Chiny coraz bliżej Polski i Europy

18.04.05, 16:22
Właściciele i pracownicy małych firm odzieżowych w Łodzi wstrzymali oddech,
gdy do miasta przybyła chińska delegacja biznesmenów z Hongkongu, w celu
zapoznania się z branżą tekstylną. Nieoficjalnie mówi się o inwestowaniu,
jednak nie wiadomo jakiego rodzaju będą to inwestycje, gdyż goście ze wschodu
tego nie ujawnili – pisze „Express Ilustrowany”. Polscy przedsiębiorcy z
branży tekstylnej obawiają się, że Chińczycy ich „wygryzą”.
Wiceprezydent Łodzi Marek Michalik spotkał się z członkami delegacji. -
„Chińskich przedsiębiorców interesowały między innymi kontakty z łódzkimi
firmami tekstylnymi. Szukają wśród nich partnerów. I myślą raczej o wejściu na
zachodnie rynki Unii” – powiedział po spotkaniu.
Bogumił Świderski, wiceprezes Związku Pracodawców Przemysłu Dziewiarskiego
mówi, że dla Chińczyków wejście do spółki w kraju Unii Europejskiej to
najlepszy sposób na ominięcie wszelkich zakazów, restrykcji i ograniczeń w
imporcie taniej odzieży. A skutki tego są straszne. Szacuje się, że jeśli
import tekstyliów z Chin utrzyma się na poziomie ostatnich dwóch lat, pracę w
krajach Unii straci ponad milion osób. Świderski twierdzi, że żadna firma
tekstylna w Europie nie sprosta azjatyckiej konkurencji: „Gdy pojawią się już
u nas chińskie hurtownie i magazyny, trzeba będzie zwijać interes. Tam płace
są pięć razy niższe niż w Polsce, a gotowy już wyrób jest tańszy od surowca –
bawełny kupowanej przez nas na giełdzie. A póki w Polsce ludzie zarabiają tak
mało, zawsze przy wyborze będą się kierowali ceną, nie jakością”.
Mariusz P. Wijas, wicedyrektor miejskiego Biura Rozwoju Przedsiębiorczości i
Miejsc Pracy twierdzi, że chińska delegacja nie gościła w przypadkowych
firmach. - „Liderom chińskiej misji zależało na odwiedzinach w takim zakładzie
produkującym odzież, który powstał w wyniku zagranicznych inwestycji. Chcieli
się przekonać, jakie w Łodzi i w Polsce są warunki inwestowania. Będą te
informacje porównywać z tym, czego się dowiedzą w Czechach i na Węgrzech”.
    • ignorant11 Czy bedziemy jeść bigos... pałeczkami? 19.04.05, 01:37

      Sława!
      Szanghaj nad Bałtykiem
      Tygodnik "Wprost", Nr 1167 (17 kwietnia 2005)
      www.wprost.pl/ar/?O=75471

      Polacy przenoszą produkcję do Chin, Chińczycy - do Polski

      Atakujemy w małych grupach: milion na lewej flance, milion na prawej, milion
      pośrodku" - ten stary dowcip o chińskiej armii mógłby dziś być fragmentem
      relacji z narady urzędników i prezesów przedsiębiorstw w budynku przy alei Dong
      Chang'an 2 w Pekinie, czyli w siedzibie Ministerstwa Handlu Chińskiej Republiki
      Ludowej. Tyle że do wspomnianych liczb należałoby dopisać po trzy zera. W 2005
      r. chińskie firmy, bijące finansowe rekordy na fali hossy tamtejszej
      gospodarki, chcą zainwestować poza granicami Państwa Środka 6 mld USD.
      Chińczycy już stali się największymi po Amerykanach, Niemcach, Brytyjczykach i
      Francuzach inwestorami na świecie, a transakcje, takie jak utworzenie przez
      chiński TCL International Holdings spółki z francuskim Thomsonem, w wyniku
      czego powstał największy na świecie producent telewizorów i odtwarzaczy DVD,
      zdarzają się coraz częściej.
      "Chcą nam odebrać pomidory!" - krzyczały jesienią 2004 r. nagłówki włoskich
      gazet, gdy w sklepach pojawiły się wyjątkowo tanie puszki z koncentratem
      pomidorowym firmy Chalkis Tomato należącej do... chińskiej armii. Amerykańskie
      media alarmowały, że przejęcie pod koniec 2004 r. produkującej komputery
      osobiste części IBM przez chińską firmę Lenovo grozi dopuszczeniem Chińczyków
      do najnowszych technologii i tajemnic gospodarczych. Wielu polskich
      przedsiębiorców wstrzymało oddech na wieść, że w grudniu 2004 r. w specjalnej
      strefie ekonomicznej pod Koszalinem ruszyła chińska montownia rowerów, która
      przekształci się w fabrykę wytwarzającą 200 tys. jednośladów rocznie.
      Inwestycje w Polsce planują też tak wielkie chińskie przedsiębiorstwa, jak
      producent sprzętu AGD Haier, stalowy koncern Baosteel lub Zhongxing
      Telecommunication Equipment (ZTE). Czy to początek chińskiej inwazji? - W
      Chinach działa od 100 do 150 większych firm, które są zainteresowane
      inwestowaniem w Polsce - twierdzi Sebastian Mikosz, wiceprezes Polskiej Agencji
      Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Według PAIiIZ, na początek możemy
      przyciągnąć 7-10 proc. z nich, czyli inwestycje warte nawet pół miliarda
      dolarów.

      China made in Europe
      Spółka EIW (East in West) Industrial Development, która pod Koszalinem kupiła
      od miasta 6 ha gruntu, nie chciała czekać na postawienie fabryki i z miejsca
      rozpoczęła składanie rowerów w wynajętych pomieszczeniach. - To tzw. strategia
      podwójnych korzyści: zmniejszymy koszty wznikające z wysokich ceł na chińskie
      towary eksportowane do Unii Europejskiej i damy pracę kilkuset Polakom -
      wyjaśnia Sha Hongye, dyrektor finansowy i współwłaścicielka Athletic Group,
      udziałowca przedsięwzięcia. Wiadomo już, że na produkcji rowerów w Chińskim
      Centrum Produkcyjnym, bo tak kupiony teren nazwała spółka EIW, się nie skończy:
      docelowo ma tam działać pięć-siedem firm (m.in. producenci sprzętu
      elektronicznego i AGD), które zatrudnią kilkuset Polaków i kilku chińskich
      menedżerów.
      Pod względem wartości inwestycji w Polsce Chiny lokowały się dotychczas tylko
      nieco wyżej niż Lichtenstein. Jednak Polska może się stać dla chińskich
      przedsiębiorstw bramą do rynków 25 państw Unii Europejskiej. Chińskie
      inwestycje zagraniczne przypominają teraz wożenie drewna do lasu, bo na razie
      to europejskie i amerykańskie firmy na wyścigi przenoszą produkcję na Daleki
      Wschód, gdzie koszty pracy są o niebo niższe (na przykład szwaczki w Shenzhen
      zarabiają około 30 centów za godzinę). To jednak tylko pozory; szalony rozwój
      chińskiej gospodarki zrodził wiele fortun i tamtejsze zakłady z prostych
      wykonawców zachodnich zleceń coraz częściej wyrastają na wielkie koncerny
      budujące własne marki. Produkcja piwa Tsingatao, telefonów komórkowych Bird,
      samochodów Geely, lodówek Haier lub komputerów Lenovo rośnie szybciej niż
      zamożność chińskich klientów. Dlatego Chiny coraz więcej eksportują (ich udział
      w globalnym eksporcie tekstyliów sięgnie w tym roku 50 proc.) i inwestują za
      granicą, by ominąć cła i bariery administracyjne, na przykład zaporowe unijne
      cła na rowery, które po 1 maja 2004 r. musiała wprowadzić Polska. Dzięki
      własnej fabryce pod Koszalinem rowery Athletic Group wjadą na rynki europejskie
      bez cła jako produkty made in Poland. Jak twierdzą chińscy przedsiębiorcy, w
      wielu branżach korzyść z obejścia barier celnych i kontyngentów limitujących
      import zrekompensuje z nawiązką koszty związane z przeniesieniem produkcji z
      Dalekiego Wschodu do Polski.

