witomir
26.07.05, 13:19
W Danii gwałtownie rośnie eksport żywych świń, głównie prosiąt. To nowy trend
w duńskim sektorze hodowli i produkcji trzody chlewnej. Jak przewidują
branżowi analitycy eksport żywych zwierząt wzrośnie z 2,3 mln w 2004 roku do
3,3 mln w roku bieżącym. Dla porównania w 2001 roku wynosił 1,3 mln żywych świń.
Kierunek Polska
Duńczyk Niels Moeller zajmuje się hodowlą prosiąt. W bieżącym roku zamierza
wysłać 17.000 prosiąt na tucz do Polski. Przedtem wysyłał je do duńskich
gospodarstw skąd potem trafiały do duńskich ubojni. Ale nie dziś. Dzisiaj
wysokie koszta tuczu w rodzimych fermach oraz restrykcyjne przepisy ochrony
środowiska naturalnego wymogły na duńskich hodowcach inne rozwiązania.
Eksportują więc prosiaki głównie do Polski i Niemiec.
Prosięta z hodowli innego duńskiego producenta Finna Mikkelsena, jak podaje
gazeta Jyllands-Posten, także nie będą tuczone w Danii. I nie trafią do
duńskich ubojni. Też pojadą do Polski, gdzie będą tuczone w gospodarstwach
polskich rolników, którzy zawarli umowy na tucz kontraktowy z Animexem,
największą polską firmą zajmującą się przetwórstwem trzody i drobiu przejętą w
1999 roku przez amerykański koncern Smithfield Foods. Finn Mikkelsen produkuje
rocznie ok. 20.000 prosiąt. Koszt transportu jednego prosiaka z Danii do
Polski wynosi ok. 40 DKK. Ale duński hodowca potrafi kalkulować. „Właściwie
większość prosiąt wysyłam do Polski. Zarobię na tej transakcji więcej
pieniędzy niż w Danii”, mówi. I
nteres idzie tak dobrze, że Finn Mikkelsen wspólnie z kolegą niedawno założyli
własną firmę transportową. Teraz będą sami przewozili zwierzęta. Amerykański
koncern prawdopodobnie zamierza w bieżącym toku skupić 125.000 duńskich
prosiąt. Jeszcze więcej w następnych latach. Finn i jego partner zacierają
ręce! „Oni są niezwykle efektywni,” mówi Finn”. Trzeba wiedzieć, że Animex
jest obecny na brytyjskim rynku. Jest duża szansa na to, że bekon z moich
prosiąt znajdzie się na angielskich stołach”, dodaje.
To poważny problem dla duńskich zakładów mięsnych, dla których Wielka Brytania
jest jednym z najważniejszych rynków, a „Danish Bacon” to markowy, typowo
duński produkt.
Robota Smithfielda
W ostatnich latach daje się wyraźnie zauważyć zwiększoną aktywność
amerykańskiego giganta na europejskich rynkach. W Danii Smithfield dopiero w
bieżącym roku zaczął skupować trzodę chlewną. Taki rozwój jest niezwykle
bolesny dla największego duńskiego koncernu mięsnego Danish Crown, który traci
trzodę chlewną na rzecz najgroźniejszego konkurenta jakim jest właśnie
Smithfield. Smithfield bowiem, a raczej należąca do niego polska firma Animex
poprzez swojego agenta operującego na duńskim rynku zaczęła w ciągu ostatnich
miesięcy na dużą skalę wykupywać duńskie prosiaki. „Nie mamy żadnych problemów
z zakupem duńskich prosiąt. Duńscy hodowcy zapisują się w kolejce na listę
oczekujących na sprzedaż. Jest wielu chętnych, bo proponujemy im lepszą cenę
skupu”, mówi Jan Tambo, przedstawiciel Smithfielda na Danię.
Ale nie tylko skup prosiąt jest przedmiotem zainteresowania amerykańskiego
koncernu. Smithfield próbuje jednocześnie zachęcić duńskich hodowców i
producentów trzody chlewnej, aby przenieśli produkcję do Polski. „Służymy
pomocą prawną tym duńskim producentom, którzy sprzedają nam prosięta i którzy
chcieliby przenieść produkcję do Polski. Oczywiście muszą wcześniej zobowiązać
się do tego, że będą oddawali świnie wyłącznie do naszych ubojni”, mówi Jan Tambo.
Danish Crown w opałach
Smithfield Foods nie ukrywa, że chce skupić tyle duńskich świń dla polskich
rzeźni, ile tylko się da. Taktyka wykupywania duńskich prosiąt przez
Smithfield Foods to frontalny atak na Danish Crown, krzyczy Jyllands-Posten.
