Stefan Meller, ambasador Polski w Moskwie

04.07.05, 23:42
Witam!
ROZMOWA Stefan Meller, ambasador Polski w Moskwie

Polityczny nietakt wobec Unii


Stefan Meller: „Kiedyś Kaliningrad nazywał się Królewiec i był lennem króla
Polski”
(c) ANDRZEJ WIKTOR
Rz: Decyzja Kremla, żeby nie zapraszać do Kaliningradu prezydentów Polski i
Litwy, była dla pana zaskoczeniem?

Stefan Meller: Owszem. Przez kilka miesięcy docierały do mnie nieformalne
informacje, że prezydent Aleksander Kwaśniewski będzie gościem uroczystości
750-lecia Kaliningradu. I oto nieoczekiwanie okazało się, że formuła
spotkania uległa zmianie oraz że zaproszono jedynie kanclerza Niemiec,
prezydenta Francji oraz premiera rządu hiszpańskiego. Można to rozmaicie
interpretować, ale jeśli już powoływać się na historię, to kiedyś miasto to
nazywało się Królewiec i było lennem króla Polski, więc nawet z powodów
czysto historycznych prezydent Kwaśniewski byłby tu na miejscu.

Tymczasem doszło do spotkania nieformalnego Klubu Przyjaciół Rosji,
pomniejszonego o premiera Zapatero, który miał zbyt wypełniony kalendarz
zajęć...

To prawda. Mówimy: Klub Przyjaciół Rosji, ale każdy z tych przyjaciół jest
jednocześnie członkiem UE. Dlatego, myślę, że czas na analizę przyczyn, dla
których tak się stało. Taka refleksja potrzebna jest nie tylko nam i
Litwinom, ale i wszystkim członkom Unii, choćby dlatego, że problemy obwodu
kaliningradzkiego zostały wysunięte na plan pierwszy stosunków między
Federacją Rosyjską a Unią. Co więcej, to Moskwa nieustannie ponagla UE, żeby
wymyśliła i zrobiła coś dla Kaliningradu. Patrząc z tej perspektywy i biorąc
pod uwagę polską aktywność w Kaliningradzie, tym bardziej jestem zdziwiony
przyjęciem akurat takiej formuły uroczystości rocznicowych. Patrzę na to nie
tyle w kategoriach jakiejś urazy, ile jako na wydarzenie polityczne. I jako
takie, moim zdaniem, powinno być ono powodem do zastanowienia dla całej UE.

Skoro wcześniej w Moskwie sugerowano udział Polski w obchodach 750-lecia
Kaliningradu, to dlaczego zmieniono zdanie?

Szczerze mówiąc, nie znajduję żadnego sensownego, poważnego wytłumaczenia, a
tego najprostszego - powiem teraz coś okropnego - jako ambasador w ogóle nie
dopuszczam.

To znaczy?

Musiałbym się odwoływać do porównań ze szkoły podstawowej, kłótni między
chłopcami. Nie przychodzi mi do głowy żaden prawdziwie polityczny pomysł,
ponieważ wydaje mi się, że niezaproszenie obu prezydentów
było "niepolityczne".

Co w takim razie Putin chciał osiągnąć?

Być może chciał dać prztyczka, ale jeśli wielki kraj próbuje prowadzić tego
rodzaju politykę w Europie, to jest to powód do głębszego zastanowienia.
Chciałbym też, aby zostało to potraktowane nie jako element stosunków
dwustronnych, lecz jako przejaw określonego zachowania w stosunku do całej
Unii.

Tymczasem stosunki polsko-rosyjskie są coraz gorsze. W Rosji Polska jest
traktowana trochę na zasadzie chłopca do bicia. Czym to wytłumaczyć?

Przyczyny są różne. Jest to między innymi łatwość, z jaką można trafić do
przeciętnego obywatela Rosji, odwołując się do historii, do trudnych często
stosunków dwustronnych. Ale także to, że jesteśmy od pewnego czasu w NATO i w
Unii, więc możemy w sposób pośredni uosabiać pewne niechciane właściwości
Europy.

Jaka powinna być nasza reakcja?

Nasza reakcja powinna być spokojna. Po pierwsze - powinniśmy krytycznie
odnosić się do rozmaitych tekstów, ukazujących się w rosyjskich mediach i
manipulujących historią stosunków dwustronnych. Po drugie - i nawet
ważniejsze - cała nasza energia winna być skierowana na długofalową dydaktykę
w stosunku do krajów UE. Europa ma dość mętne pojęcie o historii stosunków
polsko-rosyjskich, a Moskwa - dla swoich celów politycznych - próbuje
ugruntować nasz wizerunek jako "zapiekłych rusofobów". Wizerunek z gruntu
nieprawdziwy.

Rozmawiał Sławomir Popowski
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050704/swiat/swiat_a_6.html
Chcesz więcej,klinij tu:MLM, biznes po godzinach...
Pozdrawiam i zapraszam!
gg 172 85 85
Pełna wersja