      Desant z morza
      Chińczycy interesują się terenami w pobliżu portów morskich, by łatwiej
      importować maszyny do fabryk i eksportować dalej towary. Zapowiedzią ich
      ekspansji są inwestycje w infrastrukturę. Niedawno Hutchison Port Holdings
      Group, część holdingu z Hongkongu należącego do najbogatszego w Azji Li Ka-
      Shinga (jego majątek ocenia się na 12,1 mld USD), kupiła 80 proc. udziałów w
      terminalu cargo w Gdyni. Miasto liczy na to, że inwestor rozbuduje port kosztem
      kilkunastu milionów dolarów.
      Możliwe, że z rozbudowanego gdyńskiego portu do zachodniej Europy i USA będą
      płynąć m.in. wyroby z chińskiej fabryki owoców morza, która również ma powstać
      na Pomorzu, oraz z zakładu chińskiego koncernu Haier, jednego z największych
      światowych producentów sprzętu AGD, o przychodach w wysokości 12 mld USD
      rocznie. - Przynajmniej przez trzy kolejne lata będziemy podwajać sprzedaż w
      Polsce - zapowiada Jarosław Malecki, członek zarządu polskiej spółki Haier. W
      Polsce sprzedaż lodówek, pralek, zmywarek i kuchenek mikrofalowych tej marki w
      ostatnich trzech latach wzrosła dwukrotnie, do 10 mln USD rocznie, i to przy
      niemal zerowych wydatkach na promocję marki. Haier, który importował i
      sprzedawał swoje produkty przez pośredników, też chce wybudować u nas własny
      zakład produkcyjny - również w Koszalinie. Na nasz rynek mogą też zawitać inni
      czołowi producenci lub dystrybutorzy sprzętu AGD, RTV i komputerów z Chin,
      m.in. Gome, SVA, TCL. Koncern metalurgiczny Baosteel rozważa zaś wybudowanie w
      Polsce centrum dystrybucji blach, być może z linią produkcyjną.
      Tempa nabierają również inwestycje chińskich firm, które w Polsce działają w
      rozmaitych branżach od lat. - Dotychczas zainwestowaliśmy tu około 30 mln USD,
      ale myślimy już o rozbudowie kompleksu kosztem dalszych 12 mln USD - mówi Felix
      Wang, dyrektor w spółce GD Poland Distribution Centre, która w 1994 r.
      otworzyła w gminie Lesznowola chińskie centrum handlowe (działa tam kilkuset
      sprzedawców odzieży, obuwia itp. z Dalekiego Wschodu). Firma Min Hoong przed
      trzynastu laty kupiła grunty na warszawskiej Ochocie i postawiła za 90 mln USD
      handlowo-mieszkaniowy kompleks Przy Parku (około 400 mieszkań i 100 domów).
      Adam Juszkiewicz, prezes Min Hoong Poland, twierdzi, że interesy idą obecnie na
      tyle dobrze, że chiński inwestor chce dokupić ziemię i rozbudować nowe osiedle.

      Kto się boi smoków
      Chińczycy szyją już niemal połowę sprzedawanych na świecie tekstyliów i ubrań,
      jedną trzecią butów, produkują i sprzedają połowę warzyw. W cenowej konkurencji
      biją każdego na głowę. - Najlepsze polskie firmy odzieżowe to te, które szyją w
      Chinach, a w kraju zajmują się budową sieci salonów i kreowaniem marki. Dla
      nich otwieranie się Polski na chińskie towary jest korzystne - uspokaja
      Wojciech Morawski, prezes producenta bielizny Atlantic, który zleca produkcję
      zakładom na Dalekim Wschodzie.
      Co innego mniejsze firmy handlowe i produkcyjne. Wśród kupców z Centrum
      Handlowego Ptak SA w Rzgowie pod Łodzią (największego w Polsce) zaniepokojenie
      wzbudziła informacja, że właściciel centrum Antoni Ptak chce wybudować tam dla
      przedsiębiorców z Chin hurtownię o powierzchni 4 tys. m2. Wiadomość, że
      powstanie też szwalnia odzieży zatrudniająca pięciuset chińskich pr
Pełna wersja