O niemieckich zbrodniach na Ormianach

23.04.05, 12:38

Sława!

Okazuje sie, że Niemcy byli współautorami i tego ludobójstwa, wiecej dla nich
masakra Ormian była wprawka, przed własnym samodzielnym wystepem na scenie
zbrodni.

To jeszcze bardziej przekonuje mnie, że zbrodniczośc lezy w charakterze
narodowym naszych zachodnich sasiadów...
tygodnikforum.onet.pl/1225066,0,8787,925,7,artykul.html
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
    • kubek Re: O niemieckich zbrodniach na Ormianach 23.04.05, 13:13
      ignorant11 napisał:
      To jeszcze bardziej przekonuje mnie, że zbrodniczośc lezy w charakterze
      narodowym naszych zachodnich sasiadów...

      To trochę nie tak oni działają jak automaty,
      Jeśli wykształcą jakiś wybitny umysł,
      Zapominają, że często inteligencja równa się szaleństwu,
      więc upośledzeniu umysłowym.
      I tak te „automaty” brną do złego.
      • ignorant11 Re: O niemieckich zbrodniach na Ormianach 23.04.05, 20:08

        Sława!

        Wyraźnie Ormianie byli dla nich materiałem ćwiczebnym.

        Przeciez to Niemcy planowali, mionitorwali, wydawali rozkazy, osłaniali.

        Nawet przygotwali sobie alibi na wspłudział w tej zbrodni.

        Przypominam, że w IWS wypróbowywano wszystkie pójźniejsze metody zbrodni i
        masowego mordu.



        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        • eliot Rzeź Ormian 1 25.04.05, 10:59
          serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2672305.html
          Rzeź Ormian - pierwsze ludobójstwo XX wieku


          r e k l a m a






          Ciała Ormian zamordowanych w Aleppo (Halab), luty 1919 r.
          Fot. HO AP




          Aris Janigian 24-04-2005 , ostatnia aktualizacja 24-04-2005 18:59

          To dziwna cecha ludzkiej psychiki, że zamiast odczuwać skruchę, winowajca
          demonizuje swą ofiarę albo głosi, że ona sama ponosi winę za swe cierpienia.
          Tak właśnie przez dziesiątki lat postępowali Turcy, którzy w czasie I wojny
          światowej wymordowali ponad milion Ormian - pisze Aris Janigian, amerykański
          psycholog i eseista pochodzenia ormiańskiego

          Kiedy byłem małym chłopcem, wujek powiedział mi: „Jeśli spotkasz Turka, to go
          zabij”. Wiedziałem już, że Turcy byli sprawcami Medz Jeghren, Wielkiego
          Kataklizmu Ormian, ale myśl o zabiciu człowieka paraliżowała mnie. Czy nie
          wystarczyłoby po prostu splunąć i obrzucić go wyzwiskami?

          Na szczęście znaleźliśmy się w miejscu, gdzie nie było Turków. W latach
          międzywojennych tysiące Ormian napłynęły do Kalifornii. Przyjechali tu, by
          wskrzesić stary świat i zbudować coś nowego z popiołów przeszłości.

          Nic moim zdaniem nie ilustruje lepiej tej nadziei niż nalepka na opakowaniu
          owoców, na którą natknąłem się wiele lat temu. Była to etykieta farmerskiej
          rodziny Harry Berberian and Sons. Przedstawiała białobrodego Noego, który idzie
          z łopatą na ramieniu. Na pierwszym planie obfitość owoców - brzoskwinie,
          czereśnie, winogrona. W tle góra Ararat, w samym sercu historycznej Armenii, z
          arką Noego na szczycie. A dalej, aż po horyzont, ciągnie się bujna dolina.
          Takie były marzenia uchodźców.

          Najczarniejsza karta

          Ormianie przyjęli chrześcijaństwo w 301 r. n.e., stając się pierwszym narodem
          chrześcijańskim. Stawiali krzyże i kościoły w czasach, gdy Germanie nadal
          przywoływali imiona Thora i Odyna. Około 402 r. Mesrop Masztoc stworzył nowy
          alfabet "z Bożej inspiracji", by przełożyć Biblię na armeński.

          Oczywiście Ormianie nie przybyli do Ameryki z przypadku czy wyboru. W latach
          1915-18 młodoturcy [modernizacyjno-nacjonalistyczny ruch polityczny powstały w
          1889 r., w latach 1908-09 przejął władzę w Turcji - red.] rozpoczęli masowe
          deportacje i rzezie Ormian, które przyniosły śmierć 1-1,5 mln osób. Było to
          pierwsze ludobójstwo w XX wieku. Gdy Turcy skończyli swe dzieło, Ormianie -
          naród, którego dzieje liczą ponad 3 tys. lat - praktycznie przestali istnieć.

          Henry Morgenthau, w owym czasie ambasador USA w Turcji, powiedział: "Z czarnych
          kart historii współczesnej ta jest najczarniejsza ze wszystkich". Amerykańska
          prasa opisywała rzeź na bieżąco z taką precyzją, że późniejsze doniesienia o
          Holocauście, ludobójstwie w Kambodży czy Rwandzie bledną w porównaniu z tamtymi
          reportażami. Organizacje charytatywne wysyłały miliony dolarów, by wesprzeć i
          podtrzymać na duchu głodujących Ormian.

          Kiedy Turcja poniosła klęskę w I wojnie światowej, alianci oburzeni zbrodnią na
          Ormianach ustanowili trybunał, w którym zasiedli m.in. członkowie nowego
          tureckiego rządu. Zbiegli z kraju przywódcy młodoturków zostali uznani winnymi
          masakry i skazani na śmierć in absentia. W 1918 r. Ormianie uzyskali własne
          niezależne państwo.

          Choć Kemal Atatürk, twórca nowożytnej Turcji, dystansował się od tradycji
          Ottomanów, niektóre zaszłości jakby pozostały we krwi. Zdeterminowany, by
          zachować terytorium Turcji, dokończył rozpoczętego przez młodoturków dzieła
          czystki Ormian. W 1920 r. Republika Armenii przestała istnieć. Ale tym razem
          zachodnie mocarstwa odwróciły się plecami do cierpień mojego narodu - Turcja
          stała się bowiem strategicznym partnerem w dziele powstrzymywania rosyjskiego
          komunizmu.

          Historia pisana na nowo

          Po przykrywką tego "partnerstwa" Turcy zaczęli pisać historię na nowo. Dziwna
          to cecha ludzkiej psychiki, że zamiast odczuwać skruchę, winowajca demonizuje
          swą ofiarę albo głosi, że ofiara sama ponosi winę za swoje cierpienia. W
          pracach tureckich historyków Ormianie przedstawiani są jako złoczyńcy, którzy
          zdradzili swą ojczyznę (niektórzy rzeczywiście pomagali rosyjskiej armii, by
          ratować własne życie), albo nawet jako sprawcy... ludobójstwa na Turkach. W
          najbardziej miłosiernej wersji ormiański nieszczęśnik padł ofiarą zawieruchy
          wojennej, a nie dokładnie zaplanowanej eksterminacji.

          Na dnie tureckiej psychiki czaił się lęk, że Ormianie kiedyś upomną się o
          sprawiedliwość. Stąd brała się interpretacja: "Skoro nic im nie zrobiliśmy, to
          nie jesteśmy im nic winni".

          Ormianie, poświęceni jak pionek na światowej szachownicy, postanowili wziąć
          sprawiedliwość we własne ręce. W 1924 r. Sagomon Tehrilian - ocalały z masakry -
          zabił w Berlinie Talaata Paszę, głównego architekta rzezi Ormian. Nie było
          żadnych wątpliwości, że to Tehrilian pociągnął za spust i że kierowała nim
          żądza zemsta. Został uniewinniony przez sąd.

          Gdy więc Francja, Wielka Brytania i Ameryka zapomniały o masakrze Ormian, inni
          studiowali ją bardzo dogłębnie. Partia nazistowska, przypominająca w swej
          retoryce i nacjonalistycznej gorliwości młodoturków, z entuzjazmem przyjmowała
          fakt wymazania z pamięci wydarzeń sprzed zaledwie 20 lat. W przededniu inwazji
          na Polskę Hitler - zapytany przez oficerów, czy rzeczywiście ujdzie mu to na
          sucho - ripostował: "A kto dziś mówi o eksterminacji Ormian?".

          Po okrucieństwach II wojny światowej Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjęła
          konwencję o ściganiu zbrodni ludobójstwa. Turcja ratyfikowała tę konwencję - i
          nadal zaprzeczała rzezi Ormian.

          W połowie lat 70. rewolucyjne bojówki ormiańskie dokonały serii zabójstw
          tureckich dyplomatów i zamachów bombowych, by zwrócić uwagę świata na Ormian
          dopominających się o prawdę. Zginęło kilkunastu prominentnych tureckich
          polityków, ale też wielu niewinnych ludzi. To dało Turcji pretekst do kampanii
          przeciw "ormiańskim terrorystom nacjonalistycznym". Ankara wydawała wątpliwej
          jakości kompilacje "dokumentów", selektywnie dobranych z archiwów ottomańskich,
          by dowodzić swej niewinności, i groziła zerwaniem stosunków z krajami, które
          uznawały rzeź Ormian za zbrodnię ludobójstwa.

          Wyklęte słowo "ludobójstwo"

          Jednak pamięć nie ginie. Gdy Turcja podjęła starania o członkostwo w Unii
          Europejskiej, francuski minister spraw zagranicznych Michel Barnier stwierdził,
          że kraj ten "musi się rozliczyć z własną historią". Pod presją Europy turecki
          minister spraw zagranicznych Abdullah Gul oznajmił 14 kwietnia podczas
          specjalnej sesji parlamentu, że "Turcja gotowa jest stawić czoła własnej
          historii".

          Każdy, kto uważnie śledzi wydarzenia w Turcji, może stwierdzić, że jest wprost
          przeciwnie i że w tym kraju narastają nastroje nacjonalistyczne. Amnesty
          International potępiła art. 305 nowego tureckiego kodeksu karnego. Przewiduje
          on surowe kary za "akty przeciw fundamentalnym interesom państwa" i podaje
          przykład mówienia o masakrze Ormian jako przestępstwa "niezgodności z prawdą
          historyczną".

          W miarę zbliżania się 24 kwietnia, Dnia Pamięci Narodowej Ormian, niemal
          wszystkie tureckie dzienniki publikowały kolejne świeżo odkryte "rewelacje" i
          dokumenty rozgrzeszające Turków, a hańbiące Ormian. Orhan Pamuk, znany turecki
          powieściopisarz, został aresztowany, a także otrzymywał pogróżki z groźbami
          śmierci tylko za to, że w zeszłym miesiącu w czasie spotkania w Szwajcarii
          przyznał, iż ludobójstwo Ormian rzeczywiście miało miejsce. Turecki parlament
          zaprosił na swą sesję jednego z najbardziej zaciekłych rewizjonistów
          historycznych Justina McCarthy'ego, by wygłosił tam wykład. Jeden z
          australijskich dzienników w reportażu z tego niebywałego spektaklu cytował
          słowa zachodniego dyplomaty: "Zapewne dużo bardziej owocne byłoby zaproszenie
          do parlamentu ludzi o odmiennych poglądach, ci ludzie jednak wciąż boją się
          publicznie za
          • eliot Re: Rzeź Ormian 2 25.04.05, 11:02

            Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza > Publicystyka > Opinie Poniedziałek, 25 kwietnia
            2005




            Rzeź Ormian - pierwsze ludobójstwo XX wieku (2)


            r e k l a m a






            Ciała Ormian zamordowanych w Aleppo (Halab), luty 1919 r.
            Fot. HO AP





            Wiele krajów - w tym Francja, Włochy, Rosja, Szwajcaria - a także Parlament
            Europejski podjęły stosowne kroki, by uznać rzeź Ormian za ludobójstwo.
            Ameryka, w której mieszka najwięcej Ormian poza samą Armenią, nadal jej nie
            uznaje. W szkole mojej córki w Los Angeles wiele dzieci przez cały kwiecień
            nosi koszulki z napisem: "90 lat zaprzeczeń. Pamiętajcie o ludobójstwie na
            Ormianach". Mają nadzieję przemówić do sumień kongresmenów i prezydenta. Ale co
            roku 24 kwietnia prezydent USA wspomina te wydarzenia językiem wykrętów i
            niedomówień: "Dziś przystajemy na moment, by uczcić pamięć jednego z
            najtragiczniejszych wydarzeń w historii XX wieku - unicestwienia 1,5 mln Ormian
            poprzez wygnanie i mord pod koniec imperium ottomańskiego". I co roku prasa
            turecka zachłystuje się, że prezydent po raz kolejny powstrzymał się od użycia
            słowa, którego Turcy obawiają się najbardziej - słowa "ludobójstwo".

            Tureccy rewizjoniści znaleźli wygodnych, acz dość niespodziewanych
            popleczników. Izrael i część wpływowych organizacji Żydów amerykańskich walczy
            ramię w ramię z Turkami przeciw uznaniu zbrodni ludobójstwa na Ormianach. W
            kwietniu 2001 r. minister spraw zagranicznych Izraela Szymon Peres oszołomił
            wręcz Turków w wywiadzie dla tamtejszej prasy, stwierdzając, że ludobójstwo
            nigdy nie miało miejsca. Rok później ambasador Izraela w Armenii powtórzył to
            twierdzenie w Erewaniu. W 2003 r. obywatelka Izraela pochodzenia ormiańskiego
            miała zapalić świecę i powiedzieć kilka słów podczas obchodów 55. rocznicy
            niepodległości Izraela. Kiedy rząd tego kraju dowiedział się, że kobieta chce
            się przedstawić jako "osoba, która przeżyła ludobójstwo Ormian w 1915 r.",
            nakazał jej zmienić treść wystąpienia, by nie obrazić Turków. Profesor Yaur
            Auron z Hebrew University podsumował niedawno: "Z żalem stwierdzam, że Izrael
            stał się głównym partnerem Turcji w odmowie uznania roszczeń Ormian".

            Gabinet luster

            Uważam, że Turcja przekreśla własną dojrzałość jako państwo poprzez
            zaprzeczenie, że dokonała zbrodni ludobójstwa na Ormianach. Ale prawdą jest i
            to, że sami Ormianie nie radzą sobie z własną dojrzałością. Niejeden z moich
            przyjaciół zastanawia się, czy ta zbrodnia nie poczyniła zbyt wielu spustoszeń,
            nie wypaliła energii i wyobraźni naszego narodu, odsuwając na bok inne aspekty
            naszej wielowiekowej historii. A przede wszystkim: czy nie odsunęła pracy na
            rzecz przyszłości na zupełne peryferia. Czasami wydaje się, jakbyśmy przebywali
            w sali pełnej luster, gdzie widzimy jedynie własne odbicia, które - powtórzone
            po wielokroć - sprawiają, że po prostu znikamy.

            Chciałbym na koniec odnieść się do słów mojego wujka: czy rzeczywiście
            powinienem zabić Turka, jeśli go spotkam? Oczywiście nie. W ciągu 20 lat jako
            profesor miałem wielu tureckich studentów. Gdy pytałem, co wiedzą o tamtych
            czasach, zwieszali głowy w zawstydzeniu. Jeden z nich powiedział mi: "Tamte
            wydarzenia to czarna dziura w naszej historii".

            W rocznicę rzezi Ormian świat powinien się zatrzymać i wspomnieć choć przez
            chwilę, że 90 lat temu nasz starożytny naród był bliski zniknięcia z
            powierzchni ziemi. Mam szczerą nadzieję, że na Republikę Turcji spłynie światło
            i że ta ciemność zniknie na zawsze - dla dobra obu stron.

            *** Aris Janigian urodził się we Fresno (Kalifornia) w rodzinie farmerskie
            pochodzenia ormiańskiego. Doktorat z psychologii uzyskał na Uniwersytecie
            Claremont. Przez wiele lat nauczał na amerykańskich uniwersytetach. W swym
            dorobku ma publikacje z dziedziny psychologii, filozofii architektury i
            projektowania, a także eseistykę. W 2003 r. zadebiutował jako pisarz
            powieścią "Bloodvine"

            Tłum. Roman S. Czarny

            Ludobójstwo Ormian

            W 1914 r. Turcja przystąpiła do wojny światowej po stronie Niemiec i Austro-
            Węgier. Przywódcy młodoturków oskarżyli wówczas - bezpodstawnie - mniejszość
            ormiańską o wspieranie Rosji. 24 kwietnia 1915 r. wydali rozporządzenie o
            aresztowaniu ormiańskich liderów politycznych. W samym Stambule aresztowano
            2345 osób, z których znaczną większość zamordowano. 27 maja 1915 wydano
            tymczasowe prawo o deportacjach, na mocy którego do 1917 r. prowadzono czystki
            w kolejnych prowincjach imperium. Z aresztowanych Ormian - mężczyzn, kobiet i
            dzieci - formowano kolumny, które były eksterminowane przy pierwszej okazji.
            Niemiecki pisarz Franz Werfel nazwał je "wędrującymi obozami koncentracyjnymi".
            Ormian topiono, spychano w przepaści górskie, ludziom przybijano podkowy
            końskie do stóp, duchownych żywcem palono lub zakopywano w ziemi. Pod koniec
            1915 r. pół miliona ofiar spędzono na Pustynię Syryjską, gdzie zmarły z upału i
            braku wody.

            Intencje rządu tureckiego bez ogródek przedstawił minister Talaat Pasza w
            telegramie z września 1915 r.: "Już wcześniej zostało zakomunikowane, że rząd
            zdecydował o całkowitej eksterminacji wszystkich Ormian zamieszkałych w Turcji.
            (...) Bez względu na to, że znajdują się wśród nich kobiety, dzieci i chorzy,
            jakkolwiek tragiczne będą środki tej eksterminacji, bez słuchania głosu
            sumienia należy położyć kres ich egzystencji".

            Ze szczególnym okrucieństwem Turcy traktowali Kościół ormiański. Władze
            publicznie głosiły, że jedynym sposobem uniknięcia represji jest "prośba" o
            możliwość przyjęcia wiary Allaha. (W 2001 r. Jan Paweł II beatyfikował biskupa
            Ignacego Malojana, który został zamordowany wraz z 12 księżmi za odmowę
            przejścia na islam).

            Parokrotnie Ormianie podjęli desperackie bunty. Od 20 kwietnia 1915 r. przez
            blisko miesiąc bronili się mieszkańcy ormiańskiej dzielnicy w mieście Wan -
            uratowała ich rosyjska ofensywa. Przez ponad 50 dni na wzgórzu Musa Dagh
            walczyło 5 tys. mieszkańców okręgu Musa.

            p.c.o.


            Aris Janigian





Pełna wersja