ignorant11
06.06.05, 03:02
Sława!
Ropociąg do wolności
Tygodnik "Wprost", Nr 1174 (05 czerwca 2005)
www.wprost.pl/ar/?O=77109
Amerykanie ograli Rosjan w Azji
Jacek Pałasiński
Moskwa poniosła jedną z największych powojennych porażek - w ubiegłą środę
uruchomiono w Sangachal pod Baku azerski odcinek pierwszego wielkiego
rurociągu, całkowicie niezależnego od Rosji. "Morze Kaspijskie zostało
odkorkowane" - mówili obecni na uroczystości prezydenci Azerbejdżanu, Gruzji,
Turcji i Kazachstanu. Uruchomienie ropociągu, a w przyszłym roku gazociągu,
potem budowa wzdłuż niego kolei i autostrady, całkowicie zmienią układ sił w
regionie. Rejon kaspijski połączy się we wspólny z Zachodem system
ekonomiczny, osłabiając dotychczasową pozycję Moskwy. Jednocześnie
groźba "zakręcenia kurka", główny atut przetargowy Kremla od czasu upadku
muru berlińskiego, przestanie spędzać sen z powiek europejskim i azjatyckim
politykom.
W otwarciu rurociągu wzięli udział przedstawiciele piętnastu państw. W
ostatniej chwili, by nie drażnić Putina, odwołała swój przyjazd Condoleezza
Rice zastąpiona przez sekretarza ds. energii USA Samuela Bodmana, który do
Baku przyjechał z Moskwy, gdzie usiłował przekonać, że BTC (ropociąg Baku -
Tbilisi - Ceyhan) nie będzie dla Rosji zagrożeniem. Najwyraźniej mu się nie
udało, bo Kreml zablokował w ostatniej chwili wyjazd na uroczystość swego
przedstawiciela.
Europa zasysa Azję
Ropociąg BTC łączy złoża Morza Kaspijskiego (jedne z większych na świecie) z
tureckim terminalem nad Morzem Śródziemnym. Kończą się prace nad odcinkiem
tureckim, gruziński jest już niemal gotowy. Za kilka tygodni, jeśli wszystko
pójdzie dobrze, zacznie się napełnianie ropą ogromnej, mierzącej 1765 km,
rury. Potrzeba będzie na to 10 mln baryłek i prawie pół roku. Pierwsze
europejskie tankowce "zassają" azerską ropę bezpośrednio na Morzu Śródziemnym
w grudniu 2005 r. i będzie to data historyczna: Zachód zyska pierwszy nie
kontrolowany przez Kreml dostęp do zasobów energetycznych Morza Kaspijskiego.
Czy świadoma zagrożeń Moskwa na to pozwoli? Nie ma wyboru. Nie należy jednak
lekceważyć jej pragnienia zemsty: brytyjski "The Guardian" już pół roku temu
donosił, że moskiewskie służby specjalne szkolą terrorystów, których zadaniem
będzie wysadzanie odcinków BTC w Azerbejdżanie, Gruzji i tureckim
Kurdystanie. Z Moskwy płyną też podobno pieniądze dla przeciwstawiających się
nowemu rurociągowi partii w tych trzech krajach.
Naprawdę wielka gra
Decyzję o budowie BTC podjęto 11 lat temu podczas supertajnego spotkania w
Stambule ówczesnego prezydenta Azerbejdżanu Gajdara Alijewa z szefami
czołowych towarzystw naftowych świata. Powstało konsorcjum AIOC, którego
zadaniem były budowa i eksploatacja rurociągu. Tajność oczywiście na nic się
zdała: wiadomość o zebraniu natychmiast dotarła do Moskwy i dla uczestników
spotkania zaczęła się droga przez mękę. Dość powiedzieć, że walka AIOC z
Moskwą trwała osiem lat, a ukończona obecnie budowa - zaledwie trzy.
Głównymi udziałowcami AIOC są British Petroleum (25 proc.) i azerska kompania
SOCAR (19 proc.). Ich zadaniem jest eksploatacja azerskich złóż podmorskich
oraz leżących u wybrzeży półwyspu Apszeron. Plan budowy rurociągu nazwano
wielką grą. Rurociąg BTC nie należał do tanich: 3,6 mld USD to niewiele mniej
niż PKB Azerbejdżanu. Mimo niestabilności politycznej, mimo że wokół toczy
się kilka wojen i mnóstwo konfliktów, mimo że trzeba się przebijać przez
Kaukaz, przez uskok tektoniczny, powodujący raz po raz katastrofalne
trzęsienia ziemi, Bank Światowy i EBOiR sfinansowały budowę ropociągu.
Piekło lub niebo
Postsowiecka Rosja bywa otwarta na wszelkiego rodzaju konfrontacje czy
dyskusje; jedynym wyjątkiem są jej interesy naftowe. W ich obronie nie zawaha
się przed niczym - ani przed zastraszeniem, ani skrytobójstwem, ani najazdem
zbrojnym, ani inspirowaniem zamachów terrorystycznych. Po rozpadzie ZSRR, w
1992 r., Kreml z pewnym opóźnieniem zdał sobie sprawę, że musi dzielić swe
największe złoża naftowe w rejonie Morza Kaspijskiego już nie tylko jak
niegdyś z Iranem, ale także z Azerbejdżanem, Kazachstanem, Uzbekistanem i
Turkmenistanem, które niekoniecznie nadal pragną być w pełni podporządkowane
Moskwie. Po dwóch latach Borys Jelcyn podpisał złowrogi dekret "O
zabezpieczeniu interesów Federacji Rosyjskiej w rejonie Morza Kaspijskiego".
Od tego czasu wydarzyło się w tamtym regionie wiele: nie kończąca się wojna w
Czeczenii (przez którą przechodzi najważniejszy rurociąg - łączący Morze
Kaspijskie z terminalem naftowym w Noworosyjsku nad Morzem Czarnym),
działania partyzantki w Dagestanie, zamachy na życie byłego prezydenta Gruzji
Eduarda Szewardnadzego (który zamierzał wybudować rurociąg Baku - Supsa,
byleby tylko uniezależnić swój kraj od rosyjskiego kurka), dwie rewolty w tym
kraju i rosyjska okupacja, zduszenie gospodarki azerskiej i turkmeńskiej - by
liderom tych krajów wybić z głowy marzenia o własnych rurociągach itp.
Przeważnie skutkowało. Kazachstan uważał, by nie zadrażniać stosunków z
Moskwą, i nawet nie próbował budować własnych rurociągów, przynajmniej na
Zachód. Uzbecy siedzą na pokładach ropy, której nie mają jak wywieźć ze
swojego kraju, jeśli nie za pośrednictwem Rosjan. Odizolowany przez Moskwę od
szlaków transportowych i rynków zbytu Turkmenistan musiał sprzedać za bezcen
złoża swego gazu Gazpromowi i dzisiaj jest niepodległy wyłącznie z nazwy.
Teraz Moskwa ma do wyboru dwie opcje: może sabotować BTC lub próbować
transportować nim własną ropę na najbardziej pożądane zachodnie rynki zbytu.
Europejczycy (zwłaszcza Niemcy!) gotowi byli z rezygnacją przyjąć rosyjski
monopol w dziedzinie energetycznej, Amerykanie nie. Interwencje amerykańskie
w Afganistanie i Iraku są - zdaniem bardziej wnikliwych analityków
międzynarodowych - świadectwem bezpośredniego zainteresowania Amerykanów tym
strategicznym obszarem świata. Rozmieszczenie amerykańskich baz wojskowych w
Azji Środkowej odpowiada wszak granicom złóż naftowych.
Coraz dłuższa rura
Zaskoczeniem była na środowej inauguracji BTC obecność kazachskiego
prezydenta Nursułtana Nazarbajewa; jeszcze większym - podpisanie przezeń z
szybkością nieznaną w międzynarodowej dyplomacji traktatu o dostarczaniu
kazachskiej ropy (20 mln t rocznie) do terminalu BTC w Baku i natychmiastowym
rozpoczęciu prac przy przedłużaniu tego rurociągu na wschód, do Aktau,
przyczółka gigantycznych kazachskich pól naftowych w Tengiz, skąd w 2015 r.
popłynie 150 mln ton ropy rocznie. Jedną z przyczyn takiego entuzjazmu było
to, że Kazachstan i pozostałe państwa regionu nie bardzo wierzyły w
powodzenie azersko-gruzińsko-tureckiego przedsięwzięcia. Drugą przyczyną było
to, że Astana właśnie przegrała z Moskwą walkę o pozycję na rynku chińskim.
Kazachstan dużo zainwestował w rozpoczęcie budowy gigantycznego (ma mieć 3000
km długości) rurociągu z Atasu do Duszanzi w rejonie Xinjiang.
Nieporozumienia japońsko-chińskie i rosyjsko-japońskie spowodowały, że po
październikowym spotkaniu Putina z Hu Jintao Moskwa zaoferowała Chinom duże
(10 mln t w 2005 r., 15 mln t w 2006 r.) ilości syberyjskiej ropy po
specjalnych cenach. Chiny straciły część zainteresowania ropą kazachską, a
Astana stanęła wobec widma niemożności sprzedaży swojego "czarnego złota",
którego wydobycie jest podstawą wszystkich planów gospodarczych klanu
Nazarbajewów.
Są już pierwsze sygnały, że również Turkmenbasza Saparmurad Nijazow,
podporządkowany Moskwie prezydent Turkmenistanu, zainteresował się
transportem swojej ropy poprzez BTC na Zachód.
Kaspijski Orlen?
Kaspijska ropa należy do najtańszych na świecie, więc powinna się cieszyć
sporym powodzeniem mimo dużego zasiarczenia. Dla Polski korzystne byłoby
połączenie rurociągu Baku - Tbilisi - Ceyhan z rurociągiem Baku - Supsa na
gru