ignorant11
14.07.05, 13:20
Sława!
Opór wobec reformy ONZ "zimnym prysznicem" dla Niemiec
PAP 14-07-2005, ostatnia aktualizacja 14-07-2005 10:11
Sprzeciw Stanów Zjednoczonych wobec forsowanego przez Niemcy i trzy inne
kraje (G-4) projektu powiększenia grona stałych członków Rady Bezpieczeństwa
ONZ jest "zimnym prysznicem" dla rządu Gerharda Schroedera - ocenił w
czwartek niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung".
"Mydleniem oczu" nazywa komentator wypowiedzi przedstawicieli rządu, iż od
początku liczono się z oporem "niektórych krajów". "FAZ" podkreśla, że nawet
gdyby niemiecką propozycję zaakceptowało Zgromadzenie Ogólne Narodów
Zjednoczonych, musi ją jeszcze ratyfikować amerykański Kongres, a to
będzie "trudne". "W Waszyngtonie uważa się od dawna, że w Radzie
(Bezpieczeństwa) jest wystarczająco dużo krajów europejskich" - czytamy.
Zdaniem "FAZ", niemiecka propozycja opierała się od początku na fałszywych
założeniach. Liczono na to, że Demokrata John Kerry wygra w 2004 r. wybory
prezydenckie w USA i w geście pojednania zaoferuje Niemcom miejsce w Radzie
Bezpieczeństwa. Drugą pomyłką było założenie, że świat nie będzie miał nic
przeciwko zwiekszonej roli "mocarstwa pokojowego", które sprzeciwiło się
wojnie w Iraku i punktualnie płaci składki na rzecz ONZ.
Autorzy tego planu nie wzięli pod uwagę, że istnieją inne kraje średniej
wielkości, które uważają, że są równie ważne, by wejść do grona kierującego
ONZ - wyjaśnia komentator.
"FAZ" podkreśla, że byłoby bardzo źle, gdyby w wyniku rywalizacji o miejsca w
RB nie doszły do skutku inne reformy ONZ. Do pilnych zadań należy zmiana
skandalicznej obsady Komisji Praw Człowieka, czy też problem korupcji w
kwaterze głównej organizacji - czytamy.
Inny niemiecki dziennik "Sudeutsche Zeitung" koncentruje się na ocenie roli
Stanów Zjednoczonych w sporze o reformę ONZ. Zdaniem gazety,
Waszyngton "sabotuje" reformę, której jeszcze niedawno sam domagał się.
Odrzucając propozycję grupy G-4 (Niemcy, Brazylia, Indie, Japonia) Stany
Zjednoczone hamują cały proces odnowy ONZ - krytykuje "SZ". "Dla wszystkich w
Nowym Jorku jest jasne, że tylko plan G-4 ma szansę na uzyskanie wymaganiej
większości dwóch trzecich głosów. Jeżeli propozycja upadnie, nie będzie
żadnej odnowy Rady Bezpieczeństwa" - czytamy. Świat będzie musiał nadal żyć
z "biurem politycznym", które dla wielu państw przestało być reprezentatywne.
"Czy właśnie tego chce Waszyngton? - pyta "SZ". - Widocznie USA nie pragną
silnej Organizacji Narodów Zjednoczonych, lecz niedomagającego klubu narodów,
który daje się wykorzystywać czasami jako pomocnik, a czasami jako kozioł
ofiarny".
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie