STO DNI "POMARAŃCZOWEJ UKRAINY" -PODSUMOWANIE

27.05.05, 11:59
W publicystyce przyjęto robić podsumowania działalności nowej władzy po
upływie stu dni jej sprawowania. Zobaczmy jak te 100 dni wyglądały po objęciu
na Ukrainie władzy przez ekipę prezydenta Wiktora Juszczenki. Od strony
ekonomicznej stwierdza się wzrost cen, ubożenie najniższych warstw
społecznych, czego, prawie jak i
w Polsce, środki masowego przekazu nie zauważają. Trwa walka między "starymi"
i "nowymi" oligarchami, którą zachodni politolodzy, ale też miliarder Boris
Bieriezowskij, nazywają wojną obecnych "milionerów" ze starymi
"miliarderami". "Miliarderzy" byli protegowanymi przez Rosję, zaś "milionerzy"
są protegowanymi Zachodu. Słowo "demokracja", jak i w Polsce (i nie tylko w
niej) okazuje się być pustym dźwiękiem.
W interniecie ukazała się informacja, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy
namierzyła ministra transportu, Jewhena Czerwonenkę, złapała go na gorącym
uczynku przyjmowania łapówki w wysokości 3 milionów dolarów za obietnicę
intratnej posady, zatrzymała ministra na kilka godzin, po których, po
interwencji prezydenta W. Juszczenki, wypuszczono go i sprawę zamknięto.
Jewhen Czerwonenko w czasie "pomarańczowej rewolucji" był odpowiedzialny za
ochronę ówczesnego kandydata na prezydenta Wiktora Juszczenki.
Trwa proces skierowany na uznanie OUN-UPA za formację narodowo-wyzwoleńczą
narodu ukraińskiego. Formalnym jego inicjatorem jest prezydent Wiktor
Juszczenko, co on ujawnił 16 lutego 2005 r. we Lwowie. Tam i wtedy ujawnił on
podjęte przez Rząd kroki w kierunku "pogodzenia" weteranów Armii Radzieckiej z
"weteranami" OUN-UPA. Gdy ta inicjatywa spotkała się ze zdecydowanym
sprzeciwem ze strony Organizacji Weteranów Ukrainy, a więc tych z Armii
Radzieckiej, prez. W. Juszczenko, szukając możliwości uznania OUN-UPA,
wystąpił z propozycją "przebaczenia" upowcom, nie wspominając o OUN. Tej
propozycji również nie przyjęli weterani Armii Radzieckiej, zaś
upowcy-banderowcy, aby zachować twarz, oświadczyli, że nie mogą "godzić się" z
weteranami sowieckimi dopóki OUN-UPA nie zostanie formalnie uznana za walczącą
w II wojnie światowej. W tej sytuacji prez. W. Juszczenko zlecił premierowi
Julii Tymoszenko w przyśpieszonym tempie doprowadzić do oceny działań OUN-UPA
przez rządową komisję z probanderowskim profesorem Stanisławem Kulczyćkym na
czele, nota bene Polakiem, synem Władysława.
Podczas spotkania z weteranami Armii Radzieckiej w dniu 9 maja, prez. Wiktor
Juszczenko, prosząc o wybaczenie upowcom, zwrócił się do nich słowami: "W
swych sercach myśmy już wybaczyli Niemcom, Japończykom, Polakom, wybaczyliśmy
wszystkim kto tylko być może był po drugiej stronie okopu". Zabiegi prez. W.
Juszczenki w kierunku uznania OUN-UPA są, niewątpliwie, uważnie obserwowane, w
tym przez służby dyplomatyczne Polski oraz jej środki masowego przekazu, a
jeżeli nie są przez nie obserwowane, to tym gorzej dla nich. W każdym razie
twierdzenie przez. W. Juszczenki co do tego, że Ukraińcy (jacy Ukraińcy? –
tego Juszczenko nie ujawnił) przebaczyli Polakom, uszło uwadze wspomnianych
służb, i nie tylko ich. Nie słychać było interpelacji poselskich pod adresem
Prezydenta i MSZ, w których powinno być sformułowane pytanie pod adresem
prezydenta Ukrainy za ich pośrednictwem – kto konkretnie, za co Ukraińcy
wybaczyli Polakom? Po wspomnianym oświadczeniu prez. W. Juszczenki, był on
entuzjastycznie podejmowany w Polsce, w tym też na Uniwesytecie Warszawskim. I
nikt, ani władze RP, ani władze UW, ani jego studiująca młodzież, ani
organizacje kresowian, nie zadały prezydentowi Ukrainy tego pytania.
Na Ukrainie wyszło na jaw, że rekomendowany przez prez. W. Juszczenkę na
stanowisko ministra sprawiedliwości Roman Zwarycz jest zwykłym kłamcą: skłamał
on w swych życiorysach, że ma wyższe wykształcenie, że jest magistrem
filozofii i doktorem filozofii, że był profesorem na Columbia University.
Wszystko to okazało się kłamstwem, Roman Zwarycz ukończył tylko Manhatan
Colledge, uzyskując dyplom bakałarza. Prawdą natomiast jest w jego,
nieukrywanym, życiorysie to, że do niedawna obywatel USA Roman Zwarycz
zasłynął w Stanach Zjednoczonych jak nadzwyczaj zdolny i aktywny banderowiec,
w związku z czym został on osobiście zaangażowany przez "wodza" OUN Bandery
Jarosława Stećkę jako jego osobisty sekretarz. Pełniąc tę funkcję Roman
Zwarycz pisał J. Stećce przemówienia, przygotowywał dla niego spotkania, a
także za czasów PRL był wysłany do Polski celem spotkania z wysłanniczką OUN
Bandery z Ukrainy dla omówienia możliwości działalności banderowców na
Ukrainie. Musiał tę podróż do Polski odbyć pod fałszywym nazwiskiem. Inaczej
mówiąc, Roman Zwarycz, to rasowy, wychowany w Stanach Zjednoczonych, banderowiec.
Gdy skandal z jego kłamstwami został ujawniony, prezydent Wiktor Juszczenko
wziął go w obronę i zapowiedział, że brak u Romana Zwarycza wykształcenia nie
jest przeszkodą w wykonywaniu przez niego obowiązków ministra sprawiedliwości,
przy czym prezydent Ukrainy pominął milczeniem fakt kłamstwa ministra
sprawiedliwości. Czym należy tłumaczyć takie stanowisko prez. W. Juszczenki?
Niewątpliwie tym, że mianowanie Romana Zwarycza ministrem sprawiedliwości było
realizacją rachunku wystawionego przez banderowców za poparcie "pomarańczowej
rewolucji". Roman Zwarycz jest nie tylko doświadczonym banderowcem, jest on
też we władzach finansujących przez władze USA i zachodnie organizacje
pozarządowe fundacji, które "popierały" (finansowały) "pomarańczową rewolucję".
Na Ukrainie trwa kryzys paliwowy, najpierw zdrożała benzyna, potem stacje
benzynowe nie otrzymały dostaw paliw. Premier J. Tymoszenko zarzuca Rosji
sabotaż, zaś prez. W. Juszczenko usiłuje łagodzić sprawę z Rosją. To można
było przewidzieć, ale od strony formalnej nie można żądać od władz Rosji
interwencji: działa niezależny od władz rynek. A mówiąc na marginesie: nie
można jednocześnie kopać i głaskać. Nie można na (silniejszej) Rosji wieszać
psy i jednocześnie uprawiać politykę "mocarstwową" wobec tejże Rosji. Już
zapowiedziana wizyta premier Julii Tymoszenko została odwołana, przeciwko niej
Prokuratura Wojskowa Rosji nadal prowadzi śledztwo.
Ukraina już teraz przygotowuje się do wyborów parlamentarnych w roku 2006,
wtedy zetrą się siły pro- i antyjuszczenkowskie, przy czym "majdan" już się
chyba nie powtórzy: popierające Juszczenkę masy ubożeją, prorosyjski wschód i
południe Ukrainy radykalizują się. Na tym tle ciekawą jest wypowiedź jednego z
obserwatorów obchodów 60. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem, które miały
miejsce w Sewastopolu. Tam w defiladzie wzięły udział połączone jednostki Sił
Morskich Ukrainy i rosyjskiej Floty Czarnomorskiej. Obserwator ten powiedział:
"Juszczenko nigdy nie zdobędzie Sewastopola!". Takie są realia Ukrainy. Z
realiami trzeba się liczyć, nie można na nie zamykać oczu. Tym bardziej nie
można zamykać oczu na zainicjowane przez prez. W. Juszczenkę formalne uznanie
OUN-UPA, jak też na "wybaczenie przez Ukraińców Polakom".
Mimo upływu 100 dni władzy W. Juszczenki, mimo wielu zapewnień, że rzekomi
sprawcy jego otrucia będą ustaleni i ukarani, sprawa zacichła. Lekarz kliniki
wiedeńskiej, w której leczył się Wiktor Juszczenko, ten, który oświadczył, że
Juszczenko nie został otruty, został zwolniony z pracy, ale obecnie ponownie
do niej przyjęty. Czyżby miała się sprawdzić wersja, zgodnie z którą Wiktor
Juszczenko stosował preparaty odmładzające i one były przyczyną
zniekształcenia jego twarzy? Mimo wielokrotnych, składanych osobiście przez
prez. W. Juszcznkę, zapowiedzi, że zleceniodawcy i wykonawcy mordu na
dziennikarzu G. Gongadze zostaną ustaleni, sprawa nie posuwa się naprzód,
przewodniczący Komisji Rady Najwyższej Ukrainy Hryhorij Omelczenko nie może
złożyć sprawozdania z jej działalności, bowiem przewodniczący Rady Najwyższej
Ukrainy, którego tenże H. Omelczenko podejrzewa o współudział w zleceniu
mordu, nie dopuszcza do wysłuchania sprawozdania do porządku dziennego Rady
Najwyższej, oficjalnie po
    • witomir Re: STO DNI "POMARAŃCZOWEJ UKRAINY" -PODSUMOWANIE 27.05.05, 12:03
      oficjalnie powołując się przy tym, że tak czyni na prośbę prezydenta W.
      Juszczenki. Czy nie czas na ocenę władz i organizacji udzielonego przez Polskę
      poparcia dla "pomarańczowej rewolucji" na Ukrainie?
      Prof. Wiktor Poliszczuk
Pełna wersja