Jam Jest Dom Polski Pamiątki domowe

26.03.05, 12:37
Sława!
Jam Jest Dom Polski
Pamiątki domowe
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20050326&id=my10.txt




Domy polskie budowano tak, by były przede wszystkim wygodnymi dla ich
mieszkańców i przyjezdnych. Już od czasów baroku, odkąd zmieniła się
koncepcja ich obronności, dwory były zwykle parterowe i rozłożyste. Doskonale
wkomponowane w otaczający je krajobraz i roślinność, co pogłębiło się, gdy
modny stał się park krajobrazowy, stanowiły enklawę sielskości, chwilę
wytchnienia dla rycerza-żołnierza, miejsce, gdzie zdobywało się podstawy
życia kulturalnego - w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Pokoje dworskie
Dwory z zasady dzielono na dwie części: mieszkalną, czyli reprezentacyjną, i
gospodarczą. Przedzielała je sień przecinająca budynek na przestrzał albo
zakończona salonem. W końcu XVIII w. i w pierwszej połowie XIX w. nie
przywiązywano większej wagi do intymności, stąd też większość pomieszczeń
była połączona amfiladowo. Tylko niektóre, takie jak sypialnie, były trudniej
dostępne dla odwiedzających dom gości. Do początków XIX w. pokoje nazywano
zwykle według koloru ich dekoracji. Były zatem pokoje zielone, czerwone,
seledynowe, różowe etc. Ich przeznaczenie zmieniało się bardzo często, w
zależności od potrzeby chwili. Dopiero wraz z nadejściem fazy późnego
klasycyzmu zaczęto określać je pod kątem funkcji, jakie pełniły. Obok
paradnego salonu, sypialni, jadalni pojawiły się kancelaria pana domu i
osobne pokoje dla dzieci. Większość ścian tapetowano. W bogatszych majątkach
tapety zastępowane były szlachetniejszymi obiciami. Do połowy XVIII w.
wykorzystywano do tego celu kosztowny jedwab. Przeważały kolory jasne, często
w pasy. Podłogi wykładane były różnego rodzaju klepkami, z których w pokojach
paradnych tworzono rozmaite kompozycje, tak zwany pawiment. W połowie XVIII
w. w wystroju wnętrz zaczęto łączyć motywy wschodnie z zachodnimi. Ściany
bardzo często ozdabiano kilimami wschodnimi, dekoracyjnymi dyptykami czy
pasami kontuszowymi. W drzwiach natomiast wieszano kilimowe portiery, tzw.
karamani. Szlachta zamiłowana w broni myśliwskiej i bojowej do dekoracji
ścian używała także elementów uzbrojenia: szyszaków, napierśników husarskich,
strzelb i wreszcie wszelkiego rodzaju szabli. Te z reguły zawieszano nad
łóżkiem pana domu. Ze szczególną troską traktowano broń związaną z historią
rodu. Często z uzbrojenia komponowano tzw. panopliony, gdzie zazwyczaj
pomiędzy bronią, pośrodku, znajdował się ryngraf z Matką Bożą. Bardzo dużą
wagę przywiązywano do pamiątek związanych z przeszłością rodziny bądź kraju.
Powszechnie ozdabiano pokoje portretami przodków, czasem też popiersiami,
wizerunkami królów czy bohaterów narodowych. Wieszano miniatury malarskie
(portreciki), dagerotypy, z czasem fotografie. Niezmiernie ważne stały się
obrazy o tematyce batalistycznej i myśliwskiej. Meble charakteryzowały się
prostą funkcjonalną formą, a ich kształty miały służyć jak największej
wygodzie mieszkańców. Wykonywane one były z krajowych surowców, jednak
wykańczano je zagranicznymi, szlachetnymi fornirami, takimi jak mahoń, orzech
kaukaski czy palisander (zwłaszcza w drugiej połowie XIX w.). Często były
także intarsjowane, jednak po Powstaniu Listopadowym na znak żałoby
powszechnie lakierowano je na czarno. Do najważniejszych ośrodków meblarskich
tego okresu zalicza się fabryki w Kolbuszowej, Sokołowie i Dubnie. Wielkim
powodzeniem cieszyły się niezmiennie ciężkie, barokowe w kształtach meble z
Gdańska. Ubrania przechowywano w garderobie. Tam umieszczano szafy, kufry i
stoły do prasowania.

Zbiory rodzinne
Nawet niewielkie dworki, jak już mówiliśmy, posiadały częstokroć cenne zbiory
dzieł sztuki malarskiej, składały się na nie także portrety przodków, którymi
obwieszano ściany i z których młodzież uczyła się dumnej historii swego rodu.
Uczono się jej również ze wspomnień starszych, snutych głównie w długie
jesienne czy zimowe wieczory. Pretekstem były nieraz opowieści związane ze
zbiorem domowych pamiątek, drobiazgów przechowywanych najczęściej po
szufladach czy serwantkach, przy czym trzeba dodać, że były to niekiedy
zbiory niezwykle ważne dla historii całego Narodu, jak ten puławski księżnej
Izabeli Czartoryskiej, który dał początek szczególnie cennej kolekcji
sieniawskiej, do dziś istniejącej w krakowskim muzeum. Na szczególną uwagę
zasługują zbiory biblioteczne, bardziej bądź mniej zasobne, lecz znajdujące
się właściwie w każdym domu polskim, nawet tym, który mógł sobie pozwolić
jedynie na słomiane pokrycie swego dachu. O jakości takich bibliotek domowych
i ich dziejach niech świadczy chociażby zapis Romana Aftanazego w jego
nieocenionych "Dziejach rezydencji na dawnych kresach Rzeczypospolitej",
który dotyczy bezcennego ich zbioru znajdującego się do czasów PRL w
niewielkim pałacyku przeworskim, w dzisiejszym województwie podkarpackim.
Oto, co o nim pisze Aftanazy: "Biblioteka przed 1945 r. liczyła około 24 000
voluminów, głównie w językach polskim, niemieckim i francuskim, bez wyraźnie
zarysowanego profilu. Wśród książek starych sporo było publikacji z zakresu
teologii. Duża część wydawnictw sięgała XVI i XVII w., przeważały jednak
osiemnastowieczne i z pierwszej połowy XIX wieku (...). W znacznym stopniu
książki przeworskie były dubletami w stosunku do przekazanych [wcześniej -
przyp. red.] do lwowskiego Ossolineum. Duża część biblioteki mieściła się też
(poza biblioteką właściwą) w korytarzu 'gościnnej' oficyny. Były to
wydawnictwa nowsze, ze znacznym odsetkiem beletrystyki, opracowań
historycznych i pamiętnikarstwa. (...) Ten dział w ostatnich miesiącach wojny
i tuż po wojnie został rozkradziony doszczętnie. (...) Wyjeżdżając z Polski w
1944 r., ostatni ordynat przeworski, książę Andrzej Lubomirski, prócz
najkonieczniejszych przedmiotów ściśle osobistych i kilku dzieł sztuki (...),
których ewentualna sprzedaż miała mu zapewnić skromny byt na emigracji, nie
zabrał z pałacu niczego. Kierował się nadzieją, że natychmiast po wyjściu
Niemców zostanie on zamieniony na całkowicie przecież urządzone Muzeum.
Sprawy przybrały jednak obrót inny. Jak w wielu przypadkach, tak i zbiory
przeworskie w pierwszych miesiącach i latach po drugiej wojnie światowej
uległy 'parcelacji'...". Trzeba dodać, że owe zbiory przeworskie, częściowo
zachowane po wojnie, obejmowały także archiwum pałacowe "w tym noty do
monografii miasta Przeworska, genealogię Lubomirskich (...) rękopiśmienne
pamiętniki, dzienniki, opisy relacji dyplomatycznych z różnych państw z lat
1613-1625, księgi gruntowe... itd.", a także niezwykle cenne meble, obrazy
między innymi Rembrandta, Canaletta, Verneta, Tycjana i inne, oprócz których
znajdowały się jeszcze w pałacu przeworskim niezliczone, przeważnie XIX-
wieczne rysunki ołówkiem i tuszem, akwarele, akwatinty, miedzioryty,
kwasoryty, litografie i heliograwiury. Do cennych zabytków, a równocześnie
wybitnych dzieł sztuki należały liczne zegary, rzeźby i kolekcje porcelany,
starych tkanin w postaci makat, kilimów i dywanów wschodnich. "Prócz zespołów
wielkich - pisze Aftanazy - do których należało jeszcze stare srebro,
użytkowe i dekoracyjne, oraz puchar złoty z XVII wieku z rytymi na nim owcami
i orłami w wypukło wykuwanych ozdobach, z pokrywą zwieńczoną orłem w koronie
(...),
istniały jeszcze w Przeworsku kolekcje mniejsze, a nawet przedmioty
pojedyncze, także o dużej wartości artystycznej i zabytkowej, jak pas srebrny
na sztyftach z 1716 roku, guzy do pasa, również srebrne, czy agrafy do
czaplich piór wysadzane turkusami. Była też zbrojownia, a w niej kompletna
zbroja rycerska, złożona z hełmu z przyłbicą, osłonami szyi, tułowia, rąk i
nóg, hełm czółenkowy z grzebieniem, napierśnik stożkowo wypukły, hełm
tzw. "Pappenheimer", otwarty z nakarcznikie
    • ignorant11 Re: Jam Jest Dom Polski Pamiątki domowe(2) 26.03.05, 12:38
      istniały jeszcze w Przeworsku kolekcje mniejsze, a nawet przedmioty pojedyncze,
      także o dużej wartości artystycznej i zabytkowej, jak pas srebrny na sztyftach
      z 1716 roku, guzy do pasa, również srebrne, czy agrafy do czaplich piór
      wysadzane turkusami. Była też zbrojownia, a w niej kompletna zbroja rycerska,
      złożona z hełmu z przyłbicą, osłonami szyi, tułowia, rąk i nóg, hełm czółenkowy
      z grzebieniem, napierśnik stożkowo wypukły, hełm tzw. "Pappenheimer", otwarty z
      nakarcznikiem, nausznicami i nosalem, kirys stalowy kuty, kirys stalowy gładki,
      nabijany mosiężnymi gałkami, pas do karabeli z rapciami z blaszek mosiężnych,
      wysadzany turkusami...". Słowem to wszystko, co całe pokolenia zdołały zebrać i
      zachować dla innych pokoleń, które miały przyjść po nich, a po czym zostało
      jedynie trochę niekompletnych rejestrów i fragmentów narodowych pamiątek
      ocalanych przez wieki przed obcymi najeźdźcami, a zaprzepaszczonych przez
      komunizm. Jak już powiedzieliśmy, w mniejszym lub większym zasobie, zależnie od
      zamożności właścicieli i przeżytych kataklizmów - szczególnie pożarów, w każdym
      domu polskim te pamiątki były i uczyły kultury w szerokim tego słowa znaczeniu.
      Witano się już z nimi w obszernej zwykle sieni domu, gdzie stały często stare a
      piękne szafy i skrzynie, zaś na ścianach wisiały portrety familijne, tu też w
      pomniejszych domach eksponowano ciekawsze trofea myśliwskie i broń związaną z
      myślistwem. Portrety znajdziemy także w salonie, w którym zwykło toczyć się
      życie towarzyskie. Tu stał fortepian, na którym niejednokrotnie koncertowano
      dla domowników i przybyszów, tu również, jeśli zaszła potrzeba, wystawniej
      jadano. Pamiątki historii rodu znajdowały się także w bibliotece, tym
      szczególnym miejscu odosobnienia, ciszy i kontemplacji, chłodnym w upały i
      ciepłym w długie dni jesieni i zimy.

