ignorant11
25.04.05, 20:25
Sława!
Czy Polska marnuje sukces odniesiony podczas pomarańczowej rewolucji
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2673928.html
Aleksander Kwaśniewski i Wiktor Juszczenko podczas pierwszych mediacji
polskiego prezydenta
Fot. IVAN SEKRETAREV AP
ZOBACZ TAKŻE
• Juszczenko: Dbajmy o wolną Ukrainę (12-04-05, 12:04)
• Kulisy rewolucji ukraińskiej (03-04-05, 21:58)
Bartłomiej Sienkiewicz 25-04-2005 , ostatnia aktualizacja 25-04-2005 16:23
Bitwa pod Grunwaldem jest od dawna koronnym argumentem wszystkich, którzy
uważają Polaków za mistrzów w marnowaniu zwycięstw. Reguła jest taka: im
głośniejsza radość z odniesionej wiktorii, tym bardziej prawdopodobny smutny
finał w postaci utraty owoców zwycięstwa. Czy i w wypadku "polskiego sukcesu"
na Ukrainie nie grozi podobny scenariusz?
Zacznijmy od znamiennego "faktu medialnego". Po sukcesie pomarańczowej
rewolucji i polskiej mediacji, w krajowych mediach pojawiły się komentarze
zwiastujące nową erę w stosunkach wzajemnych. Oczekiwanie jak najbardziej
słuszne - to w końcu dzięki postawie Polski Europa nie pozostała obojętna na
wydarzenia w Kijowie i tym samym można by się spodziewać szybkiej
zamiany "długu wdzięczności" na przychylność nowych władz Ukrainy.
I co zostało wybite na plan pierwszy jako spodziewany przyszły sukces? Sprawa
otwarcia Cmentarza Orląt Lwowskich. To tak jakby z całości relacji między
obydwoma krajami brzmienie napisu na pomniku było jedyną kwestią do
załatwienia na Ukrainie. Myślę, że jeśli Rosjanie początkowo byli poważnie
zaniepokojeni "polską interwencją nad Dnieprem", to po tych medialnych
zapowiedziach odetchnęli z ulgą. Takie myślenie oznacza bowiem, że Polacy
nadal nie widzą, jak mogą wykorzystać swoje atuty w grze o przynależność
polityczną i cywilizacyjną obszaru międzymorza czyli od wybrzeża Bałtyku po
Morze Czarne.
Wydarzenia, które nastąpiły potem, tylko potwierdzają tę diagnozę.
Polacy w Kijowie
I tak pierwsza wizyta polskiego premiera u zwycięzców pomarańczowej rewolucji
zdradzała nie tylko brak pomysłu, ale i brak przygotowania. Czytając
oficjalny rządowy komunikat z wizyty (3-4 marca 2005) premiera Belki w
Kijowie, widać było od razu, jak obecny rząd ustawia bieżące priorytety
współpracy z Ukrainą.
W komunikacie czytamy więc najpierw o "wysokiej ocenie Roku Polskiego na
Ukrainie" (programu skądinąd krytykowanego po obu stronach granicy, m.in.
przez dziennikarzy), później dowiadujemy się o znacznym wzroście wymiany
handlowej i planach pogłębienia współpracy inwestycyjnej, w tym inwestycji
ukraińskiego koncernu ISD w Polsce (sic!). W sytuacji, w której kluczowa
inwestycja ISD (Huta Częstochowa) stoi pod znakiem zapytania, a inne
planowane kończą się niepowodzeniem (np. próba wspólnego ze Złomreksem zakupu
Huty Batory), komunikaty te dowodzą co najmniej niewiedzy odnośnie realnych
procesów prywatyzacyjnych zachodzących w Polsce oraz braku zrozumienia wagi
gospodarczej i politycznej inwestycji ukraińskich, w tym konkretnym przypadku
ISD, dla wzajemnych stosunków.
ISD to bowiem grupa o rozległych wpływach wśród nowych elit władzy na
Ukrainie i jedna ze sztandarowych grup przemysłowych w tym kraju. Co więcej,
reprezentuje sobą biznes zorientowany na wiązanie rynku ukraińskiego z
Zachodem, a nie z Rosją czy WNP. Przed spotkaniem z panią premier Tymoszenko
premier Belka sugeruje na konferencji prasowej, że Polska nie miała wyjścia,
wybierając do dalszych negocjacji konkurenta ISD - Mittal Steel, bo na tym
etapie prywatyzacji Huty Częstochowa decyduje cena. Następnie łagodzi to
sformułowanie dystansowaniem się od decyzji komisji prywatyzacyjnej. Zaś po
spotkaniu z Tymoszenko podkreśla, że to nie cena będzie wyłącznym kryterium
wyboru inwestora. Ktoś tu najwyraźniej nie odrobił lekcji przed wizytą i
sądzę, że nie była to strona ukraińska.
