Jan Paweł Wielki - Papież Ukraińców

09.04.05, 01:45
Sława!
Papież Ukraińców




Mirosław Czech 08-04-2005 , ostatnia aktualizacja 08-04-2005 16:43

Na Ukrainie Papież przemawiał do narodu dopiero kształtującego swoją
tożsamość. Mówił o jego wielkiej, głębokiej tradycji, pokazywał mu jego
europejskie miejsce. Wtedy to w kraju, w którym rządziły demony zła, coś
zaczęło kiełkować. A trzy lata później zaowocowało pomarańczową rewolucją





Paweł Smoleński: Niemal na drugi dzień po obraniu Karola Wojtyły na Stolicę
Piotrową wśród Ukraińców pojawiła się pogłoska, że nowy Papież jest po matce
Ukraińcem.

Mirosław Czech: A Papież nigdy nie zdementował tej opowieści. Jak wskazują
niektóre biografie, jego matka wywodziła się z Chełmszczyzny. Unici z
Chełmszczyzny w 1875 r. byli zmuszani do przejścia na prawosławie, a w 1905
r. dostali wybór - prawosławie albo rzymski katolicyzm. Wielu duchownych
greckokatolickich przeniosło się wówczas do Galicji. W drzewie genealogicznym
Papieża - jak utrzymują źródła ukraińskie - jest ślad, iż jego matka
pochodziła z rodu jednego z księży unickich.

Ta wersja papieskiej biografii pojawiła się w 1978 r. w diasporze
ukraińskiej, a po odzyskaniu niepodległości została przyjęta przez Ukraińców
w kraju. Gdy w 2001 r. Papież przyjechał z pielgrzymką na Ukrainę, wszyscy
mówili, że jest pół-Ukraińcem.

Podczas pierwszej pielgrzymki do Polski Jan Paweł II mówił o "odmienieniu
oblicza tej ziemi", a Polacy złapali się jego słów jak koła ratunkowego. I
zdarzył się cud Sierpnia '80. Może, szukając narodowych korzeni matki
Papieża, Ukraińcy tak naprawdę chcieli znaleźć swojego duchowego przywódcę?

- Na Ukrainie sowieckiej opinia publiczna była zamknięta w łagrach, a
większość narodu wyznawała jedynie słuszny marksizm i raczej nie
protestowała. W podziemiu działał Kościół greckokatolicki nastawiony
wyłącznie na przetrwanie. Wybór Papieża-Polaka hierarchia Kościoła
greckokatolickiego, kler i wierni przyjęli z ogromnymi nadziejami - przecież
w Galicji oglądano telewizję polską. Ale głębszej refleksji nie było, bo jej
być nie mogło.

Dla diaspory zaś Jan Paweł II pojawił się w bardzo konkretnej sytuacji. W
1978 r. żył jeszcze i był w dobrej formie kard. Josyf Slipyj. Postać
niezwykła - sam Papież mówił o nim, że to mąż Kościoła. Kardynał był następcą
i kontynuatorem dzieła metropolity Andrija Szeptyckiego, wnuka Aleksandra
Fredry i brata polskiego generała Stanisława Szeptyckiego, dla Ukraińców zaś -
ojca Kościoła greckokatolickiego, orędownika patriarchatu kijowskiego i
jednego z najważniejszych przywódców narodowych w XX wieku.

Szeptycki zmarł na początku listopada 1944 r., po zajęciu Lwowa przez
Sowietów. Chowano go z pełnymi honorami państwowymi. Na pogrzebie był nawet
ówczesny pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Ukrainy Nikita Chruszczow.

Ale Stalin miał inne plany wobec Cerkwi greckokatolickiej.

- Na początku 1945 r. zapadła decyzja o likwidacji Kościoła oskarżanego o
nacjonalizm i współpracę z nazistami. W kwietniu aresztowano metropolitę
Slipyja - następcę Szeptyckiego - i czterech innych biskupów. Rok później
podczas tzw. soboru lwowskiego Kościół oficjalnie zlikwidowano.

