bolko_turan
20.06.05, 13:58
Blair zwycięzca, Polska przegrana
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,2775902.html
Robert Sołtyk, Bruksela 19-06-2005 , ostatnia aktualizacja 19-06-2005 19:02
Tony Blair zwycięzcą, ale to Wielka Brytania i Francja ponoszą winę za fiasko
szczytu Unii. Najwięksi przegrani to nowe kraje UE, które stracą setki
milionów euro.
Tak rezultaty bezowocnych obrad przywódców UE w sprawie konstytucji i budżetu
oceniają obserwatorzy i media.
Dokładnie w 190 lat po bitwie pod Waterloo, w położonej zaledwie kilkanaście
kilometrów dalej Brukseli Tony Blair swą obroną niższych wpłat do wspólnej
kasy odniósł polityczny triumf. Teraz jest jasne: bez poparcia Londynu żadne
układy w Unii, zwłaszcza francusko-niemieckie, nie mają szans.
Do trzech razy Blair
Weto Blaira w sprawie budżetu UE na lata 2007-13 to zemsta na osłabionych
prezydencie Chiracu i kanclerzu Schröderze.
Jesienią 2002 r. w przeddzień rozszerzania UE Francuz i Niemiec zawarli umowę
o utrzymaniu finansowania Wspólnej Polityki Rolnej do 2013 r. Niemcy
ustąpiły, bo zależało im na przyjęciu do UE Polski i innych państw - zgodzono
się, że my wejdziemy do UE bez reformy jej rolnictwa, ale nasi rolnicy
dostaną przez dziesięć lat mniejsze dotacje.
Blair był wściekły, bo chciał głębokiej reformy rolnictwa, ale nie miał
wyjścia - powiedział "tak", by nie zablokować naszego członkostwa.
Rok później kryzys między Londynem a Berlinem i Paryżem pogłębił się na tle
wojny w Iraku. Chirac zachował się jak zdrajca - stwarzał wrażenie, że poprze
Wielką Brytanię i USA. Ale francuski szef MSZ Dominique de Villepin (dziś
premier) upokorzył w Radzie Bezpieczeństwa ONZ szefa dyplomacji USA Colina
Powella, a potem Chirac zapowiedział weto wobec rezolucji ONZ sankcjonującej
wojnę.
To sprawiło, że Blair musiał pójść z Bushem na wojnę wbrew opinii publicznej
na Wyspach i bez poparcia głównych sojuszników w Europie (stanowisko Polski
czy Hiszpanii nie miało aż takiego znaczenia).
Do trzech razy sztuka. Blair doczekał się dnia zemsty. Najpierw to on wygrał
trzeci raz z rzędu wybory w Wielkiej Brytanii. Potem Schröder przegrał w
majowych wyborach w Nadrenii, co zmusiło go do zapowiedzenia przedterminowych
wyborów federalnych, które niemal na pewno wygra proatlantycka chadecja.
Wreszcie Chirac poniósł klęskę w referendum 29 maja nad konstytucją UE.
Lepszej sytuacji być nie mogło. Rozsypujący się duet Schröder-Chirac nie mógł
w Brukseli przeforsować żadnego rozwiązania po swojej myśli.
Londyn nie był sam
Blair wygrał, bo konstytucja UE jest faktycznie martwa, a on nie będzie
musiał organizować u siebie referendum. Gdyby Brytyjczycy odrzucili
konstytucję, musiałby odejść.
Po niejasnym werdykcie szczytu w sprawie konstytucji, gdy przywódcy Francji i
Holandii nie wyjaśnili, czy zdecydują się na powtórne referenda, zamrożenie
lub odłożenie ratyfikacji ogłosiły Dania, Portugalia, Irlandia, Czechy i
Szwecja. Wahają się Luksemburg i Polska. To znaczy, że traktat ratyfikowany
przez dziesięć krajów, ale odrzucony przez dwa, ma minimalne szanse na
wejście w życie, choć go formalnie nie pogrzebano.
Blair wygrał również, wetując budżet UE. To wymusi bowiem głęboką dyskusję,
co Unia powinna finansować i dokąd zmierzać. Tej debaty chcą Szwecja,
Holandia, niemiecka chadecja i inni. Stawia to wprawdzie rychłe przyjęcie
budżetu pod znakiem zapytania, co dla Polski i nowych państw UE będzie
bolesną finansową stratą, ale daje okazję do rzeczywistej reorientacji
politycznej, zbliżenia się Europy do jej obywateli i ruszenia wreszcie w
pogoń za uciekającymi Europie gospodarkami USA i Azji.
Blair nie jest w tej sprawie aż tak osamotniony, jak próbował to w Brukseli
przedstawić Chirac. Nawet premier Marek Belka, choć zawiedziony brakiem
kompromisu, nie skrytykował Brytyjczyka.
Za liberalną wizją Blaira przemawiają sukcesy gospodarcze. Socjalny model
Francji i Niemiec generuje tylko armię bezrobotnych, rosnący dług publiczny i
frustrację klas średnich.
Impas do wiosny 2007?
Zastosowany przez Blaira na szczycie UE szantaż - nie odpuszczę rabatu, póki
Francja nie ustąpi w rolnictwie - może się jednak okazać zwycięstwem
pyrrusowym.
Po pierwsze, większość państw UE, także nowych, może poprzeć Francję, bo
woleć będą utrzymanie dotacji rolnych niż nowe wydatki z kasy w Brukseli na
naukę i rozwój, które w ogromnej części trafią do krajów bogatych, a nie
Grecji czy Polski.
Biedni to w Unii większość państw. Poza tym dotacje mamy zapisane w
traktatach akcesyjnych - zmiana wymagałaby nowej ratyfikacji, co jest mało
realne. Może się więc okazać, że wydatków rolnych UE do 2013 r. ruszyć się
nie da. W każdym razie Chirac, póki jest prezydentem, nie zawaha się użyć
weta.
Po drugie, nie jest pewne, czy wizja Blaira umieszczenia Wielkiej Brytanii w
sercu Europy kiedyś się ziści. Mówi o niej od 1997 r., ale wobec opozycji
antyeuropejskich torysów nigdy nie zdecydował się na decydujący krok. Czy
nawet gdyby postulowane przez Blaira reformy UE nastąpiły, Brytyjczycy będą
chcieli czegokolwiek więcej niż unia celna?
Po trzecie, Blair musi uzyskać większość dla swej wizji Europy. Na razie jej
nie ma. Po jesiennych wyborach w Niemczech może zapewne liczyć na kanclerz
Angelę Merkel. Dopiero jednak wybory prezydenckie w Paryżu wiosną 2007 r. i
ewentualna wygrana w nich Nicolasa Sarkozy'ego otwarłyby drogę do liberalnego
konsensusu w Europie.
Przegrała Europa
Blair był zaskoczony akcją nowych państw UE zainicjowaną przez Belkę, które
upokarzając bogatą Piętnastkę, gotowe były oddać 1,5 mld euro, byle bogaci
się dogadali. Na konferencji prasowej o tym nie wspomniał. W oczach opinii
publicznej Blair wyszedł więc nie tyle na przekonanego modernizatora, co na
narodowego egoistę, któremu obca jest europejska solidarność. Chirac nie
omieszka tego wykorzystać.
Jak już pokazał po Waterloo kongres wiedeński - a to właśnie pod batutą
Wiednia wiosną 2006 r. Unia stoczy kolejną budżetową potyczkę - Francuzi są
mistrzami przekuwania porażek w dyplomatyczne sukcesy.
Pierwszy już się Francji udało osiągnąć - kryzys wokół budżetu i konstytucji
stawia dalsze rozszerzanie Unii, popierane przez Blaira, pod znakiem
zapytania. Przyznał to już premier Turcji. No bo jak przyjąć kolejnych
lokatorów, gdy obecni mieszkańcy kłócą się o czynsz?