witomir
13.06.05, 09:11
Wiele polskich firm odzieżowych skarży się, że masowy import tanich chińskich
wyrobów grozi im upadkiem wskutek wypchnięcia z rynku. Ale jest też druga
strona medalu. Coraz więcej polskich firm odzieżowych zleca szycie swoich
wyrobów w... Chinach – informuje „Dziennik Łódzki”.
Łódzka firma Hurtimex (odzież dziecięca) produkuje w Chinach 40% swoich
wyrobów. Firma Kan zleca Chińczykom połowę swojej produkcji. A znana firma
Redan (m.in. marka Top Secret) polska jest tylko dlatego, że w naszym kraju
mieszkają jej właściciele, tu ma siedzibę zarządu i tu sprzedaje swoje
produkty – te ostatnie są jednak w całości wytwarzane w Azji, w dużej mierze w
Chinach. Prezes Redanu, Piotr Kulawiński, mówi gazecie w typowej neoliberalnej
nowomowie: "Działamy według niemal identycznego modelu jak światowi potentaci
w produkcji odzieży. W Polsce skupiamy się na projektowaniu, marketingu i
dystrybucji, stąd też zarządzamy firmą. Natomiast produkcję lokujemy w tych
miejscach świata, które dają nam gwarancję najlepszej efektywności,
odpowiedniej skali oraz wysokiego standardu dla danej kategorii odzieży".
Zatem do 500-procentowego wzrostu importu odzieży z Chin do Europy od początku
roku, należy doliczyć „polskie” wyroby pochodzące z tego kraju. A polscy
producenci, którzy lamentują, że Chińczycy wypierają ich z rynku, powinni
najpierw „podziękować” swoim kolegom z branży. Polscy bezrobotni pracownicy o
specjalności odzieżowej powinni im „podziękować” jeszcze mocniej...