Slipyj spędził 18 lat w sowieckich łagrach i więzieniach. Był niezłomny,
odprawiał liturgię, wyświęcał kapłanów i biskupów. W 1953 i w 1957 r.
przywieziono go do Moskwy na rozmowy na temat ewentualnego zalegalizowania
Cerkwi greckokatolickiej. Pozwolono mu nawet pracować w bibliotekach nad
przygotowaniem historii Kościoła greckokatolickiego. Kardynał był kuszony
przez komunistów różnymi perspektywami, w tym możliwością objęcia
patriarchatu moskiewskiego, jeśli tylko wyrzeknie się wierności Stolicy
Apostolskiej.

Wyzwolił go z łagrów papież Jan XXIII. Metropolita przyjechał na Sobór
Watykański II w aureoli męczennika i świadka wiary, włączył się bardzo
aktywnie w prace soborowe dotyczące Kościołów wschodnich. Przekonywał, że
katolickie Kościoły wschodnie są kościołami sui iuris, czyli mają swoje
prawo, swoje zwierzchnictwo, są odrębnymi wspólnotami w komunii z Rzymem,
uznającymi dogmaty Kościoła powszechnego i prymat papieża. Domagał się
opracowania odrębnego prawa kanonicznego dla Wschodu, co nastąpiło już za
pontyfikatu Jana Pawła II.

A jednak stosunki kardynała Slipyja z Watykanem nie należały do
najprostszych.

- Kardynał wysunął postulat, by Kościół greckokatolicki zwieńczyć
patriarchatem. Na fali entuzjazmu soborowego i uznania dla heroizmu Slipyja
sprawa wydawała się bliska finalizacji. Na przeszkodzie stanął jednak ostry
sprzeciw patriarchatu moskiewskiego i słabość struktur Kościoła
greckokatolickiego.

Zastosowano wówczas wybieg prawny - patriarchat nie powstał, by nie utrudniać
kontaktów z prawosławiem, lecz ustanowiono tytuł arcybiskupa większego Lwowa
dla całej wspólnoty Kościoła greckokatolickiego.

Slipyj objechał niemal wszystkie wspólnoty greckokatolickie na Zachodzie.
Wzmocnił Kościół, w Rzymie otworzył ukraiński uniwersytet katolicki i
wybudował kopię kijowskiego soboru św. Zofii. W Castel Gandolfo, naprzeciw
letniej rezydencji papieży, zbudował klasztor ojców studytów. I wszędzie
występował w imieniu podziemnego Kościoła na Ukrainie.

Jednak w gorsecie arcybiskupa większego kardynałowi było raczej ciasno.
Krytykował Pawła VI ze względu na watykańską Ostpolitik i stałe domagał się
uznania patriarchatu greckokatolickiego. W 1975 r. uznał, że nie może już
czekać. Zwołał synod biskupów greckokatolickich, który podjął decyzję o
powołaniu patriarchatu. Sprzeciwiła się temu kuria rzymska. Wybuchła potężna
awantura. To wówczas kardynał miał ponoć oświadczyć, że łatwiej mu było na
zesłaniu w łagrach niż w Watykanie.

Slipyj poszedł jeszcze dalej. Bez powiadomienia Watykanu wyświęcił dwóch
biskupów na emigracji. Jednym z nich był dzisiejszy zwierzchnik Kościoła
greckokatolickiego kard. Lubomyr Huzar, aż do 1992 r. nieuznawany przez Rzym
jako biskup. Lecz kardynała, w końcu świadka wiary, nie można było odłączyć
od Kościoła powszechnego, nazwać schizmatykiem.

I wtedy następuje wybór Jana Pawła II. Nowy Papież swój pontyfikat zaczął od
gestu niezwykłego. Podczas hołdu kardynalskiego Jan Paweł II podniósł z
klęczek tylko dwóch hierarchów - Stefana Wyszyńskiego i Josyfa Slipyja. W
skierowanym na ręce Slipyja liście do wspólnoty greckokatolickiej nakreślił
wschodni program swego pontyfikatu. W 1980 r. zwołał synod biskupów,
inaugurując przygotowania do przypadających na rok 1988 obchodów tysiąclecia
chrztu Rusi Kijowskiej zaplanowane na wzór tysiąclecia chrztu Polski.


Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
    • ignorant11 Re: Jan Paweł Wielki - Papież Ukraińców (2) 09.04.05, 01:46
      Papież Ukraińców (2)





      Wszystko więc wskazywało, że spór na linii kuria rzymska - kardynał Slipyj
      wygasał, choć trzeba przyznać, że jeden twardy charakter natrafił na drugi.
      Slipyj chciał, by Papież obwołał jego następcą biskupa Huzara od lat
      przygotowywanego do tej roli. Wybór Jana Pawła II padł jednak na metropolitę
      Myrosława Lubacziwskiego z USA. Trzeba przyznać, że nie trafił źle. Kardynał
      Lubacziwskij prowadził Kościół greckokatolicki w przełomowych latach
      odzyskiwania wolności przez Ukrainę. Do soboru św. Jura we Lwowie powrócił w
      marcu 1991 r.

      Przez cały czas istnienia ZSRR sekretarze na Kremlu wierzyli, że bez Cerkwi
      greckokatolickiej nie odrodzi się poczucie narodowe na Ukrainie, a wewnątrz
      imperium będzie panował spokój. A równocześnie w latach 80. w Rzymie ukazała
      się książka Bohdana Cywińskiego "Ogniem próbowane" poświęcona dziejom Kościołów
      katolickich w Europie Środkowo-Wschodniej. Jej konkluzja jest dla ukraińskich
      grekokatolików zabójcza - wobec zaangażowania w sprawy narodowe w pierwszej
      połowie XX wieku "wspólnota ta straciła charakter eklezjalny".

      Otwarta troska Papieża o katolickie Kościoły wschodnie komplikowała niełatwy
      dialog z Cerkwiami prawosławnymi, szczególnie z patriarchatem moskiewskim.
      Uniatyzm - rozumiany jako sposób podporządkowania Kościołów prawosławnych
      Stolicy Apostolskiej - spotykał się z bezwarunkowym odrzuceniem prawosławnych.
      To zaś oznaczało niemalże zanegowanie prawa katolickich Kościołów wschodnich do
      istnienia. Jan Paweł II musiał zmierzyć się z tym wyzwaniem. Prawosławnym
      tłumaczył, że dla Kościoła katolickiego Kościoły wschodnie są "Kościołami
      siostrzanymi", a więc w pełni uznawanymi wspólnotami chrześcijańskimi
      zachowującymi sukcesję apostolską i ważność sakramentów. Musiał przekonywać, że
      podtrzymywanie tożsamości Kościołów wschodnich nie zagraża Kościołom
      prawosławnym i dialogowi ekumenicznemu. Zaś wyznawcom katolickich Kościołów
      wschodnich musiał pokazać, że nie składa ich na ołtarzu ekumenizmu.

      Jakby tego nie dość, na sprawy eklezjalne nakładał się problem komunizmu na
      wschodzie Europy.

      Gdy Papież mówił od dwóch płucach Europy - zachodnim i wschodnim - zapewne szło
      mu o Wschód zdominowany przez komunizm.

      - Chyba też, lecz przede wszystkim miał na myśli zachodnie i wschodnie
      chrześcijaństwo. W 1985 r. wydał jedną ze swych najważniejszych
      encyklik "Slavorum Apostoli" poświęconą świętym Cyrylowi i Metodemu, których
      pięć lat wcześniej ogłosił patronami Europy. Podkreślał, że apostołowie Słowian
      są tak samo czczeni przez Kościoły prawosławne jak przez Kościół katolicki. Dla
      dialogu ekumenicznego był to wielki krok naprzód.

