ignorant11
31.07.05, 22:01
Sława!
Łukaszenko Rosję lży, ale jej się trzyma
Rozmawiał Łukasz Adamski 29-07-2005, ostatnia aktualizacja 29-07-2005
17:48
Na Białorusi niewielu ludzi daje się nabrać na antypolskie sentymenty. Nawet
ci prości nie kojarzą Polaków z zagrożeniem, raczej z "Europą", większym
dobrobytem. A białoruscy Polacy, którzy mieszkają głównie na wsiach i w
małych miasteczkach, to sąsiedzi, przyjaciele, krewni Białorusinów. Po co się
mają kłócić? - mówi lider Białoruskiego Frontu Narodowego Vincuk Viaeorka*
Łukasz Adamski: Dlaczego Łukaszenko zaatakował Polaków? Co go sprowokowało?
Vincuk Viaeorka: Polska uosabia Europę, Unię Europejską. A tzw. europejskie
wartości są białoruskiemu dyktatorowi wstrętne. Związek Polaków na Białorusi
musiał być mu podwójnie wstrętny, bo jest dużą niezależną organizacją, a
białoruski dyktator jak wiadomo nie znosi również niczego, co jest od niego
niezależne. Polska jest ponadto bliskim sojusznikiem znienawidzonych przez
Łukaszenkę Stanów Zjednoczonych. Ponieważ fala demokratyzacji idąca z Zachodu
otoczyła Białoruś ze wszystkich stron - prócz jej wschodniej flanki - dlatego
działania przeciw Polakom to również sygnał dla sporej części rosyjskich elit
i opinii publicznej. Łukaszenko mówi: "Oto daję zdecydowany odpór wrażym
zachodnim siłom, które chcą nam narzucić swoje obce nam wartości".
A czemu Łukaszenko po prostu nie zlikwidował Związku, tak jak zlikwidował
wiele innych niezależnych organizacji w ciągu jedenastu lat swoich rządów?
- Związku Polaków na Białorusi nie można było tak po prostu zlikwidować, bo
Związek wspiera - jak każdą organizację mniejszości narodowej - tzw. ojczyzna
duchowa danej mniejszości, w tym wypadku Rzeczpospolita Polska oraz
międzynarodowe traktaty. Dlatego posłużono się prowokacją, napuszczaniem
jednych działaczy na drugich. Zresztą Łukaszenko zawsze stara się o pozory
prawne. Inne organizacje też nie były ot tak likwidowane - zmuszano je do
zaprzestania działalności naciskami administracyjnymi, grzywnami. Zmuszano,
by zmieniały nazwy, siedziby, a nowych nie chciano przyznać czy zarejestrować.
Czy Łukaszenko ma jakieś poparcie na Białorusi w swoich antypolskich
działaniach?
- Bardzo słabe, bo w dzisiejszych czasach na antypolskie sentymenty
kultywowane przez carską i sowiecką propagandę daje się nabrać niewielu
ludzi. Nawet ci prości, niewykształceni nie kojarzą Polaków z zagrożeniem,
lecz raczej z "Europą", większym dobrobytem. A białoruscy Polacy, którzy
mieszkają przede wszystkim na wsiach i w małych miasteczkach, należą do tej
samej grupy społecznej co Białorusini, to ich sąsiedzi, przyjaciele, krewni.
Po co się mają kłócić? Zatem antypolska prowokacja Łukaszenki jest na
szczęście mało skuteczna.
A kto popiera jeszcze Łukaszenkę? Z niezależnych badań socjologicznych
wynika, że większość Białorusinów jest przeciwna jego dalszym rządom, choć
nie bardzo wiedzą, kto mógłby być następnym prezydentem. Parę lat temu
sytuacja była inna.
- Na szczęście coraz więcej osób dostrzega, że Łukaszenko zaprowadził
Białoruś w ślepy zaułek. Jak długo w środku Europy może jeszcze funkcjonować
państwo skłócone z prawie wszystkimi sąsiadami, o przestarzałej,
nieefektywnej gospodarce, bez inwestycji zagranicznych i o systemie
politycznym, który diametralnie odróżnia ją od otaczających państw. A
przecież gospodarka Białorusi nie jest autarkiczna. Wielu, zwłaszcza młodych,
jeździ za granicę, widzi, iż demokracja to nie tylko wolność, ale też lepszy
rozwój gospodarczy.
Na kogo Łukaszenko może jeszcze liczyć?
- Popierają go przede wszystkim ludzie starsi oraz mało wykształceni. Często
mieszkańcy wsi, "kołchoźnicy". W miastach, także małych, poparcie dla
Łukaszenki jest o wiele mniejsze. Najwięcej zwolenników Łukaszenko ma na
Homelszczyźnie i Mohylewszczyźnie, czyli na południowowschodniej Białorusi, w
swoich rodzinnych stronach. Stosunkowo najmniejsze poparcie jest na
zachodniej Białorusi: w obwodach brzeskim, grodzieńskim czy na północnej
Mińszyźnie. Nie są to jednak duże różnice w odróżnieniu np. od Ukrainy, gdzie
istnieje wyraźny kontrast między wschodem i zachodem kraju.
