Dziś Noc Kupały

23.06.05, 15:15
Dziś Noc Świętojańska (d. Kupały)


jack 23-06-2005, ostatnia aktualizacja 23-06-2005 12:41

Dziś od Morza Śródziemnego aż po Skandynawię będzie świętowana jedna z
najbardziej niezwykłych nocy w roku - Noc Świętojańska

Wiąże się ona z letnim przesileniem. Odkąd pradawni astronomowie wyznaczyli
pierwszy dzień lata na około 24 czerwca, w wigilię tego wydarzenia odbywały
się na Starym Kontynencie niezwykłe obrzędy. W tradycji słowiańskiej w tę
jedyną noc, zwaną też Nocą Kupały, czczono płodność i obfitość. Przyjęta więc
później nazwa - Noc Świętojańska jest myląca. Jan Chrzciciel ma bowiem
niewiele wspólnego z praktykowanymi od czasów przedchrześcijańskich
obrzędami, takimi na przykład jak staropolskie wędrowanie na najwyższą w
okolicy górę. Nasi przodkowie rozpalali tam ogień, który, jak wierzyli, miał
przedłużyć światło słoneczne. Innym zwyczajem było szukanie kwiatu paproci.
Pod pretekstem szukania czegoś, co nie istnieje, młodzi szli do lasu, aby w
tę jedyną noc oddawać się uciechom. Praktykowanym wciąż zwyczajem jest
puszczanie wianków. Dziewczyny do dziś puszczają je na wodę wraz z zapaloną
świecą. Jeśli wianek płynie bez przeszkód lub wyłowi go jakiś chłopak,
oznacza to szybki ślub i szczęśliwe życie. Jeśli utknie w zaroślach lub
świeca zgaśnie, wróży to nieszczęście i staropanieństwo. Jak w XVI wieku
pisał ksiądz Marcin z Urzędowa, dopełnieniem ceremoniału najkrótszej nocy w
roku były zioła. Wierzono, że raz w roku nabierały szczególnych, medycznych
właściwości. Silną wiarę w skuteczność ziół miały młode kobiety, które
przepasywały się nimi trzykrotnie wokół talii i piersi. Miało to wpłynąć na
zachowanie urody przez długi czas.


wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2781913.html
    • bolko_turan Krakowianie powitali lato na kopcu Krakusa 23.06.05, 15:26
      Renata Radłowska 21-06-2005 , ostatnia aktualizacja 21-06-2005 22:00

      miasta.gazeta.pl/krakow/1,44425,2779907.html

      Mglisto, zimno, szarawo, na ulicach pusto. Było przed czwartą rano, kiedy na
      kopiec Krakusa wdrapywali się pierwsi miłośnicy. Czego? Słońca, lata, może
      nawet tajemnych obrzędów. Wczoraj kilkudziesięciu krakowian, a jeden nawet z
      akordeonem (były też panie z najbardziej solarnymi kwiatami - słonecznikami)
      powitało wschodzące nad Krakowem słońce.

      A słońce wschodziło tak jak zwykle, zza horyzontu; wczorajszy wschód był jednak
      wyjątkowy: o godz. 4.30 Kraków przywitał się z latem. Rok słoneczny, jak mówili
      druidzi, witano też w Anglii - w Stonehenge, czyli stolicy megalitycznych,
      kamiennych niezwykłości. Może i na Wyspach było bardziej rozrywkowo, ale tam na
      pewno nikt nie witał słońca na kopcu. Krakowianie mieli jeszcze jedną przewagę
      nad Anglikami - tajemniczą topografię miasta.

      Kopiec Krakusa, bo podobno z niego widać pierwszy promień słońca, który wyłania
      się znad innego kopca - Wandy (to oznacza, że ostatni promień, znikający nad
      kopcem Krakusa, widać z kopca Wandy).

      Pierwszy na kopiec wdrapywał się Piotr Górski: przyjechał aż ze Skawiny,
      pracuje w Filharmonii Krakowskiej. Miał kłopoty z wejściem na wierzchołek, bo
      do dołu skutecznie ciągnął go akordeon, który zarzucił sobie na plecy.

      - Pomocy, ratunku, niech mi ktoś pomoże! - krzyczał.

      Kiedy już wyszedł na górę, rozgrzewał instrument, a miał przygotowanych kilka
      letnich kawałków. Grał "Lato, lato wszędzie" (śpiewała Formacja Nieżywych
      Schabuff), "Do lata, do lata piechotą będę szła" (jak nuciła kiedyś Beata
      Kozidrak); próbował też "Baśkę" Wilków, ale widownia uznała, że hit to letni,
      ale niekoniecznie o lecie.

      Zaraz potem na kopiec przyszli cierpiący na bezsenność studenci, którzy
      popijając nalewkę wiśniową, żegnali sesję letnią. Przyszli też ci, którzy w
      historii związku nie mieli jeszcze wspólnego witania słońca (Ania i Michał,
      Tomek i Basia, Piotr i jego pies Wiaderko). Sylwia przyszła sama, choć nie
      sama: za trzy miesiące urodzi syna, więc jej maluch był najmłodszym witającym
      słońce.

      O godz. 4.28 słońce zaczęło wstawać: leniwie, spod purpurowej pierzynki. Piotr
      Górski zaintonował na akordeonie "O sole mio". O godz. 4.30 słońce straciło
      leniwość i przyspieszyło, a krakowianie na kopcu zaczęli machać w jego
      kierunku. Dwie minuty później tarcza była już tak ognista jak surówka z
      nowohuckiego kombinatu (słońce wstawało w jego sąsiedztwie, ale trudno
      powiedzieć, czy rzeczywiście nad kopcem Wandy). Wtedy Piotr Górski zagrał "Sto
      lat", była godz. 4.36.

      - Patrzcie, patrzcie, ale dostało kopa! - studenci w uwielbieniu prawie padli
      na kolana.

      Potem słońce zaczęło wreszcie grzać, a witający je rzucili się po certyfikaty
      potwierdzające uczestnictwo w witaniu (wystawiali je współorganizatorzy, czyli
      portal www.pogorze.pl). Niektórzy poszli do domów, inni już umawiali się na
      pożegnanie pierwszego dnia lata na kopcu Wandy. Piotr Górski też by pewnie się
      tam pojawił, ale... Kawałków o pożegnaniu pierwszego letniego dnia jest
      znacznie mniej niż tych o jego powitaniu. No i to jednak smutniejsza impreza.



      "Co słonko widziało"

      www.podgorze.pl/
      Gdy o 4.30 pierwszy czerwony punkcik wysunął się znad horyzontu rozbrzmiały
      gromkie brawa, okrzyki Niech żyje albo Witaj w domu! Ktoś przyniósł akordeon i
      grał, że "Do lata będzie szła"..., a ktoś cichutko wybijał na bongosie miarowy,
      witalny rytm ziemi.... Niektórzy tańczyli, inni stali jak urzeczeni.
      Wszyscy jak jeden mąż czekali a potem patrzyli na tę wyjątkową gwiazdę. Czy
      jakaś inna, ludzka może pochwalić się tym, że 70 osób, smaganych porannym
      wiatrem, stanęło bladym świtem na szczycie Kopca Krakusa, czekając z
      największym utęsknieniem aż się obudzi i obdarzy nas swym promyczkiem jak
      uśmiechem?
      I że w dodatku sprawi tym swoim wstaniem tyle radości i że obdarzy tak
      pozytywną energię na cały następny dzień.
      To przekroczyło nawet nasze oczekiwania, dlatego nie dla wszystkich wystarczyło
      certyfikatów.
      Tym wszystkim, którzy tam z nami byli bardzo serdecznie raz jeszcze dziękujemy
      i gratulujemy fantazji. Skoro zebrała się nas taka liczba znaczy, że duch
      kawalerski w narodzie nie ginie!!!
      I niech tak zostanie. Bo następny wschód już za rok.
      Certyfiakty, jak pamiętacie, do odbioru w Domu Historii Podgórza na ul.
      Limanowskiego 13, lub na Węgierskiej 1 w clubOKOcafe już od jutra.
Pełna wersja