      Watykańskie przygotowania do tysiąclecia chrztu Rusi Kijowskiej jak w soczewce
      skupiały wszystkie problemy prawosławia i ZSRR. Janowi Pawłowi II bardzo
      zależało na włączeniu się do obchodów milenijnych organizowanych przez
      patriarchat moskiewski. Pierestrojkowe władze ZSRR postanowiły wykorzystać tę
      rocznicę do podtrzymania gasnącego imperium. Po raz pierwszy od dziesiątków lat
      w Związku Sowieckim zorganizowano wielkie uroczystości religijne, w których
      wzięła udział delegacja kurii rzymskiej na wysokim szczeblu. Doszło wtedy do
      spotkania wysłanników Papieża z delegacją podziemnego Kościoła
      greckokatolickiego.

      Jednocześnie wespół z ukraińską hierarchią na Zachodzie Papież organizował
      własne obchody. Centralne odbyły się w Watykanie, ale chyba nie mniejsze
      znaczenie miały uroczystości zorganizowane w Polsce. We mszy na Jasnej Górze
      uczestniczyło blisko 40 tys. wiernych, ukraiński episkopat z diaspory oraz
      dwóch hierarchów z Ukrainy.

      Lecz odrodzenie Kościoła greckokatolickiego w Polsce miało też kilka momentów
      dramatycznych. W 1991 r. Jan Paweł II chciał spotkać się z grekokatolikami w
      ich dawnej katedrze w Przemyślu. Jej użytkownicy, ojcowie karmelici bosi i
      garść rzymskich katolików zabarykadowali się w świątyni. Pierwszy i ostatni raz
      podczas 27-letniego pontyfikatu Jan Paweł II nie został wpuszczony do świątyni
      katolickiej.

      Z początku trudny dialog Jana Pawła II z prawosławiem odbywał się poza
      terytorium uznawanym za wyłączną strefę wpływów patriarchatu moskiewskiego.
      Dopiero po upadku ZSRR zaczęły się prawdziwe kłopoty.

      - W pierwszej części pontyfikatu dialog ekumeniczny rozwijał się bardzo
      intensywnie. W drugiej stracił impet, by w końcu prawie wygasnąć, gdyż
      patriarchat moskiewski sprzeciwiał się zaproszeniu Jana Pawła II do odwiedzenia
      Rosji. Prawosławni oskarżali katolików o prozelityzm, co wiązało się z
      dynamicznym rozwojem struktur Kościoła rzymskokatolickiego na terenach byłego
      ZSRR, czyli - w rozumieniu patriarchatu moskiewskiego - na jego terytorium
      kanonicznym. Szybko też odradzał się Kościół greckokatolicki na Ukrainie, gdzie
      siłą rzeczy doszło do zaostrzenia stosunków wyznaniowych.

      Grekokatolicy bardzo ciężko przeżyli stwierdzenie teologów łacińskich i
      prawosławnych wyrażone na konferencji w Balamand w 1993 r.: „Ze względu na
      sposób, w jaki katolicy i prawosławni patrzą ponownie na swoje odniesienie do
      misterium Kościoła i odkrywają siebie na nowo jako Kościoły siostrzane, ta
      forma »apostolatu misyjnego «, którą nazwano »uniatyzmem «, nie może być już
      przyjęta ani jako metoda do zastosowania, ani jako model jedności poszukiwanej
      przez nasze Kościoły”. Papież zaś cierpliwie tłumaczył, żeby potraktowali całą
      sprawę jako szansę do pełniejszego wyrażenia własnej eklezjologii.

      Czy stosunki z Moskwą i prawosławiem to jeden z powodów, dla których Watykan
      nie spieszył się z uznaniem niepodległości Ukrainy?

      - Watykan nie spieszył się, bo o tym, co myśli o Ukrainie, świadczyły jego
      czyny. W grę wchodziło odrodzenie katolicyzmu na Wschodzie, co Stolica
      Apostolska uznała za problem pierwszoplanowy.

