rachela180
20.07.05, 13:47
Rozmowa o przygranicznej akcji La Strady
Gazeta Wyborcza 2005-07-20
Jest poręczna, w kolorze pomarańczy, a na jej pierwszej stronie widnieje
napis w języku rosyjskim - "Informacja dla kobiet wjeżdżających do Polski".
Taką ulotkę dostanie każda Białorusinka, która przekroczy polską granicę w
Bobrownikach, Kuźnicy Białostockiej, Terespolu i Sławatyczach. Prewencyjną
akcję, która potrwa przez dwa dni, organizuje polska Fundacja "La Strada" we
współpracy z białoruską organizacją YWCA.
Aneta Dzienis: To pierwsza akcja fundacji skierowana do cudzoziemek?
Joanna Garnier z Fundacji "La Strada": Tak. Ale ponieważ handel kobietami nie
maleje, a od trzech lat współpracujemy z zaprzyjaźnioną białoruską
organizacją - stąd pomysł takiej akcji.
Białorusinki nie znają swoich praw w Polsce, czy celowo wprowadza się je w
błąd?
- Myślę, że raczej to pierwsze. Zresztą niewiele Białorusinek zna swoje prawa
i w swoim kraju. W Polsce boją się policji, straży granicznej. Jeśli pracują
nielegalnie - tym bardziej. A takie zachowanie to już zachęta dla osób, które
chcą je wykorzystać.
O czym w takim razie informujecie kobiety przyjeżdżające do naszego kraju?
- O tym, co zrobić, jeśli chcą pracować w Polsce legalnie, co zrobić, jeśli
się zakochają w Polaku i będą chciały wyjść za niego za mąż, jak korzystać z
pomocy lekarskiej. Ale także o tym, że prostytucja jest w Polsce nielegalna i
jeśli chcą na niej zarabiać - mogą zostać deportowane.
Dlaczego akcję skierowałyście tylko do Białorusinek? W Polsce przebywa
przecież też wiele kobiet zza wschodniej granicy.
- Bo one najczęściej zgłaszają się do naszej warszawskiej siedziby. Jedne
chcą wrócić do domu, drugie ledwo co wyrwały się z rąk oprawców i potrzebują
pomocy psychologa, inne zgubiły dokumenty albo mają dziecko z Polakiem i nie
wiedzą, jak je w Polsce zarejestrować. To prawda, że Białorusinki wzięłyśmy
na pierwszy ogień naszej akcji i na to dostałyśmy od Fundacji Stefana
Batorego fundusze. Ale ja już planuję pomoc Ukrainkom.