Ale nie tylko działalność Smithfielda kłuje w oczy Danish Crown. Na duńskim
rynku pojawiły się bowiem inne, konkurencyjne firmy jak holenderski Meat
Business Europe (ubój - 0,5 mln świń rocznie) czy niemiecki Tönnies Fleisch
(ubój - 340.000 tuczników rocznie). Także rodzimy Tican nie zamierza
zmniejszać produkcji. Tylko w bieżącym roku do duńskich rzeźni nie dotrze ok.1
mln świń, bowiem zostaną one przetransportowane do zagranicznych konkurentów
firmy. To zmniejszenie uboju o 5%. Jeszcze nigdy skala uboju świń w Danii nie
spadła tak drastycznie.
Jaka jest przyczyna zaistniałego stanu rzeczy? Otóż duńskich producentów
trzody chlewnej niepokoją obniżające się ceny skupu żywca wieprzowego, jakie
proponuje im spółdzielnia Danish Crown. Mogliby je sobie zrekompensować
zwiększając produkcję, ale na to nie pozwalają obowiązujące w Danii
restrykcyjne przepisy ochrony środowiska naturalnego. Duńskie rzeźnie obniżyły
ostatnio ceny skupu żywca wieprzowego o 30 duńskich groszy (oere) za kilogram.
Dla hodowcy prowadzącego fermę średniej wielkości oznacza to obniżenie
rocznych dochodów – i tak już mocno nadszarpniętych poprzednimi obniżkami – o
70.000 DKK. Wzbudza to niemałą frustrację wśród producentów. Mieliśmy
nadzieję, że po trzech latach słabej koniunktury wreszcie wychodzimy z dołka.
Jak się okazało były to złudne nadzieje, mówią hodowcy.
Zwiększony eksport żywych świń to nóż w plecy wbity Danish Crown, największego
duńskiego koncernu mięsnego. Jak przewidują eksperci zmniejszenie tegorocznego
uboju o 5% zmusi koncern do redukcji miejsc pracy w podległych mu ubojniach. A
jeśli taka tendencja będzie utrzymywała się dłużej, trzeba będzie podejmować
bardziej drastyczne decyzje włącznie z zamykaniem rzeźni. Z braku dostatecznej
ilości zwierząt do uboju. Szefowie Danish Crown są bardzo zaniepokojeni
rozwojem na rynku mięsnym. „To niezwykła sytuacja. Czegoś podobnego nigdy nie
widzieliśmy”, mówią z niepokojem.
Póki co Danish Crown z obrotami rzędu 44 miliardów DKK oraz ubojem wielkości
21 mln świń zachowuje pozycję największego koncernu mięsnego nie tylko w
Danii, ale i w Europie. Pytanie jak długo? /.../
Kryzys duńskich rzeźni
Duńskie rzeźnie stracą w bieżącym roku 1 mln świń na rzecz zagranicznych
konkurentów. Wielkość uboju trzody chlewnej w Danii jeszcze nigdy tak
dramatycznie nie spadła. Pomijając eksport prosiąt, niemieckie, holenderskie i
amerykańskie rzeźnie zaczęły już skupować duńskie tuczniki. Specjaliści z
branży uważają, że jedną z przyczyn tak katastrofalnej sytuacji są niskie ceny
skupu żywca wieprzowego, jakie ostatnio oferują rzeźnie należące do Danish
Crown. Dlatego wielu producentów zdecydowało się wysyłać tuczniki do rzeźni w
Holandii. Inni rozważają rozwiązanie umowy z Danish Crown, jeszcze inni już te
umowy rozwiązali. Ci, którzy nie zawarli umów z Danish Crown od dawna
eksportują żywiec do niemieckich, holenderskich i amerykańskich rzeźni. W 2004
roku (od stycznie do maja) duńscy producenci trzody chlewnej wyeksportowali
100.000 tuczników. Prognozy na taki sam okres bieżącego roku wskazują na 81%
wzrost eksportu. Zamykanie rzeźni wydaje się być nieuniknionym następstwem
takiego rozwoju sytuacji. W Danii już wcześniej zamknięto kilka rzeźni.
Częściowo za sprawą mechanizmów globalizacji, częściowo robotyzacji ubojni.
Przyczyny
Produkcja trzody chlewnej w Danii nie zmalała. Ale cechuje ją stagnacja.
Zmniejsza się natomiast ubój. Duńscy hodowcy i producenci trzody chlewnej
wskazują na trzy główne przyczyny zaistniałej sytuacji.
Po pierwsze: restrykcyjne duńskie przepisy ochrony środowiska naturalnego,
które uniemożliwiają rozszerzenie produkcji tuczników, co mogłoby stanowić
swoiste antidotum na niską cenę skupu żywca wieprzowego. Po drugie: wysokie
koszta produkcji. I wreszcie po trzecie: niskie ceny skupu oferowane przez
duńskie rzeźnie.
Finn Mikkelsen hoduje również niewielką ilość tuczników. Kilka tygodni temu
wysłał jeden transport do Holandii. „Zapłacono mi 950 DKK za sztukę. Taką samą
cenę mógłbym otrzymać w Niemczech. W Danii przy dużej dozie szczęścia mógłbym
dostać najwyżej 800 DKK. Nawet wlic