      Ukraina to dla Watykanu kraj trudny i specyficzny - ogromnie zlaicyzowany i
      zróżnicowany pod względem konfesyjnym, podzielony regionalnie i językowo. A
      mimo to nastąpiło w nim odrodzenie Kościoła greckokatolickiego i łacińskiego.
      Watykan stoi tam bardzo mocną stopą.

      Na dodatek na początku ukraińskiej niepodległości od Prawosławnej Cerkwi
      Patriarchatu Moskiewskiego odłącza się metropolita Filaret - dla prawosławnych
      po prostu schizmatyk. Lecz nawet ci Ukraińcy, którzy uznają Cerkiew
      Patriarchatu Kijowskiego, mówią, że Filaret - człowiek mądry i wykształcony -
      nie może przewodzić wspólnocie wiernych, choćby ze względu na stan cywilny
      (jest żonaty) i najprawdopodobniej agenturalną przeszłość. Tymczasem to Filaret
      wyciąga rękę do Rzymu, co było bardzo widoczne podczas papieskiej pielgrzymki
      na Ukrainę.

      - Determinacja, z jaką kardynał Slipyj walczył o patriarchat kijowski,
      rozbudziła też wyobraźnię prawosławnych Ukraińców z diaspory zorganizowanych w
      trzy struktury kościelne. Ich postulat powołania własnego patriarchatu nie
      wynikał tylko ze względów ambicjonalnych. Tkwiło w tym głębokie przekonanie, że
      Kijów - miejsce skąd chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się na cały wschód Europy
      i ogromne połacie Azji - również w czasach współczesnych powinien odgrywać
      ważną rolę w chrześcijaństwie. W tradycji ukraińskiej żywe jest XVIII-wieczne
      określenie Kijowa jako "drugiej Jerozolimy".

      Lecz kiedy Kijów odzyskuje taki status, powstaje pytanie o pozycję Moskwy, w XV
      w. zwanej "trzecim Rzymem". Przecież Moskwa to dla Kijowa niejako "córka".
      Zgoda, z wielkimi tradycjami, ale niewątpliwie młodsza w pochodzie
      chrześcijaństwa. Dla wielu prawosławnych Rosjan taka perspektywa jest niemal
      nie do zniesienia - uderza bowiem w serce tradycji, która zrodziła imperium
      rosyjskie.

      Sytuacja ukraińskiego prawosławia jest bardzo złożona. Główne ośrodki Cerkwi
      Patriarchatu Moskiewskiego mieszczą się na wschodzie kraju - to Cerkiew w
      zasadzie rosyjskojęzyczna. Patriarchat kijowski to przede wszystkim Wołyń i
      Ukraina centralna, główn
    • ignorant11 Re: Jan Paweł Wielki - Papież Ukraińców(3) 09.04.05, 01:47
      Papież Ukraińców (3)





      Właściwie Kijów ma dziś dwóch patriarchów. Filareta, którego nie uznają inne
      Kościoły prawosławne, i patriarchat greckokatolicki, formalnie nieuznawany
      przez kurię rzymską, chociaż podczas mszy kapłani modlą się za patriarchę
      Lubomyra. Wcześniej czy później Kościoły prawosławne, a przynajmniej patriarcha
      ekumeniczny z Konstantynopola, uzna prawosławny patriarchat kijowski. Zaś
      Watykan zapewne podniesie arcybiskupa większego Lwowa do godności patriarchy
      Kijowa. Hierarchowie greckokatoliccy mówią, że Jan Paweł II był bliski podjęcia
      tej decyzji, ale czekał na znak Ducha Świętego, że już ta chwila nadeszła.

      Czym dla Kościoła greckokatolickiego był pontyfikat Jana Pawła II?

      - Odrodzeniem, ale też nadaniem mu wymiaru globalnego. Dzięki Papieżowi Kościół
      greckokatolicki już nie musi tłumaczyć się, że jest samodzielnym Kościołem, że
      stoi za nim tylko podjęta przed wiekami polityczna intryga i unia brzeska.
      Listy papieskie do katolickiej wspólnoty ukraińskiej bardzo mocno to
      podkreślają.

      Jan Paweł II przywiązywał wielkie znaczenie do świadectwa męczenników. A tych
      na Ukrainie nie brakowało. Podczas pielgrzymki w 2001 r. wyniósł na ołtarze 28
      męczenników, wcześniej beatyfikował męczenników unickich z Pratulina.

      Czym dla Ukraińców była papieska pielgrzymka do ich kraju?

      - Jej rolę można - zachowując proporcje - porównać do skutków pierwszej wizyty
      Jana Pawła II w Polsce. I nie ma znaczenia, że na Ukrainie większość przyznaje
      się do prawosławia.

      Decyzja o pielgrzymce zapadła w 2000 r. Wydaje się, że Leonid Kuczma zgodził
      się na nią z prostej przyczyny - Papież był już w Azerbejdżanie, był w
      Kazachstanie, a tu dwa episkopaty katolickie Ukrainy szturmują prezydenta, by
      wystosował zaproszenie do Watykanu. Wszak - mówią - matka Jana Pawła II była
      Ukrainką. Więc prezydent powiedział: a czemu nie?

      Pielgrzymka zderzyła się ze sprawą Georgija Gongadzego i ujawnieniem taśm
      majora Melnyczenki potwierdzających, że to Kuczma kazał zabić niepokornego
      dziennikarza.

      - Twórcy spiskowej teorii dziejów uważają nawet, że sposób i czas ujawnienia
      zabójstwa Gongadzego mógł służyć również za powód storpedowania pielgrzymki. I
      może coś tu jest na rzeczy.

      Jednak pielgrzymka odbyła się i miała niezwykłe znaczenie. Papież bardzo
      starannie się do niej przygotował. Mówi się, że pół roku wcześniej zaczął
      pobierać lekcje języka ukraińskiego, opracowywał teksty swoich homilii i
      przemówień.

      Galicja też była na papieską wizytę przygotowana, bo w telewizji oglądała
      wszystkie polskie pielgrzymki. We Lwowie było jak Pan Bóg przykazał: Papież
      śpiewał góralskie piosenki, a podczas ulewy w czasie spotkania z młodzieżą w
      Sychowie powiedział, że deszcz powinien przestać padać - i przestał.

      Bardziej szło o to, jak zachowa się Kijów. W większości zlaicyzowane i
      rosyjskojęzyczne elity kijowskie dopiero uczą się, kim dla Ukrainy był Piotr
      Mohyła - wybitny prawosławny metropolita kijowski z pierwszej połowy XVII w.,
      odnowiciel Cerkwi i współtwórca ówczesnej idei ustanowienia patriarchatu
      kijowskiego. Uczą się, kim był metropolita Andrij Szeptycki, i co dla Ukrainy
      oznacza tradycja kijowskiego chrześcijaństwa. I w tej sytuacji przyjeżdża
      Papież. Po ukraińsku mówi lepiej niż Kuczma, podkreśla, że Ukraińcy są narodem
      europejskim.

      Ukraińcy mają kompleksy, jak każdy naród w tej części Europy. I nagle słyszą
      słowa Papieża, które są jak balsam. Słyszą je po ukraińsku, czyli w języku,
      którym na co dzień posługuje się Galicja, Wołyń i Ukraina centralna, ale już
      nie milionowe aglomeracje na wschodzie kraju. Papież przemawia do narodu
      dopiero kształtującego swoją tożsamość. Mówi o jego wielkiej, głębokiej
      tradycji, pokazuje mu jego europejskie miejsce. Wtedy coś zaczęło kiełkować.

      I wykiełkowało w pomarańczowej rewolucji.

