ignorant11
27.02.05, 02:09
Sława!
Powrót esesmana
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050226/plus_minus_a_1.html
Gerhard Liebchen przed wojną za działalność w piątej kolumnie siedział w
polskim więzieniu. W czasie wojny prześladował Polaków, był aktywistą NSDAP,
służył w jednostce SS Jürgena Stroopa - ustalili
dziennikarze "Rzeczpospolitej" i niemieckiego tygodnika "Der Spiegel". Dziś
Liebchen rozkręca zakład preparowania zwłok w Sieniawie Żarskiej.
W listopadzie 1939 roku Gerhard Liebchen poprosił o przyjęcie do SS
Gerhard Liebchen płynną polszczyzną opowiada o planach spółki w Sieniawie
(c) PAWEŁ JANCZARUK / GAZETA LUBUSKA
Sieniawa Żarska, kilkadziesiąt kilometrów od zachodniej granicy Polski.
Większość podniszczonych budynków powstała przed wojną, gdy Sieniawa nazywała
się jeszcze Schonwalde.
Od dwóch tygodni przez Sieniawę przetaczają się tabuny dziennikarzy:
telewizje, radia, gazety z Polski i Niemiec. Wszyscy jadą w stronę ceglanego
budynku przy rampie kolejowej, w którym doktor Günter von Hagens i jego
ojciec Gerhard Liebchen chcą otworzyć filię zakładu preparowania zwłok (syn
Liebchena przyjął nazwisko pierwszej żony).
Doktora fascynują zwłoki. Na stworzonej przez siebie wystawie "Światy ciała"
pokazuje odarte ze skóry, spreparowane ciała, upozowane w wymyślny sposób:
szachistę z otwartą czaszką, skoczka z wnętrznościami na wierzchu, ciężarną
kobietę z rozkrojonym brzuchem i martwym płodem. Zwłoki preparują pracownicy
jego laboratoriów w Chinach i Kirgizji. Niemiecka prasa nazywa von Hagensa
Doktorem Śmierć.
Na pokazywaniu spreparowanych zwłok von Hagens zarabia miliony euro.
Günter von Hagens mieszka w Londynie, do Sieniawy przyjedzie dopiero za kilka
miesięcy. Jego interesy w Polsce prowadzi 89-letni Gerhard Liebchen, jego
ojciec, pełnomocnik zarejestrowanej w Polsce spółki Von Hagens Plastination
Company Sieniawa.
Liebchen kupił w Sieniawie okazałą willę, codziennie wizytuje przyszłą
fabrykę. Pokazuje się w mediach, wypowiada w imieniu Doktora Śmierć. Na
początku lutego obiecywał, że firma przeniesie zakłady preparowania zwłok z
Chin do Sieniawy, bo "sytuacja polityczna w Chinach jest niepewna". Mówił o
stworzeniu 300 miejsc pracy i światowym centrum preparacji. Wubiegłym
tygodniu, gdy o przedsięwzięciu w Sieniawie zrobiło się głośno, Günther von
Hagens wydał oświadczenie: miejsc pracy będzie na razie 10, jego
praca "pozostaje w ścisłym związku z tradycją chrześcijańską", a
historycznie "krojenie ciał ludzkich służyło uwidocznieniu stwórczej potęgi
Boga". Odwołuje się do katolicyzmu. Według niego "dawcy ciał" często cytują
fragment listu do Koryntian: "Zmartwychwstając, otrzymacie nowe ciała".
Liebchena drażnią pytania o "niemiecki biznes i zwłoki". W Sieniawie, na
oknach przyszłej fabryki, od tygodnia wiszą małe, brytyjskie flagi z
napisem "Welcome" i angielską nazwą spółki.
Prześladowany przez Polaków
Gerhard Liebchen mówi świetnie po polsku. Płynną polszczyzną opowiada w
lokalnej telewizji o planach spółki. Zdradza, że pochodzi ze Skalmierzyc pod
Kaliszem. Chcę się z nim spotkać i porozmawiać o Skalmierzycach. Odmawia.
Przez jednego z polskich pracowników przysyła oświadczenie syna z fragmentem
listu do Koryntian.
Razem z dziennikarzem tygodnika "Der Spiegel" postanawiamy dowiedzieć się
czegoś o Liebchenie.
W Skalmierzycach jednym z nielicznych śladów przeszłości miasteczka jest
okazały dworzec kolejowy. Witold Banach, dyrektor muzeum w Ostrowie
Wielkopolskim: - W Skalmierzycach mieszkali Polacy i Niemcy. Wielu pracowało
na kolei, bo stacja była ważnym węzłem na granicy z Niemcami.
Rzeczywiście, ojciec Gerharda, Johann, przed wojną pracował na kolei. Gerhard
chodził do szkoły we Frankfurcie nad Odrą, potem do gimnazjum w Ostrowie
Wielkopolskim. Wciągnął się w działalność polityczną: organizował bojówki,
które skupiały Niemców wrogo nastawionych do Polski. Gimnazjum skończył na
piątej klasie, bo - jak twierdził - prześladowali go Polacy: w 1933 r.
zmusili ojca do odejścia z kolei. Rodzina nie miała pieniędzy na naukę
Gerharda. Od 1934 r. do 1939 praktykował jako urzędnik w banku. I tam jednak
prześladowali go Polacy. Musiał zmienić pracę i handlować zbożem.
W połowie 1939 r. w województwie poznańskim działało 48 niemieckich grup
dywersyjnych. Od 1934 r. Gerhard był aktywnym liderem lokalnej grupy
Selbstschutzu - tajnych, prohitlerowskich i paramilitarnych oddziałów
finansowanych przez Berlin.
W kwietniu 1939 r. został zatrzymany przez polską policję za działalność
antypaństwową. - Musiał być wyjątkowo aktywny - ocenia Witold Banach,
ostrowski historyk. - Polacy nie wsadzali do więzienia byle działacza.
Z więzienia uwolnili go we wrześniu Niemcy. Liebchen natychmiast wstąpił do
nazistowskiej NSDAP.
Rasowo czysty podwładny Stroopa
W niemieckich archiwach można znaleźć życiorys Gerharda Liebchena spisany dla
Rasse und Siedlungshauptamtes SS - urzędu kontroli czystości rasowej SS. W
ankiecie, jaką wypełnił w czasie wojny, napisał, że do marca 1940 r. był
oficjalnym szefem Selbstschutzu w Zbąszyniu. Oficjalnym, bo Niemcy
postanowili zalegalizować nieformalną bojówkę we wrześniu 1939
r. "Niezliczone są ofiary polskiego terroru. Stale jeszcze wybucha fanatyczna
nienawiść. Stale jeszcze znajdują się zdziczałe i rozbestwione kreatury, dla
których chęć mordowania stała się rzemiosłem. W celu położenia kresu takiemu
stanowi zostaje utworzony Selbstchutz" - napisał 15 września w specjalnej
odezwie dowódca sztabu SS.
Ankietę dla urzędu czystości rasowej nazista Liebchen wypełnił tuż przed
ślubem. Pytany o to, jaki obrządek wybiera dla tej uroczystości, zdecydował
się na "ceremonię SS" (SS-Eheweihe) - parareligijny spektakl z udziałem
kolegów w czarnych mundurach. Jego ankietę osobiście akceptował Heinrich
Himmler. Czy to oznacza, że Liebchen był członkiem SS, zbrodniczej gwardii
Hitlera? Czy właśnie jako członek SS musiał poddać się badaniu na czystość
rasy?
W Instytucie Pamięci Narodowej sięgamy do archiwum Głównej Komisji Ścigania
Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Nasze podejrzenia były słuszne: z
pożółkłych dokumentów w IPN wynika, że Gerhard Liebchen zgłosił się do SS już
w listopadzie 1939 r. Mało brakowało, a nie przeszedłby przez ostre sito
selekcji. Kandydaci do Sztafet Śmierci musieli być zdrowi jak aryjskie rydze,
tymczasem Liebchen niedowidział na jedno oko. Udało się jednak. Komisji
lekarskiej opowiedział, że kłopoty z okiem ma na skutek bójki w słusznej
sprawie: na początku lat 30. pobił go jakiś Polak. Komisja uznała, że
Liebchen został ranny w walce za ojczyznę.
Jako członek SS dostał numer SS 374 728. Trafił do jednostki 10/111, która
stacjonowała w Gnieźnie.
Dowódcą Liebchena był Jürgen Stroop, który kilka lat później zasłynął jako
kat powstania w warszawskim getcie.
Całe życie w NRD
Nie wiadomo, co robił Gerhard Liebchen do końca wojny. W archiwalnych
teczkach zachowało się zaledwie kilka dokumentów. Strzępki informacji. 5
października 1940 r. SS oberfūhrer Jürgen Stroop występuje o odznaczenie
Liebchena za zasługi w organizowaniu Selbstschutzu. W lutym 1942 r.
unterscharfūhrer Gerhard Liebchen zostaje na krótko dowódcą drużyny w
jednostce SS 10/111.
Tu wojenny ślad Liebchena się urywa. Wiadomo, że jako działacz NSDAP w czasie
wojny został nagrodzony przez partię posadą zarządcy młyna i tartaku w
Zbąszyniu (polskich właścicieli wysiedlono). To odpowiedzialna funkcja,
Wielkopolska miała być bowiem spichlerzem Rzeszy. Jedziemy do Zbąszynia. Mury
młyna stoją do dziś, podobnie jak willa, w której rezydował Liebchen. Nikt
już jednak nie pamięta zarządcy w czarnym mundurze. Nie zachowały się żadne
dokumenty, w których można by wyczytać, jak i kiedy dla Gerharda Liebchena
skończyła się woj