witomir
14.03.05, 11:59
"Życie Warszawy" donosi o nowej strategii właścicieli sieci hipermarketów.
Dotychczas to wielkie placówki handlowe wykańczały małych, rodzimych kupców.
Teraz przybędzie im nowy konkurent, mogący się okazać gwoździem do trumny.
Nowa strategia polega na prowadzeniu przez wielkie sieci osiedlowych sklepów
o powierzchni do 40 metrów kwadratowych. Dzięki upustom wynegocjowanym dla
supermarketów, nowe „małe” sklepy skutecznie mogą wykończyć konkurencję,
pozbawiając lokalnych kupców źródła dochodów.
Za pomysłodawcę nowej strategii uważa się brytyjską sieć handlową TESCO,
która półtora roku temu wykupiła w Anglii kilka sieci małych sklepików. Do
dzisiaj udało jej się opanować 5 proc. rynku, ale prognozy mówią o pozycji
lidera pod koniec 2005 roku. - "Wielcy obecni w Polsce też o tym myślą,
rozmawiają, choć na razie nie wpisują takich działań w swoje strategie" -
powiedział "ŻW" Andrzej Faliński z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji
skupiającej supermarkety.
Badania dotyczące handlu detalicznego wykazały, że przez lata zmienił się
nasz stosunek do hipermarketów. Po początkowym zachłyśnięciu się nowością,
coraz częściej zwracamy się w stronę lokalnych sklepików, uznając je za
miejsca bardziej sprzyjające robieniu zakupów. To sygnał dla właścicieli
sieci, by zacząć inwestować również w drobny handel i - jak pisze "ŻW" -
zamiast przyciągać klienta do siebie, samemu wybrać się na jego osiedle.
Jest to ogromne zagrożenie dla lokalnego drobnego handlu. Dotychczas małe
sklepy poniosły wielkie straty z powodu ekspansji hipermarketów, ale
przetrwały, stanowiąc miejsce robienia codziennych, podręcznych zakupów, gdy
nie ma się czasu lub ochoty na wyprawę do hipermarketu. Małe sklepy zaczęły
także skutecznie walczyć o klienta, wprowadzając np. więcej produktów,
obniżając ceny, oferując towar bardziej świeży. Jeśli jednak sklepy należące
do wielkich sieci wkroczą na „podręczny” rynek, to polski handel może nie
przeżyć – po prostu przegra cenowo, gdyż sieciowe sklepy będą miały dostęp do
towarów kupowanych w ogromnej skali, prosto od producenta, na potrzeby całej
sieci handlowej, i w efekcie znacznie tańszego niż ten, który w hurtowniach
mogą nabyć rodzimi kupcy.
Gdyby Polska była państwem suwerennym, to po prostu można by zakazać
funkcjonowania wielkich sieci handlowych i ich planowanych „lokalnych”
agentur. My jednak mamy państwo-atrapę, skrępowane regulacjami UE, Światowej
Organizacji Handlu, traktatami i porozumieniami. Jedyna wolność i
suwerenność, jakie nam zostały, to wolność i suwerenność żebraka lub
suwerenność i wolność ofiary złodzieja...