ignorant11
11.06.05, 21:44
Sława!
Francja w Unii słabnie
ZOBACZ TAKŻE
• Niemcy robią krok wstecz (10-06-05, 19:44)
Robert Sołtyk, Bruksela 10-06-2005, ostatnia aktualizacja 10-06-2005 19:43
Słabnie pozycja Francji w Unii Europejskiej na kilka dni przed kluczowym
szczytem w Brukseli poświęconym przyszłości konstytucji europejskiej i
budżetowi. Niemcy nawet nie chcą słyszeć o proponowanej przez premiera
Dominique'a de Villepin unii francusko-niemieckiej
Kanclerz Gerhard Schröder, który był wczoraj w Paryżu, powtórzył Jacquesowi
Chiracowi niemieckie "nein". Francuz więc nawet tego wątku oficjalnie nie
podjął. A Niemiec pytany przez dziennikarzy o szanse "małej unii" odpowiadał
enigmatycznie: - Trzeba kontynuować obecną drogę i poprawić, co się da.
De Villepin, nowy szef francuskiego rządu, a zarazem najbliższy
współpracownik Chiraca, stworzenie unii Paryż - Berlin w wybranych
dziedzinach zaproponował oficjalnie w przemówieniu w Zgromadzeniu Narodowym w
środę. Francuzi tłumaczyli potem, że chodzić może o kwestie socjalne i
harmonizację podatkową. Siła ekonomiczna obu krajów pozwoliłaby potem
narzucić innym postanowienia duumwiratu.
W Berlinie te propozycje de Villepina przyjęto chłodniej niż chłodno.
Rzecznik kanclerza Bela Anda stwierdził, że nie są to w tej chwili pomysły
aktualne. A prywatnie szef MSZ Niemiec Joschka Fischer miał ironizować, czy
pomysł unii francusko-niemieckiej francuscy politycy też chcą poddać pod
referendum, bo jeśli tak, to lepiej od razu o wszystkim zapomnieć.
Po fiasku referendów w sprawie konstytucji UE we Francji i Holandii Schröder
zaproponował spotkanie kryzysowe w gronie: Niemcy Francja, Luksemburg,
Włochy, Belgia, Holandia. Odmówił jednak Holender Jan-Peter Balkenende, który
dostrzegł w tej inicjatywie ostrze antybrytyjskie. Niemcy z tego więc
zrezygnowali i zajęli się finalizowaniem kompromisu w sprawie budżetu Unii
Europejskiej na lata 2007-13, którego bez porozumienia z Tonym Blairem nie
będzie.
To nie pierwszy raz, gdy de Villepin rzuca pomysł unii Paryża z Berlinem. Gdy
w grudniu 2003 r. premierzy Miller i Aznar sprzeciwiali się niekorzystnym dla
Polski i Hiszpanii zapisom konstytucji UE (zostały one poprawione na naszą
korzyść w ostatecznym kompromisie, który poparli Belka i Zapatero), Francuz,
który wówczas był szefem dyplomacji, podzielił się swymi przemyśleniami z
dziennikarzami "Le Monde". Także wówczas Niemcy dementowali doniesienia,
jakoby byli tym zainteresowani. Zdaniem obserwatorów w Brukseli Schröder ma
dziś mocniejszą pozycję w UE od Chiraca i godzenie się na pomysły Paryża
byłoby wielkim błędem Niemiec.
Kanclerz zapowiedział np. redukcję podatku dla firm do 19 proc., a więc
poziomu takiego jak w Polsce - to niemal dwukrotnie mniej niż we Francji,
która nie będzie miała innego wyjścia niż pójść śladem Niemiec. Także podjęte
przez rząd SPD-Zielonych reformy rynku pracy znacznie ograniczyły zakres
opiekuńczości państwa w Niemczech, podczas gdy Francuzi wiele o tych sprawach
mówią, ale wobec oporu społecznego niewiele na razie robią.
Osłabiony po referendum konstytucyjnym Chirac nie chce ustępować Niemcom
zwłaszcza w sprawie budżetu UE. Schröder jest gotów przyjąć ostatnią
propozycję, która przewiduje utrzymanie specjalnego rabatu w składce dla
Wielkiej Brytanii oraz dodatkowe ulgi dla Niemiec. Ponieważ zapłacić by mieli
za to głównie Francuzi, Chirac wywołał wielką awanturę w sprawie rabatu
brytyjskiego, żądając jego stopniowej likwidacji. - Nie ma o tym mowy, bo
Londyn płaci netto dwa i pół razy więcej niż Paryż - odciął mu się Tony
Blair. - No, chyba że zrewidujemy wydatki na rolnictwo.
O tym jednak nie chce słyszeć Chirac. Zdaniem obserwatorów Francja ma jednak
niewielkie pole manewru - po odrzuceniu konstytucji nie może sobie pozwolić
na zawetowanie budżetu, podczas gdy Blair nie będzie miał takich obiekcji.
Na szczycie za tydzień prawdopodobnie więcej będzie musiał ustąpić osłabiony
Chirac niż Blair. A pierwsze skrzypce grać będą Niemcy.
- Trzeba pozwolić prezydentowi Francji nacieszyć się jego porażką - komentują
złośliwie źródła dyplomatyczne w Brukseli. Nie tylko Polsce bowiem swą
arogancją prezydent Chirac zaszedł w Unii za skórę.
Motor francusko-niemiecki
Paryż i Berlin to dwie najmocniej współpracujące ze sobą unijne stolice. Oba
rządy spotykają się co pół roku na wspólnych posiedzeniach, przy
ministerstwach w jednym kraju są na stałe specjalni wysłannicy z drugiego.
Teoretycznie Francja i Niemcy starają się zawsze przedstawiać wspólne
stanowisko na forum UE. Nie zawsze się jednak udaje - np. w sprawie traktatu
z Nicei doszło na szczycie do otwartej kłótni. W jej wyniku postanowiono, że
szefowie MSZ Francji i Niemiec będą się spotykać co miesiąc. To, że Bundestag
i Bundesrat ratyfikowały konstytucję Unii, a Francuzi ją odrzucili w
referendum 29 maja, jest jednym z nowych powodów rozbieżności polityki obu
państw.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie