Co pogaskiego jest w chrzecijaństwie

27.02.05, 17:27
"Półpoście, mości panie"

W ten dzień w kościołach dawano ludowi opielec, to jest przyklękającym przed
wielkim ołtarzem lub przed innym pobocznym po odprawionej mszy świętej ksiądz
posypował głowy popiołem z palmy w Kwietną Niedzielę święconej (nie z trupich
kości, jak rozumie prostactwo) upalonym, przypominając ludowi tym sposobem,

Czyli dawniej posypywano głowy kosciami trupimi opsypywali.

Na ten popielec zjeżdżali się i schodzili do kościołów wszyscy katolickiego
wyznania, panowie nawet najwięksi nigdy go nie opuszczali. Ale że nie wszyscy
byli sposobni w Stępną Środę do przyjęcia tego obrządku, przeto dawano go
drugi raz po kościołach, mianowicie po wsiach, w pierwszą niedzielę postu.
Taka zaś była jeszcze pobożność Polaków pod panowaniem Augusta III w latach
początkowych, że nawet chorzy, nie mogący dla słabości przyjąć popielcu w
kościele, prosili o niego, aby im był dany w łóżku.

Ale natomiast nie fatygując księży swawolna młodzież rozdawała go sobie sama,
trzepiąc się po głowach workami popiołem napełnionymi albo też wysypując
zdradą jedni drugim obojej płci na głowy pełne miski popiołów. Ta jednak
swawola nie praktykowała się po wielkich domach, tylko po małych szlacheckich
i po miastach między pospólstwem.


Ale natomiast nie fatygując księży swawolna młodzież rozdawała go sobie sama,
trzepiąc się po głowach workami popiołem napełnionymi albo też wysypując
zdradą jedni drugim obojej płci na głowy pełne miski popiołów. Ta jednak
swawola nie praktykowała się po wielkich domach, tylko po małych szlacheckich
i po miastach między pospólstwem.

Druga ceremonia - nie kościelna, ale światowa - z popiołem bywała długo w
używaniu po miastach i po wsiach, która zawisła na tym, że jaki młokos przed
przechodzącą lub tuż za przechodzącą niewiastą albo jaka dziewka przed lub za
przechodzącym mężczyzną rzucała o ziemię garnek popiołem suchym napełniony,
trafiając tym pociskiem tak blisko osoby, że popiół z garka rozbitego,
wzniesiony na powietrze, musiał ją obsypać albo obkurzyć. Co zrobiwszy
swawolnica lub swawolnik, zawoławszy: "Półpoście, mości panie" lub "mościa
pani", albo "panno", uciekł; że zaś nie kożdy mógł znieść cierpliwie taki
ceremoniał, sukni i oczom szkodliwy, mianowicie gdy między osobą czyniącą i
cierpiącą żadnej przyjaźni i znajomości nie było, trafiało się, że stąd
wynikały zwady i bitwy, a tak ta ceremonia niedługo ustała, przeniósłszy się
z katolików na samych Żydów, których afrontować i nie tylko garkiem popiołu
za plecy zwalić, ale też i kijem wyprać za lada okazją wolno było, osobliwie
w Warszawie, gdzie Żydzi, nie mający prawa inkolatu, bardzo pokornymi być
musieli, a zatem małe krzywdy i urazy cierpliwie znosili.


    • lahhijala Polowanie z nagonką 27.02.05, 18:03
      "
      Lubię, kiedy myśliwi biorą miot a nagonka rozpoczyna pędzenie, obserwować
      zajęcze podchody. Tylko młody, głupi, niedoświadczony zajączek, zrywa się ze
      swojej kotlinki na hałas jaki czynią grzechotki, lub gwizdy i okrzyki nagonki,
      aby rażony celnym strzałem zrolować przed linią myśliwych. Bardziej cwany
      szarak, będzie kluczył w bruzdach i nierównościach, czaił się, stawiał słupka i
      bacznie oczył
      "

      że księża psałterzami i brewiarzami uderzają kilka razy o ławki, robiąc mały
      tym sposobem łoskot; chłopcy swawolni, naśladując księży, pozbiegawszy się do
      kościoła z kijami, tłukli nimi o ławki z całej mocy, czyniąc grzmot po kościele
      jak największy tak długo, póki aż dziadowie i słudzy kościelni, przypadłszy z
      gandziarami, nie wyparowali ich z kościoła. Ale chłopcy szybciejsi w nogach od
      starych dziadów, urwawszy tego i owego po plecach kijem, sami zdążyli przed
      gandziarą umknąć z kościoła. Toż dopiero zrobiwszy bałwan z jakich starych
      gałganów, wypchany słomą na znak Judasza, wyprawili z nim na wieżą kościelną
      jednego lub dwóch spomiędzy siebie, a drudzy z kijami na pogotowiu przed
      kościołem stanęli. Skoro Judasz został zrucony z wieży, natychmiast jeden,
      porwawszy za postronek uwiązany u szyi tego Judasza, włóczył go po ulicy
      biegając z nim tu i ówdzie; a drudzy goniąc za nim bili go kijami,
      nieprzestannie wołając co z garła: "Judasz! Judasz!", póki owego bałwana
      wniwecz nie popsuli. Jeżeli Żyd jakowy niewiadomy tej ceremonii nawinął się im,
      porzuciwszy zmyślonego Judasza, prawdziwego Judę tak długo i szczerze kijami
      obkładali, póki się do jakiego domu nie salwował.
      "
Pełna wersja