Łukaszenkę popiera również część aparatu władzy oraz służb specjalnych.
Czerpią oni liczne profity z miejsca przy "korycie". Jednak poparcie tej
grupy jest dość niepewne. Wielu z sentymentem wspomina czasy sowieckie -
wtedy istniał jakiś niepisany kodeks wewnętrzny nomenklatury, pewnych rzeczy
się nie robiło. Za Łukaszenki wszystko jest możliwe - jego rządy łamią nie
tylko ład prawny i moralny, ale też normy wewnętrzne nomenklatury.
A co z biznesem?
- Biznes? Poważni gracze albo wynieśli się z Białorusi, skoro tylko
Łukaszenko doszedł do władzy - bo byli na tyle bystrzy, że widzieli, co się
święci - albo siedzą teraz w więzieniach. Natomiast średni i drobni
przedsiębiorcy doczekać się nie mogą, kiedy ten reżim padnie. Każdy chce
działać w cywilizowanych warunkach, a na Białorusi ustawy są tak
skonstruowane, aby jak najmocniej gnębić przedsiębiorców z inicjatywą.
Istnieje mnóstwo jawnych i ukrytych podatków, nieformalnych haraczy i
wreszcie nieznośna polityczna presja. W grabieży majątku narodowego
współuczestniczy tylko mała grupa oddanych reżimowi "koncesjonowanych
biznesmenów".
Czym jest w ogóle łukaszyzm, jak przeciwnicy dyktatora nazywają białoruski
reżim. Czy to zinstytucjonalizowany rodzaj oligarchii, swoista junta, w
której istnieje skupiona wokół przywódcy klika rządząca, czy też klasyczna
dyktatura jednej osoby?
- Zdecydowanie to drugie. Łukaszenko jest osią, która spaja cały system
władzy na Białorusi. Gdy osi zabraknie, wszystko posypie się jak domek z
kart. System tylko z pozoru wydaje się stabilny. W zasadzie Łukaszenko nie ma
wiernych ludzi oprócz bezwzględnie lojalnego Wiktara Szejmana, który jest
szefem administracji Łukaszenki, a wcześniej pełnił różne funkcję "siłowe".
Wielu niegdysiejszych zwolenników Łukaszenki, którzy pomogli mu dojść do
władzy, jak Aleksandr Fieduta czy Anatol Labiedźka, jest od dawna w opozycji.
Jednego ze swoich premierów - Michaiła Czyhira - Łukaszenko wsadził do
więzienia. Jeszcze inni jego dawni zwolennicy jak Jury Zacharanka, były
minister spraw wewnętrznych, czy Wiktar Hanczar zostali najprawdopodobniej w
1999 r. zamordowani. Czy Łukaszenko tak panicznie się boi pałacowego
przewrotu?
- Oczywiście. Zwłaszcza że przynajmniej część jego ekipy to nie są kompletni
idioci - widzą, że łukaszyzm jest nie tylko zabójczy dla narodu, ale też dla
nich. Nikt nie jest pewien jutra, bo Łukaszenko zdaje sobie sprawę, iż
członkowie jego ekipy mogą stanowić potencjalnie źródło pałacowego przewrotu.
Gubernatorów wymienia tak szybko, by nie zdążyli się za bardzo zidentyfikować
ze "swoim regionem". Ministrowie rządu, a nawet premierzy są regularnie
łajani przez prezydenta za niedostateczne wyniki gospodarcze czy za bałagan
administracyjny. To na nich w zamyśle Łukaszenki ma się skupiać "gniew ludu".
On sam, niczym dobry ojciec - "baćka"- ma być święty. Obecny premier Siarhiej
Sidorski jest właśnie łajany za złe żniwa - wątpliwe, by doczekał
przyszłorocznych wyborów prezydenckich. Część ludzi Łukaszenki pozostaje
nawet stosunkowo długo w aparacie władzy, zajmując coraz to inne stanowiska,
lecz czuje się upokorzona takim stylem działania nieznanym nawet za czasów
sowieckich. Podam przykład: Ministra obrony Leanida Malcaua jakiś czas temu
Łukaszenko oskarżył o to, iż po pijanemu wygłosił jakieś przemówienie. Potem
dyktator wspaniałomyślnie przywrócił go do łask, ba zwrócił mu nawet posadę.
Wątpliwe, by wojskowy zapomniał o tym upokorzeniu. Zresztą rotacja kadr,
napuszczanie jednych na drugich, to stara metoda dyktatorów. Łukaszenko jest
pojętnym uczniem.
A jakie jest poparcie Łukaszenki pośród służb mundurowych i milicji?
- Jest mnóstwo normalnych, uczciwych milicjantów, k