      Kominki
      Tu trzeba choćby słowo powiedzieć o ogrzewaniu pomieszczeń dworskich. Poza
      piecami, o często pięknie polewanych kaflach, które same w sobie często były
      miniaturowymi dziełami sztuki, preferowano kominki, nie tyle dla ich ciepła,
      ile dla żywego ognia wprowadzającego szczególną atmosferę przytulności. Były
      one miejscem skupiającym wypoczywających domowników. Zdobiono je herbami i
      ornamentami, a często także sentencjami, jak choćby te:

      "Przy kominie z grzanką czasza
      Jest rodzona ciotka nasza.
      Smaczniej się więc pije piwo,
      Gdy w komin kładę łuczywo"

      "Na poły frasunek ominie
      Siedząc z czaszą przy kominie"

      Częściej jednak były to budujące myśli, spisywane w języku łacińskim, bo trzeba
      pamiętać, że szlachta znała łacinę doskonale przynajmniej do pierwszej połowy
      XIX wieku, lepiej czasem niż język rodzimy. Przytoczmy więc niektóre, z
      koniecznymi już niestety tłumaczeniami, ponieważ powszechnie nie rozumiemy już
      łaciny i dlatego też wydaje nam się być może czasem, jakby starożytne polskie
      napisy na tablicach nagrobnych czy fundacyjnych ryte po łacinie dotyczyły
      obcych, a nie naszych przodków. Zobaczmy, co leżało w sferze szczególnych
      zainteresowań naszych dziadów do tego stopnia, że informacje o tym umieszczali
      w widocznych miejscach - na rzeczonych kominkach, bramach, nadprożach i w tym
      podobnych miejscach. Oto przykłady:

      "Adeo familiariter est hominibus omnia sibi ignoscere, nihil aliis remittere".
      (Jest rzeczą ludzką po przyjacielsku wszystko sobie nawzajem wybaczać, nie
      pozostawiając nic innym).

      "Accipere praestat quam inferre iniuriam".
      (Lepiej jest doznawać krzywd, niż je wyrządzać).

      "Stat crux, dum volvitur orbis".
      (Krzyż stoi, choć świat się zmienia).

      "Franges, non flectes".
      (Złamiesz, ale nie zegniesz).

      Czy nie powinniśmy pamiętać takich słów i czy aby nie dlatego właśnie wmawia
      się nam od lat, że bez znaczenia jest znajomość starożytności i języka, którym
      władała? Cóż: "Vacua vasa plurimum sonant" (puste naczynia najwięcej brzęczą),
      a naszą rzeczą jest niedowierzanie im. Ad rem. Portrety przodków znajdowały się
      również w gabinecie pana domu, tak zwanej kancelarii, do której często
      prowadziło oddzielne wejście ze dworu, by interesanci nie przeszkadzali
      domownikom.

      Serce domu
      Osobne wejście prowadziło również do kuchni, być może prawdziwego serca każdego
      domu. Tu życie kipiało w dosłownym tego słowa znaczeniu i wydaje się, że także
      tutaj przechowywano domowe pamiątki. Były nimi przede wszystkim przepisy
      kulinarne przekazywane, najczęściej ustnie, przez panie domów swoim córkom, ale
      też jakby ich materialne ukonkretnienia, na przykład ciasto piernikowe
      otrzymane w wianie przez aśćkę i otaczane szczególną opieką. Bo im starsze, tym
      bardziej niezwykłe później było z niego pieczywo. A że jest ku temu okazja,
      przypomnijmy za Marią Lemnis, z czego to na przykład wypiekało się wielkanocną
      babkę szafranową, tę, której to w żadnym razie nie można było przeziębić, bo
      oklapła i zamiast cieszyć widokiem i niepowszednim smakiem, przypominała zużyty
      szapoklak, z czego tak wyśmiewał się Andriolli w swoich sztychach związanych z
      Wielką Nocą. Ale oto, co pisze o niej autorka "W staropolskiej kuchni": "Baba
      szafranowa. - Znakomite ciasto o prawdziwie staropolskiej nucie, znacznie
      bardziej atrakcyjne niż banalne, cukiernicze ciasta i ciastka. Starannie
      przygotowana, będzie chlubą wielkanocnego stołu w polskim stylu. 25 dkg mąki,
      po dodaniu 1/2 litra letniego mleka, rozprowadzamy mieszając z 8 dkg drożdży.
      Zaczyn stawiamy na godzinę, przykryty serwetą, w ciepłym miejscu, by pięknie
      wyrósł. Wówczas dodajemy do zaczynu ubite sprężyną z dodatkiem 15 dkg cukru: 8
      żółtek i 4 białka, obraną skórkę z 1 małej cytryny, namoczoną (przez 3 godziny)
      w kieliszku spirytusu, szczyptę szafranu (przelać przez sitko!), wymieszać
      dokładnie z zaczynem, dodać 75 dkg mąki, małą łyżeczkę soli i wyrabiać ciasto
      ręką przez 30 minut. Do wyrobionego ciasta wlewamy 14 dkg letniego,
      roztopionego masła, wsypujemy 10 dkg rodzynek i 3 dkg cieniutko pokrajanej,
      usmażonej w cukrze skórki pomarańczowej. I znowu ciasto wyrabiamy ręką tak
      długo, aż zacznie odstawać od ręki i miski. Teraz przekładamy je do
      wysmarowanej masłem formy; gdy ciasto rosnąc wypełni formę, wstawiamy babkę do
      dobrze nagrzanego piekarnika. Czas pieczenia wynosi nieco ponad 60 minut. Jeśli
      wetknięty w ciasto cienki patyczek nie będzie oblepiony ciastem, babka jest
      upieczona. Ciepłą 'babę' oprószamy cukrem pudrem lub lukrujemy". Być może ktoś
      z Państwa pokusi się, aby jej skosztować, życzę więc smacznego, łącząc życzenia
      wielu błogosławieństw Bożych dla wszystkich domów polskich w dniu Pańskiego
      Zmartwychwstania.
      Piotr Czartoryski-Sziler


      >> Na początek <<



      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
Pełna wersja