To nieprzygotowanie widać było zresztą nie tylko w wypadku konieczności
tłumaczenia się z pokrętnych polskich decyzji dotyczących inwestycji
ukraińskich nad Wisłą. Wizyta nie była konsultowana pod względem programowym
ze środowiskami biznesu, a tym samym nie podniesiono w jej trakcie spraw
decydujących dla polskich inwestorów na rynku ukraińskim.
Popieramy Ukrainę na Zachodzie...
Oczywiście w trakcie tej wizyty rozmawiano także o "odwiecznym" projekcie
rurociągu Odessa - Brody, korytarzach transportowych UE mogących połączyć
Polskę i Ukrainę we wspólnych interesach czy o linii kolejowej do terminalu w
Sławkowie. To projekty ciekawe i z pewnością korzystne, mają jednak jedną
wadę - ich realizacja to wielkie pieniądze i bardzo odległa perspektywa.
Łatwo jest zabudować dialog z Ukrainą wspaniałymi planami - czyniliśmy to
przecież zarówno z administracją poprzednich prezydentów Krawczuka, Kuczmy...
Teraz przyszła kolej na Juszczenkę i Tymoszenko. Niemniej jednak nie to
decydować będzie o "gęstości" wzajemnych kontaktów. Codzienność stosunków
polsko-ukraińskich to wielkie słowa i deklaracje oraz mizeria w ich
wypełnianiu. Czas najwyższy na decyzje zmieniające ten stan rzeczy. Im
dłuższy czas od pomarańczowej rewolucji, tym bardziej zwietrzałe są polskie
zasługi - w ten sposób mija najkorzystniejszy moment na zagospodarowanie
sukcesu.
Polska wobec Ukrainy musi rozwijać swoją politykę dwutorowo. Z jednej strony
powinniśmy wspierać prozachodnie aspiracje Kijowa (NATO, UE). To się dzieje,
co niewątpliwie należy do zasług obecnej ekipy rządowej czy też osobiście
ministra Adama Rotfelda. Ale choćby częściowy sukces nie przyjdzie łatwo, co
widać choćby z postawy Francji wobec postulatów członkostwa Ukrainy w NATO i
zacieśniania stosunków Kijowa z UE. Na umowę stowarzyszeniową z UE przyjdzie
Ukrainie jeszcze długo poczekać i ciężko pracować.
...nie popieramy siebie na Ukrainie
Drugim obszarem działań jest "narodowa" strategia wobec Ukrainy. Przyjmując
na siebie rolę promotora tego kraju na Zachodzie, nie możemy tracić z pola
widzenia spraw, których UE za nas nie załatwi, a które związane są z
interesami ekonomicznymi Polski w regionie. I tu pierwszorzędne znaczenie ma
zakres naszych inwestycji nad Dnieprem.
Do tej pory, bez wsparcia rządów, na mocy własnej dynamiki i przemyślności
polscy przedsiębiorcy mają szansę opanować segmenty rynku ukraińskiego. Już
teraz pojawiają się podróbki naszych produktów branży materiałów budowlanych
i mieszkaniowych, co świadczy o silnej pozycji rynkowej polskich firm. Polacy
mają szanse być znaczącymi graczami na rynku artykułów gospodarstwa domowego,
mebli, a także artykułów rolno-spożywczych. Bardzo obiecująco wyglądają
polskie inwestycje w sektorze finansowym-bankowości i ubezpieczeniach. Silna
pozycja w tych branżach to stworzenie nie tylko silnego polskiego lobby w
Kijowie (konieczne wydaje się powołanie izby zrzeszającej naszych inwestorów
na Ukrainie mogącej być parterem dla obydwu rządów), ale możliwość wyjścia ze
sprzedażą na rynek rosyjski poprzez Ukrainę.
Można nadal marzyć o wielkich projektach infrastrukturalnych z Ukrainą i nie
dostrzegać potężnego potencjału, jaki tkwi w rysującej się już obecności
Polski na Ukrainie firm średnich i małych. Tymczasem obecność taka wymaga
wsparcia i ochrony, jeśli ma być trwała. Niedawne wprowadzenie przez rząd
Ukrainy ceł zaporowych na płyty wiórowe, co uderza w polską branżę meblarską,
nie spowodowało chęci interwencji w tej sprawie na wysokim szczeblu.
Tymczasem sami doświadczaliśmy w Polsce interwencji premierów i prezydentów w
sprawach pojedynczych firm zachodnich, które w mniemaniu rządów tych państw
doznawały uszczerbku w interesach w Polsce.
Ukraina ma ułomne rozwiązania prawne niechroniące dostatecznie praw
akcjonariuszy w spółkach - dla polskich przedsiębiorców wiążących się z
miejscowymi firmam