odarpi
29.06.05, 10:40
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2787537.html
Nasze narody zachowały krzepę
prof. Bohdan Osadczuk
Fot. Piotr Wójcik / AG
Bohdan Osadczuk* 26-06-2005 , ostatnia aktualizacja 26-06-2005 17:56
W Kijowie wciąż nie rozumieją głębi kryzysu europejskiego. Traktują go jak
chwilowe przeziębienie, a to jest więcej niż grypa - nie wiem, czy Europa w
ogóle się z niej wygrzebie. Dlatego Ukraina powinna była iść tak jak Polska,
jak kraje nadbałtyckie: najpierw do NATO. I to byłaby największa ochrona
naszych interesów - uważa ukraiński historyk i politolog w rozmowie z
Grzegorzem Józefczukiem
Grzegorz Józefczuk: Odrzucenie konstytucji unijnej przez Francję i Holandię
sprawia, że Polska chyba musi przemyśleć, jak jeszcze lobbować skutecznie za
Ukrainą w Europie. Natomiast zakończenie sporu i otwarcie Cmentarza Orląt
Lwowskich potwierdza, że strona ukraińska liczy na Polskę w swych unijnych,
europejskich aspiracjach. Czy tak?
Bohdan Osadczuk: Są to dwie rozmaite sprawy i dwa różne problemy. Kwestia
uregulowania sprawy Cmentarza Orląt, która się wlecze od lat, jest
zakończeniem pewnej fazy wzajemnych stosunków wynikającej z następstw II
wojny światowej. To jakby ostatni niezałatwiony element naszych sporów o
przeszłość - i ten rozdział się już zamyka. Nie nastąpiło to wcześniej z
rozmaitych względów. Słabość władz miejskich we Lwowie sprawiała, że nie
miały one odwagi, żeby usunąć krzykaczy i wiecznych malkontentów, którzy
wychodzą z małostkowych, przygranicznych kompleksów, a nie rozumieją, że
chodzi o ważniejsze sprawy. Po drugie, przejawiała się w tym słabość władz
kijowskich, które nie cieszyły się wielkim mirem, uznaniem we Lwowie. To była
słabość reżimu Kuczmy. A po trzecie, istniał czynnik polski: strona polska
długo upierała się przy maksymalistycznej postawie.
Pomarańczowa rewolucja bardzo wiele zmieniła.
- Przypuszczalnie bez pomarańczowej rewolucji to wszystko by się ciągle tliło
i wałkowało. A tak powstały nowe wartości i nowe spojrzenie na dawne sprawy.
Pokolenie Polaków, które już zapomniało o epopei "Solidarności", nagle
zobaczyło, że Ukraińcy są gotowi do czegoś podobnego. Ukraińcy zdobyli - i
słusznie - poklask u Polaków. W czasie pomarańczowej rewolucji mimo
wewnętrznych podziałów w Polsce w gruncie rzeczy tak obóz rządowy, jak i
opozycyjny były proukraińskie - za pomocą, wsparciem, solidarnością z
Ukraińcami.
Polacy stali się rzecznikami Ukrainy w Unii Europejskiej. Jednak Pan bardzo
zgryźliwie wypowiada się o "starej" Europie - tej dawnej unii 15 krajów - że
jest zmęczona, zatęchła i skąpa.
- Bo tak, niestety, jest. Ja się z tego wcale nie cieszę. Jest ogromny kryzys
całego kontynentu, to znaczy Europy kontynentalnej, bo Wielka Brytania jest
poza tym. To nie wróży nic dobrego.
Jakie są przejawy tego kryzysu?
- Kryzys wyraża się w zaniku płomienia idei europejskiej, w tym, że
społeczeństwa zachodnioeuropejskie przestały wierzyć w tę ideę. Ona się jakoś
zużyła, spowszedniała, nawet skundliła do pewnego stopnia. Dlatego ten
ciułacz francuski boi się, że pracę wykradnie mu Polak, jakiś polski
robotnik, przysłowiowy hydraulik. Niemcy krzyczą, że przez skandal wizowy
wdarły się tam miliony Ukraińców, którzy odebrali im pracę... To bujda. Ale
wszystko to świadczy o braku zaufania do własnej idei, którą wymyślono
właśnie tam, w Paryżu. I tam zostaje ona teraz pogrzebana. Tymczasem cała
wojna antykomunistyczna, zimna wojna, odbywała się w imię wolnego przepływu
ludzi, idei i towarów. A teraz nagle zamyka się drzwi do Europy. Nie można
budować takiej fortecy. Zresztą są nowi członkowie Unii Europejskiej -
dziesięć nowych państw - i myślę, że one, które też w tym towarzystwie mają
głos, na to nie pozwolą.