Polacy materialem dla zywiolu niemieckiego...

23.06.05, 15:44
Czy to już rasizm?

newsweek.redakcja.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=12799

Odnaleźliśmy dzieci z rozbitych polsko-niemieckich małżeństw, którym nie
wolno mówić po polsku. Zakazu nie wydali skłóceni rodzice, ale niemieckie
urzędy i niemieckie sądy. W majestacie niemieckiego prawa. Według wyroków
niemieckich sądów mówienie po polsku ma szkodzić dzieciom w prawidłowym
rozwoju. Według polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości to jednostkowe
przypadki i nie warto wszczynać alarmu. Czy w końcu znajdzie się ktoś, kto
pomoże polskim obywatelom i przetnie urzędniczy rasizm?
Kiedy dostaliśmy pierwsze sygnały o sądowych zakazach mówienia po polsku,
wydało nam się to nieprawdopodobne. Owszem, może jakiś nadgorliwy niemiecki
sędzia czy urzędnik wydał taką decyzję w imię źle rozumianej solidarności z
rodakiem. Albo uwierzył w drastyczne opowieści niemieckiego współmałżonka o
polskim rodzicu. Rozwodzący się ludzie często posuwają się do najbardziej
nieczystych chwytów, aby zdobyć prawo do opieki nad dzieckiem.
Ale im dłużej badaliśmy sprawę, po dziesiątkach rozmów z rodzicami,
prawnikami, przedstawicielami organizacji pozarządowych, niewiara zmieniała
się w niedowierzanie. Polskim rodzicom pod groźbą uniemożliwienia
jakiegokolwiek kontaktu z dziećmi
zabrania się powiedzenia po polsku nawet prostego "cześć, córeczko", "dzień
dobry, synku". Widzenia z dziećmi obwarowano więzienno-obozowymi rygorami -
spotkania
------------------------------------------------------------------------------
--


------------------------------------------------------------------------------
--
tylko w specjalnych pomieszczeniach, pod nadzorem niemieckiego urzędnika,
który skrupulatnie wsłuchuje się w każdy dźwięk. A jeśli padnie choćby słowo
po polsku, może być pretekstem do brutalnego przerwania wizyty. Najbardziej
niepokornych pozbawiano nawet praw rodzicielskich.
- Znam kilkaset podobnych przypadków - mówi dr Karin Jäckel, publicystka,
autorka książek o wychowaniu, działaczka walcząca o prawa rodzicielskie. - A
biorąc pod uwagę informacje przekazywane przez organizacje pozarządowe, można
sądzić, że jest ich kilka tysięcy rocznie.

Katarzyna Bonda , Jacek Romanowicz Współpraca Filip Gańczak, Berlin
Pełna wersja