eliot
18.04.05, 08:38
Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza > Publicystyka > Gazeta Świąteczna Poniedziałek,
18 kwietnia 2005
Ani Polaka więcej!
Borys Tumanow* 15-04-2005 , ostatnia aktualizacja 15-04-2005 20:05
Tak mówi Putin - sen felietonisty Borysa Tumanowa
- Panie prezydencie, przed chwilą zadzwonili Polacy. Znowu pytają, co z tym
Katyniem...
- O Boże! Ależ się przyczepili! Kiedy to się wreszcie skończy! Ilu ich tam
rozstrzelano?
- Dwadzieścia trzy tysiące, panie prezydencie.
- No to trzeba im odpowiedzieć tak: zgadza się, na wiosnę 1940 roku NKWD
rozstrzelało dwadzieścia trzy tysiące polskich oficerów. Najwyższy czas
zamknąć ten temat raz na zawsze! Koniec końców jesteśmy w Europie, a więc
trzeba trzymać się zasad humanitaryzmu. Może pan odejść.
- Tak jest, panie prezydencie.
- Chociaż nie, proszę zaczekać. Nie pamięta pan, czy Kwaśniewski jesienią
konsultował się ze mną, zanim wybrał się z misją do Kijowa?
- Nie, panie prezydencie. Pojechał tam z własnej inicjatywy.
- Ach tak! W takim razie oto, co zrobimy. Niech pan przekaże do Warszawy, że
rozstrzelanych Polaków było nie dwadzieścia trzy tysiące, jak oni twierdzą,
ale powiedzmy... dwadzieścia... siedemnaście... nie, to wciąż za dużo... no,
powiedzmy, czternaście tysięcy. Otóż to, dokładnie czternaście tysięcy! I ani
Polaka więcej! To wszystko, może pan odejść.
- Tak jest, panie prezydencie.
- Tak, tak, tak... Nie do pojęcia, jaki ten Aleksander bezczelny! A więc tak.
Zawiadomi się Polaków, że te czternaście tysięcy to oficerowie wzięci do
niewoli. A rozstrzelano tylko dwa tysiące z nich. Nie, zbyt okrągła liczba,
Polacy nie uwierzą. Trzeba im powiedzieć tak: do tej pory ustalono, że
zginęło... mmm... jeden tysiąc ośmiuset trzech oficerów. I ani Polaka więcej!
Coś podobnego! Jeżdżą bez pozwolenia do Kijowa, mówią nam różne ohydztwa, a
my mamy ich prosić o wybaczenie! Może pan odejść.
- Tak jest, panie prezydencie.
- Chwileczkę... Jeszcze coś sobie przypomniałem. To przecież w Warszawie
nazwano likwidację Maschadowa głupotą? Zgadza się?
- Tak jest, panie prezydencie.
- No cóż, niech teraz mają pretensje do samych siebie. Proszę zawiadomić
Warszawę, że z tego tysiąca ośmiuset trzech rozstrzelanych precyzyjnie
zidentyfikowano wszystkiego dwudziestu dwóch i oni rzeczywiście okazali się
obywatelami Polski. Jeśli zaś chodzi o pozostałych, to ponieważ ich
narodowość jest niemożliwa do ustalenia, mogą pochodzić z każdego miejsca na
ziemi. Niewykluczone na przykład, że to aborygeni z Nowej Zelandii, którzy
popełnili zbiorowe samobójstwo. I niech ci Polacy spróbują teraz udowodnić
coś przeciwnego!
- Proszę mi wybaczyć, panie prezydencie, ale jeśli już przyznaliśmy fakt
rozstrzelania chociażby dwudziestu dwóch jeńców, Polacy zażądają podania
nazwisk tych sowieckich decydentów, którzy za to ponoszą odpowiedzialność.
- Może im pan przekazać nawet całą listę. Jakie to ma znaczenie, jeśli
dzisiaj ci ludzie już nie żyją? Może pan odejść.
- Tak jest, panie prezydencie.
- Stop, stop, stop... Proszę zaczekać. Mało nie zapomniałem. To prawda, że w
Warszawie jakieś rondo nazwano imieniem Dżochara Dudajewa?
- Prawda, panie prezydencie.
- No wie pan, to się już w ogóle w głowie nie mieści! Nie dawać Polakom
żadnych list! Ani jednego nazwiska! A jeśli będą protestować, to proszę im
powiedzieć, że ci wszyscy nieboszczycy mieli dostęp do tajemnic państwowych.
- Ośmielę się zauważyć, panie prezydencie, że Polacy mogą zwrócić nam uwagę,
że jeżeli już wszyscy nie żyją, to tajemnicy państwowej zdradzić nie są w
stanie.
- Ależ Polacy, ludzie głęboko wierzący, nie mogą nie rozumieć, że dusze
zmarłych potrafią się ze sobą porozumiewać w życiu pozagrobowym! My nie mamy
prawa ryzykować! Proszę już iść!
- Panie prezydencie...
- No, co tam jeszcze?
- Polski Sejm żąda, abyśmy rozstrzelanie polskich jeńców uznali za
ludobójstwo, zbrodnię przeciwko ludzkości...
- Ludobójstwo? Nigdy w życiu! Tak niech pan im przekaże: ni-gdy! Zresztą,
proszę zaczekać... Nie będziemy aż tak kategoryczni. Polakom trzeba
odpowiedzieć tak: niech oni sami na początek uznają za ludobójstwo, zbrodnię
przeciwko narodowi rosyjskiemu, śmierć pod Kostromą miłującego pokój Iwana
Susanina. W 1613 roku zabili go tam przecież polscy żołnierze. A potem się
zobaczy.
tłum. lai
*Borys Tumanow jest zastępcą redaktora naczelnego tygodnika "Nowoje Wriemia"