ignorant11
01.08.05, 18:35
Sława!
Na świecie wróciła pamięć o Powstaniu Warszawskim
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2848877.html
ZOBACZ TAKŻE
• Dźwięk syren w 61. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego (01-08-05,
16:30)
• Powstanie Warszawskie: Marsz Mokotowa (01-08-05, 11:39)
• Prosta historia zrywu - film o Powstaniu w Discovery Channel (01-08-05,
02:00)
• Papież oddał hołd Powstańcom Warszawskim (31-07-05, 16:06)
Jerzy S. Majewski 01-08-2005, ostatnia aktualizacja 31-07-2005 19:33
Przed 61 laty wybuchło Powstanie Warszawskie. Jeszcze kilka lat temu na
Zachodzie mało kto o nim słyszał. Dziś nareszcie się o nim mówi. To zasługa
ubiegłorocznych obchodów i takich postaci jak brytyjski historyk Norman
Davies.
Gdy w październiku 2003 r. ukazała się angielska wersja książki
Daviesa "Rising '44. The Battle of Warsaw" (Powstanie '44), nowojorscy
strażacy przyznali brytyjskiemu historykowi tytuł honorowego strażaka. Byli
poruszeni, gdy wyczytali, że w Powstaniu Warszawskim dziennie ginęło tylu
mieszkańców stolicy Polski, ilu ludzi zginęło w ataku na World Trade Center
11 września 2001 r.
Teraz książkę tę kupimy w całej Europie. - Oglądałem ją na eksponowanych
miejscach w księgarniach Wenecji, Aten czy Londynu. "Powstanie '44"
przetłumaczono na osiem języków, a czytelnicy piszą do mnie od Kalifornii po
Australię - mówi Norman Davies.
Niedługo można się spodziewać kolejnych tłumaczeń i żaden poważny historyk
nie powinien już pomylić Powstania Warszawskiego z tym w getcie. A przecież
do niedawna było to normą. Przed 11 laty podczas obchodów 50. rocznicy
Powstania Warszawskiego taką gafę popełnił prezydent Niemiec Roman Herzog. A
całkiem niedawno Guido Knopp w książce "SS przestroga historii" (2002 r.)
pisał o tłumieniu w sierpniu 1944 r. powstania w getcie. W 2004 r. książkę
Knoppa wydała po polsku jedna z największych oficyn wydawniczych Świat
Książki. Błąd niemieckiego historyka został w niej powtórzony bez
najmniejszego komentarza redakcyjnego!
Ubiegłoroczne obchody 60. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego -
zorganizowane w dużym stopniu z inicjatywy prezydenta Warszawy Lecha
Kaczyńskiego - zmobilizowały kombatantów, dziesiątki tysięcy mieszkańców
stolicy i pokazały, czym było Powstanie. Otwarciu Muzeum Powstania
Warszawskiego, na które kombatanci czekali 60 lat, towarzyszyła wielka akcja
propagandowa. Do Warszawy zjechali światowi politycy, m.in. kanclerz Niemiec
Gerhard Schröder, sekretarz stanu USA Colin Powell i wicepremier Wielkiej
Brytanii John Prescott. Widzowie CNN mogli zaś obejrzeć znakomity film o
Powstaniu. Duże, niekiedy dwustronicowe artykuły o zrywie warszawiaków w 1944
r. i o jego obchodach zamieszczały światowe dzienniki, m.in. "The Washington
Post", "Die Welt", "Frankfurter Allgemeine Zeitung" czy "The Guardian".
Etos Powstania Warszawskiego okazał się równie atrakcyjny i dla starszego, i
dla młodego pokolenia. Tomasz Stańko stworzył monumentalne jazzowe oratorium,
a piosenki powstańcze śpiewały grupy hiphopowe czy postpunkowe, takie jak Lao
Che. Samo muzeum - pomyślane nowocześnie - to dziś żelazny punkt programu dla
wszystkich, którzy przybywają do stolicy.
- Jestem wstrząśnięty. Nawet sobie nie wyobrażałem, jak wyglądała bitwa w
mieście - mówił mi kilka dni temu student z Korei Południowej po wizycie w
muzeum. Nie był osamotniony.
- Każdy naród przeżywał w swoich dziejach jakieś zrywy. Dziś pamiętają o nich
tylko historycy. Ale Powstanie Warszawskie ma szczególne znaczenie. To
przecież największa akcja ruchu oporu w Europie - mówi Norman Davies.
O tym wciąż trzeba przypominać. Chociażby po to, by dać odpór takim
stwierdzeniom, jakie zamieszczono w maju na oficjalnej kremlowskiej witrynie
internetowej "strana ru": "Według historyków największą skalę i znaczenie
miał w czasie II wojny światowej ruch oporu w Albanii, Grecji i Jugosławii.
Do grupy państw, gdzie ruch oporu był silny, zalicza się i Polskę. Ale po
bliższych badaniach uczeni zauważają, że to przesada" - czytamy. Dla wielu
Rosjan, których wiedzę historyczną ukształtowano w czasach ZSRR, brzmi to
przekonująco.
Norman Davies nieco przesadnie mówi wręcz o modzie na odkrywanie nieznanej
dotąd historii Polski. Ale coś w tym jest. Na świecie pojawia się coraz
więcej książek o naszych dziejach. Zwłaszcza tych najnowszych, XX-wiecznych,
a w książkach poświęconych II wojnie światowej nareszcie oddawana jest
sprawiedliwość Polakom. Tak jest choćby w najnowszej książce Matthew
Parkera "Monte Cassino" czy słynnej już "Sprawie honoru" Lynne Olson i
Stanleya Cloud poświęconej polskim lotnikom z Dywizjonu 303. Także tytuły
polskich autorów coraz częściej są tłumaczone na angielski i wydawane na
Zachodzie. Wystarczy wspomnieć opublikowaną właśnie w Nowym Jorku historię
rozwikłania zagadki niemieckiej maszyny szyfrującej Enigma przez Władysława
Kozaczuka i Jerzego Straszaka. Wkład polskich kryptologów był dotąd skrzętnie
skrywany przez Brytyjczyków.
I tu dochodzimy do sedna sprawy. To, jak nas widzą, zależy dziś w największej
mierze od nas samych. Trudno się obrażać na niewiedzę innych, jeżeli sami nie
będziemy dopominać się o swoje miejsce w historii.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie