ignorant11
22.04.05, 01:22
Sława!
Wędrówka za rubieżą
Marek Arpad-Kowalski
Bardzo wiele w ostatnich latach ukazuje się książek o tym, co dzieje się na
wchód od Polski. Do wytrwałych i płodnych autorów pracujących na tym kierunku
należy Marek A. Koprowski, który niedawno opublikował książkę "Wołynia dzień
dzisiejszy". Właściwie jest to już trzecia jego książka ze "wschodniego
cyklu". Pierwsza nosiła tytuł "Za Bajkałem" i opowiadała o jego
dziennikarskiej penetracji na Kamczatce, Sachalinie, we Władywostoku, a trasa
podróży kończyła się na Bajkale. Druga "Przez stepy Kazachstanu" to była
relacja z pobytu autora właśnie w Kazachstanie, jak sam tytuł wskazuje. No
teraz ta trzecia, z Wołynia.
Można powiedzieć, że Marek A. Koprowski ruszył najpierw na skraj Eurazji i
powoli wracał w kierunku kraju, by zatrzymać się niemal nad jego granicą, na
Wołyniu. We wszystkich pokazuje tamtejsze krajobrazy, ludzi, narody i
społeczności, obyczaje, zróżnicowanie etniczne i religijne - a na tle tego
wszystkiego Polaków, których losy zapędziły w najróżnorodniejsze zakątki
dawnego Imperium Rosyjskiego, później Sowieckiego, a którzy (częściej już ich
potomkowie) tkwią obecnie w rozmaitych stronach Rosji i posowieckich państw
sukcesorskich. Skupia się więc na Polakach i katolicyzmie, bowiem religia
(czy też, zależnie od otoczenia, wyznanie) jest siłą jednoczącą grupy
polonijne, gromadzące się przy parafiach i diecezjach rozrzuconych po
bezmiernych przestrzeniach Azji. Polskość oznacza tam katolicyzm. Nawet osoby
dalekie od Kościoła skupiają się wokół kościołów. Jest to dla nich oczywisty
łącznik z ledwie pamiętaną albo i legendarną ojczyzną.
O ile jednak tam kłopoty Polaków i ich potomków są oczywiste, bo daleko od
kraju, w egzotycznym otoczeniu, o tyle inaczej patrzymy na Wołyń. Bo
odnajdujemy tu swojskość. Nie tylko z powodu bliskości geograficznej. Wypada
przypomnieć historię, to, że Wołyń wchodził kiedyś w skład Rzeczypospolitej,
w ogóle nasze związki dziejowe z Ukrainą. Dobre i ponure, wspaniałe i
tragiczne. Zainteresowanie tym regionem wzmogło się ostatnio za przyczyną
tego, co działo się w listopadzie i grudniu 2004 roku na Ukrainie.
Autor pokazuje, jak zapowiada w tytule, współczesność Wołynia. Śledzi też
pilnie polskie tam ślady, odwiedza parafie katolickie, ale rozmawia także z
prawosławnymi i grekokatolikami, z Ukraińcami. Bardzo często te polskie ślady
są mocno zadeptane, bardzo często świadczą o nich jedynie ruiny. Przytacza
słowa księdza Tomasza z Netiszyna (kilkanaście kilometrów na wschód od
Ostroga, który rozszerzył w duszpasterstwie używanie języka
ukraińskiego: "Tylko niewielu jego przedstawicieli [młodszego pokolenia -
M.A.K.] zna bowiem język przodków. Jest oczywiście grupa osób, która potrafi
się nim posługiwać, domagająca się, by wszystko było po polsku, ale należą do
mniejszości. Warto tu może jednak zaznaczyć, że nawet jeśli Polacy mówią po
ukraińsku, ale uczęszczają do kościoła, nie są postrzegani jako Ukraińcy.
Wciąż bowiem obowiązuje tu zbitka pojęciowa Polak-katolik. Ukrainiec to ten,
co chodzi do cerkwi, nigdy do kościoła...".
Mniej więcej przed rokiem recenzowałem na tym miejscu tom "Podole i Wołyń"
pod red. Łukasza Smyrskiego i Magdaleny Zowczak. Te "Szkice etnograficzne" to
wynik badań uczonych i studentów z Instytutu Etnologii i Antropologii
Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. I podobne konstatacje, które w jednym
z tekstów w tym tomie zostały określone, jako "cmentarz na gruzach Arkadii".
Kiedy niezależny dziennikarz stwierdza to samo, co naukowcy (podobny był czas
badań i wyprawy red. Koprowskiego na Wołyń), świetnie to świadczy o jego
dociekliwości i dochodzeniu do prawdy, niezależnie od tego, jak ta prawda
może być dla nas przejmująca. Owszem, nie pomija autor dramatycznego czasu
rzezi wołyńskich, lecz to nie tylko one sprawiły, że polskość na Wołyniu
zanika (prawie już zanikła?). Zapewne niezależnie od sentymentów, dla wielu
wciąż jeszcze żyjących, rodzinnych, trzeba chyba będzie się z tym pogodzić.
Jeden z księży, rozmówców autora, powiada, że choć starsze panie stanowią
najbardziej religijną grupę w parafii, to szkoda, że wciąż żyją
rozpamiętywaniem minionych czasów i krzywd doznanych od banderowców i władzy
sowieckiej. Inny powiada o wsi w której prowadzi pracę duszpasterską, że choć
jest ona ukraińska, to przetrwały w niej resztki polskiej i katolickiej
świadomości. To znaczy drewniany kościół zamieniony na magazyn i kilku
mieszkańców o mętnej świadomości polskiego pochodzenia.
Oto Wołynia dzień dzisiejszy. Odmienny od dnia dzisiejszego Podola czy innych
części niegdysiejszych Kresów.
Marek A. Koprowski: "Wołynia dzień dzisiejszy", Wyd. Gość Niedzielny i
Ośrodek "Wołanie z Wołynia", Biały Dunajec-Ostróg 2004.
www.nczas.com/?a=show_article&id=2503
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie