firmy. Przekonywał też, że o przeszłości
      ojca nic nie wiedział, w co chyba nikt nie wierzy.
      Waldemar Maszewski, Hamburg
      www.naszdziennik.pl/index.php?typ=sw&dat=20050310&id=sw21.txt



      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
Pełna wersja