Polska nie powinna bać się Chin

08.07.05, 00:16
Sława!
DRUGA STRONA
GOŚĆ "RZECZPOSPOLITEJ" Katinka Barysch

Polska nie powinna bać się Chin
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050705/publicystyka/publicystyka_a_4.html


Rz: Unia Europejska przywróciła ochronę rynku tekstyliów, gdy się okazało, że
od początku roku import z Chin gwałtownie rośnie. To dobre rozwiązanie?

Katinka Barysch: Nie, na dłuższą metę nic to nie zmieni. Uzgodniono, że
wzrost importu nie może przewyższać 8 - 10 proc. rocznie. Taka ma być
odpowiedź na niespodziewany wybuch importu. A przecież to, co się stało, było
absolutnie do przewidzenia. Teraz kłopot mają dostawcy europejskich sieci
sklepów, którzy nie wiedzą, jak się wywiązać z umów zawartych na początku
roku. Tylko w Chinach mogą zaopatrzyć się po tak niskich cenach i na tak dużą
skalę w towar. Restrykcje mogą zostać zresztą utrzymane jedynie na dwa lata.
Na ich utrzymanie dłużej niż do 2008 roku nie pozwala Światowa Organizacja
Handlu.

Co potem?

Potem Unia mogłaby tylko wprowadzić nadzwyczajne cła antydumpingowe.
Tymczasem udowodnienie dumpingu, czyli eksportu poniżej cen na chińskim
rynku, jest możliwe co do stali czy wyrobów przemysłu ciężkiego. Ale nie
tekstyliów, które Chińczycy produkują po niesłychanie niskich kosztach,
dzięki produkcji na ogromną skalę identycznych wyrobów. Krótko mówiąc,
europejski przemysł ma jeszcze dwa lata na przygotowanie się do otwartej
konkurencji.

Wiele przedsiębiorstw w Europie wówczas zbankrutuje?

Nie, bo większość europejskich firm nie produkuje masowych, niskiej jakości
wyrobów tekstylnych, jak to jest w Chinach. Jeśli kupuje się chińskie
spodnie, to nie zamiast spodni francuskich. Nabywa się chińskie wyroby
zamiast tych ze Sri Lanki czy Turcji. Bruksela wprowadziła ochronę rynku pod
naciskiem Włoch, Portugalii, Polski i niektórych innych, nowych krajów
członkowskich. Ale nawet w tych krajach ryzyko masowych bankructw nie jest
moim zdaniem duże. Chińczycy nie zdołają bowiem w krótkim czasie
wystarczająco poprawić jakości produkcji, aby dorównać temu, co powstaje w
tych państwach.

Spodziewa się pani ochrony przez Brukselę przed importem z Chin kolejnych
sektorów, np. butów, rowerów, elektroniki?

Mam nadzieję, że Unia nie wybierze takiej strategii. Europa musi
byćkonkurencyjna w globalnym świecie. Aby tak się stało, nie może walczyć o
przetrwanie podstawowych gałęzi przemysłu, bo tu nie ma dla niej żadnej
przyszłości. Jedynym wyjściem jest produkcja wysokiej jakości towarów i
usług. Już teraz większość Europy Zachodniej spełnia ten warunek. A nowe
kraje członkowskie szybko idą w tym kierunku.

Bruksela ustala jednak jednolitą politykę handlową dla całej Unii. Czy nowe
kraje członkowskie nie są tu poszkodowane przy otwieraniu rynków? Miały mniej
czasu na modernizację swojego przemysłu.

Rzeczywiście, to zawsze jest trudny kompromis. Gdy Polska będzie naciskała na
Komisję Europejską, aby ta wprowadziła ochronę europejskiego rynku butów,
wielkie koncerny jak BASF, Siemens czy British Petroleum, które dobrze
rozwijają swój biznes w Chinach, zrobią wszystko, aby do tego nie doszło. Nie
chcą drażnić Chińczyków. Jednak to nie o kraje Europy Środkowej się martwię,
jeśli chodzi o skutki globalizacji. Ostatnie 15 lat pokazało, że potraficie
się zmieniać szybciej i lepiej od Europy Zachodniej. Choćby w przemyśle
samochodowym, gdzie na początku lat 90. nikt nie dawał temu regionowi żadnych
szans. Macie niskie koszty pracy i pracowników o wysokich kwalifikacjach.
Jesteście bardzo konkurencyjni! Dzięki temu, że jesteście w Unii, nie ma
ryzyka, że zostaniecie odcięci od rynku Zachodu. Znacznie bardziej Chin mogą
się obawiać Niemcy, Francja, a przede wszystkim Włochy. To kraje, których
system gospodarczy jest mało elastyczny. Wszelkie zmiany są więc o wiele
trudniejsze do przeprowadzenia.

Rozmawiał Jędrzej Bielecki
Katinka Barysch jest główną ekonomistką Centrum na rzecz Reformy Europy (CER)
w Londynie

Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie
Pełna wersja