      - Podczas rewolucji Galicja przyjechała do Kijowa, bo już wiedziała, że w życiu
      liczy się nie tylko chleb, ale i dusza. Kiedy podczas papieskiej pielgrzymki
      Kuczma szedł przez lwowski hipodrom, ludzie, choć uspokajani przez księży,
      gwizdali. Gdy szedł Wiktor Juszczenko, podniosły się brawa. Rewolucję zrobili
      30-, 40-latkowie, którzy stanęli wobec wyboru - albo prezydentem będzie Wiktor
      Janukowycz, człowiek kilkakrotnie karany za czyny kryminalne, albo Juszczenko.

      Fenomen pomarańczowej rewolucji to w znacznej mierze właśnie osoba Juszczenki.
      Jest prawosławny, należy do Cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego, a mimo to mówi,
      że osoba Jana Pawła II ma dla niego ogromne znaczenie, bo głęboko przeżywa i
      rozumie słowa papieskie. To wynika z jego przekonań, nie z koniunkturalizmu.

      Kiedy więc Papież mówił Ukraińcom, że ich tradycja to Piotr Mohyła, oznaczało
      to, że dla Ukrainy ważne jest prawosławie, ale i ukraińskość. Gdy mówił o
      Szeptyckim, podnosił grekokatolików. Doskonale porozumiewał się z ludźmi obu
      konfesji, pokazując ich ukraińskie korzenie. Z tego punktu widzenia papieskie
      zasługi dla wolności Ukrainy są nie do przecenienia. Jeśli na msze
      beatyfikacyjną męczenników przyszło milion lub półtora miliona ludzi z
      pięciomilionowej ludności Galicji, dla ukraińskiej tożsamości znaczyło to
      bardzo wiele. Coś innego zaczęło się dziać. I to w klimacie, gdy na Ukrainie
      rządzą demony zła - sprawa Gongadzego jest tego najlepszym przykładem. Ludzie
      już wiedzą, że mają wybór - albo ten naród zgodzi się na zło i sam siebie
      upodli, albo wstanie z kolan, otrząśnie się.

      Papież ukazał Ukraińcom inną, dalszą perspektywę. Pokazał, że można prowadzić
      publiczną rozmowę na zdecydowanie wyższym poziomie. Dla opiniotwórczych elit
      kijowskich jego wizyta była wstrząsem. Bo przyjechał do nich ktoś wielki i
      mówił wielkie słowa, a tymczasem na Ukrainie panują takie porządki, że nic,
      tylko emigrować. Przed pielgrzymką ludzie byli przekonani, że na Ukrainie nic
      się nie zmieni...

      ...dokładnie tak samo, jak w Polsce w 1978 r.

      - Dokładnie. I Juszczenko uderzył w tę strunę. Na placu Niepodległości mówił do
      ludzi nie o chlebie, ale o godności.

      Ale wcześniej o ukraińskiej godności mówił Jan Paweł II. Dla godności jeden
      człowiek zrobi wiele. A milion ludzi przekonanych, że nie wolno dłużej żyć w
      zakłamaniu, dla godności i prawdy zrobi wszystko.

      Papież bardzo długo przygotowywał się do tej pielgrzymki. Gdy powziął
      postanowienie, że beatyfikuje męczenników, musiał wiedzieć, że o pogłębieniu
      dialogu z prawosławiem może na jakiś czas zapomnieć. Patriarcha Aleksij
      wizytował w tym samym czasie Białoruś, jakby w odpowiedzi na ukraińską podróż
      Jana Pawła II. Wreszcie - być może w rewanżu za Ukrainę - Papież nie dostał
      zaproszenia do Moskwy, co musiało być dla niego wielkim ciosem. Ale dla Ukrainy
      zrobił ogromnie dużo.

      Mirosław Czech - historyk, członek Rady Krajowej Unii Wolności, działacz
      Związku Ukraińców w Polsce


      Mirosław Czech
Pełna wersja