witomir
13.07.05, 12:20
"Gazeta Krakowska” opisuje na swoich łamach zawartość straganów z pamiątkami w
Zakopanem. Kiedyś sprzedawane były kapelusze, ciupagi i podobne przedmioty,
wyrabiane przez miejscowych twórców i rzemieślników z tradycyjnych surowców.
Obecnie sprzedawane są przede wszystkim plastikowe gadżety wyprodukowane w
Chinach.
Turyści kupują popielniczki w kształcie czaszek, drapaczki z dowcipnymi
napisami lub figurki góralskich par w dość frywolnych pozach i strojach.
Jeszcze dalej poszli handlarze z okolic Nowego Targu, którzy przy „Zakopiance”
sprzedają ogrodowe krasnale i wypchane zające z fajką w zębach.
Etnografowie narzekają na brak nadzoru nad sprzedawanymi pamiątkami. Prawdziwa
sztuka ludowa Podhala jest zagrożona. Nie istnieje żaden system nadzoru i
doradztwa w dziedzinie tego, co jest sprzedawane na straganach w stolicy
polskich Tatr. Takie regulacje istnieją w wielu regionach Europy.
Jest to faktycznie smutne zjawisko. Można jednak zapytać, czy jakaś kontrola
zmieniłaby preferencje turystów. Bo to przecież oni decydują jakie pamiątki
chcą kupować. Niestety obecna sytuacja nie świadczy o nich najlepiej.
Asortyment straganów nie świadczy też dobrze o samych sprzedających – górale
lubują się w obnoszeniu z własnym przywiązaniem do tradycji, z kultywowaniem
regionalnej kultury, często można od nich usłyszeć, że są z tego powodu lepsi
od mieszkańców innych regionów Polski. Ale gdy przychodzi co do czego, to za
„pamiątki z Podhala” robią chińskie plastikowe czaszki-popielniczki. No cóż,
nie tylko pecunia non olet – „dutki” także nie śmierdzą, nieważne na czym
zarobione.